Maciej ŚWIRSKI: Suwerenność przemysłowa. Jak Polska może sfinansować własny kompleks obronny?

Suwerenność przemysłowa. Jak Polska może sfinansować własny kompleks obronny?

Photo of Maciej ŚWIRSKI

Maciej ŚWIRSKI

Założyciel Reduty Dobrego Imienia. B. członek zarządu PAP (2006-2009) i przewodniczący rady nadzorczej PAP (2017-2022). W latach 2022-2025 przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Ryc. Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Krótki horyzont rozliczeniowy UE SAFE sprawia więc, że pieniądze muszą iść przede wszystkim na zakup gotowego sprzętu, nie na budowę nowych zdolności wytwórczych. Instrument zaprojektowany pod potrzeby istniejących ośrodków przemysłowych Europy Zachodniej wzmacnia ich pozycję zamiast tworzyć nową bazę produkcyjną w Europie Środkowej – pisze Maciej ŚWIRSKI

.Mechanizm warunkowości politycznej w architekturze finansowej Unii Europejskiej jest jednym z tych wynalazków, które wyglądają niewinnie dopóki nie zostaną użyte. Polska doświadczyła tego przy KPO: program stworzony jako odpowiedź na skutki pandemii stał się dźwignią nacisków dotyczących ustroju sądownictwa. Komisja Europejska dowiodła, że potrafi blokować transfery środków finansowych pod pretekstem warunków nie mających żadnego związku z celem programu. Nie był to błąd ani przeoczenie. Był to precedens i jako precedens należy go traktować.

Nabiera on szczególnego znaczenia teraz, gdy w grę wchodzi finansowanie obronności. Artykuł 4 ust. 2 TUE mówi wprost, że bezpieczeństwo narodowe jest wyłączną odpowiedzialnością każdego państwa członkowskiego. Artykuł 346 TFUE wyraźnie przyznaje państwom prawo do podejmowania działań koniecznych dla ochrony podstawowych interesów bezpieczeństwa związanych z produkcją lub handlem bronią. 

Jeżeli dostęp do finansowania inwestycji obronnych uzależniony zostaje od spełnienia warunków ustalanych przez Brukselę – a tak właśnie działa program SAFE – powstaje mechanizm pośredniej kontroli nad polityką bezpieczeństwa państw. Wpływ na strukturę zakupów uzbrojenia, wybór dostawców technologii wojskowych, kierunki inwestycji przemysłowych. Z perspektywy traktatowej jest to przekroczenie kompetencji. W praktyce geopolitycznej jest to narzędzie nacisku.

.Jest jeszcze drugie ograniczenie SAFE, mniej oczywiste. Środki mają być wydatkowane w perspektywie około czterech lat. Tymczasem budowa nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego jest procesem znacznie dłuższym – od projektu technologicznego przez procedury środowiskowe i licencyjne po uruchomienie linii produkcyjnych i wyszkolenie kadr trwa sześć do dziesięciu lat. Zakład osiąga pełną zdolność produkcyjną dopiero po tym czasie.

Krótki horyzont rozliczeniowy sprawia więc, że pieniądze SAFE muszą iść przede wszystkim na zakup gotowego sprzętu, nie na budowę nowych zdolności wytwórczych. Efekt jest łatwy do przewidzenia: instrument zaprojektowany pod potrzeby istniejących ośrodków przemysłowych Europy Zachodniej wzmacnia ich pozycję zamiast tworzyć nową bazę produkcyjną w Europie Środkowej.

Na konferencji bezpieczeństwa w Monachium w 2026 roku Marco Rubio zwrócił uwagę na element systematycznie niedoceniany w europejskiej debacie strategicznej: zdolność produkcyjna jest fundamentem bezpieczeństwa państwa. W konflikcie zbrojnym o wysokiej intensywności decyduje tempo wytwarzania uzbrojenia, zdolność odtwarzania zapasów, głębokość bazy przemysłowej – a nie liczba umów zakupowych ani deklaracje sojusznicze. Te słowa amerykańskiego Sekretarza Stanu wynikają z brutalnej rzeczywistości wojny na Ukrainie. Ukraina w latach 2023-2025 zużywała od jednego do dwóch milionów pocisków artyleryjskich rocznie, Rosja produkowała od dwóch do trzech milionów, produkcja dronów bojowych na Ukrainie przekroczyła dwa miliony sztuk rocznie. Wielka Wojna powróciła jako wojna przemysłowa – dokładnie w takiej postaci, jaką poznała ją Europa w 1916 roku.

Historia Polski dostarcza w tej sprawie argumentu konkretniejszego niż jakiekolwiek rozważania doktrynalne. W roku 1920, w przełomowym momencie wojny z bolszewicką Rosją, dostawy uzbrojenia z zagranicy zostały w dużej mierze zablokowane. Część elit politycznych w Wielkiej Brytanii wrogo odnosiła się do sprawy polskiej, a w portach zachodniej Europy dochodziło do strajków inspirowanych przez środowiska komunistyczne – dokerzy odmawiali załadunku transportów z amunicją przeznaczoną dla Rzeczypospolitej. Polska znalazła się w krytycznym momencie konfliktu odcięta od zachodnich dostaw. Realnej pomocy udzieliły Węgry – transporty amunicji z Budapesztu odegrały istotną rolę w uzupełnieniu polskich zapasów w chwili decydującej o losach kampanii.

Rok 1920 pokazuje rzecz prostą: w sytuacji zagrożenia wojennego dostawy uzbrojenia – a zwłaszcza amunicji – z zagranicy mogą zostać przerwane z powodów politycznych lub logistycznych niezależnie od deklarowanych zobowiązań sojuszniczych. Ta lekcja nie straciła aktualności – zmieniła jedynie formę.

.Przez ponad dwie dekady Berlin prowadził strategię głębokiej współpracy gospodarczej z Rosją, której sztandarowym wyrazem były projekty Nord Stream. Strategia miała zapewnić Niemcom dostęp do tanich surowców i wzmacniać ich przewagę przemysłową w Europie. Jej koszty polityczne ponosiły przede wszystkim państwa flanki wschodniej. Interesy strategiczne największych państw kontynentu i interesy bezpieczeństwa Europy Środkowej nie pokrywają się – historia ostatnich dekad dostarcza na to wystarczającej liczby przykładów. W sytuacji kryzysowej nie można wykluczyć scenariusza, w którym decyzje polityczne na Zachodzie prowadziłyby do ograniczenia bądź opóźnienia dostaw uzbrojenia, ponieważ niemieckie interesy gospodarcze okażą się ważniejsze niż wolność Polski, Litwy, czy Węgier. Dlatego państwo leżące na potencjalnym froncie konfliktu nie może opierać swojej strategii obronnej wyłącznie na imporcie.

Jest jednak jeszcze jeden wymiar tej zależności, rzadko nazywany wprost. Transformacja gospodarcza po 1989 roku nie była wyłącznie efektem naiwności decydentów ani ślepej wiary w rynek. Była też – przynajmniej częściowo – rezultatem świadomej logiki integracji, w której Polsce wyznaczono rolę zaplecza przemysłowego dla gospodarki niemieckiej, a nie konkurenta. Polska miała być montownią, nie konstruktorem. Dostarczycielem taniej siły roboczej, nie źródłem technologii. Rozmontowanie bazy przemysłowej w latach dziewięćdziesiątych – często przedstawiane jako konieczna cena modernizacji – miało też ten skutek, że Polska weszła w XXI wiek bez zdolności do samodzielnej masowej produkcji zaawansowanych systemów wojskowych. Dochodziły do tego działania wprost dywersyjne. Dobrym przykładem było doprowadzenie do usunięcia ze stanowiska odpowiedzialnego za uzbrojenie Romualda Szeremietiewa, co opóźniło program artyleryjski Krab o ponad dwie dekady.

Tymczasem Polska dysponuje już dziś przemysłem zbrojeniowym wysokich technologii. Niewystarczającym i potrzebującym rozbudowy. Inwestycja w krajowe zasoby badawcze, produkcyjne i kadrowe nie tylko podniesie jego poziom – uruchomi efekt rozlewania się technologii i kompetencji na całą gospodarkę. Tak działa każdy poważny przemysł obronny: izraelski, koreański, szwedzki. Zdolność do produkcji precyzyjnych systemów naprowadzania, zaawansowanej elektroniki, materiałów o specjalnych właściwościach – to nie jest wiedza, która zostaje za bramą zakładu zbrojeniowego. To fundament konkurencyjności przemysłowej w ogóle.

Odbudowa polskiego przemysłu zbrojeniowego jest więc jednocześnie odbudową polskiej bazy przemysłowej. I właśnie dlatego program SAFE, zaprojektowany tak, by pieniądze trafiały do gotowych dostawców, a nie do nowych zdolności wytwórczych – uderza nie tylko w polską obronność. Uderza w polską podmiotowość gospodarczą. Dominacja przemysłowa Niemiec w Europie Środkowej nie znosi konkurencji. A silny polski przemysł zbrojeniowy byłby jej pierwszą poważną zapowiedzią.

W debacie publicznej utrwaliło się przekonanie, że Polska nie dysponuje wystarczającymi zasobami kapitałowymi. Dane makroekonomiczne przedstawiają zupełnie inny obraz. Depozyty gospodarstw domowych przekraczają 1,3 biliona złotych, środki zgromadzone przez przedsiębiorstwa – około 0,5 biliona. Łączne oszczędności sektora prywatnego sięgają blisko 1,8 biliona złotych. Równolegle Polska utrzymuje bardzo silną pozycję rezerwową: oficjalne aktywa rezerwowe przekraczają 220 miliardów euro, a w ich strukturze systematycznie rośnie udział złota. Ponad 550 ton kruszcu plasuje Polskę w gronie największych jego posiadaczy w Europie. Przy cenie rynkowej oscylującej dziś wokół 5100 dolarów za uncję trojańską daje to około 90 miliardów dolarów – w przeliczeniu na złote ponad 350 miliardów. NBP nie traktuje tych rezerw jako aktywa do upłynnienia – złoto pełni funkcję zabezpieczenia systemu finansowego, niezależnego od systemu dolarowego. Polska dysponuje więc ogromnymi krajowymi zasobami kapitałowymi – wystarczającymi, by zbudować krajowy system finansowania przemysłu obronnego bez uzależniania się od zewnętrznych kredytodawców i politycznych warunkowości.

.Jak zmobilizować ten kapitał? Odpowiedzią są obligacje obronne skierowane do obywateli i przedsiębiorstw – instrumenty o zapadalności dwu-, pięcio- i dziesięcioletniej, oprocentowane na poziomie inflacja plus 3%, z gwarancją Skarbu Państwa i indeksacją realnej wartości kapitału. Zachęty podatkowe – zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych, możliwość odliczenia inwestycji od podatku dochodowego, preferencyjne traktowanie inwestorów długoterminowych – mogłyby istotnie wzmocnić popyt. Rezerwy złota banku centralnego nie musiałyby być przy tym ani sprzedawane, ani zastawiane. Ich rola polegałaby na wzmocnieniu wiarygodności całego programu – złoto jako strategiczne zabezpieczenie emisji, kotwica zaufania dla inwestorów.

Skala możliwej mobilizacji jest znacząca. Jednorazowe uruchomienie 5% prywatnych oszczędności dałoby 90 miliardów złotych, 10% – 180 miliardów, 15% – 270 miliardów. W modelu corocznym, przy mobilizacji nawet 2-3% istniejących oszczędności rocznie, w ciągu dekady do dyspozycji byłoby 400-600 miliardów złotych. Koszty budowy nowoczesnych zakładów są stosunkowo dobrze rozpoznane: fabryka amunicji kalibru 155 mm pochłania od 5 do 8 miliardów złotych, zakład produkcji dronów – od 2 do 3 miliardów, fabryka rakiet – od 8 do 12 miliardów. Program inwestycyjny o wartości 200 miliardów złotych pozwoliłby stworzyć od dziesięciu do piętnastu nowych zakładów i dźwignąć produkcję amunicji do 500-700 tysięcy sztuk rocznie.

Program obligacji obronnych mógłby być powiązany z mechanizmem dywidendy obywatelskiej – obywatele finansujący inwestycje stawaliby się w praktyce udziałowcami kompleksu przemysłowo-obronnego. Rachunek jest prosty. Kompleks przemysłowo-obronny o przychodach rzędu 80-100 miliardów złotych rocznie – poziom porównywalny z europejskimi firmami zbrojeniowymi średniej wielkości – przy marży operacyjnej 10% generuje 8-10 miliardów zysku rocznie. Nawet gdyby tylko część tej kwoty trafiała do posiadaczy obligacji, premia byłaby zauważalna. Przy kapitale inwestycyjnym rzędu 200 miliardów złotych wypłata połowy zysku sektora daje 4-5 miliardów rocznie do podziału – czyli dodatkowe 2-3% ponad podstawowe oprocentowanie.

W praktyce obligacje obronne mogłyby przynosić realną stopę zwrotu na poziomie inflacja plus pięć-sześć procent, finansując jednocześnie powstanie całego sektora przemysłowego o strategicznym znaczeniu dla państwa. Po kilkunastu latach takiego programu Polska dysponowałaby kompleksem generującym ponad sto miliardów złotych przychodów rocznie, zdolnym do eksportu na rynki światowe. Nowa gałąź gospodarki – jednocześnie wzmacniająca bezpieczeństwo państwa i podnosząca poziom technologiczny całej reszty.

.Ten model nie jest abstrakcją. Korea Południowa jeszcze trzy dekady temu była w dużej mierze importerem uzbrojenia. Systematyczna polityka budowy własnego przemysłu obronnego – finansowanego przez państwo i wspieranego przez krajowy kapitał – doprowadziła do powstania jednego z najszybciej rosnących sektorów zbrojeniowych świata. Eksport uzbrojenia przekracza dziś 15 miliardów dolarów rocznie, koreańskie czołgi, artyleria i systemy rakietowe trafiają do państw NATO. Izrael w latach siedemdziesiątych był niemal całkowicie zależny od dostaw zagranicznych – dziś jego przemysł obronny generuje kilkanaście miliardów dolarów eksportu rocznie i jest jednym z głównych motorów innowacji w całej gospodarce. W obu przypadkach sektor zbrojeniowy nie był kosztem bezpieczeństwa. Stał się jego przemysłowym fundamentem.

Jest jeszcze jeden wymiar tej strategii, rzadko uwzględniany w polskiej debacie. Polska wchodzi w okres głębokiego kryzysu demograficznego – w ciągu najbliższych dwóch dekad liczba osób w wieku produkcyjnym będzie systematycznie spadać. Technologie rozwijane dla potrzeb produkcji uzbrojenia – robotyka, automatyzacja, systemy autonomiczne, sztuczna inteligencja – mają charakter dual use i mogą być bezpośrednio stosowane w całej gospodarce. Budowa polskiego sektora robotycznego równolegle z rozwojem kompleksu obronnego to jeden z niewielu realistycznych sposobów utrzymania produktywności przy kurczących się zasobach pracy. Alternatywa, którą wybrała część państw Europy Zachodniej – masowa imigracja z regionów o odmiennej strukturze kulturowej – prowadzi do narastających napięć społecznych i rosnących kosztów państwa opiekuńczego. Polska stoi przed innym wyborem: zamiast importować siłę roboczą i powielać tamte błędy, może inwestować w technologie zastępujące brakujące zasoby wzrostem produktywności.

.Bezpieczeństwo państwa zależy w pierwszym rzędzie od zdolności przemysłowej. Państwo potrafiące produkować broń i amunicję może prowadzić długotrwały konflikt. Państwo tej zdolności pozbawione pozostaje zależne od cudzej woli – i od cudzej oceny własnych interesów. Żaden sojusz nie zastąpi własnej fabryki w chwili, gdy sojusznicy ważą swoje interesy. Rok 1920 to wiedział. Rok 2025 przyniósł przypomnienie.

Maciej Świrski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 marca 2026