Jan ROKITA: Polityczne wydoroślenie Karola Nawrockiego

Polityczne wydoroślenie Karola Nawrockiego

Photo of Jan ROKITA

Jan ROKITA

Filozof polityki. Absolwent prawa UJ. Działacz opozycji solidarnościowej, poseł na Sejm w latach 1989-2007, były przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Wykładowca akademicki. Autor felietonów "Luksus własnego zdania", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc.: Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Prezydentowi Karolowi Nawrockiemu trafia się okazja „zabicia ojca” (mówiąc ironicznie językiem freudystów), czyli politycznego wydoroślenia, a tym samym definitywnego wyjścia spod kurateli Jarosława Kaczyńskiego. Dla tej prezydentury, z jej oczywistymi politycznymi ambicjami na przyszłość, to doprawdy wyjątkowa okazja i gratka – pisze Jan ROKITA

.Niezależnie od burzliwej kontrowersji co do korzyści i ryzyka wynikającego z eurokredytu zbrojeniowego prezydent ma niebłahe taktyczne powody, aby podpisać się pod ustawą sankcjonującą ów kredyt.

Pierwszym jest nastawienie polskiej opinii publicznej, która – co ciekawe – chętnie przyznając się do obaw, iż dozbrojenie na kredyt polskiej armii leży w interesie Niemiec, zarazem w proporcji mniej więcej 2:1 (np. w SW Research 45:22) uznaje, że pieniędzy unijnych na armię nie należy odrzucać. Oczywiście, rzecz ma się całkiem inaczej w elektoracie PiS, co zrozumiałe, zważywszy na antyniemieckie okrzyki w sejmie Jarosława Kaczyńskiego oraz na zmasowaną propagandę prawicowych mediów, forsujących – co tu dużo mówić – dość nonsensowną tezę o „niemieckim mechanizmie zniewolenia Polski” (TV Republika).

Ale polityczna siła Karola Nawrockiego w dzisiejszych realiach bierze się nie stąd, że strachliwie poddaje się najrozmaitszym fanatyzmom ujawniającym się w PiS, ale z rzeczy dokładnie odwrotnej – że wyrobił sobie reputację polityka kierującego się własnym osądem. To jeden z istotnych powodów, dla których Nawrocki, pomimo nieustannej nagonki ze strony premiera Tuska, potrafił zyskać uznanie polskiej opinii publicznej, daleko wykraczające poza spadające nieustannie poparcie dla formacji Jarosława Kaczyńskiego.

.Powód drugi to interesy związkowe. To oczywiste, że związkowcy są zainteresowani każdymi pieniędzmi potencjalnie inwestowanymi w polski przemysł ciężki, kiepsko zarządzany w ciągu ostatnich lat, niezależnie od obozu rządzącego. Krajowe władze „Solidarności” żądały tego jeszcze w opinii do budżetu na rok 2026, argumentując to rosnącymi wydatkami państwa na zbrojenia. Krajowa „Solidarność”, jak dobrze wiadomo, nieznosząca z natury rządu Tuska, nie zabiera teraz wprost głosu ani za eurokredytem zbrojeniowym, ani przeciw niemu, gdyż ani nie może być z PiS-em przeciw inwestycjom w zbrojeniówkę, ani nie chce przyznać, że bliższe jest jej stanowisko rządu.

Ale polityków ze związkowej centrali wyręczają jednoznaczni w tej materii związkowcy z Huty Stalowa Wola, gliwickiego Bumaru czy centrali Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Ci nie tylko upatrują w kredycie szansy dla swoich zakładów i pracowników, ale domagają się, aby był on przeznaczany na rozwój krajowych firm zbrojeniowych. Tusk obiecał im (choć moim zdaniem są to gruszki na wierzbie), że 80 proc. całego kredytu zostanie przeznaczone na krajowy przemysł ciężki.

Jeśli Karol Nawrocki sprzątnie związkowcom sprzed nosa te pieniądze, które oni już zobaczyli na wyciągnięcie ręki, zostanie obciążony za to odpowiedzialnością. A rządowa propaganda grać będzie na tym wiarygodnym argumencie przez długi czas.

A szerzej patrząc na całą rzecz – nie podpisując pożyczki, prezydent straciłby wizerunek patrona i opiekuna polskiej armii, w który – jak dotąd z sukcesem – sporo zainwestował. Co więcej, Karol Nawrocki wypracował sobie swoisty „przyczółek współpracy” w rządzie, jakim jest właśnie MON pod kierownictwem Władysława Kosiniaka-Kamysza. Tymczasem wygląda na to, że eurokredyt jest dziś najważniejszym dla Kosiniaka pomysłem na sfinansowanie sporej części zakupów zbrojeniowych, i tych, których już dokonano, ale teraz trzeba będzie za nie zapłacić, i tych, które mają być dokonane w najbliższym czasie.

Kłopoty Tuska z deficytem budżetowym, najwyższym w Unii (co jest nowością, gdy idzie o polskie finanse), sprawiają, że nadal nie ma jasności, w jaki sposób mają być zapłacone choćby zakupy dokonane już w Ameryce: samoloty F-35, czołgi Abrams, helikoptery Apache i rakiety AIM, a te płatności będą się już wkrótce kumulować.

Krótko mówiąc, próbując zablokować unijny program SAFE, prezydent wszedłby w paradę politycznym interesom szefa MON, który potrzebuje sukcesów w zbrojeniu Polski, nie tylko ze względu na interes kraju i armii, ale także, aby jego osłabione stronnictwo – a wraz z nim on sam – miało jakiekolwiek szanse na przebicie się w nieodległych już wyborach przez 5 proc. klauzulę zaporową przewidzianą kodeksem wyborczym.

Nie jest tu również bez znaczenia kwestia ustrojowa, zwłaszcza w okolicznościach, w których pozycja i kompetencje konstytucyjne prezydenta są cały czas, a będą zapewne jeszcze ostrzej kwestionowane przez Tuska. Karol Nawrocki od pewnego czasu próbuje przez fakty dokonane przekonać obóz władzy, iż opłaca mu się uznać w głowie państwa partnera, z którym konsultuje się co ważniejsze czy bardziej kontrowersyjne ustawy, po to, by później uniknąć wetowania ustaw już uchwalonych. Ludzie Tuska powtarzają jednak do tej pory jak mantrę, iż jest to ze strony Karola Nawrockiego nieuzasadniona uzurpacja uprawnień, gdyż konstytucja żadnych kompetencji konsultacyjnych w dziedzinie ustawodawstwa głowie państwa nie przyznaje.

I oto właśnie po raz pierwszy, przy okazji ustawy sankcjonującej eurokredyt, zdarza się precedens, idący w stronę prezydenckich żądań. Obóz władzy de facto bowiem przekonsultował z Karolem Nawrockim projekt ustawy podczas obrad Rady Bezpieczeństwa Narodowego, po czym wykorzystał poprawki senatu, aby – wbrew swoim pierwotnym planom – wprowadzić doń kilka spośród postulatów prezydenta: wyłączenie budżetu MON z obowiązku spłacania pożyczki i system parlamentarnej kontroli nad jej wykorzystaniem. Szkoda, że Tusk nie zdecydował się na utworzenie komitetu sterującego, odpowiadającego za alokację pożyczonych funduszów, z udziałem przedstawiciela prezydenta; byłby to pewnie powód decydujący o podpisaniu ustawy. Ale i tak mamy tu do czynienia z precedensem ustrojowym, rozszerzającym uprawnienia głowy państwa, zgodnie z postulatami Karola Nawrockiego. Prezydentowi nie opłaca się zniweczyć tego bardzo dlań korzystnego precedensu.

Last but not least, Karolowi Nawrockiemu opłaca się przeciwstawić neurotycznej kampanii, jaką w sprawie pożyczki uruchomił Jarosław Kaczyński.

Jest tajemnicą poliszynela, że wymuszenie jednolitego stanowiska PiS w sejmowym głosowaniu nad ustawą pożyczkową odbyło się „na siłę”, bo wszyscy obawiają się represji partyjnych, jakie prezes PiS może uruchomić, skoro uznał (choć to na dobrą sprawę śmieszne), że przyjęcie bądź odrzucenie pożyczki to kwestia utraty lub zachowania niepodległości państwa, która przecież „nie ma ceny”. Temu terrorowi nonsensu uległa cała partia, a za jaką cenę, to widać było dobrze w wywiadzie w Kanale Zero Mateusza Morawieckiego, który – jak nigdy dotąd – nie umiał przedstawić żadnego argumentu na rzecz gwałtownej odmiany wcześniejszego stanowiska PiS w kwestii kredytu SAFE. Kilku posłów, z byłym wiceszefem MSZ Pawłem Jabłońskim na czele, sprzeciwiło się jednak linii partii, więc ciekawe, co teraz się z nimi stanie, skoro – jeśli traktować serio prezesa PiS – wystąpili przeciw polskiej niepodległości.

.PiS słabnie i popada w fanatyzm i nie wiadomo tak naprawdę, czy to owo słabnięcie skutkuje fanatyzmem, czy też związek przyczynowy jest raczej odwrotny. Karolowi Nawrockiemu trafia się zatem okazja „zabicia ojca” (mówiąc ironicznie językiem freudystów), czyli politycznego wydoroślenia, a tym samym definitywnego wyjścia spod kurateli Jarosława Kaczyńskiego. Dla tej prezydentury, z jej oczywistymi politycznymi ambicjami na przyszłość, to doprawdy wyjątkowa okazja i gratka.

Jan Rokita

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 lutego 2026
Fot. Mikołaj BUJAK/KPRP