Odyseja Nolana. Czy zasłużyła na tak dużą krytykę?

Filmowa adaptacja słynnego antycznego eposu na długo przed premierą wywoływała spore kontrowersje. Christopher Nolan był oskarżany o zakłamywanie prawdy historycznej, promowanie politycznej poprawności, snobizm… Premiera filmu nie ukróciła dyskusji, a wręcz ją zaogniła, ale statystyki ocen widzów w większości przemawiają na korzyść Nolana. Dlaczego?
Odyseja, stworzona w typowy dla Christophera Nolana, ambitny sposób, czyli z wykorzystaniem praktycznych efektów, prawdziwych lokacji i przy minimalnym użyciu CGI, jest monumentalną produkcją – co do tego zgadzają się zarówno krytycy, jak i przeciwnicy filmu.
Faktycznie trudno odmówić temu filmowi rozmachu. Sceny morskiej żeglugi, wątki mityczne, szerokie kadry przyrody czy sceny batalistyczne od początku do końca prezentują się niezwykle. Nolanowska praca kamery, połączona z – jak zawsze – fenomenalną ścieżką dźwiękową Ludwiga Göranssona, zachwyca i przyciąga dokładnie tak, jak chciał tego reżyser. Gra aktorska także jest silną stroną tego filmu, ponieważ grono aktorów z najwyższej półki Hollywood – Matt Damon, Tom Holland i Anne Hathaway – dało z siebie naprawdę dużo.
Czy zarzuty krytyków filmu Nolana są więc zupełnie bezpodstawne? Czy „Odyseja” padła ofiarą politycznej nagonki? Tak i nie…
Zarzuty dotyczące rzekomej politycznej poprawności Nolana de facto odnoszą się do obsadzenia w rolach sióstr, Heleny i Klitajmestry, aktorek pochodzenia afroamerykańskiego. Spora część internautów uznała tę decyzję za śmiertelny grzech przeciwko prawdzie historycznej lub celową próbę manipulowania historią. Przodowała w tym prawica, której argumenty częściowo wydają się jednak niespójne. O ile czarnoskóra Helena faktycznie jest czymś naruszającym „historyczne” realia „Odysei” Homera, o tyle podczas oglądania filmu jeszcze bardziej kłują w oczy amerykańscy, zachodni Matt Damon i Tom Holland, którzy nijak nie pasują do realiów starożytnej Grecji.
Co więcej, tak silna krytyka dotycząca pochodzenia filmowej Heleny dziwi także w kontekście tego, że „Odyseja” Nolana jest celowo niemal zupełnie ahistoryczna, co zresztą, w opinii autora tego artykułu, stanowi jej sporą wadę – ale o tym później. Ta ahistoryczność jest widoczna wszędzie i stanowi świadomą decyzję artystyczną. Stroje wojowników są minimalistyczne i nowoczesne, statki greckiej floty pochodzą ze Skandynawii, a wnętrza pałaców i świątyń przypominają nowoczesny brutalizm. Filmowa „Odyseja” nie ma być filmem historycznym. To odmienna, współczesna reinterpretacja, którą można porównać do spektaklu teatralnego świadomie pozbawionego strojów z epoki i bogatej scenografii. Pod tym względem internetowa nagonka z powodu czarnoskórej Heleny, uznająca jej obsadzenie za zagrożenie dla dziedzictwa cywilizacji Zachodu, wydaje się nieuzasadniona lub cynicznie upolityczniona.
Krytycy filmu Nolana nie mylą się jednak pod tym względem, że warstwa wizualna mogłaby uczynić go jeszcze lepszym. Reżyser, znany zresztą ze swojego minimalizmu, pozbawił Morze Śródziemne jakichkolwiek kolorów, a wspomniane wcześniej nowoczesne stroje i uzbrojenie są pozbawione wyrazistych barw oraz jakiejkolwiek atrakcyjności. Samo odejście od realiów historycznych na tej płaszczyźnie nie musi być wadą.
.Wiele produkcji prezentowało przecież unikalne, ahistoryczne spojrzenie na klasykę. „Makbet” z 2015 roku trafnie wybrał brutalną, komiksową i ponurą estetykę, a fenomenalny „Green Knight” poszedł o krok dalej, dodając psychodeliczny, futurystyczny wydźwięk do legend arturiańskich. Tego typu decyzje działają jednak najlepiej, gdy intrygują widza, a warstwa wizualna zapada w pamięć. W przypadku „Odysei” tak jednak nie było, a wyblakły, nieciekawy świat nolanowskiej Grecji sprawia, że film ten jest tylko dobry, a nie wybitny…
Maciej Bzura



