Popularyzacja nauki powinna być misją każdego uczonego [prof. Michał KLEIBER]
Zespół Festiwalu Nauki w Warszawie otrzymał Nagrodę Główną w XXI edycji konkursu Popularyzator Nauki. Wśród nagrodzonych znaleźli się również m.in.: dr hab. Sabina Pierużek-Nowak, Stowarzyszenie POLARIS-OPP, Adam Derdzikowski, Jarosław Juszkiewicz oraz Aleksandra i Daniel Mizielińscy.
2026 będzie rokiem popularyzacji nauki
W konkursie Popularyzator Nauki doceniane są osoby i instytucje, które pomagają innym bliżej poznać i lepiej zrozumieć zjawiska zachodzące wokół człowieka, przybliżają najnowsze wyniki badań naukowych, dzielą się wiedzą i pasją naukową z ludźmi, niezależnie od ich wieku, poziomu wykształcenia i kariery zawodowej.
Do tegorocznej, XXI edycji konkursu nadesłano 76 zgłoszeń, zakwalifikowało się 65. Po pierwszym etapie ocen do finału weszło 24 kandydatów. Oceniła ich kapituła złożona z przedstawicieli środowiska naukowego, popularyzatorów nauki i przedstawicieli portalu Nauka w Polsce. Obradom przewodniczył prof. Michał Kleiber – przewodniczący Polskiego Komitetu ds. UNESCO, wieloletni prezes PAN, b. minister nauki i informatyzacji, redaktor naczelny „Wszystko co Najważniejsze”, jeden z inicjatorów konkursu.
– Popularyzacja powinna być trzecią misja każdego uczonego, wpisaną w obowiązki uczonych, oprócz dydaktyki i badań. Nauka jest w społecznym kryzysie. Popularyzacja powinna przekonywać więc, że naukowcy wiedzą co robią, potrafią mówić o tym w czytelny sposób i potrafią pokazać, że nauka ma wielką społeczną wagę – powiedział prof. Michał Kleiber.
Wiceminister nauki prof. Andrzej Szeptycki przypomniał, że 2026 r. będzie rokiem popularyzacji nauki. Jak podkreślił, popularyzacja jest ważna m.in. dlatego, że żyjemy w czasach populizmu i dezinformacji. – Żyjemy w czasach, które są coraz mniej racjonalne i naukowe w porównaniu z tym, z czym mieliśmy do czynienia jeszcze 10-20 lat temu. Potrzebna jest więc współpraca instytucji, mediów, nauki, by z tą dezinformacją walczyć – zaznaczył.
W tym roku Nagroda Główna konkursu trafiła do zespołu organizującego Festiwal Nauki w Warszawie. Nagrodę przyznano „za pionierskie działania na rzecz popularyzacji nauki, które zyskały potężny zasięg. Za stworzenie niemal 30 lat temu nowej możliwości obcowania z nauką na dużą skalę, poznawania jej metod i dorobku, pogłębiania wiedzy. I za konsekwentne trzymanie poziomu w kolejnych latach”.
Warszawski Festiwal Nauki powstał z inicjatywy Davida Shugara, biofizyka pracującego na Uniwersytecie Warszawskim. Badacz zainspirował się festiwalem w Edynburgu, w ramach którego miasto przez tydzień żyło nauką, sztuką i poezją. Pierwszy Festiwal Nauki, zorganizowany w 1997 r., trwał dwa dni i oferował 72 wydarzenia. Ostatnia, 29. edycja trwała już 10 dni i obejmowała ok. 900 punktów programu.
W kategorii Naukowiec laureatką została dr hab. Sabina Pierużek-Nowak, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, która od ponad trzech dekad bada duże ssaki drapieżne i popularyzuje wiedzę o nich. To m.in. dzięki jej staraniom wilki i rysie zyskały status gatunków chronionych. W 1996 r. zainicjowała powstanie Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”, którym kieruje do dziś, a wcześniej była prezes Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. Konkursowa kapituła doceniła ją za „łączenie pracy naukowej i popularyzacji nauki na najwyższym poziomie (…). Jej działanie przekłada się na zmianę postrzegania przez społeczeństwo gatunków drapieżnych i lepsze zrozumienie potrzeby ich ochrony”.
Z kolei w kategorii Animator nagrodę otrzymał Adam Derdzikowski, który od prawie dwóch dekad popularyzuje astronomię, ale także geologię, mineralogię czy paleontologię. Prowadzi stworzone przez siebie planetarium i obserwatorium oraz organizuje różnorodne wydarzenia popularyzatorskie.
Laureata uhonorowano za „popularyzację astronomii i historii nauki, a także za dużą siłę sprawczą i modelowe współdziałanie z władzami samorządowymi. Laureat był siłą napędową dla projektu, dzięki któremu wieża ciśnień w Płońsku zamieniła się w obserwatorium astronomiczne: miejsce obserwacji, seansów, wykładów i warsztatów”.
Stowarzyszenie POLARIS-OPP doceniono zaś w kategorii Instytucja. Od ponad 30 lat popularyzuje ono astronomię, astronautykę i nauki ścisłe. Systematycznie działa na rzecz ochrony ciemnego nieba – w efekcie Sopotnia Wielka, gdzie mieści się siedziba POLARIS-OPP, została certyfikowana jako Dark Sky Community. Działalność Stowarzyszenia kapituła doceniła za „autorski model wydarzeń edukacyjnych, łączący widowiskową formę wizualną z pogłębioną popularyzacją nauk ścisłych, astronomii i astronautyki. Za stawianie na edukację lokalną i wywieranie realnego wpływu na cały region”.
W kategorii Media laureatem został Jarosław Juszkiewicz, który – jak czytamy w uzasadnieniu nagrody – od ponad ćwierć wieku popularyzuje naukę i nowoczesne technologie, dzieląc się pasją z odbiorcami swoich podcastów, audycji, filmów o astronomii i astronautyce. Laureata doceniono za „trzymanie wysokiego poziomu i otwartość na nowe wyzwania i środki przekazu”. Jarosław Juszkiewicz audycje edukacyjne i popularnonaukowe tworzył najpierw w Polskim Radiu Katowice, potem w Radiu 357. W Planetarium Śląskim w Chorzowie początkowo był autorem i współautorem scenariuszy seansów popularnonaukowych, później też rzecznikiem prasowym. Napisał też książkę o kosmosie i wychowuje kolejne pokolenie popularyzatorów.
Aleksandra i Daniel Mizielińscy wygrali w kategorii Zespół. Laureaci to założyciele Hipopotam Studio, ilustratorzy i twórcy książek takich jak „Wilki” i „Rysie” czy „Pod ziemią/Pod wodą”. W ich karierze przełomowe okazały się „Mapy” z 2012 roku, wydane dotąd w 40 krajach. Kapituła doceniła ich za „wykorzystanie oryginalnych środków, rysunku i tekstu, do rozbudzania ciekawości i szerzenia wiedzy z różnych dyscyplin nauki i sztuki. Za działanie we współpracy z ekspertami i ich fachową wiedzą”.
Wyróżnienia w ramach konkursu „Popularyzator Nauki”
.W konkursie przyznano także dwa wyróżnienia. Jedno z nich wręczono prof. Ryszardowi Koziołkowi – pomysłodawcy i dyrektorowi generalnemu Śląskiego Festiwalu Nauki Katowice, jednego z największych wydarzeń popularnonaukowych w Europie. Prof. Koziołek był też zaangażowany w prace na rzecz Europejskiego Miasta Nauki Katowice 2024. Profesora doceniono za „naukowy aktywizm na rzecz literatury i propagowanie świadomego czytania. A także za wielką sprawczość dotyczącą przemiany całego regionu, Śląska – w dynamiczny ośrodek popularyzacji nauki”.
Wyróżnienie przyznano również Instytutowi Genetyki Człowieka PAN. Kapituła nagrodziła placówkę za „pokazywanie, że nauka nie jest zbiorem trudnych definicji, tylko przygodą, która zaczyna się w probówce i pozwala zrozumieć, jak działa organizm. Za popularyzację genetyki i przybliżanie zawodu naukowca. Za zbudowanie społeczności młodych ludzi, którzy poznają świat genetyki »od środka«, m.in. w ramach Warsztatów Genetycznych czy Mobilnej Akademii Nauki”.
Redakcja serwisu Nauka w Polsce przyznała także nagrodę im. red. Tomasza Trzcińskiego za wzorcową politykę informacyjną. Otrzymała ją Iwona Cieślik, rzeczniczka Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Otwarta nauka – poważne badawcze i społeczne korzyści, ale także zagrożenia
.Termin otwarta nauka oznacza możliwość dowolnego pobierania, przetwarzania, kolportażu i wykorzystywania w procesach edukacyjnych wszystkich istniejących treści naukowych bez jakichkolwiek prawnych, finansowych czy technicznych ograniczeń – pisze prof. Michał KLEIBER
Idea ta wpisuje się w coraz powszechniejszy w dzisiejszym świecie pogląd o wielkich społecznych pożytkach wynikających z dostępu do wiedzy naukowej dla wszystkich zainteresowanych.
Otwartość dotyczy wielu aspektów nie tylko samych rezultatów badań, ale także metodologii ich prowadzenia, dostępu do danych, użytego sprzętu czy recenzji dokumentujących jakość osiągnięć. Argumentem na rzecz takiego postępowania jest oczywiście realizacja misji społecznej odpowiedzialności nauki oraz korzyści z ułatwiania w ten sposób szerokiej współpracy badawczej i upowszechniania wiedzy w społeczeństwie.
Otwarta nauka jest także drogą do poprawy jakości badań naukowych poprzez pomaganie na przykład w wykrywaniu publikacyjnych plagiatów, przyspieszenie procesów tworzenia społecznych innowacji czy bardziej sprawiedliwego wykorzystywania publicznych pieniędzy, co pozwala podatnikowi nie płacić najpierw za sfinansowanie badań naukowych, a potem za wykupienie dostępu do stworzonych za te pieniądze artykułów.
Ważnym argumentem jest ponadto wpływ takiego podejścia do nauki na niwelowanie rosnących na świecie nierówności, będących zagrożeniem dla pokojowego współistnienia społeczeństw, wynikającym m.in. właśnie z braku dostępu do wiedzy naukowej i związanych z tym ograniczeń edukacyjnych.
Ułatwieniem w realizacji procesu otwartej nauki jest oczywiście rozwój technologii teleinformatycznych, umożliwiający darmowe przekazywanie wszelkich informacji. U podstaw całej idei leży szeroka, choć niekiedy uważana za naiwną wiara w możliwość demokratyzacji globalizującego się świata. Do przesłanek na rzecz otwartości nowo tworzonej wiedzy dodawane są jeszcze argumenty finansowe – w Polsce na przykład opłaty za dostęp do artykułów w płatnych czasopismach naukowych były ostatnio na poziomie kilkuset milionów złotych rocznie.
Promocja otwartej nauki i jej praktyczna realizacja osiągnęły w ostatnich latach wielką popularność, choć proces ten jest ciągle daleki od powszechności.
Mam w tej sprawie osobiste doświadczenia. 14 lat temu jako członek prestiżowej Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych pracowałem w zespole, który stworzył jeden z pierwszych na świecie dokumentów wskazujących na znacznie otwartej nauki. Od tego czasu dokumenty promujące otwartą naukę przyjęte zastały przez Unię Europejską, OECD, UNESCO oraz wiele innych międzynarodowych i państwowych organizacji i instytucji odpowiedzialnych za kształtowanie polityki naukowej. Liczne uniwersytety, instytuty naukowe i instytucje finansujące badania wręcz zobowiązują swych pracowników bądź grantobiorców do zapewniania otwartego dostępu do publikacji naukowych, których są autorami lub współautorami.
Otwarta nauka może być realizowana na dwa sposoby – albo przez umieszczenie i udostępnienie danego tekstu w otwartym repozytorium, albo za pośrednictwem publikacji w czasopiśmie z bezpłatnym dostępem. W kontekście ekonomicznym ciekawe wydaje się, że za ideą otwartej nauki opowiadają się wydawnictwa wydające czasopisma naukowe, także te największe, jak Springer czy Elsevier, mające do niedawna olbrzymie przychody z prenumerat swych czasopism, wnoszone przez uniwersytety i instytuty badawcze całego świata.
Prawda w tym zakresie ukryta jest częściowo w fakcie, że darmowy dostęp do publikacji w znacznej części światowych czasopism kompensowany jest opłatami, niekiedy nawet na poziomie kilku tysięcy dolarów, pobieranymi od autorów, co pozwala na kontynuację działalności wydawnictw niepobierających opłat od czytelników. Opłaty te są zazwyczaj pokrywane przez autorów w ramach grantów lub przez instytucje naukowe, w których pracują autorzy publikacji. Niekiedy autorzy, składając nowy artykuł, pytani są o swoje preferencje – wniesienie autorskiej opłaty i swobodne udostępnianie tekstu wszystkim zainteresowanym czy publikacja za darmo, ale później dostępna tylko dla coraz mniej licznych prenumeratorów. W naszym kraju w trosce o jak największą liczbę czytelników, niezwykle ważną dla naukowej pozycji autorów, autorzy decydują się najczęściej na pierwszą z powyższych opcji. Ciekawe jest, że dla sprostania międzynarodowej konkurencji wydawniczej wiele polskich czasopism decyduje się na działanie w modelu otwartym i nie pobiera żadnych opłat od autorów, utrzymując się z dotacji statutowych lub innych źródeł.
Wobec tak pozytywnego stosunku do idei otwartej nauki i jej szerokiego popierania przez redakcje czasopism oraz naukowców niełatwo jest przejść do omówienia związanych z tym problemów.
Pierwszym z nich są trudności dotyczące oceny wiarygodności prac publikowanych w otwartych repozytoriach. Sprawa ta jest dodatkowo powiązana z analogicznymi problemami artykułów publikowanych w tzw. czasopismach drapieżnych, niedbających zazwyczaj o nawet zupełnie podstawowe kryteria jakości i wydawanych najczęściej w państwach globalnego Południa. Świadomość tej sytuacji staje się przeszkodą w szerzeniu się pozytywnych opinii o znaczeniu badań naukowych, tak przecież ważnych dla funkcjonowania społeczeństw i przyszłości całego świata.
Drugim, jeszcze zapewne poważniejszym problemem otwartej nauki są możliwości pozyskania nowej wiedzy przez osoby, organizacje i państwa w celu wykorzystania jej w przestępczych bądź wręcz zbrodniczych celach. Nie jest już przecież żadną tajemnicą, że do tworzenia współczesnej broni o niezwykle szerokim potencjale wykorzystuje się dzisiaj technologie bazujące na najnowszych osiągnięciach nauki. Właśnie tego dotyczy pojęcie wojny hybrydowej, prowadzonej już dzisiaj w ramach działań przestępczych, takich jak dezinformacja internetowa, zakłócenia czy wręcz całkowite unieruchamianie połączeń internetowych niezbędnych do funkcjonowania całych sektorów administracji, gospodarki i wojska, tworzenie zupełnie nieprzewidywalnych zagrożeń ze strony nowych rodzajów broni biologicznej i chemicznej bądź mających coraz większy zasięg dronów przenoszących groźne ładunki. Zagrożenia tego typu są już dzisiaj olbrzymie i szybko narastają, musimy więc dla lepszego rozumienia naszego bezpieczeństwa być w pełni świadomi, że niemała część badań ma obecnie charakter tzw. dual use, czyli podwójnego użycia – na korzystne cele cywilne, ale także na niebezpieczne cele przestępcze bądź militarne.
Ważnym międzynarodowym sygnałem dotyczącym istniejących zagrożeń było podpisanie w grudniu ubiegłego roku przez Stany Zjednoczone i Chiny porozumienia w sprawie współpracy w zakresie nauki i nowych technologii. W pierwszym momencie można było pomyśleć, że było to po prostu uaktualnienie istniejącej już od przeszło 40 lat podobnej umowy między tymi państwami, ale prawda jest inna – nowy dokument zasadniczo ogranicza obszary współpracy i szczegółowo określa tematykę ewentualnych, wspólnie prowadzonych badań, a także precyzyjnie definiuje sposoby bardzo dokładnego ustalania szczegółów współpracy nieobjętych obecną umową.
Rządy wielu państw i organizacji wykazują podobną do amerykańskiej obawę o militarne i gospodarcze zagrożenia mogące towarzyszyć swobodnemu przepływowi wiedzy przez granice państw. Efektem tego są przyjęte w USA, UE, Kanadzie, Japonii i wielu innych państwach regulacje chroniące przed zagranicznym dostępem wyniki tzw. wrażliwych badań naukowych, czyli badań mogących mieć przestępczy bądź militarny potencjał. Decyzje takie są podejmowane, mimo iż część środowisk naukowych niedoceniająca zagrożeń sprzeciwia się takiej polityce ze względu na ograniczanie przez nie możliwości współpracy międzynarodowej, będącej, jak twierdzą, niezbywalnym elementem postępu naukowego i pokojowego współistnienia państw. Wśród polityków są z kolei osoby twierdzące, że złoczyńcy zawsze znajdą metodę na realizację swych przestępczych działań i nawet jeśli nie będą mieli dostępu do najnowszych badań, to i tak znajdą jakiś sposób, aby to zrobić. Z drugiej strony liczne są w wielu państwach głosy obywateli kwestionujących moralne prawo do darmowego udostępniania rezultatów wszystkich badań, powstających przecież na bazie środków pochodzących z ich podatków. Dlaczego na przykład amerykański lub europejski podatnik miałby finansować badania wzmacniające zbrodniczy potencjał państw rządzonych autorytarnie?
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-michal-kleiber-otwarta-nauka-powazne-badawcze-i-spoleczne-korzysci-ale-takze-zagrozenia/
PAP/MB




