Prof. Jerzy MIZIOŁEK: Wielki luminarz i filantrop Stanisław Staszic

Wielki luminarz i filantrop Stanisław Staszic

Photo of Prof. Jerzy MIZIOŁEK

Prof. Jerzy MIZIOŁEK

Historyk sztuki, profesor nauk humanistycznych, w latach 2018–2019 dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie.

2026 ustanowiony przez Sejm RP Ogólnopolskim Rokiem Stanisława Staszica, w związku z 200-tną rocznicą jego śmierci, dostarcza okazji do przypomnienia tej wybitnej postaci w świetle źródeł pisanych z epoki – pisze prof. Jerzy MIZIOŁEK

.Stanisław Staszic był nie tylko wybitnym uczonym i animatorem życia naukowego w Polsce, ale również wielkim filantropem. Oto jeden z niemal zapomnianych zapisków z epoki mówiących o jego dobroczynnej działalności. Dowiadujemy się z niego o „wynikłym pożarze w nocy z 29 na 30 lipca 1814 r.” w domu przy ulicy Oboźnej w Warszawie, który objął tak szybko większą część zabudowań na terenie dzisiejszego Uniwersytetu, że mieszkańcy nie mieli nawet czasu ratować swych ruchomości.

„Dwa zaszły wypadki – pisze kronikarz – w czasie pożaru: Pod nrem 45 mieszkał garncarz i zdun T.S. Całe jego mienie obróciło się w popiół; dzieci ledwie w koszulkach uciec zdołały, pożar bowiem był w nocy. Nad samym porankiem zjawił się poważny mężczyzna, w długim popielatym surducie i namawiał T.S., aby się przeniósł na mieszkanie do ocalonego gmachu. Wkrótce mały chłopiec oddał mu paczkę dość ciężką. Zdziwiony T.S. rozwija i znajduje w niej 300 dukatów złotem. Nim głowę podniósł do góry, już chłopaka nie było. Po upływie kilku dni spotkał na ulicy i rozpoznał owego chłopca, który wzajem poznawszy zduna, począł uciekać. T.S., goniąc chłopaka, wpadł aż do mieszkania, w którym zastał owego pana w długim popielatym surducie. Był to Staszic. Wdzięczny zdun padł mu do nóg; ale Staszic do niczego się nie przyznał, tylko posłał zawiadomienie urzędowe, aby T.S. wprowadził się do wskazanego dawniej gmachu. Tam T.S. założył fabrykę kafli, które użyte były i do pieców nowo wznoszących się gmachów na miejscu pogorzeliska”.

Na tym pogorzelisku wyrosły – obok Pałacu Kazimierzowskiego – gmachy uniwersyteckie, które pomimo pożogi wojen przetrwały do dziś.

Ścieżki życia uczonego męża  

.Stanisław Staszic (1755-1826), rodem z Piły, wykształcony we Francji i w Niemczech, zaczynał swą karierę w 1781 roku jako wychowawca synów byłego kanclerza Andrzeja Zamoyskiego, z którymi podróżował m.in. do Wiednia i Italii. W celach naukowych w latach 1798-1799 jeździł po całej Polsce, prowadząc badania geologiczne i studia geograficzne. Doszedł do znacznego majątku, który – jak sam pisał – powstał m.in. z procentów od kapitałów lokowanych u zaufanych osób, np. u ordynatowej Zamoyskiej, co było bezpieczną formą lokaty w niepewnych czasach.

Mimo ogromnych dochodów, żył skromnie, a większość posiadanych środków przeznaczał na cele publiczne i wspieranie potrzebujących, jak wspomnianego T.S. W czasach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego był Staszic ministrem stanu, podlegały mu także inicjatywy budowlane.

.W 1801 roku kupił na Starym Mieście w Warszawie domy na siedzibę Towarzystwa Przyjaciół Nauk (TPN), założonego rok wcześniej. Dwadzieścia lat później ufundował jego siedzibę w sercu Warszawy, znaną dziś jako Pałac Staszica. Odegrał ważną rolę w rozwoju przemysłu, działając jako geolog i badacz natury. Był też animatorem kultury, współtworząc ze Stanisławem Kostką Potockim od 1808 roku Uniwersytet Warszawski, którego Wydział Nauk i Sztuk Pięknych był pierwszą Akademią Sztuk Pięknych w Warszawie.

To dzięki niemu wielu profesorów uniwersytetu i studentów wyjechało na studia zagraniczne, a do Warszawy przyjechał z Włoch Antonio Corazzi, jeden z najznakomitszych architektów tego miasta. Wzniósł nie tylko pałac noszący imię Staszica i wspaniały gmach Teatru Wielkiego, ale również czterdzieści innych gmachów.  Warto tu jeszcze dodać, że Pałac Staszica, w swojej pierwotnej formie posiadał imponujące audytorium (wzorowane na słynnym Teatro Olimpico w Vicenzy), które było miejscem licznych wykładów i prelekcji organizowanych przez TPN.

Towarzystwo Przyjaciół Nauk i Uniwersytet Warszawski

.W Planie edukacji publicznej w Księstwie Warszawskim z 1810 roku Staszic zakładał utworzenie w Warszawie Szkoły Głównej z pięcioma wydziałami: prawa, administracji, filozofii, literatury i medycyny. Nauka na każdym z wydziałów miała trwać trzy lata. Wydział literatury miał zawierać także „wydział sztuk nadobnych pod 1 dziekanem”.

W plany utworzenia takiego wydziału wpisuje się najprawdopodobniej fakt wysłania Antoniego Brodowskiego, dobrze się zapowiadającego malarza, na studia do Paryża. Stypendium na ten kilkuletni wyjazd ufundowała, zapewne za sprawą Staszica, Izba Edukacyjna Księstwa. Gazety warszawskie z polecenia tejże Izby donosiły w październiku 1809 r., że wśród stypendystów rządowych różnych specjalności „Imci Pan Brodowski wyjeżdża na doskonalenie się w rysunkach do Paryża”.

Kilkanaście lat później Staszic pisał: „Na koniec zbiory obrazów cesarskich, Lichtensteinów, Harrachów, Czernina, Esterhazego i kilku innych dobrze w Wiedniu znanych zwiedzi p. Piwarski [kierownik uniwersyteckiego Gabinetu Rycin]. Albowiem wszystko się łączy i spaja, a jedno drugiemu służy za pomoc. Rekomendacje, którymi p. Piwarski opatrzonym będzie, ułatwią mu wszelką względem tego trudność, on zaś sam, jak nie wątpię, przyłoży wszelkiego starania, by zaufaniu Komisji i mojemu zadość uczynił i dopełnił, mianowicie co do części kopersztychów tej znajomości, do której ma już dobre początki, zdatność i skłonność”.

Marzenia elit polskiego oświecenia o planowanej już w XVIII wieku „superinstytucji naukowej” – akademii i uniwersytecie jednocześnie – zostały w znacznym stopniu zrealizowane przez utworzenie TPN, a także powołane kilka lat później szkoły Prawa i Lekarskiej oraz utworzenie w latach 1808-1818 Uniwersytetu.Większość profesorów Uniwersytetu była członkami Towarzystwa, które od 1823 roku, po ukończeniu budowy i wyposażeniu Pałacu Staszica, znajdowało się w sąsiedztwie.

.W swoich pamiętnikach Fryderyk Skarbek wspomina o ścisłej i niezwykle owocnej współpracy Towarzystwa Przyjaciół Nauk i Uniwersytetu. Już sam fakt, że na posiedzenia Towarzystwa, podczas których czytano rozprawy naukowe, zapraszano nie tylko jego członków, ale wszystkich zainteresowanych pracowników Uniwersytetu, Liceum Warszawskiego, a także studentów, świadczy o nowatorskim powiązaniu osiągnięć naukowych z dydaktyką, w myśl koncepcji Schellinga głoszącej jedność nauki i nauczania. Aleksander Kraushar, wychowanek Szkoły Głównej, znawca dziejów Towarzystwa, podkreśla w tym przedsięwzięciu rolę Staszica, który, jak pisze: „pracując nad wszystkim i zachęcając do pracy wszystkich, coraz nowe tworzył projekta i sam do urzeczywistnienia ich czynną przykładał rękę”.

Towarzystwo, poza zbiorami druków i dzieł przesyłanych także przez wybitne osobistości świata nauki z całej Europy, w tym prace uczonych niemieckich, jak np. utwory Goethego, Aleksandra Humboldta, encyklopedię Karla Rottecka, posiadało też własne zbiory artystyczne, w tym obrazy, grafiki i rzeźby. W czasach Królestwa wielokrotnie prezentowano na jego posiedzeniach problematykę kultury artystycznej.

Wielką zasługą Towarzystwa było nawiązanie kontaktu z najsłynniejszym wówczas rzeźbiarzem Europy, Bertelem Thorvaldsenem (1770-1844), w związku z kontraktem na pomniki Kopernika i księcia Józefa Poniatowskiego. Artysta, który złożył dłuższą wizytę w Warszawie na jesieni 1820 r. w celu podpisania umowy, udzielił wielu lekcji studentom rzeźby Uniwersytetu Królewsko-Warszawskiego. Jego uczniami w Rzymie zostali niebawem m.in. Paweł Maliński (1790-1853) i Jakub Tatarkiewicz (1798-1854). Wzajemne stosunki uczelni z Towarzystwem widać w tym, że najznakomitsi uniwersyteccy profesorowie-artyści, m.in. Brodowski, portretowali wybitnych członków Towarzystwa, np. Niemcewicza, a Maliński wykonał dekorację rzeźbiarską nowej siedziby Towarzystwa przy Krakowskim Przedmieściu.

Wielki luminarz i uczony jako miłośnik teatru

.Staszic był stałym bywalcem Teatru Narodowego, który znajdował się wówczas na placu Krasińskich, pomimo że osobom duchownym (został księdzem w 1779) ówczesne prawo tego zakazywało. Jeden z najbardziej aktywnych donosicieli policyjnych tak to opisał pod datą 28 kwietnia 1821 r.:

„Ksiądz Staszic, członek Komisji Wyznań i Oświaty, ma od dłuższego czasu zwyczaj przebierania się niemal co wieczór i przychodzenia incognito do teatru na najwyższą galerię zwaną Paradyz. Kładzie wówczas na głowę perukę i okrywa się obszernym płaszczem, co czyni jego wygląd bardzo śmiesznym zwłaszcza dla tych, którzy wiedzą, że to jest ksiądz. Wczoraj w teatrze dwaj młodzi dowcipnisie zbliżyli się do niego i rozmawiali między sobą tak głośno, że Staszic mógł ich słyszeć. Mówili między innymi, że to nie wypada dla księdza i zwłaszcza dla członka Komisji Wyznań i Edukacji Publicznej robić z siebie śmieszną karykaturę po to, by udawać się do miejsc uznanych przez władze duchowne za miejsce występku i grzechu”.

Staszic nie doczekał się ukończenia budowy nowego teatru, o którego wznoszenie tak bardzo się troszczył. To w znacznym stopniu właśnie dzięki niemu Warszawa ma jeden z najbardziej okazałych teatrów Europy, którego imponująca fasada szczęśliwie przetrwała tragedię drugiej wojny światowej.

Pogrzeb przyjaciela ludzi

.„Staszic – pisze Jan Janowski, bibliotekarz TPN – umarł 20 stycznia owego roku [1826]. Można by powiedzieć, że cała Warszawa przywdziała po nim żałobę […], wszyscy ubolewali nad jego skonem […], pogrzeb [12 lutego] był wspaniały, bardzo wspaniały. Członkowie Towarzystwa Przyjaciół Nauk, z domu tegoż Towarzystwa, zwanego także, przynajmniej wówczas, Pałacem Staszica – wynieśli zwłoki do pobliskiego kościoła św. Krzyża, a po odprawionym tamże żałobnym nabożeństwie i odśpiewaniu egzekwii, wzięli je na barki uczniowie uniwersytetu i zmieniając się po sześciu co pół godziny, nieśli je aż do samych Bielan, gdzie nieboszczyk życzył sobie być pochowanym. Pochowanym został pod klasztorem Kamedułów, w grobie przykrytym ciosowym kamieniem, z tym prostym, krótkim napisem: »Stanisław Staszic«. Parę, a może kilka tysięcy ludu składało orszak pogrzebowy. Po pogrzebie uczniowie uniwersytetu jakby na wyścigi zaczęli pisać i drukować wiersze na cześć przyjaciela ludzi”.

Pogrzeb Staszica dostarczył również okazji, by manifestować nastroje patriotyczne. Wzięli w nim udział także Fryderyk Chopin i jeden z jego kolegów – Wiktor Szokalski; obydwaj go opisali. „Nie piszę ci o Staszycu – relacjonuje Chopin – bo wiem, że [z] wszelkimi szczegółami o jego suto-ubogim pogrzebie z gazet i kurierów dostateczne masz wiadomości. To tylko Ci wspomnę, że akademicy nieśli go od Ś-go Krzyża aż do samych Bielan, gdzie chciał być pochowanym, że Skarbek miał mowę przy grobie, że trumnę jego obdarli z miłości i entuzjazmu i że na pamiątkę i ja mam kawałek kiru, którym były pokryte mary, na koniec, że 20 tysięcy ludzi aż do miejsca ciało odprowadzało. Kilka walnych przez drogę odbyło się pyskowych potyczek, już to z kupcami, którzy się dobijali nieść zwłoki Szanownego Męża, już to z innymi cywilnymi osobami, które również mężnie opierającym się Akademikom trumnę odebrać chciały”.

.Oprócz „pyskowych potyczek” zdarzyło się na tym pogrzebie coś, co uzmysławia nam z całą siłą atmosferę tamtych czasów, w których donosiciele carscy byli obecni niemal na każdym kroku. Tragikomiczną przygodę jednego z nich opisał Szokalski:

„Ponieważ w życiu, tak jak w dramatach Szekspira, poważne i komiczne miesza się w jeden zupełny obraz, a więc i na pogrzebie Staszica przytrafiło się zdarzenie, które nam potem śmiać się dozwalało. Uwijał się wówczas łotr wielki, szpieg, podlec, ajent policji tajnej Szymanowski, który, ufny wyższej protekcji, bezczelnie wszędzie się wkręcał. Otóż i on przyszedł na pogrzeb i wmieszał się między młodzież w pochodzie do Bielan. Wtedy, jakby dla rozgrzania się przy końcu bardzo wydłużonego orszaku, zaczęto śniegiem na siebie rzucać, chociaż jemu najwięcej dostawały się kule, a gdy, niby niechcący przyparty do brzegu wyniosłej drogi, runął do rowu, zasypano go śniegiem; a co mu się kijów przy tem dostało, to Bogu tylko wiadomo. Wylazł na ostatek, jak z budy, a gdy się otrząsał i skarżył, powiedziano mu, że się nie zna na żartach i pytano naiwnie, czy mu teraz ciepło. Wkrótce potem w nagrodę za jego gorliwość książę dał mu order Ś-go Stanisława III klasy, z ogromnym oburzeniem całego miasta. Akademicy postarali się o dużego psa, umyślnie ze wsi przywiezionego i przymocowawszy mu do karku tekturowy order, napisali pod nim, że kiedy go Szymanowski otrzymał, to i on, Azor, może go nosić. Policja goniła psa po mieście z wielką uciechą patrzących się na to, nareszcie złapano go i głodzono w nadziei, że do domu powróci i że się tym sposobem na ślad winowajcy natrafi. Pies jako zamiejski, omylił wszelkie nadzieje”.

Niedługo po tych wydarzeniach powstał wiersz, który nie pozostawia wątpliwości co do tego, jak bardzo ów donosiciel był znienawidzony w Warszawie:

Szymanosiu, cny człowieku,

Coś wszystkie zwiedzał ulice,

Jeszcze jesteś w sile wieku,

Żwawo, marsz na szubienicę.

.Nieszczęsny Hieronim Szymanowski, „zakała całego rodu Szymanowskich”, rzeczywiście zakończył żywot na szubienicy; powieszono go 15 sierpnia 1831 r. Także później, po powstaniu listopadowym, wszyscy donosiciele i kolaboranci byli okrutnie piętnowani, również przez wielkich poetów. Juliusz Słowacki w Poemacie Piasta Dantyszka herbu Leliwa o piekle umieścił w tymże piekle, razem z imperatorową Katarzyną, Paskiewiczem, Suworowem i wielkim księciem Konstantym, Józefa Kalasantego Szaniawskiego, bezdusznego cenzora i serwilistę carskiego.

Naród wielki upaść nie może

.To właśnie Staszic wypowiedział znamienne słowa: „Paść może i Naród wielki; zniszczeć może tylko nikczemny!” Robił wszystko, by uskrzydlać polską naukę i kulturę. Przez niemal 20 ostatnich lat życia nie sprawował posługi duszpasterskiej i nie nosił sutanny, a tylko rodzaj koloratki, do końca pozostał wielkim społecznikiem i przyjacielem młodzieży, która tak spontanicznie wyraziła wdzięczność udając się tłumnie na jego pogrzeb.

W swoim testamencie ten wielki uczony, przyjaciel ludzi i animator nauki zapisał znaczne sumy na działalność ośrodków społecznych i instytucji charytatywnych. Wśród jego spadkobierców znalazły się takie instytucje jak warszawski Instytut Głuchoniemych, wydział lekarski Uniwersytetu Warszawskiego, stołeczne szpitale i przytułki dla ubogich.

 Jerzy Miziołek

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 26 lutego 2026