Przemoc rówieśnicza w polskich szkołach. Doświadczyło jej 87 procent badanych uczniów

Aż 87 proc. uczestników największego w Polsce badania przemocy rówieśniczej zadeklarowało, że w ciągu poprzedniego roku doświadczyło co najmniej jednej z dziewięciu analizowanych form krzywdzenia. Połowa badanych zetknęła się nie z jednym incydentem, lecz z co najmniej czterema różnymi formami przemocy. Równie alarmująco wyglądają reakcje dorosłych, ponieważ 32 proc. uczniów zgłaszających problem nie doczekało się rzeczywistego działania.

.Raport „Rówieśnicy 2026”, przygotowany przez Joannę Kopycką, dr. Szymona Wójcika i Piotra Raczyńskiego z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, przynosi najbardziej szczegółowy dotychczas obraz przemocy występującej w polskich szkołach. Badanie objęło 141 911 uczniów w wieku od 10 do 17 lat, a więc próbę wielokrotnie większą niż w większości badań społecznych dotyczących młodego pokolenia. Jego znaczenie nie wynika jednak wyłącznie z liczby uczestników, lecz także z połączenia danych o przemocy fizycznej, psychicznej i cyfrowej z informacjami o zgłaszaniu problemów, reakcjach szkoły, poziomie empatii i klimacie placówek. 

Największe takie badanie w Polsce

.Badanie przeprowadzono od listopada 2025 r. do lutego 2026 r. metodą ankiety internetowej CAWI, wypełnianej podczas zajęć lekcyjnych na komputerach szkolnych lub urządzeniach mobilnych. Kwestionariusz obejmował 17 pytań dotyczących między innymi aktywności cyfrowej, doświadczenia i stosowania przemocy, możliwości uzyskania pomocy, zgłaszania incydentów oraz oceny klimatu szkoły. Pierwotnie odpowiedzi udzieliło 164 941 uczniów, ale po odrzuceniu ankiet niepełnych, wypełnionych nienaturalnie szybko albo zawierających niestosowne odpowiedzi do analizy zakwalifikowano 141 911 formularzy. 

Surowa próba obejmowała 88 985 dzieci w wieku 10–12 lat, 32 478 uczniów mających od 13 do 15 lat oraz 20 448 osób w wieku 16–17 lat. Ponieważ najmłodsza grupa była w badaniu wyraźnie nadreprezentowana, autorzy zastosowali wagi uwzględniające strukturę wieku i płci młodych Polaków według danych GUS. Po ważeniu najmłodsi stanowili 39,7 proc. próby, grupa 13–15 lat 35,4 proc., a najstarsi 24,9 proc.; dziewczyny stanowiły 49 proc., chłopcy 46,5 proc., a osoby wskazujące inną odpowiedź 4,4 proc. 

Duża liczba uczestników nie oznacza jednak, że badanie jest klasycznym, losowym sondażem reprezentatywnym dla wszystkich polskich uczniów. W programie uczestniczyły szkoły, które same się do niego zgłosiły, a w placówkach badano wybrane klasy; autorzy zastrzegają, że częściej mogły zgłaszać się szkoły, w których już wcześniej dostrzegano problem przemocy. Ważenie według wieku i płci poprawia strukturę demograficzną próby, ale nie usuwa skutków nielosowego doboru szkół. Wyniki pokazują zatem skalę doświadczeń w ogromnej grupie uczniów z całego kraju, lecz wskaźnika 87 proc. nie należy automatycznie traktować jako precyzyjnego oszacowania dla każdego dziecka w Polsce.

Połowa uczniów doświadczyła co najmniej czterech form przemocy

.Najczęściej wskazywanym doświadczeniem było wyśmiewanie lub krytykowanie wyglądu, które dotknęło 58 proc. badanych. Niewiele mniejsza grupa, 56 proc., otrzymywała nieprzyjemne wiadomości w internecie, 53 proc. zostało wykluczonych z grupy albo aktywności online, a taki sam odsetek został celowo uderzony. Oznacza to, że cztery najczęstsze formy przemocy obejmują równocześnie świat fizyczny, relacyjny i cyfrowy, których w życiu młodych ludzi nie da się już od siebie oddzielić. 

Kolejne 34 proc. uczniów zostało zmuszonych do zrobienia czegoś, czego nie chcieli, 28 proc. doświadczyło kradzieży pieniędzy albo przedmiotu, a po 27 proc. zetknęło się z groźbami w internecie i rozsyłaniem złośliwych lub kompromitujących treści. Niemal co czwarty badany, 24 proc., został zaczepiony lub zaatakowany przez grupę rówieśników. Nie są to więc wyłącznie konflikty słowne albo pojedyncze złośliwości, lecz także wymuszenia, kradzieże, groźby i przemoc grupowa.

Szczególnie ważny jest rozkład liczby doświadczanych form przemocy. Jedną, dwie lub trzy formy wskazało 37 proc. badanych, od czterech do sześciu 34 proc., natomiast od siedmiu do dziewięciu aż 16 proc. uczniów. Tylko 13 proc. uczestników nie zetknęło się w poprzednim roku z żadnym z dziewięciu analizowanych zachowań, co oznacza, że połowa badanych doświadczyła co najmniej czterech różnych form przemocy. 

Raport rozróżnia samo wystąpienie określonej sytuacji od jej powtarzalności. Wyśmiewania lub krytykowania wyglądu co najmniej cztery razy doświadczyło 21 proc. wszystkich uczestników badania, celowego uderzenia 20 proc., a wielokrotnego otrzymywania przykrych wiadomości 18 proc. uczniów. Dane te pokazują, że wysoki wynik ogólny nie powstał jedynie poprzez zsumowanie pojedynczych, incydentalnych zdarzeń, ponieważ znacząca część młodzieży była krzywdzona regularnie.

Łącznie co najmniej jednej z czterech analizowanych form cyberprzemocy doświadczyło 75 proc. uczniów. Jedną z trzech form zaliczonych przez autorów do przemocy fizycznej, czyli celowego uderzenia, ataku grupowego albo kradzieży, wskazało 63 proc. badanych. Cyberprzemoc nie jest więc dodatkiem do przemocy występującej w szkole, lecz jednym z jej głównych wymiarów, który może trwać po zakończeniu lekcji i docierać do dziecka również w domu. 

Internet nie jest oddzielnym światem młodzieży

.Skala cyberprzemocy staje się bardziej zrozumiała w zestawieniu z codzienną aktywnością cyfrową uczniów. W ciągu roku poprzedzającego badanie 88 proc. oglądało filmy w internecie, 87 proc. słuchało muzyki, a po 80 proc. rozmawiało na czatach lub komunikatorach oraz grało online. Materiałów do nauki szukało 66 proc. uczniów, informacji związanych z zainteresowaniami 65 proc., natomiast 34 proc. publikowało własne treści. 

Z YouTube korzystało 92 proc. uczestników, z Messengera 77 proc., a z TikToka 74 proc. ChatGPT wskazało 69 proc. młodych użytkowników, Instagram 66 proc., Roblox 65 proc., WhatsApp i Facebook po 58 proc., Snapchat 50 proc., a Discord 47 proc. Nawet wśród dzieci w wieku 10–12 lat ponad połowa korzystała z TikToka, a ponad jedna trzecia z Instagrama i Facebooka. 

Nie oznacza to, że korzystanie z określonej aplikacji automatycznie prowadzi do przemocy. Pokazuje jednak, dlaczego podział na „prawdziwą szkołę” i „wirtualny internet” przestał odpowiadać doświadczeniu młodego człowieka, który w obu przestrzeniach funkcjonuje w tej samej grupie rówieśniczej. Konflikt rozpoczęty na szkolnym korytarzu może być kontynuowany na komunikatorze, a treść opublikowana wieczorem może następnego dnia wyznaczyć pozycję ucznia w klasie.

Wyniki te uzupełniają obraz przedstawiony wcześniej w analizie „Diagnoza młodzieży 2026”, dotyczącej edukacji i środowiska cyfrowego młodych Polaków. W obu przypadkach środowisko online nie jest przedstawiane jako dodatkowy obszar życia, lecz jako podstawowa przestrzeń budowania relacji, zdobywania informacji, autoprezentacji i społecznej oceny.

Bullying oznacza więcej niż pojedynczy konflikt

.Autorzy raportu odrębnie analizują bullying, czyli celowe, powtarzające się dręczenie osoby, która ma utrudnioną możliwość obrony. To ważne rozróżnienie, ponieważ 87 proc. dotyczy zetknięcia się przynajmniej raz z jedną z dziewięciu form przemocy, natomiast wskaźniki bullyingu obejmują powtarzalność oraz nierównowagę sił. Dręczenia w bezpośrednim kontakcie doświadczyło 31 proc. uczniów, a 25 proc. przyznało, że stosowało je wobec innych. 

Bullying częściej dotykał młodszych uczniów. Doświadczenie takie wskazało 34 proc. dzieci w wieku 10–12 lat, 31 proc. uczniów mających od 13 do 15 lat i 24 proc. najstarszych badanych. Do stosowania dręczenia przyznało się 30 proc. chłopców i 19 proc. dziewczyn, a wśród grup wiekowych było to odpowiednio 26 proc. najmłodszych, 27 proc. uczniów w wieku 13–15 lat i 21 proc. najstarszych.

Cyberbullyingu, czyli powtarzalnego dręczenia z użyciem telefonu lub internetu, doświadczyło 20 proc. uczestników, a jego stosowanie zadeklarowało 13 proc. Wśród chłopców i dziewczyn odsetki osób krzywdzonych online były zbliżone i wynosiły odpowiednio 19 oraz 20 proc. Cyberbullying dotknął 21 proc. uczniów w dwóch młodszych grupach wiekowych i 17 proc. osób mających 16–17 lat. 

Wyniki nie potwierdzają prostego podziału na „ofiary” i „sprawców”. Czternaście procent wszystkich uczestników zarówno doświadczało bullyingu, jak i stosowało go wobec innych; 17 proc. było wyłącznie krzywdzonych, a 11 proc. deklarowało jedynie stosowanie przemocy. Ponad połowa sprawców bullyingu, 56 proc., sama wcześniej lub równocześnie doświadczała dręczenia, natomiast bezpośrednio niezaangażowanych w ten mechanizm pozostawało 58 proc. uczniów. 

Przemoc offline i online także często się łączyła. Siedemnaście procent badanych doświadczyło wyłącznie bullyingu w bezpośrednim kontakcie, 6 proc. jedynie cyberbullyingu, a 14 proc. obu form. Oznacza to, że 45 proc. uczniów doświadczających powtarzalnego dręczenia w szkole było również krzywdzonych w internecie.

Na tym tle warto ostrożnie odczytywać porównania międzynarodowe. Badanie HBSC prowadzone we współpracy z WHO w 44 krajach i regionach wykazało, że bullyingu w szkole doświadczało około 11 proc. nastolatków, a cyberbullyingu 15–16 proc. Różnica wobec polskiego raportu może wynikać między innymi z innego okresu odniesienia, sposobu zadawania pytań, struktury wieku oraz nielosowego doboru szkół w badaniu „Rówieśnicy 2026”, dlatego tych odsetków nie należy porównywać bezpośrednio. 

Empatia i klimat szkoły mają znaczenie

.Jednym z najważniejszych wyników badania jest silny związek między poziomem empatii a stosowaniem przemocy. Wśród uczniów z bardzo niską lub niską empatią 30 proc. przyznawało się do bullyingu, podczas gdy w grupie o wysokiej empatii było to 24 proc., a w grupie o bardzo wysokiej 17 proc. W przypadku cyberbullyingu odsetek malał z 17 proc. w grupach o niskiej empatii do 12 proc. w grupie o wysokiej i 8 proc. w grupie o bardzo wysokiej empatii. 

W praktyce oznacza to, że bardzo wysoki poziom empatii współwystępował z niemal dwukrotnie niższym udziałem w krzywdzeniu innych niż poziom bardzo niski. Nie dowodzi to jeszcze prostego związku przyczynowego, ponieważ empatia, środowisko rodzinne, doświadczenie przemocy i klimat szkoły mogą na siebie wzajemnie oddziaływać. Pokazuje jednak, że programy uczące rozpoznawania emocji, rozumienia perspektywy innych oraz regulowania własnych reakcji nie powinny być traktowane jako dodatek do „prawdziwej edukacji”.

Jeszcze wyraźniejsze zależności pojawiają się przy ocenie klimatu szkoły. Bullyingu doświadczyło 49 proc. uczniów bardzo nisko oceniających swoją placówkę, 38 proc. oceniających ją nisko, 25 proc. wystawiających ocenę wysoką i tylko 15 proc. uczniów oceniających klimat bardzo wysoko. W przypadku cyberbullyingu odsetki wyniosły odpowiednio 37, 26, 15 i 9 proc. 

Dane pokazują ponadtrzykrotną różnicę między szkołami ocenianymi przez uczniów bardzo nisko i bardzo wysoko. Autorzy stwierdzili statystycznie istotną ujemną korelację między oceną klimatu placówki a doświadczaniem bullyingu oraz cyberbullyingu. Sam raport nie pozwala przesądzić, w jakim stopniu zły klimat prowadzi do przemocy, a w jakim doświadczenie przemocy obniża ocenę szkoły, lecz wzajemne powiązanie obu zjawisk jest wyraźne.

W tabeli raportu 59 proc. uczniów zgodziło się ze stwierdzeniem, że czuje się w swojej szkole całkowicie bezpiecznie, natomiast 20 proc. udzieliło odpowiedzi negatywnej. Nauczyciele traktują uczniów z szacunkiem zdaniem 57 proc. badanych, a dobre relacje między uczniami i nauczycielami dostrzega 51 proc. Około 38 proc. pozytywnie ocenia życzliwość i pomocność w relacjach rówieśniczych, co pokazuje, że uczniowie wyżej oceniają swoje stosunki z nauczycielami niż relacje wewnątrz grupy rówieśniczej. 

W części opisowej raportu pojawia się liczba 69 proc. uczniów czujących się całkowicie bezpiecznie, ale wykres, tabela oraz liczba 83 301 pozytywnych odpowiedzi wskazują na 59 proc. W tekście należy więc posługiwać się wartością 59 proc., traktując 69 proc. jako najprawdopodobniej błąd redakcyjny. To istotna korekta, ponieważ różnica dziesięciu punktów procentowych zmienia ocenę skali poczucia bezpieczeństwa.

Uczniowie zgłaszają przemoc, lecz system często zawodzi

.W ciągu poprzedniego roku 35 proc. badanych zgłosiło komuś w szkole przemoc dotyczącą siebie albo innej osoby. W przypadku 16 proc. wszystkich uczestników zgłoszenie dotyczyło ich samych, natomiast 19 proc. interweniowało w sprawie innego ucznia. Kolejne 15 proc. wiedziało o przemocy, ale nikomu jej nie zgłosiło, a połowa deklarowała, że nie spotkała się z sytuacją wymagającą zgłoszenia. 

Najczęściej reagowali najmłodsi. Wśród uczniów w wieku 10–12 lat 21 proc. zgłosiło przemoc wobec siebie, a 27 proc. sytuację dotyczącą kogoś innego. W grupie 13–15 lat było to odpowiednio 14 i 17 proc., natomiast wśród uczniów mających 16–17 lat po 10 proc., co może oznaczać zarówno rzadsze występowanie części form przemocy, jak i rosnącą niechęć starszej młodzieży do proszenia dorosłych o pomoc.

Wśród 21 902 osób, które wiedziały o przemocy, ale jej nie zgłosiły, 44 proc. uznało zdarzenie za niewystarczająco poważne. Jedna czwarta odpowiedziała, że zgłoszenie nie przyszło jej do głowy, 20 proc. powstrzymał strach, a 11 proc. nie wiedziało, do kogo się zwrócić. Normalizacja wyśmiewania, wykluczania i agresji sprawia zatem, że część młodych ludzi nie rozpoznaje zdarzenia jako problemu wymagającego reakcji. 

Jeśli uczniowie decydowali się na zgłoszenie, w 64 proc. przypadków zwracali się do wychowawcy, w 37 proc. do innego nauczyciela, w 18 proc. do pedagoga szkolnego, a w 14 proc. do psychologa. Było to pytanie wielokrotnego wyboru, dlatego odsetków nie należy sumować. Wychowawca pozostaje więc głównym punktem kontaktu, ale jakość dalszej reakcji okazuje się bardzo nierówna.

Tylko 33 proc. zgłaszających zostało wysłuchanych i spotkało się z próbą udzielenia pomocy. W 30 proc. przypadków przeprowadzono rozmowę z osobą stosującą przemoc, a w takim samym odsetku podjęto sprawę w gronie kilku zainteresowanych osób. Jednocześnie 22 proc. uczniów usłyszało obietnicę działania, po której nic się nie wydarzyło, a 16 proc. stwierdziło, że zgłoszenie zostało zignorowane; po uwzględnieniu nakładających się odpowiedzi brak realnej reakcji dotknął 32 proc. zgłaszających. 

Jeszcze mniej przekonująco wyglądają ostateczne skutki interwencji. Tylko 39 proc. uczniów stwierdziło, że problem został rozwiązany, 34 proc. otrzymało wsparcie, a w 30 proc. przypadków osoba zachowująca się niewłaściwie poniosła konsekwencje. Problem nie został rozwiązany według 21 proc. zgłaszających, a 9 proc. miało z powodu swojego zgłoszenia dodatkowe problemy. 

Większość uczniów, 79 proc., deklaruje, że przynajmniej w przybliżeniu wie, gdzie szukać pomocy. Gdy zapytano jednak o pierwszą osobę, której powiedzieliby o przykrym zdarzeniu, 41 proc. wskazało rodziców, 37 proc. przyjaciela, 8 proc. rodzeństwo lub inną osobę z rodziny, a 6 proc. odpowiedziało, że nie ma z kim porozmawiać. Wychowawcę wskazało zaledwie 5 proc., pedagoga albo psychologa szkolnego 2 proc., a innego nauczyciela 1 proc. 

To jeden z najbardziej znaczących wyników całego raportu. Uczniowie zgłaszający konkretny incydent zazwyczaj trafiają do wychowawcy, ale w sytuacji hipotetycznej tylko co dwudziesty uznaje go za pierwszą osobę zaufania. Szkoła jest więc miejscem formalnej interwencji, lecz bardzo rzadko pierwszym środowiskiem emocjonalnego bezpieczeństwa.

Dane te należy czytać razem z wcześniejszymi analizami kryzysu psychicznego młodego pokolenia. „Diagnoza młodzieży 2026” wskazywała między innymi na narastające osamotnienie, chroniczny stres i lukę pomiędzy potrzebą pomocy psychologicznej a jej rzeczywistą dostępnością.

Problem pogłębia niedobór psychologów szkolnych i ograniczona dostępność specjalistów w części placówek. Sama obecność psychologa nie rozwiąże zjawiska przemocy, jeśli uczeń nie zna procedury zgłoszenia albo nie ufa, że informacja zostanie potraktowana poważnie. Pozostaje jednak ważnym elementem systemu, który powinien zapewniać szybkie rozpoznanie zagrożenia, dyskretną rozmowę oraz dalsze wsparcie.

Polska szkoła potrzebuje procedur, którym uczniowie będą ufać

.Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę rekomenduje wdrażanie kompleksowych programów profilaktycznych rozwijających empatię, kompetencje społeczne i umiejętność regulowania emocji. Równie ważne ma być budowanie pozytywnego klimatu szkoły, poczucia przynależności oraz zaufania pomiędzy uczniami i nauczycielami. Profilaktyka nie może ograniczać się do jednorazowej pogadanki po głośnym incydencie, lecz powinna obejmować regularną diagnozę, pracę z całą klasą oraz ocenę skuteczności podejmowanych działań. 

Uczniowie muszą również nauczyć się rozpoznawać przemoc psychiczną i cyfrową, ponieważ zachowania niewidoczne dla dorosłych mogą być przez grupę uznawane za normalny element codzienności. Każda szkoła powinna mieć prostą, znaną uczniom procedurę zgłaszania, określoną osobę odpowiedzialną i termin podjęcia działania. Procedura nie może kończyć się na przyjęciu informacji, ponieważ obietnica pomocy bez dalszej reakcji utrwala przekonanie, że milczenie jest bezpieczniejsze od zgłoszenia.

Osobnego przygotowania wymagają świadkowie przemocy. Dziewiętnaście procent wszystkich uczniów zgłosiło sytuację dotyczącą innej osoby, co pokazuje, że rówieśnicy mogą stać się podstawowym elementem systemu wczesnego reagowania. Trzeba jednak zapewnić im bezpieczną możliwość przekazania informacji, także anonimowo, oraz ochronę przed odwetem ze strony grupy.

Po przedstawieniu raportu Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiedziało prace nad obowiązkiem zgłaszania przez szkoły incydentów przemocy rówieśniczej, określeniem maksymalnego czasu reakcji placówki oraz stworzeniem systemu gromadzenia danych. Państwo przygotowało również ścieżki pomocy przeznaczone osobno dla uczniów, rodziców i szkół. Kierunek tych działań odpowiada najważniejszym lukom wskazanym w badaniu, ale o ich skuteczności zdecyduje nie samo przyjęcie procedur, lecz sposób codziennego stosowania ich w placówkach. 

Raport „Rówieśnicy 2026” nie pozwala sprowadzić przemocy do kilku szczególnie trudnych szkół ani do niewielkiej grupy uczniów. Pokazuje mechanizm obejmujący relacje bezpośrednie, internet, klimat klasy, zachowania świadków i zdolność dorosłych do reagowania. Najważniejsze pytanie nie brzmi już, czy przemoc rówieśnicza jest w polskiej szkole problemem, lecz czy szkoła potrafi zareagować, zanim pojedyncze upokorzenie stanie się stałym elementem życia dziecka.

Szkoła, która zachęca ucznia do zgłoszenia przemocy, a następnie nie podejmuje działania, uczy go przede wszystkim milczenia. Jeżeli co trzeci zgłaszający nie widzi realnej reakcji, a tylko 5 proc. uczniów uznaje wychowawcę za pierwszą osobę zaufania, problemu nie rozwiąże kolejna kampania informacyjna. Potrzebny jest system, w którym dziecko wie, komu powiedzieć, dorosły wie, co zrobić, a podjęta interwencja rzeczywiście prowadzi do przywrócenia bezpieczeństwa.

Karolina Jaszowiecka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 sierpnia 2026