Rosja zwiększa presję na Estonie. Uważa ją za "miękkie podbrzusze" NATO

Rosja uznaje kraje bałtyckie za „miękkie podbrzusze” NATO i testuje jedność i determinację Sojuszu – powiedział Piotr Szymański z Ośrodka Studiów Wschodnich, komentując incydent, w którym rosyjscy strażnicy graniczni przeprawili się przez rzekę Narwę i wtargnęli na terytorium Estonii.

Nawet 90 proc. mieszkańców Narwy na co dzień posługuje się językiem rosyjskim

.Instytut Studiów nad Wojną (ISW) w raporcie z ubiegłego tygodnia poinformował, że naruszenie granicy z Estonią przez rosyjskich strażników granicznych to pierwszy przypadek, w którym ISW zaobserwował umundurowany personel rosyjski przekraczający terytorium NATO od początku działań Rosji w ramach tzw. fazy zero we wrześniu 2025 r.

Z relacji estońskich służb granicznych wynika, że w ubiegłą środę rosyjscy funkcjonariusze przypłynęli poduszkowcem, a następnie spacerowali po kamiennym nasypie na rzece. Po krótkim czasie wrócili na stronę rosyjską. Incydent miał miejsce u ujścia rzeki Narwy, w pobliżu Jeziora Pejpus (Czudzkiego), położonego na granicy Estonii i Rosji. – Motywy ich działania pozostają niejasne – skomentował estoński minister spraw wewnętrznych Igor Taro.

Piotr Szymański, ekspert ds. bezpieczeństwa w regionie nordycko-bałtyckim Ośrodka Studiów Wschodnich, w rozmowie z PAP zdefiniował to zdarzenie jako element długofalowej polityki „nękania i niepokojenia” Estonii. Jak zaznaczył, katalog tych incydentów jest bardzo szeroki: od usunięcia boi nawigacyjnych na Narwie w maju 2024 r., przez opublikowanie przez rosyjski MON i szybkie wycofywanie dokumentów sugerujących jednostronną zmianę przebiegu linii wyznaczających wody terytorialne i wyłączną strefę ekonomiczną na Morzu Bałtyckim, po naruszenia przestrzeni powietrznej.

Ekspert przypomniał też o porwaniu przez FSB we wrześniu 2014 r. estońskiego oficera Estona Kohvera, którego rok później wymieniono na Alekseia Dressena – funkcjonariusza estońskiego kontrwywiadu skazanego za zdradę stanu.

W ocenie Szymańskiego takie działania Rosji mają charakter strategiczny i odwetowy. – Państwa bałtyckie, nordyckie oraz Polska są najbardziej aktywnymi zwolennikami wspierania Ukrainy, co przejawia się chociażby w estońskim postulacie przeznaczania 0,25 proc. PKB na pomoc wojskową czy zwalczanie rosyjskiej floty cieni na Bałtyku – wskazał rozmówca PAP i wyjaśnił, że w ten sposób Rosja stara się budować wizerunek krajów bałtyckich jako „miękkiego podbrzusza” NATO, zarazem testując jedność i determinację Sojuszu.

Jak podkreślił analityk, przeprowadzanie prowokacji ułatwia Moskwie fakt, że Rosja i Estonia wciąż nie ratyfikowały umowy granicznej, a linia demarkacyjna nie doczekała się niezbędnych korekt technicznych. – Przez to na mapie jest kilka wrażliwych punktów, które Rosjanie cynicznie wykorzystują do wywierania nieustannej presji – przekonywał ekspert OSW.

Granica na rzece Narwie w rejonie miast Narwa (Estonia) i Iwanogród (Rosja) przebiega wzdłuż głównego nurtu i opiera się na tymczasowej linii kontrolnej. Ruch statków jest tam ściśle monitorowany, a jednostki obu państw muszą trzymać się swojej strony rzeki, przy czym każda próba zbliżenia się do nurtu bez uprzedniego uzyskania zgody grozi incydentem dyplomatycznym. Jedyne drogowe połączenie obu miast stanowi most „Przyjaźni”. W lutym 2024 r. strona rosyjska, pod pretekstem koniecznej modernizacji, zamknęła go dla pojazdów. Od tamtej pory służy wyłącznie do ruchu pieszego, i to tylko w dzień.

Jeszcze bardziej kuriozalna sytuacja, o której przypomniał Piotr Szymański, to tzw. worek Saatse, czyli niewiele ponad 100-hektarowy skrawek Rosji, który wdziera się w głąb Estonii w taki sposób, że przecina jedyną drogę łączącą estońską miejscowość Saatse z resztą kraju. Rosja, jak do tej pory, co prawda nie zezwala jej mieszkańcom na przejazd bez wizy, jednak jest to możliwe wyłącznie samochodem lub na rowerze, ze stałą prędkością i bez zatrzymywania.

Jak zauważyła kolejna rozmówczyni, dr Aleksandra Kuczyńska-Zonik z Katedry Systemów Politycznych i Komunikowania Międzynarodowego KUL oraz zespołu bałtyckiego Instytutu Europy Środkowej, szczególna podatność regionu Narwy na rosyjskie operacje wynika z uwarunkowań demograficznych. – Nawet 90 proc. tamtejszych mieszkańców na co dzień posługuje się językiem rosyjskim. Jednak stopień integracji tych osób ze społeczeństwem estońskim jest zróżnicowany, co sprawia, że nie wszyscy są w równym stopniu podatni na kognitywne działania Kremla – zastrzegła ekspertka.

Aleksandra Kuczyńska-Zonik dodała, że istotnym elementem ułatwiającym Rosji prowadzenie działań propagandowych są silne więzi transgraniczne. Mieszkańcy regionu posiadają po rosyjskiej stronie rodziny oraz kontakty biznesowe, przez co dotkliwie odczuwają wszelkie ograniczenia sankcyjne, utrudnienia w handlu czy zamykanie przejść granicznych. Ta realna uciążliwość codziennego życia staje się paliwem dla rosyjskiej narracji, kierowanej precyzyjnie do społeczności zamieszkującej ten peryferyjny, z perspektywy Tallinna, region.

Estonia „miękkie podbrzusze” NATO, nie akceptuje takiej przezwiska. Rząd w Talinie trenuje swoje wojsko

.Niektóre działania propagandowe Rosji przyjmują tam kuriozalną formę. Na przykład od 2023 r. w Iwanogrodzie, na promenadzie nad Narwą, co roku jest budowana scena z olbrzymim telebimem zwróconym w stronę znajdującej się na drugim brzegu Narwy. Na ekranie wyświetla się defiladę na Placu Czerwonym oraz przemówienia polityków z okazji Dnia Zwycięstwa. W odpowiedzi na te działania, w tym roku na murach pełniącego funkcję muzeum zamku w Narwie zawisł wielki banner przedstawiający zmontowane połówki twarzy Hitlera i Putina z podpisem „Putler – zbrodniarz wojenny”.

Analizując te incydenty podkreśliła, że – jak w przypadku innych obszarów przygranicznych sąsiadujących z agresorem – bliskość Rosji sprawia, że prowokacje i naruszenia granic są technicznie tanie, łatwe do przeprowadzenia, a zarazem bardzo efektywne. – Skutecznie przyciągają uwagę opinii publicznej w Estonii, Polsce i całej Europie, odwracając ją od kwestii kluczowych, takich jak wojna na Ukrainie czy wewnętrzne problemy państw zachodnich – uczuliła ekspertka.

W kwestii strategii odpowiedzi na te zagrożenia, ekspertka zaleciła zachowanie powściągliwości. Jej zdaniem nadmierna reakcja, polegająca na natychmiastowym stawianiu wszystkich służb w stan pełnej gotowości może być realizacją oczekiwań Moskwy. – Państwa bałtyckie dysponują ograniczonymi zasobami. Przesunięcie sił w jeden rejon granicy to osłabienie innych odcinków. A właśnie na tym może zależeć Rosji – przestrzegła Aleksandra Kuczyńska-Zonik. 

Bitwa o Przesmyk Suwalski

.Bitwa o przesmyk suwalski może mieć decydujące znaczenie i tym samym dalekosiężne skutki. Skuteczne odcięcie republik bałtyckich od lądowego łącznika z NATO oznaczałoby porażkę Sojuszu i prawdopodobnie brak możliwości odtworzenia status quo ante – pisze Lech KOŚCIUK.

Zrosyjskiej perspektywy członkostwo państw bałtyckich w NATO wraz z możliwością obecności wojsk Sojuszu na ich terytoriach to krytyczny dylemat.

Po pierwsze,niezależnie od tego, jak solenne są zapewnienia Rosji o pokojowych intencjach czy braku zdolności do agresji oraz pomimo wielokroć wyrażanej woli współpracy ze strony Sojuszu Północnoatlantyckiego, rosyjska polityka zagraniczna i bezpieczeństwa bazują niezmiennie na braku zaufania do Zachodu.

Moskwa permanentnie definiuje Zachód jako rywala i potencjalne zagrożenie militarne.

Potwierdzeniem tego jest rosyjska doktryna wojskowa, urzutowanie sił, działalność rosyjskiego wywiadu czy wreszcie opinie wygłaszane przez polityków, wojskowych oraz komentatorów i ekspertów polityczno-militarnych. Ten paradygmat jest kultywowany w rosyjskiej polityce od dziesiątków lat. Stał się silnie utrwalonym, wręcz trwałym elementem rosyjskiej świadomości politycznej. Nie tylko polityków i wojskowych, ale i większości społeczeństwa.

Po drugie, jeśli zagrożenie ze strony Zachodu miałoby się zrealizować, to w optyce rosyjskich planistów wojskowych państwa bałtyckie są traktowane jako pierwszoplanowy przyczółek, z którego może być wyprowadzone uderzenie w głąb Rosji – na Moskwę i w stronę Petersburga.

Po trzecie,w państwach bałtyckich żyje wcale nie mała mniejszość rosyjska, której prawa (w dość powszechnym odczuciu w Rosji) nie są szanowane, a co więcej – jest ona zagrożona przymusową asymilacją.

Po czwarte, jeśli upadek ZSRR jest traktowany jako największa geopolityczna strategiczna katastrofa XX wieku, to w rosyjskiej polityce musi być obecne dążenie odtworzenia utraconych pozycji, w tym w odniesieniu do bałtyckiego wybrzeża.

Już przed laty w rosyjskiej doktrynie wojskowej zadeklarowano gotowość do użycia siły w obronie praw i interesów Rosjan żyjących poza granicami Rosji.

Z myślą o utrzymaniu strefy rosyjskich wpływów powołano do życia Wspólnotę Niepodległych Państw, utworzono Państwo Związkowe Rosji i Białorusi oraz zawiązano Organizację Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Zaczęto również intensywnie ćwiczyć wojska na zachodnim kierunku strategicznym. Z czasem staliśmy się również świadkami faktów dokonanych w postaci wsparcia secesji Osetii Południowej i Abchazji oraz działań o najpoważniejszym ciężarze gatunkowym – zajęcia Krymu i wywołania rebelii (a właściwie wojny) na wschodzie Ukrainy.

Koniecznym w tym miejscu jest przypomnienie, że w obu przypadkach Rosja zdecydowała się na działania militarne dopiero gdy nabrała przekonania, że zaistniały korzystne warunki. Można by rzec, że kierowano się oceną „teraz albo nigdy”. Chodziło przede wszystkim o osłabienie przeciwnika. Wewnętrzna niestabilność polityczna Gruzji i Ukrainy była przesłanką pozwalającą zakładać, że nie będą one stawiać skonsolidowanego, skutecznego oporu. Zresztą, właśnie owa niestabilność pozwalała uzasadniać konieczność interwencji.

Paradoksalnie tworzyła również przyjazne środowisko – aktywnego wspierania przez lokalne społeczności rosyjskiej akcji. W Gruzji byli to osetyjscy i abchascy secesjoniści. Na Ukrainie – w przypadku Krymu Rosjanie i rosyjskie wojska tam stacjonujące, a w obwodach Łużańskim i Donieckim – zmobilizowane do działania przez rosyjskie siły specjalne społeczności Rosjan oraz ciążących ku Rosji rosyjskojęzycznych Ukraińców. Bez wątpienia na Kremlu oceniano również, że przeciwnicy są słabi wojskowo. Musiano także założyć, że reakcja społeczności międzynarodowej, a przede wszystkim Zachodu, nie wywoła okoliczności zmuszających Rosję do rezygnacji z realizacji założonych celów.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/lech-kosciuk-bitwa-o-przesmyk-suwalski/

PAP/MB


Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 grudnia 2025