Scenariusz bitwy pod Grunwaldem napisał Jan Długosz

Bitwa pod Grunwaldem była jedną z największych i najważniejszych w średniowiecznej Europie. Wokół niej narosło wiele mitów i mylnych przekonań, choćby to, że wojska krzyżackie wykopały wilcze doły, w które mieli wpadać Polacy i Litwini.
Średniowiecze wciąż fascynuje
Bitwa pod Grunwaldem – mimo, że minęło od niej 616 lat – wciąż budzi zainteresowanie i rozpala wyobraźnię współczesnych. Najlepszym tego dowodem jest odbywająca się od 1988 r. coroczna rekonstrukcja tej bitwy. W tym roku odbędzie się ona 18 lipca, na pole walki wyjdzie 1,3 tys. rekonstruktorów. Będzie ich oglądało kilkadziesiąt tysięcy widzów.
– Średniowiecze wciąż jest popularne i fascynuje ludzi – powiedziała autorka książki „Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy” Anna Zielińska. Autorka także przyjechała na Pola Grunwaldu i w historycznym stroju rozmawia tam z innymi pasjonatami epoki.
– Staram się odkłamywać mity związane ze średniowieczem, jak choćby ten, że wówczas nie dbano o higienę. Nic bardziej mylnego! Cechy rzemieślnicze określały, jak często ich członkowie powinni zażywać kąpieli i było to raz w tygodniu, czy raz na dwa tygodnie, a nie jak się sądzi, raz czy dwa w roku – powiedziała Anna Zielińska.
Fałszywe mity
Sama bitwa pod Grunwaldem także obrosła wieloma fałszywymi mitami. – Jedną z większych bzdur utrwalonych przez film Aleksandra Forda „Krzyżacy”, są słynne wilcze doły, które tutaj podobno Krzyżacy mieli wykopać, by wpadło w nie wojsko polskie, czy litewskie. Na istnienie tych dołów nie mamy informacji w żadnych źródłach. Najwcześniejsze źródło, które mówi o wilczych dołach pod Grunwaldem, to jest dopiero XVI-wieczna Kronika Bychowca. Bliższe bitwie kroniki, jak napisana kilka miesięcy po bitwie „Kronika konfliktu…”, czy kronika Jana Długosza, którego ojciec brał udział w bitwie, o dołach nie wspominają – powiedziała Anna Zielińska.
– Nie tylko wilczych dołów nie było pod Grunwaldem ale nie było w tej bitwie także i piechoty – powiedział kierownik działu naukowo-promocyjnego Muzeum Bitwy pod Grunwaldem Jarosław Malecki. Dodał, że wbrew powszechnemu mniemaniu bitwa pod Grunwaldem była bitwą konną. – Manewrowano w niej lekką i ciężką jazdą konną. Piechota się objawiła ale przy oblężeniu Malborka. Tu, w Grunwaldzie jej nie było – powiedział Jarosław Malecki.
Jaka naprawdę była bitwa pod Grunwaldem?
Mało kto wie także, że pod Grunwald przyciągnięto armaty, z których strzelano kamiennymi kulami. Miały je zarówno wojska Jagiełły, jak i Krzyżacy. – Wiemy, że Polska prowadzi armaty. Wiemy, że one są po odwrocie spod Kurzętnika, i że zostały dwie kule armatnie. Ale artylerii Władysław Jagiełło w ogóle nie używa! Artylerii użyły za to wojska zakonne – powiedział Jarosław Malecki i dodał, że tym samym bitwa pod Grunwaldem jest jedną z czołowych bitew, w których została użyta artyleria.
– Jest to bardzo archaiczna artyleria, bo strzelają kamiennymi kulami. One się nie rozrywają. One robią huk i spadają. Według historyków chodziło zapewne o broń psychologiczną. Konie bojowe jeszcze nie znały tego huku, mogły się przestraszyć. A że artyleria stałą blisko wojsk zakonnych mogły się przestraszyć i konie polskie, i krzyżackie. Może dlatego strzelono tylko dwa razy – dodał Jarosław Malecki.
Inscenizacja bitwy pod Grunwaldem będzie się odbywała według scenariusza opartego o Kronikę Jana Długosza.
PAP/NZ




