
Życie pod rządami islamu
Społeczeństwa z coraz większą odrazą wysłuchują zakłamanego moralizatorstwa „elit”, które rytualnie wyzywają je od populistów, nacjonalistów, prawicowców, faszystów i ksenofobów. To przestaje działać. Polityka różnorodności, gdzie ważni są wszyscy – ale oprócz nas – staje się nieznośna – pisze Jan ŚLIWA
.Kilka miesięcy temu napisałem tekst o wielowiekowej rywalizacji chrześcijańskiej Europy z islamem. Był to okres ścierania się Izraela z Palestyńczykami w Strefie Gazy. Dyskutowano, która strona jest nam bliższa. Izrael to niby Zachód, ale jego ludobójcze działania wykluczały wsparcie. Przypominałem, że choć muzułmanie traktowani są bestialsko, nie czyni to z nich naszych sojuszników. Pogrom z 7 października pokazuje, że zrobiliby to samo, gdyby tylko mogli. Argumentowałem, że dla Europy konkretnym zagrożeniem jest islam, od kulturowej dominacji po bezpośrednią przemoc.
Europa ma swoje doświadczenie z islamską dominacją – siedem wieków islamskiego panowania w Hiszpanii. Również inne regiony (jak Iran czy Afryka Północna) kiedyś zostały opanowane przez islam, na ogół przemocą. Bezpośrednią motywacją dla obecnego tekstu jest masowa inwazja na Ceutę, hiszpańską enklawę na terytorium Afryki. Sprawa trochę przycichła, przysypana nawałem innych zdarzeń, ale jest w pełnym toku i nie wiadomo, jak się zakończy. Przy czym zakończy się najwyżej czasowo, no chyba że wszyscy przejdziemy na islam, bo z powrotem drogi nie ma. Ewentualnie: jest bardzo trudna i kosztowna, a zwłaszcza wymaga wielkiej determinacji obrony własnej tożsamości, a tego nie widzę.
Konstantynopol i chrześcijański Bliski Wschód
.W naszej narracji najwięcej mówimy oczywiście o łacińskim Zachodzie, jako że tam mamy nasze korzenie kulturowe oraz posiadamy od ponad 2000 lat źródła pisane. O naszych słowiańskich korzeniach wiemy niestety serdecznie mało, pisana historia zaczyna się zaledwie 1000 lat temu. Wcześniej, już w VII w., pojawiają się muzułmanie (Arabowie, ale nie tylko), z którymi Europa zmaga się do dziś. Zaskakująco mało mówi się o Cesarstwie Wschodniorzymskim. Skrótowo nazywamy je Bizancjum, ale w istocie była to wschodnia, greckojęzyczna połowa Cesarstwa Rzymskiego, która przetrwała o całe tysiąclecie dłużej od naszej, zachodniej, zachowując ciągłość kulturową. Mieszkańcy nazywali siebie „Romaiōi”, a dla Arabów było to „ar-Rum”. Stolicą był Konstantynopol, założony przez Konstantyna w roku 324, zdobyty przez Turków dopiero w 1453. Oczywiście były tam szkoły, oczywiście były biblioteki. To wschodnie cesarstwo było fundamentem chrześcijaństwa, tam działali ojcowie Kościoła. Tam misjonował św. Paweł, to na drodze do Damaszku, a nie do Paryża doznał olśnienia. Św. Augustyn, biskup Hippony w Afryce, był Berberem. Niektórzy o tym pamiętają, jakiś czas temu konwersowałem o tym z tunezyjskim taksówkarzem, był dumny ze swego rodaka.
Ta znajomość przeszłości każe inaczej spojrzeć na konflikt między chrześcijaństwem a islamem i wyprawy krzyżowe. Typowo przedstawia się je jako napaść chrześcijan na Bogu/Allahowi ducha winne kraje islamskie. Raz po raz pojawiają się filmy o złych chrześcijanach i dobrych muzułmanach. W przypadkach ekstremalnych chrześcijanie są prawdziwie demoniczni, a muzułmanie anielscy. Bywa, że muszą bronić dobrych chrześcijan przed złymi lub nawet dbać o godność kobiet.
Przypomnijmy, że przed podbojem islamskim był to obszar chrześcijaństwa, a wciąż żyło tam wielu arabskich chrześcijan. Muzułmanie, mając to pod swoim panowaniem, palili kościoły, bezcześcili świątynie, rabowali i gwałcili. Masakrowali chrześcijańskie ludy, jak np. Ormian, co kontynuowali Turcy w XX wieku. Celem krucjat było odbicie miejsc świętych i ochrona pielgrzymów. Owszem, wojna to wojna, a więc i chrześcijanie dokonywali złych rzeczy, jednak u muzułmanów ich nienawiść i przemoc wynikała z religii. Choć to brzmi kontrowersyjnie, można krucjaty i hiszpańską rekonkwistę interpretować jako wojny wyzwoleńcze.
Błyskawiczna ekspansja islamu
.Przez wieki Arabia była lekceważona przez swoich sąsiadów. Wybrzeżem prowadziły szlaki handlowe, ale cały półwysep to była tylko pustynia pomiędzy Morzem Czerwonym i Zatoką Perską. I to wszystko. Wszystko zmieniło się w VII wieku. Ok. roku 570 urodził się w Mekce Mahomet. W wieku 40 lat – jak twierdzi – zaczął otrzymywać boskie objawienia od archanioła Gabriela. Stały się one zaczątkiem religii, która choć nowa, miała być rozwinięciem, oczyszczeniem i ukoronowaniem „religii Abrahamowych” – judaizmu i chrześcijaństwa. Mahomet zaczął głosić swoje proroctwa, ale w Mekce napotkał opór, udał się więc ze swoimi wyznawcami do miejscowości Jatrib, po latach znanej jako Medyna (Madinat an-Nabi – miasto proroka). Ucieczka ta (Hidżra) w roku 622 stanowi początek ery muzułmańskiej. Co ciekawe, uzyskał tam znaczące wsparcie od środowisk żydowskich. Stosunki między Żydami, chrześcijanami oraz muzułmanami oraz wzajemne powiązania trzech religii w tym wczesnym okresie to temat sam w sobie. Arabia była pograniczem potężnego Cesarstwa Wschodniorzymskiego (Bizantyjskiego), chrześcijańska była Afryka Północna i Egipt, wielu Arabów było chrześcijanami.
Mahomet od początku był wodzem wojennym, islam rozprzestrzeniał się w dużej mierze przez podbój. Włączmy teraz szybkie przewijanie. Oto kiedy nastąpiły podboje islamu (prawdziwa, głęboka konwersja na islam trwała dłużej):
- 634–638 Syria,
- 639–642 Egipt,
- od 640 – Afryka Północna (698 Kartagina),
- 633–651 Iran,
- 711 przekroczenie Gibraltaru,
- 718–756 Hiszpania,
- 732 bitwa pod Poitiers, 350 km od Paryża, 410 km od granicy hiszpańskiej.
.Czyli 110 lat od skromnego początku do imperium sięgającego prawie pod Paryż. Prawdziwy Blitzkrieg. Jak tego dokonać, mając do dyspozycji mały pustynny ludek? Podbite tereny były bogate i ludne, zdominowanie ich nie było proste. Niemniej – dało się. Zaczynano od podboju przeprowadzonego w taki sposób, by lokalnej ludności przeszła wszelka ochota na opór. Miała ona następujące opcje: zginąć w walce, przejść na islam albo pozostać przy swojej wierze, ale płacić wysoki podatek (dżizja). Oznaczało to też życie jako mieszkańcy drugiej kategorii (dhimmi). Konwersja na islam (i wyznanie „Nie ma boga prócz Allaha, a Mahomet jest Jego Prorokiem”) pozwalała na przejście do lepszej kategorii. Tą drogą dotychczas łupiony lud otrzymywał przywilej łupienia innych. W ten sposób zyskujemy nowych muzułmanów i zwiększamy naszą pulę ludnościową wobec innych. Wykorzystując nowe zasoby, możemy więc podbić kolejne państwo.
Jako urodzony w Polsce Ludowej widzę wyraźną analogię hierarchii społeczeństwa islamskiego do podziału na partyjnych i bezpartyjnych w komunizmie. Przejście do lepszej kategorii wymagało złożenia deklaracji wyznania nowej wiary i wiernej służby systemowi, np. poprzez donoszenie. W nagrodę neofita otrzymywał dostęp do mieszkań, specjalnych sklepów i samochodów za pół ceny, bez podatku, jaki płacili „niewierni”. Pewne pomysły są trwałe i uniwersalne. Nie wiedziałem tylko, że to, co płacimy za prawo pozostania przy naszej wierze, dawno wymyślono jako dżizja (lub charadż).
.Ważną rolę dla utrzymania spójności i motywacji odgrywał fanatyzm. Nie wiem, czy była to głęboka wiara, czy raczej oczekiwanie wysokiej nagrody, na tym świecie i tamtym. Na tym świecie udział w świętej wojnie (dżihad) zwalniał od wszelkich ograniczeń wobec niewiernych, można było rabować i gwałcić. Ale i śmierć w walce była wygraną. W raju – po tamtej stronie – na bojownika czekały zastępy dziewic oraz wszelkie bogactwa. Wierzący muzułmanin wygrywał więc tak czy inaczej.
Podczas podboju Egiptu muzułmanie zdobywali miasto za miastem i mordując ludność, siali postrach. Mieszkańcy dalszych miast uciekali do chronionej przez potężne mury Aleksandrii. Tam chcieli przetrwać oblężenie, czekając na pomoc z Konstantynopola. Cesarz Herakliusz jednak po serii porażek popadł w depresję, pomoc nie nadeszła. Zdrajcy otworzyli bramy miasta. Nastąpiły masakra i plądrowanie. Palono kościoły, w tym ten z relikwiami św. Marka. Zastanawiano się, co zrobić z biblioteką. Zapytany o radę kalif Omar odpowiedział: „Jeżeli księgi zgadzają się z Koranem, nie potrzebujemy ich, jeżeli się nie zgadzają – nie chcemy”. Palone manuskrypty wystarczyły na ogrzewanie aleksandryjskich łaźni przez pół roku. Nawet przy barbarzyńskiej, rabunkowej eksploatacji bogactwa Egiptu można było wysysać długo.
I tak następował podbój, krok za krokiem. Niektóre kraje stawiały silniejszy opór. Szczęściem dla muzułmanów wiele krajów było wymęczonych wojnami i konfliktami wewnętrznymi. Na Bliskim Wschodzie dominującymi potęgami były Bizancjum i Persja. Od wieków prowadziły wojny, które z dalszej perspektywy wydają się bezsensowne. Koleje losu odwracały się to na jedną, to na drugą stronę. Można było tak walczyć, dopóki nie pojawił się ten trzeci. Tym trzecim byli muzułmanie, bardzo wojowniczy i zdeterminowani. Z Bizancjum udało się wykroić Syrię, Egipt i całą Afrykę Północną. Potem krok po kroku podgryzana była Azja Mniejsza, czyli obecna Turcja. Trwało to długo, ostatecznie Konstantynopol upadł w roku 1453, a zwycięzcami byli już nie Arabowie, ale Turcy. Los miasta był tragiczny – zniszczenia, rabunek, bezczeszczenie świętości, gwałcenie mniszek na ołtarzu. Ponad tysiącletnia bazylika Hagia Sophia została przekształcona na meczet. Konstantynopol, miasto Konstantyna, stał się Stambułem. Ciekawe, że nazwa ta pochodzi z greckiego: εἰς τὴν πόλιν / eis ten polin / do miasta → Istanbul.
Całkowity podbój Persji trwał prawie 20 lat. Zarówno Bizancjum, jak i Persja były ludnymi, bogatymi krajami o wielkiej tradycji. Wykorzenienie dawnej kultury było trudne. W Egipcie do dziś żyją chrześcijańscy Koptowie, potomkowie starożytnych Egipcjan. Persja (obecny Iran) została zislamizowana, dziś rządzą nią fanatyczni muzułmanie. Nie została jednak zarabizowana, stara kultura była za silna. Mimo że wszystko sprzed islamu to oficjalnie godne zwalczania pogaństwo, zarówno w Egipcie, jak i w Iranie stara kultura jest przedmiotem dumy oraz dochodów. Trudno by było wyburzyć piramidy.
Kto przechował kulturę antyku?
.Po upadku zachodniego Cesarstwa Rzymskiego na jego terenie powstały państwa barbarzyńskie, które potrzebowały paru wieków, by się znów ucywilizować. Kultura łacińska została przechowana przez Kościół, zwłaszcza w klasztorach. Grecki nie został całkowicie zapomniany, lecz radykalnie zmniejszył się krąg jego czytelników. Pamiętajmy, że księgi musiały być przepisywane ręcznie, a pergamin był bardzo drogi. Dlatego też kopiowano raczej Biblię i filozofów chrześcijańskich, a nie poezję pogańską czy sztuki teatralne.
No i teraz – jakimi drogami dotarły starożytne teksty do łacińskiej Europy? Na ogół pisze się o przekazie poprzez świat muzułmański, konkurencyjna wersja akcentuje transfer poprzez greckojęzyczne Bizancjum. Wygląda to na techniczny spór między fachowcami, dotyczący zdarzeń sprzed prawie tysiąca lat. Okazuje się jednak, że konflikt jest gorący i aktualny, a wielu podchodzi do niego bardzo osobiście.
Zacznijmy od wariantu islamskiego. Za kalifa al-Mamuna powstał w Bagdadzie w roku 830 Dom Mądrości (Bajt al-Hikma) – wielka biblioteka i akademia. Gromadzono i tłumaczono tam przywiezione z Konstantynopola greckie dzieła filozoficzne i naukowe. Instytucja ta przetrwała cztery wieki, aż do najazdu Mongołów, którzy w roku 1258 wrzucili cały księgozbiór do Tygrysu. Ważnymi centrami transferu wiedzy były Toledo i Sycylia, gdzie dochodziło do kontaktu obu światów, często za pośrednictwem Żydów. Jasne jest, że dla tłumaczenia Arystotelesa z greckiego na arabski potrzeba naprawdę mądrych głów, do tego chętnych i sensownie opłacanych. Aby dzieła te znowu były dostępne na Zachodzie, musiały być przetłumaczone z powrotem, najlepiej na łacinę. I tu znowu potrzebni byli filozofowie wielojęzyczni, tacy jak Abraham ibn Daud (Abraham ben David), czyli jak sama nazwa wskazuje – Abraham, syn Dawida. W międzyczasie przetwarzali tę wiedzę myśliciele muzułmańscy, tacy jak Awicenna (Ibn Sina) i Awerroes (ibn Ruszd). Nie mnie roztrząsać, na ile byli twórczy, czy tylko odtwórczy, ale na pewno zakładanie, że wszyscy inni spoza Zachodu nie byli w stanie niczego wnieść do wiedzy, jest naiwne. Wśród ludzi Zachodu wielu jest piewców islamu. I tak w roku 1960 niemiecka badaczka Sigrid Hunke opublikowała pracę Słońce Allaha nad światem Zachodu, prawdziwy panegiryk na cześć „naszego arabskiego dziedzictwa”.
Wielu polemizuje z tak ekstremalnymi poglądami. Sylvain Gouguenheim w książce Arystoteles na Mont Saint-Michel z toku 2008 opisuje „greckie korzenie chrześcijańskiego Zachodu”. Ważną postacią jest Jakub z Wenecji, który w klasztorze Mont Saint-Michel w Normandii tłumaczy dzieła Greków bezpośrednio z oryginału na pół wieku przed tym, zanim w podbitej przez muzułmanów Hiszpanii zaczęto tłumaczyć z przekładu arabskiego.
Książka Gouguenheima wywołała ostrą polemikę. Autor zarobił mnóstwo soczystych epitetów, przy czym najdelikatniejsze określenie jego twórczości to „uczona islamofobia”. W obronę wziął go filozof Michel Onfray w książce Autodafés, w której pisał o wirtualnych stosach, na których płoną nieprawomyślni autorzy. Ale to nie wszystko. Na końcu wydania francuskiego załączona jest ostra polemika ze wspomnianą książką Sigrid Hunke. W wydaniu niemieckim jej nie ma, a nazwisko Hunke jest usunięte, nawet z listy literatury i przypisów. Jest tam za to krytyczny komentarz dwóch niemieckich autorów i odpowiedź na nią autora, z podziękowaniem dla wydawcy, jako że „we Francji taka odpowiedź nie byłaby możliwa”.
I jeszcze jedno: we wspomnianej polemice z Sigrid Hunke, zamieszczonej w wersji francuskiej, nazwana jest ona „przyjaciółką Himmlera”. Grubo. Myślałem, że była ona tylko typową przedstawicielką proislamskiej lewicy. I rzeczywiście była socjalistką, tyle że narodową. Rocznik 1913, od 1937 w NSDAP, kariera badawcza w ramach SS, działalność w himmlerowskim Ahnenerbe (Dziedzictwo Przodków). Interesowała ją pierwotna religia Europy, chrześcijaństwo jako rasowo obce, orientalne i żydowskie. Wiemy, że środowiska islamskie wokół muftiego Jerozolimy Amina al-Husajniego szukały współpracy, czyli powiązanie islamu z nazizmem nie jest fantazją. Widziałem kiedyś w dubajskiej księgarni arabskie wydanie Mojej walki – nie rozumiałem tekstu, lecz rozpoznałem pana z wąsikiem na okładce. Co do pani Hunke, okazuje się, że otwarta, tolerancyjna, wolna od ksenofobii osoba jest w istocie zupełnie kimś innym. „Przyjaciółka Himmlera” to nie wyzwisko, lecz stwierdzenie faktu. Okazuje się też przy tym, że naukowa dyskusja na niszowe tematy sprzed tysiąclecia mogą się dziś zmienić w noc długich noży.
Islam a rozwój
.Przy wszystkich dawnych blaskach islamu faktem jest, że od czasu gwałtownego przyspieszenia rozwoju nauki eksperymentalnej i rewolucji przemysłowej w czasach Newtona (XVII wiek) świat islamu zaczął wyraźnie odstawać, podobnie jak cała reszta świata. Może powodem było samozadowolenie z osiągniętej potęgi. Podobnie polski szlachcic widział, jak żytko samo rośnie, a barki same spływają do Gdańska. Analogicznie Hiszpanowi srebro samo przypływało z Ameryki, no chyba że ukradli je angielscy korsarze. Dobrobyt rozleniwia. Tak też było w świecie islamu. Gdy w Prusach tworzono uczelnie techniczne, sułtan turecki i jego dworzanie interesowali się produktami Zachodu jak zabawkami. Armat potrafili używać, ale już nie umieli ich skonstruować i ulepszyć. A szczególnie lubili zegarki. Do tego bardziej interesowały ich intrygi w haremie. Źle obstawiając, można było stracić życie. Gdy w Anglii dzięki merytokracji wielkich rzeczy mogli dokonać Nelson i kapitan Cook, w Turcji więcej znaczyły układy, łapówki i możliwość podpięcia się pod publiczną kasę. Obawiam się, że również na obecnym Zachodzie wiele państw przypomina Turcję pod rządami sułtana. Ale dobrze się to nie kończy.
Nie można przy tym potępiać w czambuł kultury islamu ani negować jej istnienia. Każdy, kto widział Alhambrę, wie, o czym mówię. Te szkoły i biblioteki istniały, było tam wielu mądrych ludzi. Również obecnie trzeba zachować umiar. Tak się składa, że dzisiaj miałem badania w (szwajcarskim) szpitalu. Lekarz był Egipcjaninem, pielęgniarka Marokanką. Nic złego mi się nie stało.
Świat islamu to wielki obszar, istniejący od półtora tysiąclecia. Różne obszary przeżywały w różnych okresach lepsze i gorsze czasy. Należy też pamiętać, że rozwinięta technika nie oznacza wyższej moralności. Wernher von Braun budował najlepsze rakiety, korzystając z pracy niewolniczej, a kraina Gułagów wysłała pierwszego człowieka w kosmos. Obecnie Iran ajatollahów jest w stanie wyprodukować rakiety, z którymi nie potrafią sobie dać rady Amerykanie. Ale przy całej tej rozwiniętej technice równocześnie w kodeksie występuje tam kara śmierci przez kamienowanie. Prawo specyfikuje, że kamienie nie mogą być za małe (żwir byłby niepoważny) ani za wielkie, by śmierć nie nastąpiła natychmiastowo. Dlatego też – przy całej krytyce wobec Zachodu i Ameryki – osobiście wolę żyć po tej stronie świata. I mimo zainteresowania różnymi kulturami nie życzę przejęcia hegemonii ani muzułmanom, ani Chińczykom, ani Rosjanom.
Mit szczęśliwej Andaluzji
.Andaluzja jest niezmiernie piękną krainą i to zwłaszcza dzięki pozostałościom architektury arabskiej. W moim programie podróży po Hiszpanii jako punkty obowiązkowe występowały Sewilla, Kordoba i Grenada. Muszę się też zgodzić z opinią, że „nie ma większego cierpienia niż być ślepcem w Grenadzie”.
W oświeceniu Hiszpania miała opinię zapyziałego katolickiego zaścianka, potem jednak stała się modna. Atrakcyjna była jej egzotyka – dzielni toreros, piękne damy zasłaniające się wachlarzami, wystawne procesje Wielkiego Tygodnia, opera Carmen. Andaluzję rozsławił amerykański pisarz Washington Irving w zbiorze Opowieści z Alhambry. Można zapytać, czy ta wspaniała Andaluzja idzie na konto chrześcijańskich Hiszpanów, czy wypartych przez nich muzułmanów. Bo ta Andaluzja nadaje się do gnębienia Hiszpanów – katolickich i łacińskich, przez Anglosasów – protestanckich i germańskich. Bardziej materialnie spór dotyczył kolonii hiszpańskich, które systematycznie przejmowały Stany Zjednoczone.
Ideologicznie użyteczna była wizja oświeconej i tolerancyjnej Hiszpanii muzułmańskiej jako przeciwwagi dla zapyziałej, ciemnej i dogmatycznej Hiszpanii katolickiej. A jak było naprawdę? Znowu zależy od tego, kto pisze.
Islam jako mechanizm zapadkowy, Gramsci a islam
.Islam ma taką cechę, że nie ma od niego odwrotu. Apostazja karana jest śmiercią. Kraj raz islamski jest islamski na zawsze. Miejsce, gdzie modlą się muzułmanie, należy do islamu. Jest meczetem, choćby nie stały tam żadne mury. Słowo „masdżid” nie oznacza budynku, lecz tylko „miejsce pokłonu”. Dlatego publiczne modły na placu stanowią zawłaszczenie terenu.
Dzisiaj ekspansja islamu odbywa się raczej przez przenikanie do lokalnego społeczeństwa. Terror widzimy raczej jako indywidualne akty, które zastraszają społeczeństwo, ale nie prowadzą do przejęcia władzy, choć mają wpływ na nastroje i na wybory. Wciąż widoczne są takie grupy jak Al-Kaida, Państwo Islamskie, Boko Haram, Hamas i Hezbollah. Działają one jednak raczej na peryferiach Europy, choć to się zawsze może zmienić. Ale niebezpieczniejsza wydaje się infiltracja. Specjalizuje się w tym Bractwo Muzułmańskie, które w 1928 r. założył w Egipcie Hassan al-Banna. Jego działalność przypomina Gramsciego marsz przez instytucje. Gramsci pisał swoje Notatki więzienne w latach 1929–1935, czyli nie był początkową inspiracją dla Bractwa, ale oba ruchy ewoluowały przez sto lat, a analogie są oczywiste. Zasadą jest „entryzm”, wchodzenie w normalne społeczeństwo, zdobywanie zaufania i przejmowanie konkretnych funkcji. Pomocna jest w tym „takijja”, islamska metoda ukrywania swoich prawdziwych przekonań i zamiarów. Elegancko byłoby występować z podniesioną przyłbicą, ale czasem lepiej się kryć, ze względów bezpieczeństwa i dla zmylenia przeciwnika. Dlatego nie należy się oburzać, jeżeli muzułmanin koniunkturalnie kłamie. Takie są po prostu jego zasady.
Czy zagrożenie islamem skonsoliduje Europę?
.Gibraltar/Ceuta 711–2026 – krąg się zamyka.
1315 lat temu wojska muzułmańskie pod wodzą Tarika ibn Zijada przeprawiły się na północną stronę Morza Śródziemnego, pod skałą noszącą dziś jego imię: Dżabal Tarik, stąd Gibraltar. Po pokonaniu pod Jerez de la Frontera wojsk chrześcijańskich droga na północ była otwarta. Mimo czterokrotnej przewagi chrześcijanie przegrali. Króla Roderyka zdradzili konkurenci do jego tronu. Prześladowani przez Wizygotów Żydzi widzieli w muzułmanach wyzwolicieli i otrzymali w zarząd takie miasta, jak Kordoba, Sewilla, a nawet Toledo. Tak niezgoda prowadzi do klęski. Sama bitwa trwała prawie tydzień, była bardzo krwawa. Armia chrześcijan została rozbita. A im więcej kruków przyciągały zwłoki rycerzy Roderyka, tym więcej islamskich wojowników w nadziei na obfite łupy przybywało z Afryki, podróżując na wszystkim, co mogło pływać.
Wojska Tarika składały się głównie z północnoafrykańskich Berberów. Tereny te zostały opanowane kilka dekad wcześniej, następowała ich stopniowa islamizacja i arabizacja. Tożsamość narodowa nie odgrywa jednak wielkiej roli, dla islamu ważna jest wiara. I tak podbici niedawno Berberowie dzielnie podbijali królestwo Wizygotów w Hiszpanii. Efekt domina. Od dalszej ekspansji powstrzymać mógł ich tylko opór. Ponieważ nie był dość silny, przekroczyli Pireneje i poszli na Paryż. 350 km od celu zatrzymał ich pod Poitiers król Franków Karol Młot. Dzięki niemu piszemy łacińskimi literami od lewej do prawej. 930 lat temu ataki muzułmanów doprowadziły do zdecydowanej, silnej, wspólnej reakcji. Konflikt zdefiniował Europę – tu jesteśmy my, a tam oni.
Ale historia nigdy się nie kończy. Dziś zaczynamy kolejną odsłonę tego konfliktu w podobnym punkcie, mianowicie w Ceucie, jeszcze po stronie afrykańskiej. Ale za drutem kolczastym jest już Europa.
Sytuacja dopiero się rozkręca. A jak się skończy? Jak będzie teraz? Wiele jest potencjalnych przyczyn porażki:
- niedostrzeżenie problemu,
- nieznajomość historii własnej i obcej,
- brak pozytywnej oferty, depresja i defensywa,
- rozwodnienie własnej kultury,
- poczucie winy i wstydu (za wszystko),
- samobójcza empatia,
- brak woli walki (bo i o co?),
- konflikty wewnętrzne,
- sprzedajność,
- zdrajcy i kolaboranci.
.Społeczeństwa z coraz większą odrazą wysłuchują zakłamanego moralizatorstwa „elit”, które rytualnie wyzywają je od populistów, nacjonalistów, prawicowców, faszystów i ksenofobów. To przestaje działać. Polityka różnorodności, gdzie ważni są wszyscy – ale oprócz nas – staje się nieznośna. Ludzie wyciągają narodowe flagi. Oczywiście wciąż silni są ludzie postępu, a mają też oni dobrze wyćwiczone bojówki, walące jak ZOMO albo gomułkowski „aktyw robotniczy”. Sytuacja zmierza do konfrontacji.
A na górze? Europejscy przywódcy nie przypominają Fryderyka Barbarossy ani Ryszarda Lwie Serce. Ale zmieść ich może wiatr historii. Niektórym już dużo nie brakuje. Może zastąpią ich inni, mocniejsi. Ale Zachód jest tak przyzwyczajony do rozlazłości, że być może w międzyczasie zastępy pod zieloną flagą proroka zrobią swoje. W Hiszpanii rolę zdrajcy Zachodu zagra premier Sanchez, już jest na dobrej drodze. Niektóre kraje, nie tylko ze wschodniej flanki, mogą stawić opór. Tu chodzi o przetrwanie. Z dawnej Unii Europejskiej zostaną smętne resztki.
Bo jeżeli do tego otrzeźwienia nie dojdzie, to tak jak przed wiekami trzeba będzie przed muzułmańskim panem z pokorą pochylać głowę. Szczególnie rozczarowane mogą być kobiety, tak ostro krytykujące skłonność białych mężczyzn do przemocy. Pamiętamy: nagrodą wojownika są bogactwa i kobiety, które jak wiadomo, same tego chcą. W praktyce oznaczać to jednak będzie nie subtelne pieszczoty w wyłożonym jedwabiem i pachnącym olejkami łożu kalifa przy dźwiękach lutni, lecz zbiorowy gwałt niepiśmiennych osiłków w ponurej uliczce. Ach, gdzież są niegdysiejsi książęta Orientu…
Kto ma ochotę na przyjazny gest wobec nowych panów, może sobie nakleić na zderzaku:
الله أكبر يا حبيبتي!
Allahu akbar, ya habibi! – Allah jest wielki, kochanie!
Literatura:
Raymond Ibrahim „Sword and Scimitar: Fourteen Centuries of War Between Islam and the West”, 2018 (polski przekład „Miecz i bułat”)
Sigrid Hunke „Allahs Sonne über dem Abendland: Unser arabischer Erbe”, 1960
Sylvain Gouguenheim „Aristote au Mont-Saint-Michel: Les racines grecques de l’Europe chrétienne”, 2008
Michel Onfray „Autodafés: L’art. de détruire les livres”, 2021
Bernard Lugan „Histoire de l’Afrique du Nord”, 2016
Yves Bomati i Houchang Nahavandi „Iran: une histoire de 4000 ans”, 2019
Darío Fernández-Morera „The Myth of the Andalusian Paradise: Muslims, Christians and Jews under Islamic Rule in Medieval Spain”, 2016





