Mit Al-Andalus wraca przez Ceutę. Dlaczego islamiści wciąż mówią o odzyskaniu Andaluzji?

Masowy napływ migrantów do Ceuty obudził nie tylko europejski spór o granice, lecz także znacznie starszy mit Al-Andalus jako ziemi utraconej przez islam. Francusko-syryjski pisarz Omar Youssef Souleimane pokazuje na łamach „Le Figaro”, jak radykalne środowiska próbują wpisać dramat młodych Marokańczyków w opowieść o historycznym powrocie do Andaluzji. Zrozumienie tego mechanizmu wymaga jednak wyraźnego oddzielenia migracji od islamizmu, historii od propagandy oraz muzułmanów od ruchów dżihadystycznych.
.Ceuta jest niewielkim skrawkiem Hiszpanii na afrykańskim brzegu Cieśniny Gibraltarskiej, lecz podczas kryzysów migracyjnych staje się miejscem, w którym zbiegają się geografia, historia i polityczne emocje. Masowy napływ migrantów z Maroka ponownie pokazał, że nie jest to wyłącznie granica administracyjna ani jeden z najbardziej wrażliwych odcinków zewnętrznej granicy Europy. Dla Hiszpanii Ceuta jest częścią państwa, dla Maroka pozostaje terytorium spornym, a dla części ideologów islamistycznych może być przedstawiana jako brama prowadząca ku Al-Andalus — utraconej ziemi islamu.
Na ten właśnie wymiar wydarzeń zwrócił uwagę Omar Youssef Souleimane, francusko-syryjski dziennikarz i pisarz, w tekście opublikowanym na łamach „Le Figaro”. Autor przekonuje, że przybycie dziesiątek tysięcy ludzi do Ceuty uruchomiło w części świata arabsko-muzułmańskiego znacznie starszą opowieść o Andaluzji jako terytorium, do którego należy kiedyś powrócić. Nie twierdzi przy tym, że migranci uczestniczą w zorganizowanym projekcie religijnego podboju. Pokazuje raczej, w jaki sposób ich dramat może zostać przejęty przez propagandę, która współczesnym wydarzeniom nadaje sens zaczerpnięty z historii sprzed wielu stuleci.
To rozróżnienie jest zasadnicze. Migracja ma własne przyczyny: biedę, brak perspektyw, różnice rozwojowe, presję demograficzną, działalność przemytników oraz przekonanie, że po drugiej stronie granicy możliwe jest bezpieczniejsze życie. Ideologiczna narracja pojawia się później i próbuje wpisać indywidualne decyzje ludzi w wielką opowieść o cywilizacyjnej zemście, odwróceniu historii albo odzyskaniu utraconego terytorium. Souleimane przestrzega, że w ten sposób realny dramat młodych ludzi zostaje zastąpiony przez mit użyteczny dla ruchów politycznych i religijnych.
Ceuta jest granicą i symbolem
Pod koniec lipca 2026 r. Ceuta znalazła się pod presją migracyjną, której skala przekroczyła możliwości miasta liczącego około 85 tys. mieszkańców. Pierwsze informacje mówiły o około 49 tys. osób przekraczających granicę w ciągu jednej doby, następne szacunki rosły, a do opanowania sytuacji skierowano wojsko. Władze Hiszpanii mówiły o naruszeniu integralności terytorialnej państwa, podczas gdy opozycja oskarżała rząd w Madrycie o zbyt późną i niewystarczającą reakcję.
Każda masowa migracja uruchamia jednocześnie kilka porządków. Jest wydarzeniem humanitarnym, ponieważ dotyczy ludzi ryzykujących zdrowiem i życiem. Jest wyzwaniem dla bezpieczeństwa, gdy granica zostaje przełamana w sposób niekontrolowany, a państwo traci wiedzę o tym, kto znalazł się na jego terytorium. Staje się również problemem politycznym, gdy kolejne rządy wykorzystują ją w sporze o odpowiedzialność, prawo azylowe, strefę Schengen i relacje z państwami tranzytowymi.
W przypadku Ceuty dochodzi do tego jeszcze wymiar suwerenności. Miasto zostało zdobyte przez Portugalię w 1415 r., a w XVII wieku jego przynależność do Hiszpanii została formalnie uznana przez Portugalię. Madryt uważa Ceutę za integralną część państwa, natomiast Rabat podtrzymuje roszczenia do niej oraz do Melilli. Współczesnego sporu hiszpańsko-marokańskiego nie można więc sprowadzić do średniowiecznej historii Al-Andalus, chociaż radykalna propaganda chętnie łączy oba porządki w jedną opowieść o ziemi odebranej muzułmanom.
Reakcje innych państw europejskich pokazały zarazem, że kryzys lokalny szybko stał się sprawą całej Unii Europejskiej. Pojawiły się żądania przywracania kontroli, ograniczenia przepływu osób oraz zdecydowanego uszczelnienia granic, a premier Czech Andrej Babisz mówił nawet o konieczności zamknięcia strefy Schengen dla Hiszpanii. W ten sposób Ceuta przestała być wyłącznie hiszpańskim problemem i zaczęła wpływać na europejski spór o swobodę przemieszczania się, odpowiedzialność państw granicznych oraz bezpieczeństwo wewnętrzne.
Al-Andalus między historią a pamięcią
Al-Andalus nie było jednym państwem istniejącym w niezmienionej postaci przez osiem stuleci. Nazwa ta odnosi się do zmieniających się obszarów Półwyspu Iberyjskiego pozostających pod władzą muzułmańską od rozpoczętego w 711 r. podboju aż do kapitulacji Grenady w 1492 r. W tym długim okresie istniały między innymi emirat, a następnie kalifat Kordoby, rozdrobnione królestwa taif, dominacja północnoafrykańskich Almorawidów i Almohadów oraz emirat Grenady. Była to historia wielkich osiągnięć kultury i architektury, wymiany wiedzy, rywalizacji dynastii, konfliktów religijnych, wojen domowych i zmieniających się granic.
Pamięć zbiorowa nie przechowuje jednak przeszłości w całej jej złożoności. Wybiera obrazy najbardziej poruszające, tworzy bohaterów i momenty założycielskie, a następnie łączy je w opowieść odpowiadającą potrzebom współczesności. W świecie arabsko-muzułmańskim jednym z takich bohaterów stał się Tarik ibn Zijad, dowódca wojsk arabsko-berberyjskich, który w 711 r. przeprawił się przez cieśninę oddzielającą Afrykę od Europy. Nawet opowieść o spaleniu przez niego okrętów, traktowana przez historyków raczej jako legenda niż pewny fakt, przetrwała jako symbol odwagi i zerwania z możliwością odwrotu.
W przedstawionej przez Souleimane’a interpretacji szkolne i religijne opowieści o Al-Andalus nie ograniczają się niekiedy do poznawania minionej cywilizacji. Mogą budować poczucie, że upadek Grenady był historyczną krzywdą, która nadal domaga się naprawienia. Wówczas rekonkwista przestaje być zakończonym procesem dziejowym, a staje się początkiem symbolicznego wygnania. Nostalgia przechodzi w politykę wtedy, gdy pamięć o utraconym świecie zostaje przekształcona w przekonanie o trwałym prawie do terytorium.
Nie jest to jedyny sposób odczytywania dziedzictwa muzułmańskiej Hiszpanii. Al-Andalus może oznaczać dla artystów, pisarzy i zwykłych ludzi pamięć o wysokiej kulturze, filozofii, poezji, medycynie, architekturze oraz spotkaniu tradycji muzułmańskiej, żydowskiej i chrześcijańskiej. Spór zaczyna się dopiero wtedy, gdy idealizowany obraz dawnej cywilizacji zostaje użyty jako uzasadnienie współczesnych roszczeń, a wielowarstwowa historia staje się mapą politycznego rewanżu.
Właśnie dlatego potrzebna jest ostrożność wobec dwóch przeciwstawnych uproszczeń. Pierwsze przedstawia Al-Andalus jako pozbawiony konfliktów raj tolerancji i harmonijnego współistnienia. Drugie widzi w całym tym okresie wyłącznie obcą okupację i nie dopuszcza myśli o jego trwałym wkładzie w dziedzictwo Europy. Historia nie potwierdza żadnej z tych jednowymiarowych wizji; polityczna użyteczność mitu bierze się natomiast z usunięcia wszystkiego, co nie mieści się w prostej opowieści o chwale i upadku.
Jak islamizm przejmuje historię
Islamizm nie jest synonimem islamu, podobnie jak dżihadyzm nie opisuje postawy większości muzułmanów. Pierwsze pojęcie oznacza projekty polityczne, które z religii czynią podstawę organizacji państwa i społeczeństwa, drugie zaś odnosi się do ruchów usprawiedliwiających przemoc jako narzędzie realizacji radykalnej wizji religijno-politycznej. Zatarcie tych różnic prowadzi do krzywdzącego uogólnienia, a jednocześnie utrudnia precyzyjne rozpoznanie ideologii, którą należy analizować.
W propagandzie Al-Kaidy i tzw. Państwa Islamskiego Al-Andalus wielokrotnie pojawiało się jako ziemia utracona, ale nie zapomniana. Osama bin Laden przywoływał jej upadek, Ajman az-Zawahiri umieszczał Hiszpanię, Ceutę i Melillę w szerszej geografii walki, a propaganda Daesh po zamachach w Barcelonie w 2017 r. zapowiadała ponowne podporządkowanie Andaluzji kalifatowi. Historyczna nazwa stawała się dzięki temu nie opisem przeszłości, lecz skrótem obietnicy: granice ustanowione przez dzieje nie są ostateczne, a dawny zasięg panowania ma wyznaczać przyszłe cele.
Mechanizm ten nie jest wyjątkowy dla islamizmu. Ruchy rewolucyjne, nacjonalistyczne i imperialne często odwołują się do epok wielkości, dawnych granic oraz niepomszczonych porażek. Mit polityczny porządkuje chaotyczną rzeczywistość, wyznacza wspólnotę spadkobierców i wskazuje przeciwnika, któremu przypisuje odpowiedzialność za współczesną słabość. Jego siła nie zależy od historycznej ścisłości, lecz od zdolności do łączenia osobistego niezadowolenia z wielką narracją o utracie i odrodzeniu.
Gilles Kepel zwracał na łamach „Wszystko co Najważniejsze” uwagę, że po upadku terytorialnego kalifatu dżihadyzm nie zniknął, ale zmienił dynamikę i sposób docierania do odbiorców. Internet pozwala rozpowszechniać obrazy, hasła i odwołania historyczne poza dawnymi strukturami organizacyjnymi, a radykalizacja może dokonywać się poprzez obieg treści dostosowanych do lokalnych frustracji. W takim środowisku Al-Andalus jest symbolem niezwykle użytecznym: rozpoznawalnym, emocjonalnym i łatwym do przedstawienia jako dowód wielkości odebranej przez wroga.
Souleimane pokazuje, że kryzys w Ceucie stworzył dogodny obraz dla podobnej propagandy. Tysiące ludzi pokonujących w przeciwnym kierunku drogę, którą tradycja wiąże z wyprawą Tarika ibn Zijada, można przedstawić jako symboliczny powrót. Nie oznacza to, że migranci podzielają tę interpretację. Oznacza jedynie, że obraz ich marszu może zostać oderwany od rzeczywistych motywacji i wykorzystany przez środowiska, które chcą widzieć w nim potwierdzenie własnej wizji historii.
Migrant nie jest żołnierzem mitu
Najważniejszym zdaniem tekstu Souleimane’a jest w istocie sprzeciw wobec odebrania migrantom ich prawdziwej historii. Młodzi ludzie nie przedostawali się do Ceuty po to, aby nieść Europie własną cywilizację, lecz dlatego, że chcieli znaleźć się we współczesnej Europie. Przyciągały ich bezpieczeństwo, praca, wolność, możliwość awansu oraz instytucje, których często brakuje w ich ojczyznach. Wielu zapłaciło za tę próbę pobiciem, wykorzystaniem przez przemytników, przemocą seksualną albo śmiercią.
Sprowadzenie tych ludzi do roli uczestników cywilizacyjnego pochodu byłoby więc przyjęciem sposobu myślenia samych radykałów. Człowiek przekraczający granicę może być jednocześnie sprawcą naruszenia prawa i ofiarą beznadziei, manipulacji lub przestępczego procederu. Państwo ma prawo chronić granicę, ustalać tożsamość przybywających i odsyłać osoby niemające prawa pobytu, lecz nie zwalnia go to z obowiązku ratowania życia i poszanowania ludzkiej godności.
Prof. Michał Kleiber pisał w ważnym tekście publikowanym we „Wszystko co Najważniejsze”, że migracji nie da się rozwiązać wyłącznie na granicach państw, ponieważ jej źródła tkwią w różnicach rozwojowych, konfliktach, demografii, słabości instytucji oraz braku perspektyw w krajach pochodzenia. Ochrona granic jest koniecznym elementem polityki, ale pozostanie działaniem częściowym, jeżeli nie będzie jej towarzyszyć współpraca z państwami tranzytowymi oraz długofalowa pomoc gospodarcza i edukacyjna. Taka perspektywa pozwala wyjść poza fałszywy wybór między całkowitą otwartością a obojętnością na los ludzi znajdujących się po drugiej stronie.
Równie niebezpieczne są bowiem dwie propagandy rozwijające się po przeciwnych stronach sporu. Islamiści mogą przedstawiać migrację jako początek dziejowego powrotu na utracone ziemie, natomiast europejscy ekstremiści mogą widzieć w każdym migrancie świadomego uczestnika zaplanowanej inwazji. Obie narracje odmawiają jednostce jej własnych motywacji i obie potrzebują obrazu wielkiego konfliktu cywilizacji. Różnią się wskazaniem bohatera i wroga, lecz wzajemnie potwierdzają swoje najbardziej radykalne założenia.
Europa musi odzyskać język rozróżnień
Boualem Sansal w rozmowie opublikowanej przez „Wszystko co Najważniejsze” mówił, że Europa traci mechanizmy obronne pozwalające jej rozpoznawać zagrożenia i reagować na nie bez wyrzekania się własnych zasad. Jego diagnoza dotyczyła między innymi trudności w prowadzeniu otwartej rozmowy o islamizmie oraz skłonności europejskich elit do unikania problemów, które nie mieszczą się w uspokajającym obrazie rzeczywistości. W kontekście Ceuty warto jednak dodać, że mechanizmem obronnym demokracji jest nie tylko zdolność działania, lecz również precyzja pojęć i odporność na zbiorowe oskarżenia.
Europa nie może pozwolić, aby jej politykę migracyjną wyznaczały mity tworzone przez jej przeciwników. Musi chronić granice, przeciwdziałać propagandzie dżihadystycznej, rozpoznawać próby wykorzystania migracji jako narzędzia nacisku i odróżniać religię od projektu politycznego. Powinna zarazem pamiętać, że odpowiedzialność zbiorowa byłaby zaprzeczeniem europejskiej tradycji prawa, a odczłowieczenie migrantów jedynie dostarczyłoby radykałom nowych argumentów.
Tekst Souleimane’a w „Le Figaro” ma znaczenie właśnie dlatego, że autor patrzy na problem jednocześnie z perspektywy syryjskiego doświadczenia, arabskiej kultury i francuskiej debaty publicznej. Nie idealizuje świata, z którego pochodzi, i nie pozwala, aby krytykę islamizmu zastąpiła niechęć wobec wszystkich muzułmanów. Jego książki, w tym wydane w 2025 r. „Les Complices du mal”, wpisują się w nurt twórczości autorów pochodzących ze świata arabsko-muzułmańskiego, którzy opisują mechanizmy radykalizacji bez zachodniego poczucia wyższości i bez pobłażliwości wobec przemocy.
Podobną debatę na łamach „Wszystko co Najważniejsze” podejmowali Boualem Sansal, Gilles Kepel oraz Ferghane Azihari. Każdy z nich inaczej ocenia relację między islamem, nowoczesnością i europejskim porządkiem politycznym, lecz ich teksty łączy przekonanie, że unikanie precyzyjnej rozmowy nie osłabia radykalizmu. Przeciwnie, pozostawia przestrzeń tym, którzy chcą narzucić społeczeństwom wybór między naiwnością a nienawiścią.
Ceuta jest dziś miejscem realnego kryzysu, ale także ekranem, na który różne strony wyświetlają własne lęki i marzenia. Dla migrantów pozostaje najbliższą drogą do Europy, dla Hiszpanii próbą suwerenności, dla Maroka elementem sporu terytorialnego, a dla islamistów potencjalnym symbolem powrotu do Al-Andalus. Odpowiedzialna polityka zaczyna się w momencie, gdy potrafimy te znaczenia oddzielić. Dopiero wówczas historia przestaje być bronią, a staje się narzędziem rozumienia współczesności.
Arkadiusz Jordan
Paryż





