
Mroki średniowiecza, blaski renesansu?
Pobieżnie wykształceni ludzie używają pojęcia „średniowiecze” jako symbolu ciemnoty i zacofania. Uparcie powtarzane są pewne mity, dające opowiadającym miłe poczucie wyższości – pisze Jan ŚLIWA
Periodyzacja historii
.Historycy przyzwyczaili się (i nas), by dzielić dzieje na epoki. Na pewno pomaga to w ustaleniu uwagi, jest jednak w dużej mierze umowne. Niemniej tradycyjnie początek i koniec epoki wiąże się z jasno zdefiniowanymi zdarzeniami. Potem nauczyciele każą wkuwać uczniom te ważne daty. Jest to męczące, ale na pewno łatwiejsze niż rozumienie wszystkich towarzyszących temu uwarunkowań. Z drugiej strony pogłębiona historia, wychodząca poza zbiór dat, jest o wiele ciekawsza. I tak na początek średniowiecza wyznacza się upadek zachodniego cesarstwa rzymskiego – ostatni cesarz, Romulus Augustulus, abdykował 4 września 476 roku. A koniec to albo zdobycie Konstantynopola przez Turków (29 maja 1453), albo odkrycie Ameryki przez Kolumba (12 października 1492). W epoce przed internetem, by zdarzenie mogło definiować nową epokę, informacja o nim musiała się najpierw rozprzestrzenić. Co do Ameryki – w podanym dniu Kolumb odkrył „coś”, ale okazało się to wyspą, a nie żadnym „Nowym Światem”. Wiedzieli o tym odkryciu tylko on i jego marynarze. Musiał najpierw wrócić do Europy i po drodze nie utonąć. A zanim informacja o tym dotarła z dworu królowej Izabeli do Moskwy, nie mówiąc o Pekinie, musiało minąć sporo czasu.
Ale to dopiero początek. Przede wszystkim nazwy okresów mają sens tylko dla określonych obszarów. Nasze podziały nie mają zastosowania dla Japonii i vice versa. Ale nawet w Europie te same czasy nie mają takiego samego znaczenia dla wszystkich. Dla Anglii XIX wiek to rewolucja przemysłowa i budowa imperium, dla Polski tragiczne powstania. W Londynie 10 stycznia 1863 roku otwarto pierwszą linię metra, w Polsce 12 dni później wybuchło powstanie styczniowe. Trudno byłoby znaleźć dla obu krajów wspólne określenie okresu historycznego. Nazwy te bowiem miewają ładunek emocjonalny. Starożytność to coś minionego, przeżytek. Ale to też fundament cywilizacji. Długo zaczynano wypracowania od „Już starożytni Rzymianie”. Greków idealizowano tak, że wydawali się inną rasą. Czy ktoś wyobrażał sobie Sokratesa załatwiającego potrzebę fizjologiczną? Ludzi ci żyli w starożytności, ale o tym nie wiedzieli. Taki Egipcjanin, patrząc na błyszczące w słońcu wierzchołki piramid, widział szczytowe osiągnięcie techniki, na pewno nie myślał: „Och, żeby się wreszcie skończyła ta starożytność…”. A średniowiecze?
Spacerujący wśród ruin Rzymu na pewno wiedzieli, że przed nimi było coś wielkiego, co być może kiedyś powróci. Ale z nadejściem Chrystusa zdarzyło się coś jeszcze większego. Stąd podział na epokę dawną i nową, chrześcijańską. W XIV i XV wieku we Włoszech odkrywano dawną literaturę i zwracano się ku nowym tematom, jak uwielbienie idealnej kobiety: Beatrycze Dantego czy Laury Petrarki. Poezję tę, tak różną od średniowiecznej, określano jako dolce stil novo, słodki nowy styl. Centrum zainteresowania stawał się człowiek, homo – stąd humanizm. Wiał nowy wiatr, ale trwało dobrą chwilę, zanim dotarł do dalszych regionów Europy. Nadchodziła nowa epoka, mijająca wymagała własnej nazwy. Ta epoka pośrednia między dwoma szczytami europejskiej kultury to media aetas, wieki średnie.
Trzeba przy tym podkreślić, że dla uproszczenia stosujemy oba pojęcia, „średniowiecze” i „renesans”, jak gdyby oznaczały coś jednorodnego. Średniowiecze to okres ok. 1000 lat (500–1500). Zaczyna się od rozpadu zachodniego cesarstwa rzymskiego (wschodnie trwa 1000 lat dłużej), potem powstają państwa narodowe, spoiwem stają się chrześcijaństwo i łacina. Mamy inwazję muzułmanów i rekonkwistę oraz wyprawy krzyżowe, katastrofy naturalne i pandemie. Około roku 1000 wkraczają na arenę dziejów ludy północy (Wikingowie) i wschodu (Słowianie). Wtedy też powstają uniwersytety i tworzy się europejska wspólnota intelektualna. Krok po kroku – najpierw we Włoszech zaczyna się coś nowego.
Renesans kontynuuje europejską wspólnotę. Gdy Kochanowski piękną polszczyzną pisze w greckiej tragedii heksametrem „O białoskrzydła, morska pławaczko, wychowanico Idy wysokiej…”, to jest pełnoprawnym członkiem tego samego kręgu kulturowego co Torquato Tasso i Pierre de Ronsard. Ale renesans też ma swoją historię – polityczną, militarną, gospodarczą i kulturalną. Rozwija się różnie w różnych krajach. Ale to już temat na pogłębioną opowieść.
„Średniowiecze” jako obiekt pogardy
.Jak nazwać coś zbytecznego, coś, co tylko drażni? Mniej rozwinięte regiony różnych krajów mają swoje pogardliwe nazwy. W Brazylii będzie to interior, w Australii outback, w Rosji głubinka, w Polsce (mentalne) Podkarpacie, a w USA flyover country, teren, nad którym się przelatuje bez zwracania uwagi na to, co na dole. Podobnie średniowiecze to okres między starożytnością a odrodzeniem, czas, który trzeba jakoś przeczekać. Nic się wtedy nie działo. Tyle że ten okres trwał tysiąc lat, a po nim Europa wyglądała zupełnie inaczej. Oczywiście odrodzenie (a potem oświecenie) to nazwa bojowa, deklaracja, że to my jesteśmy lepsi. Oba te okresy wywyższają człowieka kosztem Boga, dlatego też głęboko chrześcijańskie średniowiecze było bez szans.
Innym pogardliwym słowem był „gotyk” – sztuka barbarzyńskich Gotów. Anglicy poszli na całość, nazywając ten okres dark ages, wiekami mrocznymi. Sztuka gotycka budziła odrazę. I traktowano ją odpowiednio. W szwajcarskim Bernie już podczas reformacji (1528) rzeźby zdobiące fasadę (kamienne bożki) katedry zostały użyte do wyrównania platformy przed kościołem. Zostały odnalezione w roku 1986, powinny służyć jako ostrzeżenie. Jeszcze gorzej było w mrocznej epoce oświecenia. Podczas rewolucji francuskiej wspaniałe i historycznie ważne opactwo w Cluny było używane jako kamieniołom, 90 proc. zabudowy przepadło. Irytująca wzrok katedra Notre-Dame miała zostać rozebrana, dopiero powieść Victora Hugo nadała jej duszę i emocjonalną wartość.
W XIX wieku wiele narodów odkryło znaczenie średniowiecza dla swojej tożsamości. Pieśń o Rolandzie, rycerze Okrągłego Stołu, powieści Waltera Scotta, historia Nibelungów i nasz Konrad Wallenrod – to wszystko zostało na nowo odkryte, odświeżone i nabrało nowego znaczenia. Romantykom więcej mówiło czucie i wiara niż mędrca szkiełko i oko. Pieśń gminna, zjawy, świtezianki i odprawiane potajemnie dziady – było to coś swojskiego, ukrytego, tajemniczego.
Gotycka barbaria stała się dla Francuzów le temps des cathédrales, czasem katedr. Dostrzeżono, że te katedry to arcydzieła sztuki i techniki. Odbudowano Mont Saint Michel i Carcassonne. Znów fascynujący stał się świat rycerzy i dumnych krzyżowców. Don Kichot, dla Cervantesa żałosny relikt przeszłości, został odkryty jako błędny rycerz, walczący ze złem wbrew cynicznemu światu. Ale nie wszyscy cenili w rycerstwie szlachetność, dotrzymywanie słowa, wierność wyższym ideałom czy obronę honoru dam i zabieganie o ich względy, nawet gdyby było trzeba pokonać smoka. Również niejaki Joseph Goebbels był pasjonatem średniowiecza i literatury romantycznej. Napisał nawet doktorat na ten temat. Interesowała go jednak idea rycerska jedynie jako przejaw siły i zdobywczej germańskości. Na pewno też za szkodliwe uważał chrześcijaństwo, żydowską religię dla mięczaków.
W obecnych czasach zamki, damy, rycerze i czarownicy stali się ulubionym tematem literatury fantasy i gier komputerowych. Bohaterowie Gwiezdnych wojen to przebrani w kombinezony rycerze Okrągłego Stołu.
Średniowiecze – fakty i mity
.Pobieżnie wykształceni ludzie używają pojęcia „średniowiecze” jako symbolu ciemnoty i zacofania. Uparcie powtarzane są pewne mity, dające opowiadającym miłe poczucie wyższości.
Jednym z nich jest to, że w średniowieczu wierzono, że Ziemia jest płaska. Że Ziemia jest kulą, wiedziano, pozostaje jednak pytanie, kto wiedział. Czasem dziennikarze idą pod uniwersytet i zadają młodym ludziom podstawowe pytania z historii Polski. Nie jest prawdą, że „przecież wszyscy wiedzą”. A o to, czym się różni sinus od cosinusa, nie odważyłbym się pytać.
W średniowieczu palono ponoć czarownice i jest to czarna karta Kościoła katolickiego. Jak w radiu Erewań – w zasadzie tak, tyle że najbardziej w latach 1580–1630 i raczej w krajach protestanckich. Wielość wyznań po reformacji zaostrzyła walki między nimi. Zwłaszcza wojna trzydziestoletnia doprowadziła do wielkiej brutalizacji życia. Poza tym podczas klęsk, takich jak zarazy, potrzebowano winnego. Trzeba podkreślić, że procesy przed inkwizycją były o wiele solidniejsze od sądów świeckich, gdzie kara śmierci była na porządku dziennym. Inkwizycja wydała ok. 10 tys. wyroków śmierci na przestrzeni wieków. W rewolucyjnej Francji, celebrowanej co roku 14 lipca, w ciągu nieco ponad roku skazano na śmierć ok. 17 tys. ludzi, a dalsze dziesiątki tysięcy zostały zabite w inny sposób. O rewolucji rosyjskiej nawet nie ma co wspominać. Można więc zawołać: Vive l’Inquisition!
Duchy na ostrzu szpilki – logika i dysputacje
.Do rytuału należy wyśmiewanie się ze scholastyki. Klasyczne jest pytanie: „Ile duchów zmieści się na ostrzu szpilki?”. Pytanie jest wymyślone dla żartu, by wyśmiać deliberowanie bez końca problemów bez znaczenia praktycznego. Przy tym co to znaczy „znaczenie praktyczne”, to problem sam w sobie. Dla tamtych ludzi pytania o naturę Trójcy, a zwłaszcza o zbawienie duszy były jak najbardziej praktyczne. Dziś wydajemy miliardy na zbadanie proporcji różnych typów neutrin w drugiej sekundzie po prawybuchu i na kolejną teorię natury ciemnej energii, której nikt nie zaobserwował. A co do duchów, weźmy fizykę kwantową. Przeredagujmy pytanie: ile cząstek może się znajdować w takim samym stanie kwantowym? Odpowiedź: tylko jedna, jeżeli jest to fermion, do którego się stosuje zasada wykluczania Pauliego, a nieskończenie wiele, gdy mówimy o bozonach. Proste jak Arystoteles, prawda?
Ścisła logika jest podstawowym wymogiem scholastyki. Nie przypadkiem ważne reguły logiki pochodzą od myślicieli średniowiecznych, jak William Ockham czy Duns Scotus. Jest ona nudna i męcząca dla widzących w człowieku miarę wszechrzeczy, ale za to precyzyjna. Jest też podstawą dyskusji na argumenty. Sławne są dysputacje Lutra z przedstawicielami papiestwa albo dysputacja w Valladolid o tym, czy Indianie mają być traktowani jak inni ludzie (mimo że sami składają ofiary z ludzi). Dysputa, która nie kończy się bójką i której wynik nie jest z góry ukartowany, to ewenement godny odnotowania.
Nie zawsze dyskutanci zachowują poziom. Na soborze w Konstancji (1414, 4 lata po bitwie pod Grunwaldem) dyskutował Paweł Włodkowic z Janem Falkenbergiem. Włodkowic odrzucił przymusową chrystianizację ogniem i mieczem i przedstawił teorię wojny sprawiedliwej. Falkenberg w odpowiedzi spłodził pamflet Satira, w którym przedstawił Polaków jako wyznawców szatana i apelował o eksterminację Polaków wraz z ich królem Jagiełłą. Kto by tego dokonał, osiągnąłby zbawienie. Włodkowic z kolei zabiegał, by uznać pismo Falkenberga za heretyckie. Falkenberg został na krótko aresztowany. Wszystko mało eleganckie, ad personam. W końcu jednak stworzyło to (u niektórych?) obraz króla Jagiełły jako ostatniego apostoła barbarzyńskiej Europy.
Piśmiennictwo, erozja wiedzy
.W ciągu 1000 pełnych zawirowań lat dochodzi oczywiście do erozji wiedzy, pamiętanej i spisanej. Jest to jeden z koronnych argumentów na temat „mrocznych wieków”.
Piśmiennictwo to nie tylko sprawa umysłu, potrzebuje jeszcze materiałów. Po rozpadzie zachodniego cesarstwa rzymskiego i zdobyciu Afryki przez muzułmanów Europejczycy utracili dostęp do Egiptu i produkowanego tam papirusu. Papirus jest tani i prosty w produkcji, ale wymaga stosownego klimatu. Został zastąpiony pergaminem, ale pergamin to skóra zwierzęca, każda strona przetwarzana w skomplikowanym procesie. Biblioteka paryskiej Sorbony miała w XIV wieku 1700 tomów, inne biblioteki miały tylko kilkaset ksiąg. Książka kosztowała tyle co dom. Na jeden egzemplarz Biblii potrzebne było stado owiec.
Ręczne kopiowanie było jedynym sposobem powielania treści. A kopiować było trzeba. Czas życia papirusu to 100–200 lat, a przy intensywnym używaniu – krócej. Tekst raz przeniesiony na pergamin (przy użyciu dobrych farb) był trwały. Ale przy tak drogim materiale, pracochłonnej technice i ograniczonej liczbie mnichów trzeba było wybierać. Mając do wyboru Tomasza z Akwinu i komedie Arystofanesa, na pewno wybierano Tomasza. W ten naturalny sposób, bez szczególnej złośliwości, przepadło wiele starożytnych tekstów.
Innym efektem tych problemów technicznych było to, że ze średniowiecza pozostało o wiele mniej dokumentów pisanych. W XIII–XIV wieku pojawiają się w Europie pierwsze papiernie. Papier początkowo jest drogi, ale wkrótce cenowo bije na głowę pergamin. Ok. 1450 roku Gutenberg wynalazł druk, co było taką rewolucją jak internet i media społecznościowe. Mógł Luter tanio wydrukować swoje 95 tez i przybić je na drzwiach kościoła (31.10.1517 w Wittenberdze). W dwa tygodnie tezy były znane w całych Niemczech, a po miesiącu obiegły całą Europę – bez udziału Lutra, po prostu stały się wiralne. Nic więc dziwnego, że współczesna inkwizycja walczy z niekontrolowanym obiegiem dokumentów.
Co do trwałości dokumentów, na pewno można polecić kucie w granicie, jest jednak bardzo pracochłonne. Wypalane tabliczki gliniane mogą przetrwać tysiąclecia. Od faraonów minęło parę tysięcy lat postępu techniki. Jak więc jest teraz? Anglicy postanowili zdigitalizować Domesday Book, kataster gruntowy z czasów Wilhelma Zdobywcy (1086). Tomisko ma ok. 400 dwustronnie zapisanych pergaminowych kart. Jako technikę wybrano LaserDisc, płyty optyczne wielkie jak płyty winylowe (longplay). Płyta została opublikowana w roku 1986, na 900-lecie oryginału. Była to nowoczesna, przyszłościowa technologia. Niemniej dyski laserowe nie są aż tak trwałe (łatwo uszkodzić powierzchnię), a po latach formaty danych nie są kompatybilne z nowymi urządzeniami. Egzemplarz systemu, na którym można taki dysk odtworzyć, znajduje się w muzeum komputerów w Bletchley Park, gdzie pracował Alan Turing. A granodiorytowy kamień z Rosetty w British Museum nie wymaga dodatkowych urządzeń. Ma jednak małą pojemność.
Złoty wiek renesansu
.Ale zanim doceniono znowu średniowiecze, nastała wspaniała epoka renesansu – odrodzenia i twórczego rozwinięcia starożytnej kultury. Renesans zawsze miał dobrą prasę. Niewątpliwie sztuka tego okresu jest po prostu piękna. Jest łatwa w odbiorze, choć absolutnie nie trywialna. Chcący znajdzie w niej dalsze pokłady znaczeń, tak jak w obrazach Leonarda, niemniej wiele z nich przeszło do kultury masowej, jak Wenus Botticellego, zamknięta w okręgu postać człowieka o idealnych proporcjach Leonarda czy Michała Anioła muskające się dłonie Boga i świeżo stworzonego Adama, używane do znudzenia w kontekście telekomunikacji i robotyki.
Renesans miał przez wieki gorliwych apologetów. Zasłużył na pochwały, musiał przy tym pognębić ponad miarę to biedne średniowiecze. Renesans jest piękny z daleka, życie wtedy było niezbyt wesołe. Co mało znane, krótsza była długość życia. Podróże to piękna rzecz, przynoszą jednak nowe zarazki i nowe choroby. Od Azteków dostaliśmy chocolatl i tomatl, a od Inków papas (ziemniaki). Z Ameryki przyszedł (z ludzką pomocą) syfilis. Do Polski przyniosła go w 1495 roku z odpustu w Rzymie żona niejakiego Wojciecha Białego z Krakowa. Wkrótce zmarli królowie: Jan Olbracht i Aleksander Jagiellończyk oraz ich brat, kardynał Fryderyk. Zarazki zarazkami, rolę jednak odegrał mało bogobojny tryb życia.
Rozbuchane ludzkie ambicje prowadziły do licznych wojen, a lepiej rozwinięta artyleria powodowała większe straty, również wśród ludności cywilnej.
Bella Italia (i bezpieczna Polska), mistrzostwo pijaru
.Widzieliśmy, że obraz epoki w ludzkiej świadomości wynika z faktów, ale również jest świadomą kreacją. Dotyczy to także krajów. Skojarzenie idealizowanego obrazu renesansu z Włochami ma już od wieków swoją wymierną wartość. Włochy same w sobie mają wiele atutów: piękne krajobrazy, przyjemny klimat, smaczna kuchnia, miły dla ucha język, piękne kobiety. Każdy wykształcony człowiek spotkał się z rzymską oraz włoską kulturą. Goethe pisał, a Mickiewicz tłumaczył: „Znasz li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa?”. Hrabia w Panu Tadeuszu chwalił się swoimi wyczynami pod opoką, którą Sycylianie zwą Birbante-rokko.
Moi Rodzice, którzy uczyli się łaciny w przedwojennym gimnazjum, w pierwszej po odwilży podróży wybrali się do Włoch, co po latach i ja powtórzyłem. Polska i Włochy to jedyne kraje, które mają o sobie nawzajem wzmiankę w hymnach narodowych. Dlatego, mimo że byliśmy podczas wojny po przeciwnych stronach, można było nakręcić komedyjkę Giuseppe w Warszawie o przygodach przystojnego włoskiego żołnierza. Josef in Warschau byłby mało śmieszny. Co do kina, w 1953 roku nakręcono film Rzymskie wakacje z Audrey Hepburn, który obok sympatycznej akcji był folderem turystycznym i pochwałą włoskiego luzackiego stylu życia. Film kręcono w mieście i w studiach Cinecittà, zbudowanych za Mussoliniego pod hasłem „Kino to najsilniejsza broń”. Również Lenin głosił, że „Kino jest najważniejszą ze sztuk”, co by potwierdzili Stalin i Hitler. Tu chodzi nam o to, że tak krótko po wojnie (tylko 8 lat!) zrezygnowano wobec Włoch z wszelkich negatywnych konotacji. Miało to też praktyczne znaczenie: podczas nalotów Amerykanie dobrze uważali, by nie trafić w zabytki kultury. O warszawskim Pałacu Saskim nikt nie wie, ale zniszczenie Koloseum byłoby skandalem. Oczywiście decydująca była polityka i strategiczne znaczenie Włoch, ale obraz Włoch jako „bella Italia” nie był bez znaczenia. Pomyślmy o podobnym filmie w szarym Hamburgu – wyszłoby coś ponurego. Nawet język: krąży po sieci filmik zestawiający słowa w różnych językach. I tak motyl: po włosku śpiewnie „farfalla”, po niemiecku jak rozkaz: „Schmetterling!”.
Losy takich opinii nie są stałe. Niemcy do I wojny światowej były krajem nauki i filozofii, to samo dotyczyło języka. Potem jednak zszargali swoją opinię, teraz mozolnie ją odbudowują. A Polska? Zawsze dla Zachodu była prowincjonalna. Czechy i Węgry były bliżej, Rosja była większa. Jak ktoś chciał się zmagać z językiem słowiańskim, wybierał rosyjski. Teraz jednak Putin zepsuł robotę Tołstojowi. A Polska niepostrzeżenie stała się uosobieniem starej, porządnej Europy. Podstawowe atuty to czystość i bezpieczeństwo. Pamiętam, jak przed laty, wyjeżdżając z siermiężnej, gomułkowskiej Polski, zachwycaliśmy się Paryżem, Londynem i zadbanymi bawarskimi miasteczkami. A jeżeli chodzi o gospodarkę, to wszystko mówiła piosenka: „gdy ci pizzę stawiał, rzekł ‘prego mangiare’, nie zapomnisz tego po kres swoich dni, będziesz tęsknić jak złotówka za dolarem”. Jakie to było poniżające! Praca za 20 dolarów miesięcznie, wszędzie jako żebrak – i tak przez pół wieku.
Teraz jednak się role odwróciły – nie cudem, lecz pracą. Okolice dworca w Brukseli (stolicy Unii!) brudne, śmierdzą moczem. Dziewczyna nie może sama bezpiecznie przejść. W Niemczech co chwilę zamach nożem lub wjeżdżającą w tłum furgonetką. Bezradny kanclerz Merz opowiada płaczliwym głosem rytualne banały o skrajnej prawicy, a lewicowi komentatorzy razem z nim krążą w tym chocholim tańcu. To się nie może dobrze skończyć. Trzeba grać swoją grę i się kryć, gdy zaczną nad głowami latać odłamki. A jak ktoś widzi Polskę jako relikt starej Europy i zaczyn nowej, to tym lepiej.
Mroki postępu
.Jeżeli spojrzymy na naszą epokę, dostrzeżemy w niej mroki przypominające średniowiecze.
Postęp od lat ma dogmatyczne tendencje. Już dawno zauważono, że komunizm organizacyjnie przypomina religię. Posiada święte księgi i prosty katechizm dla ludu, ma proroków, męczenników i heretyków, czuje powołanie do światowej misji, prowadzi wojny religijne. Obecnie podany do wierzenia jest pewien zbiór poglądów, z którymi lepiej nie dyskutować. Konkretnie – polemika jest karalna. Dogmaty dotyczą klimatu, wyższości LGBT, warunkowego uznania człowieczeństwa organizmów homo sapiens, karnacji mówiącego jako kryterium prawdy, coraz ściślejszej Unii jako ostatecznego rozwiązania kwestii europejskiej, immunitetu Komisji Europejskiej wobec natarczywych pytań itp. Zależnie od sytuacji dołączyć tu można dalsze tematy, jak np. szczepionki. Nie chodzi o to, że są one złe, ale o to, że o ich jakości nie wolno dyskutować.
Obecnie herezja określana jest jako sceptycyzm. Nie po to podawane są dogmaty, żeby w nie wątpić. Narody będące na bakier z wolnością słowa mają na heretyków specyficzne określenia. We Francji jest to „réactionnaire”, a w Niemczech „rechtsradikal” i pochodne.
Wolność ma być, ale nie taka, żeby każdy gadał to, co chce. Dla obrony wolności powołane są instytucje ciągłego nadzoru. Szyfrowanie wiadomości jest aktem aspołecznym.
W dawnych czasach, gdy z powodu zarazy wybuchała panika, palono ludzi podejrzanych o zatruwanie źródeł wody. Podczas epidemii COVID-19 nie było na szczęście śmiertelności porównywalnej ze średniowieczną czarną śmiercią, dały się jednak zauważyć w społeczeństwie pewne niepokojące sygnały. Ponieważ chodziło o chorobę, problem nie dotyczył spraw ogólnych, lecz własnego fizycznego bezpieczeństwa. Społeczeństwo zaczęło się dzielić na dwie grupy: widzących zagrożenie w zachowaniu ludzi nieprzestrzegających ograniczeń oraz tych, którzy uważali, że zagrożeniem są same środki ochronne, a zwłaszcza ingerujące w organizm szczepionki. Każda grupa traktowała tych drugich jako bezpośredni atak na osobiste bezpieczeństwo. Obserwacja socjologiczna była interesująca, pasjonujące byłoby zobaczyć kulminację, jednak do tego nie doszło i sytuacja się uspokoiła. Może i dobrze, choć ze względów poznawczych…
Co mogłoby nam dać średniowiecze – to nieco wykształcenia. Na początek trivium: gramatyka, retoryka i logika. Wielu przedstawicieli narodu ma problemy ze skleceniem poprawnych zdań. To sprawa formalna, można tu uzupełnić niedostatki inteligencji naturalnej sztuczną. Przy retoryce trzeba wiedzieć, o co chodzi, budować sensowną argumentację. To trudniejsze. Rozwiązaniem jest mówienie tylko do współwyznawców i eliminowanie zadających głupie pytania jako prawicowych populistów. Ale najgorzej jest z logiką. Dla człowieka na białkowym mózgu bolesne jest wysłuchiwanie ciągu zdań fałszywych i bezsensownych sekwencji logicznych. Orator mówi: „wyższe podatki obniżają ceny”, „islamista dokonał zamachu, należy więc śledzić prawicę” albo „stronnictwa demokratyczne muszą wszystkich innych pozamykać”. I co? Sala się uśmiecha, wszyscy biją brawo. To jak przejechanie gwoździem po szkle, to boli. Taki pytacz jak Sokrates dostałby trzy miesiące aresztu. I to ma być postęp?
Literatura
Jacques Le Goff „Faut-il vraiment découper l’histoire en tranches?”, 2014
Ada Palmer „Inventing the Renaissance”, 2025
Matthew Gabriele I David M. Perry „The Bright Ages”, 2021
Michaił Ryklin „Kommunismus als Religion. Die Intellektuellen und die Oktoberrevolution”, 2008



