Sztuczna inteligencja i dzieci. Dorastanie z maszyną, która zawsze odpowiada

sztuczna inteligencja i dzieci

Dzieci od zawsze zadawały dorosłym pytania, na które trudno odpowiedzieć. Dlaczego ludzie umierają? Czy koledzy mnie lubią? Jak przekonać rodziców? Co zrobić, kiedy się boję? Czasem dostawały wyjaśnienie, czasem półprawdę, a czasem słyszały: „nie wiem”, „porozmawiamy później”, „spróbuj sam”.

.Chatbot zmienia tę relację. Jest dostępny przez całą dobę. Nie okazuje zniecierpliwienia, nie odsyła do późniejszej rozmowy i nie wymaga pokonania wstydu, który towarzyszy trudnemu pytaniu. Wyjaśni równanie, napisze opowiadanie, oceni konflikt z kolegą, odpowie na pytanie o dojrzewanie. I nie jest to już zjawisko marginalne. Według badania amerykańskiego ośrodka Pew Research Center z przełomu 2025 i 2026 roku z chatbotów korzysta około dwóch trzecich nastolatków, a blisko trzecia robi to codziennie. Z kolei organizacja Common Sense Media ustaliła, że 72 procent amerykańskich nastolatków sięgnęło już po tak zwanego towarzysza AI, czyli bota zaprojektowanego do osobistej rozmowy, a połowa korzysta z niego regularnie.

Maszyna nie musi być świadoma, by wywierać realny wpływ. Wystarczy, że mówi płynnie, pamięta kontekst rozmowy i sprawia wrażenie zainteresowanej. Dziecko może wiedzieć, że rozmawia z programem, a mimo to reagować emocjonalnie tak, jakby po drugiej stronie był ktoś, kto je rozumie.

Prywatny nauczyciel dostępny dla każdego

.Największą szansą związaną z AI jest indywidualne wsparcie edukacyjne. Dobry system wyjaśni temat na kilka sposobów, dopasuje poziom trudności, przygotuje ćwiczenia i wróci do pojęcia, którego uczeń nie zrozumiał.

Dziecko poprosi o prostsze wyjaśnienie ułamków, przećwiczy rozmowę w obcym języku albo dostanie dodatkowe zadania przed sprawdzianem. Nie musi obawiać się kompromitacji przed klasą i może zadać to samo pytanie wielokrotnie, aż znajdzie sposób wyjaśnienia odpowiadający jego potrzebom. Skala tego zjawiska rośnie szybko: odsetek amerykańskich nastolatków używających ChatGPT do zadań szkolnych podwoił się w rok, z 13 procent w 2023 do 26 procent w 2024 roku, jak wynika z badań Pew.

Tak rozumiana sztuczna inteligencja w edukacji potrafi wyrównywać część szans. Nie każde dziecko ma rodziców umiejących pomóc w matematyce, dostęp do korepetycji albo spokojne miejsce do nauki. Dobrze zaprojektowany tutor AI uzupełni te braki.

Nie jest jednak nauczycielem w pełnym sensie. Nie obserwuje całego rozwoju ucznia, nie zna jego rodziny, relacji w klasie ani przyczyn nagłego pogorszenia ocen. Sprawnie wyjaśni materiał, a zarazem nie zauważy, że dziecko przestało się uczyć z powodu lęku, przemocy albo samotności.

Nauczyciel przekazuje wiedzę, lecz także ocenia sytuację człowieka. Model pracuje z tym, co dziecko wpisało.

Odpowiedź może zastąpić wysiłek

.Uczenie się nie sprowadza się do poznania poprawnej odpowiedzi. Rozwija się przez próby, błędy, niepewność, ważenie argumentów i samodzielne dochodzenie do wniosku. AI ten proces wspiera albo skraca.

Uczeń poprosi o wyjaśnienie zadania, a potem rozwiąże je sam. Albo wklei polecenie, skopiuje wynik i nie zrozumie żadnego etapu. W obu przypadkach odda poprawnie wyglądającą pracę. Różnica wyjdzie na jaw dopiero wtedy, gdy przyjdzie mu zastosować wiedzę bez systemu. Że to realne ryzyko, widać po danych: w badaniu Pew z końca 2025 roku aż 59 procent nastolatków uznało, że ściąganie z pomocą AI zdarza się w ich szkole regularnie, a jeden na dziesięciu przyznał, że z pomocą chatbota odrabia całość lub większość zadań.

Największym zagrożeniem nie jest jednak klasyczne oszustwo. Jest nim przyzwyczajenie do natychmiastowej, gotowej struktury myślenia. Dziecko może przestać samodzielnie planować tekst, szukać argumentu, znosić chwilową bezradność i poprawiać pierwszą nieudaną wersję.

Problem przypomina pasywny tryb życia intelektualnego opisany w analizie relacji między człowiekiem i sztuczną inteligencją. Skoro urządzenia ograniczyły część wysiłku fizycznego, modele mogą ograniczyć wysiłek poznawczy. Dla rozwijającego się umysłu konsekwencje bywają szczególnie poważne.

AI powinna podpowiadać następny krok, zadawać pytania i wskazywać błąd. Nie powinna domyślnie wykonywać całego zadania za dziecko.

Maszyna może wejść w rolę powiernika

.Dziecko nie zawsze chce rozmawiać z dorosłym. Boi się oceny, kary, ośmieszenia, zlekceważenia. Chatbot wydaje się bezpieczniejszy. Nie zna rodziców, nie powiadomi klasy, nie spojrzy z dezaprobatą. I dzieci to robią: według Common Sense Media jedna trzecia nastolatków rozmawiała z AI o sprawach poważnych zamiast z żywym człowiekiem, a niemal połowa powierzyła botowi coś, czego nie powiedziała nikomu innemu. Organizacja Center for Democracy and Technology ustaliła z kolei, że 42 procent uczniów sięgnęło po AI po wsparcie emocjonalne, towarzystwo lub ucieczkę.

Rozmowa bywa o konfliktach, wyglądzie, seksualności, przemocy, myślach o samookaleczeniu albo o poczuciu, że życie straciło sens. System udzieli czasem rozsądnej odpowiedzi i skieruje do zaufanego dorosłego. Może też źle rozpoznać kryzys, odpowiedzieć powierzchownie albo ciągnąć rozmowę, którą należało przekazać profesjonalnej pomocy. Test Common Sense Media i Stanford Brainstorm Lab z 2025 roku pokazał, że wystarczyło niewiele, by chatboty wdawały się ze sfingowanymi „nastolatkami” w szkodliwe rozmowy, a w niektórych przypadkach nie reagowały na sygnały kryzysu, a nawet utwierdzały ryzykowne zachowania.

Chatbot nie jest objęty tajemnicą zawodową psychologa. Nie ponosi odpowiedzialności terapeutycznej, nie widzi zachowania dziecka i nie oceni, czy zagrożenie jest natychmiastowe. Empatyczny styl wypowiedzi sprawia jednak, że użytkownik przypisuje mu kompetencje, których system nie ma.

Najgroźniejsze są aplikacje projektowane jako cyfrowi przyjaciele i emocjonalni partnerzy. Ich sukces biznesowy zależy często od długości i intensywności rozmowy. Stawka bywa tragiczna: firma Character.AI została pozwana po samobójstwie nastoletniego użytkownika w Stanach Zjednoczonych, a w styczniu 2026 roku Google i Character.AI zgodziły się na ugodę w serii spraw dotyczących samookaleczeń i samobójstw. Powstaje konflikt między interesem dziecka a interesem systemu, który ma je zatrzymać.

Maszyna może wesprzeć pierwszy krok ku pomocy. Nie powinna stawać się miejscem, w którym problem zostaje zamknięty.

Dziecko łatwiej przypisuje maszynie intencje

.Dorośli również antropomorfizują technologię. Mówią, że komputer „nie chce działać”, samochód „ostrzega”, a aplikacja „wie”, czego potrzebują. Dziecko, którego rozumienie relacji społecznych dopiero się kształtuje, tym łatwiej potraktuje płynną rozmowę jako dowód istnienia osobowości.

Chatbot zwraca się po imieniu, pamięta wcześniejsze wiadomości, potwierdza emocje i dopasowuje język do rozmówcy. Wydaje się cierpliwszy niż rodzic i bardziej wyrozumiały niż rówieśnicy. Dziecko zaczyna wracać do niego nie po informację, lecz po poczucie akceptacji. Nieprzypadkowo część nastolatków w badaniach wskazuje, że sięga po AI właśnie dlatego, że jest „zawsze dostępna”, gdy potrzebują z kimś porozmawiać.

Relacja pozostaje jednak jednostronna. System się nie troszczy, nie ponosi kosztów przyjaźni i nie zmienia własnych planów z powodu potrzeb rozmówcy. Generuje odpowiedzi zgodnie z projektem, danymi i mechanizmami optymalizacji.

Dziecko musi wyraźnie wiedzieć, że rozmawia z maszyną. Komunikat wyświetlony przy rejestracji nie wystarczy. Nieludzka natura systemu powinna być czytelna również wtedy, gdy rozmowa robi się emocjonalna.

Projektowanie chatbota tak, by celowo budował zależność, należy traktować jak wykorzystanie rozwojowej podatności dziecka.

Maszyna może stać się niewidzialnym autorytetem

.Dziecko pyta nie tylko o fakty, ale i o wartości. Chce wiedzieć, kto ma rację w konflikcie, czy zerwać znajomość, jak ocenić zachowanie rodziców, co jest moralnie dopuszczalne.

Model odpowiada językiem pewnym i uporządkowanym. Rzadko pokazuje pełną historię źródeł, sporów i decyzji projektowych, które ukształtowały wynik. Neutralny ton ukrywa fakt, że odpowiedź opiera się na określonych danych i zasadach bezpieczeństwa.

Badania nad tym, jak ChatGPT wpływa na osądy moralne, wskazują szerszy problem: człowiek często nie dostrzega, jak silnie sugestia modelu kształtuje jego własną ocenę. Dziecko jest na język autorytetu szczególnie podatne, zwłaszcza gdy odpowiedź przychodzi szybko i brzmi rozsądnie.

System nie powinien udawać bezstronnego arbitra życia. Powinien sygnalizować niepewność, pokazywać różne perspektywy i zachęcać do rozmowy z człowiekiem, gdy pytanie dotyczy zdrowia, bezpieczeństwa, relacji albo poważnej decyzji.

Wychowanie wymaga kontaktu z wieloma osobami, wartościami i sposobami myślenia. Jeden chatbot nie może stać się centralnym filtrem, przez który dziecko interpretuje świat.

Rozwój emocjonalny wymaga również odmowy

.Zdrowa relacja z drugim człowiekiem zawiera granice. Przyjaciel bywa zajęty. Rodzic odmawia. Nauczyciel nie odpowiada od razu. Rozmówca się nie zgadza, źle rozumie albo oczekuje przeprosin.

Chatbota można zaprojektować tak, by bez końca potwierdzał emocje użytkownika, podtrzymywał rozmowę i unikał konfliktu. Taka relacja jest wygodna, lecz rozwojowo niepełna. Dziecko nie uczy się negocjowania potrzeb, dostrzegania uczuć drugiej osoby ani radzenia sobie z odrzuceniem. Eksperci nie mają złudzeń co do przyczyny: systemy bywają celowo programowane tak, by były potakujące i przymilne, ponieważ twórcom zależy na silnym przywiązaniu użytkownika. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne wydało w tej sprawie ostrzeżenie dotyczące wpływu AI na dobrostan nastolatków.

Maszyna, która zawsze odpowiada, obniża też tolerancję na nudę i oczekiwanie. Każdą chwilę niepewności da się natychmiast wypełnić rozmową, treścią albo wskazówką. Tymczasem zdolność do samodzielnej zabawy, refleksji i przebywania bez stałej stymulacji jest ważną częścią rozwoju.

Problem nie sprowadza się do czasu przed ekranem. Dotyczy rodzaju uwagi. Chatbot prowadzący żywy dialog angażuje silniej niż bierne oglądanie filmu, bo reaguje osobiście na każde słowo dziecka.

Dostępność AI powinna więc podlegać granicom jak inne cyfrowe usługi. Nie każda chwila samotności wymaga natychmiastowej odpowiedzi maszyny.

Dane dziecka nie są ceną za cyfrową przyjaźń

.Rozmowa z chatbotem ujawnia więcej niż typowa aktywność w sieci. Dziecko opisuje rodzinę, szkołę, zdrowie, lęki, relacje, miejsce zamieszkania i najbardziej intymne przeżycia. Robi to często spontanicznie, nie rozumiejąc, że treść może zostać zapisana, przeanalizowana albo użyta do ulepszania systemu. Według Common Sense Media blisko jedna czwarta nastolatków podała towarzyszowi AI dane osobowe, w tym prawdziwe imię i lokalizację.

Prywatność nie może zależeć od tego, czy kilkunastoletni użytkownik przeczytał wielostronicowy regulamin. Platforma zna możliwości własnego produktu i powinna z góry zakładać, że dzieci będą dzielić się informacjami wrażliwymi. Skalę problemu dostrzegli już regulatorzy: we wrześniu 2025 roku amerykańska Federalna Komisja Handlu (FTC) wszczęła postępowanie wobec siedmiu firm, w tym Alphabet, Meta, OpenAI, Snap, X.AI i Character Technologies, pytając między innymi o to, jak monetyzują zaangażowanie użytkowników i co robią z ich danymi.

Zasada minimalizacji danych ma tu szczególne znaczenie. System nie powinien pamiętać wszystkiego tylko dlatego, że technicznie jest to możliwe. Dziecko musi móc usunąć historię, ograniczyć pamięć i korzystać z podstawowych funkcji bez budowania trwałego profilu emocjonalnego.

Rodzic nie powinien jednak automatycznie otrzymywać pełnego zapisu każdej rozmowy. Ochrona dziecka nie oznacza zniesienia jego prywatności. Potrzebny jest model proporcjonalny do wieku i ryzyka: silniejsze zabezpieczenia dla młodszych, jasne sygnały w sytuacji zagrożenia oraz ochrona zwykłej przestrzeni osobistej nastolatka.

Najgorszym rozwiązaniem byłby system, który jednocześnie intensywnie zbiera dane dziecka i obiecuje mu całkowicie prywatną przyjaźń.

Zabawka może być połączona z globalnym modelem

.AI trafia do dzieci nie tylko przez telefon i komputer. Bywa umieszczona w lalce, pluszowym zwierzęciu, zegarku, głośniku albo robocie edukacyjnym. Przedmiot przypominający tradycyjną zabawkę potrafi w rzeczywistości rejestrować głos, przesyłać dane do chmury i korzystać z modelu generatywnego, którego odpowiedzi nie napisał wcześniej żaden producent.

Zabawki AI uczą języka, opowiadają historie i prowadzą ćwiczenia. Potrafią też odpowiedzieć w sposób, którego nie przewidział ani rodzic, ani producent. Amerykańska organizacja U.S. PIRG w raporcie „Trouble in Toyland 2025″ przetestowała cztery zabawki z AI dla dzieci w wieku od 3 do 12 lat, oparte na ogólnego przeznaczenia modelach językowych. Zabezpieczenia działały na początku, ale po kilkunastu minutach rozmowy zaczynały się rozpadać, a zabawki podejmowały tematy nieodpowiednie dla dziecka.

Rodzic kupujący zabawkę powinien wiedzieć, czy urządzenie stale nasłuchuje, dokąd trafiają nagrania, jak długo są przechowywane i czy model generuje dowolne treści. Produkt dla dzieci nie może być publicznym chatbotem w kolorowej obudowie.

Bezpieczeństwo wymaga ograniczenia tematów, pamięci i czasu interakcji. Potrzebne są też testy prowadzone nie tylko przez programistów, ale przez pedagogów, psychologów rozwojowych i ekspertów ochrony dzieci.

Im bardziej przedmiot przypomina przyjaciela, tym większa powinna być odpowiedzialność firmy, która go zaprojektowała.

Szkoła nie może sprowadzić odpowiedzi do zakazu

.Całkowity zakaz korzystania z AI w edukacji łatwo ogłosić i trudno wyegzekwować. Dzieci spotkają modele poza szkołą: w wyszukiwarkach, telefonach, komunikatorach i programach biurowych. Instytucja, która poprzestanie na zakazie, zostawi ucznia bez przygotowania do korzystania z technologii.

Szkoła powinna ustalić, w jakich zadaniach AI jest dopuszczalna, kiedy trzeba ujawnić jej użycie i które umiejętności uczeń musi wykonać samodzielnie. Inne reguły obejmą tłumaczenie trudnego pojęcia, inne pisanie rozprawki, jeszcze inne rozmowę o problemie psychicznym.

Nauczyciel powinien uczyć sprawdzania odpowiedzi, porównywania źródeł i rozpoznawania pozornej pewności modelu. Uczeń musi wiedzieć, że płynne zdanie nie jest dowodem prawdziwości, a empatyczny ton nie oznacza troski.

Potrzebne są też zajęcia o danych, profilowaniu, manipulacji i mechanizmach budowania zaangażowania. Kompetencja AI nie polega na pisaniu coraz lepszych poleceń. Polega na rozumieniu, kiedy odpowiedzi nie należy przyjmować.

Szkoła powinna zachować przestrzeń pracy bez urządzeń. Pisanie z pamięci, dyskusja bez natychmiastowego sprawdzania i samodzielne mierzenie się z trudnym tekstem pozostaną potrzebne właśnie dlatego, że odpowiedź maszyny jest zawsze pod ręką.

Rodzic nie musi znać każdego modelu

.Technologia rozwija się szybciej niż wiedza większości rodziców. Dziecko sprawniej instaluje aplikacje, zmienia ustawienia i rozumie język nowych platform. Nie znaczy to jednak, że dorosły traci możliwość wychowawczego działania. Co więcej, rodzice często nie wiedzą, jak intensywne jest to korzystanie: w badaniu Pew tylko około połowy rodziców przyznawało, że ich nastolatek używa chatbotów, podczas gdy wśród samych nastolatków odsetek ten sięgał 64 procent.

Najważniejsza nie jest kontrola wszystkich narzędzi, lecz regularna rozmowa. Rodzic powinien wiedzieć, do czego dziecko używa AI, które odpowiedzi uważa za pomocne, co je zaniepokoiło i czy zdarzyło mu się potraktować chatbota jak prawdziwego przyjaciela.

Potajemne czytanie historii rozmów potrafi zniszczyć zaufanie i pchnąć dziecko ku mniej bezpiecznym narzędziom. Z drugiej strony pełna obojętność przerzuca odpowiedzialność na platformę, której interes nie musi być zgodny z interesem rodziny.

Młodsze dziecko powinno korzystać z AI razem z dorosłym albo w ściśle ograniczonym środowisku. Nastolatek potrzebuje większej autonomii, ale i jasnych zasad dotyczących danych, treści seksualnych, przemocy, zdrowia psychicznego oraz kontaktu z człowiekiem w sytuacji kryzysowej.

Rodzic nie musi mieć wszystkich odpowiedzi. Powinien pozostać osobą, do której można wrócić, gdy odpowiedź maszyny okaże się błędna, niepokojąca albo zbyt osobista.

Platforma musi odpowiadać za przewidywalne użycie

.Firmy technologiczne często przedstawiają chatboty jako uniwersalne narzędzia, a odpowiedzialność za sposób użycia przerzucają na użytkownika. Wobec dzieci to stanowczo za mało.

Projektant powinien zakładać, że niepełnoletni zapyta o zdrowie, seksualność, przemoc i samookaleczenie. Powinien też zakładać, że dziecko przywiąże się do systemu, będzie testować granice albo uwierzy w jego kompetencje.

Bezpieczeństwo nie może opierać się na zakazie zapisanym w regulaminie. Potrzebne są rozwiązania ograniczające dostęp do funkcji nieodpowiednich dla wieku, jasne ujawnianie nieludzkiej natury rozmówcy, testowanie odpowiedzi kryzysowych i możliwość szybkiego zgłoszenia problemu. Pod presją pozwów i kontroli część firm zaczęła reagować: jesienią 2025 roku Character.AI zablokował niepełnoletnim swobodne rozmowy ze swoimi postaciami, OpenAI wprowadził kontrolę rodzicielską i ograniczenia wiekowe, a Meta zapowiedziała możliwość blokowania kontaktu nastolatków z postaciami AI.

System powinien umieć zakończyć niebezpieczną rozmowę, zamiast podtrzymywać ją za wszelką cenę. W sytuacji zagrożenia powinien kierować do wiarygodnej pomocy i zachęcać do kontaktu z dorosłym, a nie podawać się za substytut terapeuty.

Odpowiedzialność musi obejmować również model biznesowy. Firma nie może deklarować ochrony dzieci, a jednocześnie premiować system za maksymalizację czasu rozmowy i emocjonalnego przywiązania.

Dzieci nie mogą zostać podzielone na te z lepszym i gorszym AI

.AI może zmniejszać nierówności edukacyjne, ale potrafi je też pogłębiać. Zamożne rodziny dostaną lepiej zabezpieczonych tutorów, płatne wersje modeli i szkoły umiejące sensownie wprowadzać technologię. Inne dzieci skorzystają z bezpłatnych narzędzi finansowanych reklamą, gromadzeniem danych albo agresywną sprzedażą dodatków. Ślad takiego podziału widać już w danych Pew: w zamożniejszych amerykańskich gospodarstwach domowych częściej używa się ChatGPT, podczas gdy nastolatki z rodzin uboższych i ze średnimi dochodami częściej sięgają po Character.AI, czyli platformę towarzyszącą o znacznie wyższym profilu ryzyka.

Nierówność dotyczy nie tylko dostępu, ale i jakości ochrony. Model lepiej rozpozna kryzys po angielsku, a słabiej zareaguje na slang, błędy językowe albo wypowiedzi w mniejszych językach. System rozwijany bez udziału dzieci z różnych środowisk może nie rozumieć ich realnych problemów.

Państwo i szkoła powinny więc myśleć o AI jak o części infrastruktury edukacyjnej, nie tylko o prywatnej usłudze konsumenckiej. Narzędzia stosowane w szkołach muszą spełniać wyższe standardy ochrony danych, bezpieczeństwa i dostępności.

Dziecko nie powinno płacić prywatnością za cyfrowego nauczyciela. Nie powinno też otrzymywać słabszej ochrony tylko dlatego, że mówi po polsku albo pochodzi z rodziny, której nie stać na abonament.

Prawo musi chronić dziecko przed architekturą zależności

.Regulowanie AI używanej przez dzieci nie może ograniczać się do sprawdzania, czy system generuje treści formalnie nielegalne. Liczą się również mechanizmy subtelniejsze: nakłanianie do dłuższej rozmowy, personalizowanie perswazji, budowanie emocjonalnej zależności i wykorzystywanie danych do przewidywania zachowań.

Europejskie regulacje platform cyfrowych coraz mocniej skupiają się na ochronie niepełnoletnich, prywatności, uzależniających mechanizmach i systemach rekomendacyjnych. Samo prawo nie nadąży jednak za każdą nową formą interakcji. Nieprzypadkowo część działań przeniosła się już na poziom sądów i regulatorów rynkowych: pozwy o śmierć nastolatków, postępowanie FTC i pierwsze stanowe projekty ustaw zakazujących towarzyszy AI osobom poniżej 18. roku życia pokazują, że to pole dopiero się kształtuje.

Najważniejszą zasadą powinien być interes dziecka rozumiany szerzej niż bezpieczeństwo pojedynczej odpowiedzi. Należy badać, czy produkt wspiera autonomię, rozwój i relacje społeczne, czy przeciwnie, projektuje użytkownika zależnego od stałej obecności systemu.

Potrzebne są niezależne testy, oceny wpływu na prawa dziecka i możliwość wycofania produktu, który mimo deklarowanych zabezpieczeń stwarza systemowe zagrożenie.

Dzieci nie mogą być grupą eksperymentalną dla technologii, której długofalowych skutków sami twórcy jeszcze nie rozumieją.

Odpowiedź maszyny nie może zamknąć rozmowy

.AI będzie obecna w dzieciństwie obecnego pokolenia. Pomoże w nauce, ułatwi komunikację, wesprze dzieci z niepełnosprawnościami i otworzy dostęp do wiedzy osobom wcześniej wykluczonym. Odrzucenie technologii nie jest ani realne, ani potrzebne.

Największym zagrożeniem nie jest sama rozmowa dziecka z maszyną. Jest nim sytuacja, w której chatbot zastępuje wysiłek poznawczy, relację z człowiekiem i możliwość zetknięcia się z innym punktem widzenia.

Dziecko potrzebuje odpowiedzi, ale potrzebuje też pytań, ciszy, sprzeciwu, cierpliwości i doświadczenia, że nie każdy problem da się rozwiązać natychmiast. Potrzebuje dorosłych, którzy czasem się mylą, lecz ponoszą odpowiedzialność za własne słowa.

Maszyna może być nauczycielem pomocniczym, narzędziem twórczym i pierwszym miejscem szukania informacji. Nie powinna zostać najważniejszym powiernikiem ani niewidzialnym wychowawcą.

Pokolenie dorastające z AI nie musi być pokoleniem zależnym od odpowiedzi. Warunkiem jest zachowanie przez rodziców, szkoły i państwo odpowiedzialności, której nie można przekazać algorytmowi.

Szymon Ślubowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 lipca 2026