W którym kraju żyją najszczęśliwsi ludzie? – najnowszy ranking Ipsos

W którym kraju żyją najszczęśliwsi ludzie? Najczęściej za osoby szczęśliwe uważają się Indusi, a najrzadziej - mieszkańcy Węgier. Polska plasuje się nieco powyżej średniej - wynika z opublikowanej 20 marca 2025 roku nowej edycji dorocznego rankingu Ipsos, dotyczącego poczucia szczęścia w 30 krajach na świecie.

W którym kraju żyją najszczęśliwsi ludzie? Najczęściej za osoby szczęśliwe uważają się Indusi i Holendrzy, a najrzadziej – mieszkańcy Węgier i Turcji. Polska plasuje się nieco powyżej średniej – wynika z opublikowanej 20 marca 2025 roku nowej edycji dorocznego rankingu Ipsos, dotyczącego poczucia szczęścia w 30 krajach na świecie.

Najszczęśliwsi ludzie żyją w Indiach

.W najnowszym rankingu Indie zdetronizowały Holandię jako kraj z największą liczbą szczęśliwych osób. Za takich uważa się 88 proc. mieszkańców Indii. Holandia plasuje się na drugim miejscu z wynikiem 86 proc., a na trzecim – Meksyk (82 proc.). Badanie przeprowadzono między 20 grudnia 2024 r. a 3 stycznia 2025 r. na próbie 24 tys. osób. W Polsce przebadano 500 osób w wieku od 18 do 75 lat.

Z kolei najmniej szczęśliwych ludzi jest na Węgrzech (45 proc.) oraz w Turcji (49 proc.), która odnotowała aż 10-procentowy spadek w porównaniu z ubiegłym rokiem, a także w Korei Południowej (50 proc.).

Poczucie szczęścia wśród Polaków zaczyna spadać

.W Polsce za szczęśliwych uważa się 72 proc. społeczeństwa, nieco więcej niż wynosi średnia z 30 przebadanych krajów (71 proc.). Oznacza to jednoprocentowy spadek względem 2024 r., ale spory wzrost od pandemicznego 2021 r., kiedy szczęście deklarowało 65 proc. polskich respondentów, oraz od 2023 r., tuż po wybuchu pełnowymiarowej wojny w Ukrainie (wówczas grupa ta stanowiła 58 proc.).

Respondenci IPSOS, pytani o aspekty życia, które najbardziej przyczyniają się do poczucia szczęścia, najczęściej wskazywali na relacje z rodziną (36 proc.), bycie docenianym i kochanym (35 proc.) i kontrolę nad własnym życiem (25 proc.). Z kolei jako główne czynniki prowadzące do poczucia nieszczęścia wskazywano sytuację finansową (58 proc.), zdrowie psychiczne (30 proc.) oraz fizycznie (28 proc.).

Co wpływa na nasze szczęście?

.Mniejsze znaczenie dla poczucia szczęścia lub nieszczęścia na świecie miały m.in. status społeczny, relacje romantyczne i seksualne oraz kwestie religijne.

Badanie pokazało również różnice w odczuwaniu szczęścia w zależności od wieku. O ile w grupie wiekowej między 20. a 29. rokiem życia 72 proc. uważa się za szczęśliwych, o tyle później wyniki te spadają, osiągając najniższe wartości w grupie wiekowej 50-59 (68 proc.). Poczucie szczęścia znów wzrasta od 60. roku życia i jest najwyższe wśród seniorów powyżej 70. roku życia (76 proc.).

Czym jest „dobre życie”?

.Cnoty kardynalne stanowią swoisty kompas moralny, którym kierujemy się przed podjęciem każdej akcji. Występują cztery cnoty kardynalne: roztropność, a więc rozumienie, co jest dobre, a co nie; męstwo, w rozumieniu odwagi moralnej; sprawiedliwość, czyli uczciwość wobec innych i szacunek dla nich; oraz umiarkowanie, więc działanie we właściwym zakresie, zarówno nie za dużo, jak i nie za mało – pisze prof. Massimo PIGLIUCCI na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.

Ludzie zastanawiają się nad tym, co czyni życie dobrym i wartościowym, prawdopodobnie odkąd tylko zaczęli zastanawiać się nad czymś, co mogli wyartykułować przed samymi sobą i innymi, czyli od początków ewolucji języka. Przez ostatnie dwa i pół tysiąca lat zdołaliśmy zebrać świadectwo tych rozważań pod postacią rozmaitych tradycji religijnych i filozoficznych. Dlatego też postaram się odpowiedzieć na to pytanie z punktu widzenia obranej przeze mnie filozofii życiowej.

Wychowałem się w wierze katolickiej, lecz opuściłem Kościół, gdy byłem nastolatkiem, ponieważ wiele z dogmatów nie miało dla mnie sensu. Stwierdzenie, że Bóg jest jednością i Trójcą równocześnie, zdawało się przeczyć podstawowym prawom logiki. „Cud” przeistoczenia oznaczał zaś, że w trakcie komunii dosłownie (nie w przenośni) spożywałbym krew i ciało Chrystusa, co brzmiało dla mnie wówczas jak jakieś dziwne czary-mary. Tak zwróciłem się ku praktyczniejszej filozofii świeckiego humanizmu, ugruntowanej w przekonujących rozważaniach filozofów, takich jak Bertrand Russell, oraz w empirycznych dowodach naukowców, jak Carl Sagan.

Przez następne trzydzieści lat filozofia ta była wystarczająca. Potem nadszedł kryzys wieku średniego, w towarzystwie nagłego rozwodu, śmierci mojego ojca i kilku innych wydarzeń, które ni stąd, ni zowąd zmusiły mnie do rozmyślań: „Kim jestem?”, „Co ja tu, do cholery, robię?”. Świecki humanizm, rozsądny i empiryczny, nie serwował mi żadnych praktycznych odpowiedzi.

Zmieniwszy swój kierunek rozwoju akademickiego z biologii na filozofię, pomyślałem, że odpowiedzi na nurtujące mnie pytania bez wątpienia znajdę w dziedzinie, której nazwa oznacza „umiłowanie mądrości”. Tak więc ruszyłem w pseudosystematyczną pogoń za dobrą filozofią życia, analizując po drodze nauki buddyjskie, a także szereg zachodnich autorów, takich jak Arystoteles czy Epikur. Wszyscy oni mieli coś ciekawego do powiedzenia, lecz żaden z nich nie przypadł mi w pełni do gustu.

Aż pewnego dnia, gdy leniwie przeglądałem Twitter, natrafiłem na post, w którym promowano „Tydzień Stoików”. Pomyślałem: „Czym, do diabła, jest Tydzień Stoików?” i „Dlaczego ktokolwiek chciałby czcić stoików?”. Czy to nie ci sztywni i powściągliwi niczym Spock goście? Z całym szacunkiem dla mojego ulubionego bohatera Star Treka, ale na miłość boską, to nie jest sposób na życie!

Z drugiej strony przypomniałem sobie, że stoikiem był także cesarz Marek Aureliusz, którego Rozmyślania z chęcią czytywałem na studiach. Seneka, nieszczęsny doradca szalonego cesarza Nerona, również był stoikiem. Z rozkoszą tłumaczyłem niegdyś teksty Seneki na lekcjach łaciny w liceum, więc postanowiłem, że przyjrzę się uważniej temu całemu stoicyzmowi.

Zapisałem się więc na Tydzień Stoików, by dowiedzieć się czegoś więcej. Byłem zachwycony. Pierwszy stoicki autor, po którego sięgnąłem, to gość o imieniu Epiktet – choć „imię” to za dużo powiedziane, gdyż po łacinie oznacza ono po prostu „nabyty”. Był on bowiem rzymskim niewolnikiem w pierwszym wieku naszej ery. Studiował filozofię i gdy został wyswobodzony przez swojego pana, zaczął wykładać filozofię w sposób, który nie spodobał się ówczesnemu cesarzowi Domicjanowi. Epiktet został wygnany z Rzymu i przeniósł się do Nikopolis w północno-zachodniej Grecji, gdzie założył swą szkołę. Stała się ona jedną z najpopularniejszych szkół filozoficznych w drugim wieku naszej ery, której gościem i zwolennikiem był późniejszy cesarz Hadrian.

Oto pierwsze, co przeczytałem u Epikteta: „Muszę umrzeć. Jeżeli już teraz, już teraz umieram. A jeśli za chwilę, tymczasem spożywam obiad, ponieważ nadeszła godzina obiadowania, a dopiero po spożyciu obiadu gotów jestem umierać” (Diatryby I, 1.32).

.To ktoś, kto mówi wprost i z poczuciem humoru (nierzadko na pograniczu sarkazmu). Byłem zaintrygowany. Przeczytałem całe Diatryby Epikteta, a także jego Encheiridion – podręcznik dobrego życia. Kurczę, lata później pokusiłem się nawet o napisanie własnej wersji Encheiridionu, którą zaktualizowałem do realiów XXI wieku. Zacząłem studiować stoicyzm coraz poważniej, aż w końcu zdecydowałem się obrać go jako filozofię życia – cały tekst [LINK].

PAP/ WszystkocoNajważniejsze/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 marca 2025