„Zły” Leopolda Tyrmanda w Teatrze Rampa w Warszawie

Spektakl „Zły. Warszawska jazz opera” na podstawie „Dziennika 1954” i powieści „Zły” Leopolda Tyrmanda to nowa premiera w warszawskim Teatrze Rampa. Zdaniem reżysera opowiada o tym, czego się boimy i czego nie boimy, ale przede wszystkim opowiadamy o pisarzu.
„Zły” Leopolda Tyrmanda i „Dziennik 1954” opowiedziane razem
.Zarówno „Zły” Leopolda Tyrmanda, jak i jego słynny „Dziennik”, który pisarz skończył pisać aby zająć się powieścią – są główną treścią przedstawienia. – Leopold Tyrmand jest cały czas bohaterem tego spektaklu, gra też Złego. Przedstawienie opowiada o tym, czego się boimy, czym jest tworzenie, czym jest kreacja, przetwarzanie rzeczywistości na fikcję – wyjaśnia Jerzy Jan Połoński, reżyser przedstawienia.
Przedstawienie powstało z okazji jubileuszu 50-lecia działalności Teatru Rampa na Targówku. Premiera „Zły. Warszawska jazz opera” odbędzie się 26 września 2025.
Spektakl opowiada trochę o tej książce, a trochę o tym, czym jest zło. Jest w nim trochę legend miejskich.
– Moim zdaniem, to, co udało się autorowi scenariusza Michałowi Walczakowi fajnie uchwycić – to właśnie ten moment bycia w środku kreowania rzeczywistości. Można powiedzieć, że zamieniamy się przez chwilę w Leopolda Tyrmanda i piszemy książkę – mówi Jerzy Jan Połoński.
Twórca przedstawienia zwraca uwagę, że na scenie pojawia się także młoda dziewczyna Krystyna, czyli kochanka Tyrmanda, której imię w pierwszych wydaniach „Dziennika” zmieniono na Bognę. – To jest bardzo dobry pomysł adaptacyjny Michała Walczaka, bo w spektaklu pojawia się Bogna, czyli Krystyna. Leopold, nie wiem, przez swoją lekkomyślność czy butę, czy też swój charakter ją traci i postanawia ją odzyskać. A jednym ze sposobów, by ją odzyskać jest właśnie to, by napisać książkę – zapowiada Jerzy Jan Połoński.
Scenografię tworzą ustawione na scenie miniaturowe bloki, stół z maszyną do pisania oraz projekcje. – Jesteśmy w głowie Leopolda Tyrmanda, dlatego na projekcjach dużo będzie liter, dużo będzie zabawy słowami i skojarzeniami. Figurami geometrycznymi, jakimiś skrawkami pamięci. Pojawi się skrawek betonu, skrawek ulicy, lampy. Składamy opowieść z otaczającej rzeczywistości – wyjaśnia Jerzy Jan Połoński.
„Powojenną Warszawę w 1954 r. porywa entuzjazm odbudowy i nowa, dzika muzyka – jazz. W pierwszym jazzowym klubie na Konopnickiej 6 gromadzą się wyznawcy nowego brzmienia stolicy: bikiniarze, gangsterzy i gwiazdy parkietu. Niekwestionowanym królem tego miejsca jest pisarz, bokser i playboy Leopold Tyrmand. Gdy klub zostaje zamknięty przez walczący z nieobyczajnością reżim, Tyrmand wpada w depresję i krąży po mieście opanowanym przez chuliganów” – czytamy w zapowiedzi spektaklu.
Podczas jednej z wypraw, wdaje się w bójkę w obronie maturzystki, która potem zostaje jego kochanką i wpada na trop zamaskowanego mściciela, samotnie walczącego z przestępczością. „Niedługo później dziewczyna znika, a pisarz-detektyw wyrusza na poszukiwania. Odkrywa mroczną, gangsterską Warszawę – miasto grzechu, w którym liczą się mafijne układy i siła pięści” – napisano na stronie teatru.
– Nigdy nie myślę, w którą stronę chciałbym pójść w spektaklu, jeśli chodzi o muzykę. Bo robię spektakle niewpisujące się w jeden kanon. Oczywiście, jeśli robię klasyczny musical, czyli licencyjny spektakl, to mam narzucone określone ramy i tworzę musical – tłumaczy reżyser. – Natomiast gdy realizuję własne spektakle jako reżyser, a czasem autor scenariusza, to zawsze staram się, żeby to było nie do końca określone. Bardzo staram się, żeby jednak ten kawałek teatru dramatycznego, w tym dobrym znaczeniu, znalazł miejsce w przedstawieniu, bo nie ukrywajmy, że forma musicalowa często zapomina, że to jest też teatr, czyli postacie, role, tematy, zadania aktorskie i sensy. Na tym się skupiam – zaznaczył.
Autorem scenariusza na podstawie powieści „Zły” i „Dziennika 1954” Leopolda Tyrmanda jest Michał Walczak. Reżyseria – Jerzy Jan Połoński. Muzyka – Marcin Partyka. Kostiumy i scenografię zaprojektowała – Marika Wojciechowska. Choreografię opracował Jarosław Staniek. Za projekcje odpowiadają Karolina Jacewicz i Mateusz Kokot. Reżyseria świateł – Maciej Iwańczyk. Za przygotowanie wokalne odpowiadają Zuzanna Falkowska i Jagoda Stach.
W rolę Leopolda Tyrmanda wcielają się na zmianę Karol Drozd i Marcin Januszkiewicz, natomiast Krystynę grają Agata Łabno i Julia Piotrowska.
Na żywo grają muzycy: Kuba Szydło (perkusja), Piotr Aleksandrowicz (gitara) i Andrzej Zielak (gitara basowa).
Leopold Tyrmand – sceptyk, inteligent, barwny ptak epoki komunizmu
.Po powieść „Zły” Leopolda Tyrmanda” gdy tylko się ukazała, ustawiały się kolejki, a każdy klient dostawał tylko jeden egzemplarz – pisze na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Karolina PREWĘCKA. Jak zauważa Tyrmand był jednym z tych, którzy zapłacili wysoką cenę za bezkompromisowość i ucieczkę od szarzyzny codzienności. Władza uznała go za wroga Polski Ludowej. Śledzono go, podsłuchiwano, gmatwano życiorys, w końcu objęto na kilka lat zakazem druku i nie wydawano paszportu.
„Po uporczywych staraniach dostał go w 1964 roku. Wyjechał najpierw do Izraela, gdzie od zakończenia wojny zamieszkała matka, potem do Stanów Zjednoczonych. Koniecznie chciał tam dostać się statkiem, by poczuć się, jak dawni emigranci symbolicznie przepływający obok Statui Wolności. Początkowo nie myślał, że zostanie tam na zawsze. Informacje od przebywającej w Polsce żony, projektantki mody Barbary Hoff, o kłopotach z wydaniem jego powieści „Życie towarzyskie i uczuciowe” spowodowały, że zmienił zdanie. Zrozumiał, że nie ma powrotu do kraju opanowanego przez cenzurę.
Stanach Zjednoczonych jego zapiski z życia emigranta zachwyciły legendarnego redaktora „New Yorkera” Williama Shawna. Ukazywały się w tym tytule, a Tyrmand zdobył sławę oryginalnego eseisty. Współpracował też z paryską „Kulturą”, wykładał na amerykańskich uczelniach. Aż, po raz kolejny, nie bacząc na zdobytą pozycję, odciął się od niej, kiedy „New Yorker” odrzucił jego pamflet na komunizm „Cywilizacja komunizmu”, popadł też w konflikt z naczelnym „Kultury” Jerzym Giedroyciem. Znów postawił na swoim, co tym razem docenił John A. Howard i zaprosił go do Rockford, kilkadziesiąt mil od Chicago, konkretnie do The Rockford Institute, zwanego twierdzą oporu wobec przemian kontrkulturowych w USA”.
Więcej>>https://wszystkoconajwazniejsze.pl/karolina-prewecka-leopold-tyrmand/
PAP/Grzegorz Janikowski/ad



