Jak rozliczyć jacht z KPO? Kiedy bitcoiny kupione z KPO można sprzedać?

afera KPO

Co najmniej 107 jachtów i katamaranów zostało sfinansowanych z pożyczki KPO, którą wszyscy Polacy będą spłacali do 2037 roku. Środki z KPO na HoReCa zostały też skierowane na zakup bitcoinów, dla firm udzielających chwilówek, luksusowe samochody, sauny etc. Afera KPO bulwersuje, jednak zwrot tych środków nie będzie prosty, a wręcz wydaje się niemożliwy. Jacht z KPO kupiony – nie zostanie odebrany.

Afera KPO: jak zmarnowano środki, które będziemy musieli zwracać

Użytkownicy platformy X (dawniej Twitter) 7 sierpnia 2025 r. wieczorem zaczęli zamieszczać przykłady firm z branży HoReCa (hotelarstwo, gastronomia), które otrzymały dotacje z KPO m.in. na firmowe jachty, sauny, solaria, wymianę mebli czy zakup wirtualnej strzelnicy. Ponieważ sprawa stała się głośna, 8 sierpnia 2025 r. zaczęły opisywać również media.

W piątek wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Szyszko zapowiedział wszczęcie przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), która sprawuje nadzór nad wydatkowaniem tych pieniędzy, dodatkowych kontroli, które sprawdzą „każdą złotówkę” wydaną w ramach inwestycji dla branży HoReCa. Do sprawy odniósł się też premier Donald Tusk, który podkreślił, że nie zaakceptuje „żadnego marnowania środków z KPO” i będzie oczekiwał szybkich decyzji włącznie z odebraniem środków tam, gdzie ewidentnie doszło do nadużyć. Minister funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz dodała, że działania naprawcze podjęto już dwa tygodnie temu.

– Zgodnie z dzisiejszymi zapowiedziami, w końcu września powinniśmy mieć wyniki tych weryfikacji, które zostały już podjęte i będą podejmowane. Część z nich trwa, natomiast, w tych trwających uzupełnimy zakres kontroli o te czynniki ryzyka, które wyszły nam z ostatnich wydarzeń. Inne będą dopiero inicjowane – poinformował Arkadiusz Dewódzki, dyrektor departamentu internacjonalizacji przedsiębiorstw w PARP.

Umowy z KPO podpisane, nie zostaną podważone

Przedstawiciel PARP wyjaśnił, że kontrole prowadzone przez Agencję składają się z dwóch etapów. Pierwsza jest „kontrola zza biurka”, czyli weryfikacja wydatków, które mają zostać lub zostały objęte wsparciem na podstawie dokumentacji. Następnie przedstawiciele PARP prowadzą kontrolę na miejscu działalności przedsiębiorstwa – tj. sprawdzają np. czy faktycznie firma kupiła i odebrała potrzebne produkty oraz zrealizowała zapowiedziane inwestycje.

Dewódzki zaznaczył, że weryfikacja każdego projektu musi odbywać się w ramach trybu określonego umową i wynikającego z ustawy o zasadach prowadzenia polityki rozwoju. – Te kontrole mają swoją ustawową reglamentację, której my jako PARP musimy przestrzegać – wskazał. Każdy podmiot o planowanej kontroli jest powiadamiany odpowiednio wcześniej. Ponadto przedsiębiorca może odnieść się do wyników kontroli, wnieść swoje zastrzeżenia lub uwagi i dopiero wtedy może powstać ostateczny wynik, który jest dla podmiotu rekomendacją do wdrożenia działań naprawczych, o ile są potrzebne.

Afera KPO: już po roku jacht, solaria, kawiarki i bitcoiny kupione z KPO będą mogły zostać sprzedane

Dyrektor departamentu PARP pytany, po jakim czasie od zakupu przedsiębiorca może np. sprzedać produkt kupiony ze wsparciem z KPO, wskazał, że jest to jeden rok od momentu wypłacenia przedsiębiorcy ostatniej transzy środków publicznych dla projektu.

– Mamy przewidziany w umowach tzw. okres trwałości. Przez ten czas przedsięwzięcie musi zostać utrzymane, a infrastruktura wytworzona w ramach tego projektu nie może zostać sprzedana, zbyta, zniszczona lub utracona w jakikolwiek inny sposób – powiedział Dewódzki.

Wyjaśnił, że jeśli firma zaczęła realizować projekt np. latem 2024 r., a w styczniu br. otrzymała ostatnią płatność rozliczającą całą inwestycję, musi posiadać i wypożyczać np. zakupioną w ramach wsparcia żaglówkę do stycznia 2026 r. Dodał, że okres trwałości jest elementem, który standardowo występuje w projektach inwestycyjnych w ramach wsparcia unijnego.

10 procent wkładu własnego

Z danych PARP wynika, że ramach wsparcia inwestycji w dywersyfikację działalności sektora HoReCa (hotelarstwa, gastronomii, turystyki i kultury) ze środków KPO podpisano 3005 umów z przedsiębiorcami (z czego każda umowa była z inną firmą). Według stanu na koniec lipca br., przedsiębiorcom wypłacono 110 mln zł. .

Dofinansowanie inwestycji w dywersyfikację działalności sektora HoReCa było przeznaczone wyłącznie dla przedsiębiorców, którzy 31 grudnia 2019 r., czyli jeszcze przed wybuchem pandemii prowadzili działalność i obecnie nadal ją prowadzą. Pieniądze można było wykorzystać tylko na projekty związane z działalnością w tym samym sektorze, które zapewnią firmie dodatkowe (tj. niewystępujące wcześniej) źródło przychodu.

Wysokość dofinansowania wynosiła od 50 tys. do 540 tys. zł (do 90 proc.) kosztów kwalifikowanych, które maksymalnie mogły wynieść 600 tys. zł. Wsparcie było udzielane w formie refundacji wydatków. Co najmniej 70 proc. wszystkich nakładów projektu musiało być przeznaczone na działania inwestycyjne; na szkolenia lub doradztwo mogło być to maksymalnie 30 proc.

Według PARP, wsparcie z KPO pozwala firmom wprowadzić do swojej oferty nowe produkty lub usługi, rozszerzyć swoją ofertę, podejmując działania w innej części sektora i osiągając dodatkowe źródło przychodów.

Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO) miał w założeniu wzmocnić polską gospodarkę; składa się z 57 inwestycji i 54 reform. Przewiduje dla Polski 59,8 mld euro ze środków UE, w tym 25,27 mld euro w postaci dotacji i 34,54 mld euro w formie preferencyjnych pożyczek. Polska otrzymała z niego dotychczas 67 mld zł. Kolejna transza pieniędzy ma wpłynąć jesienią.

Afera KPO: Tomasz Wróblewski komentuje

Na portalu X komentuje Tomasz Wróblewski: „Rozumiem oburzenie maskaradą KPO. Nie rozumiem zdziwienia.

Każdy system politycznej redystrybucji jest zaprojektowany tak żeby wzmacniać zaplecze polityczne będących obecnie przy władzy.  

Komisja Europejska żyje w przekonaniu, że toczy historyczną wojnę z „populistami” , jak zwykli nazywać wszystkich którzy kontestują niedemokratyczną kontrolę urzędniczej merytokracji nad rządami narodowymi.

KPO, tak jak i nowy mechanizm warunkowego przyznawania wsparcia państwom w ramach budżetu 2027- 2034,  jest narzędziem wpływu. Ma zdobywać lojalnych wyznawców i karać wątpiących.  Im więcej  prywatnych osób skorzysta tym silniej będą oni związani z obecnym ustrojem UE i tym bardziej będą nienawidzili tych za których pieniądze sie wzbogacili i ktorzy na publicznych pieniadzach nic nie zyskali.

Tu nie chodzi o sprawiedliwą redystrybucję ale o taką,  ktora zapewni lojalność ludzi wpływu, biznesu, działaczy, polityków gotowych położyć głowę za Komisje Europejską. Twierdzę,  że ten skandal jest nieodzownym elementem całego programu  KPO i pogłebiania „twórczej” polaryzacji”.

Afera KPO: Daniel Foubert komentuje

Na portalu X komentuje Daniel Foubert: „Elita w Polsce to ci, którzy jedzą z zagranicznych misek. To jest jej definicja.

Nie jest to elita tworzona przez ludzi, którzy potrafią bronić interesu narodowego, rozwijać własną gospodarkę czy kształtować niezależną politykę. To elita pochodzenia importowanego – w sensie dosłownym lub mentalnym – której wartość mierzona jest nie tym, co zbuduje w kraju, ale tym, jak dobrze potrafi wykonywać cudze instrukcje. W krajach półkolonialnych jest to reguła: „elita” to nie przywódcy, lecz pośrednicy między realną władzą zewnętrzną a lokalnym społeczeństwem.

Ich pozycja opiera się na ciągłym udowadnianiu lojalności wobec tych, którzy napełniają ich miski – unijnych komisarzy, zagranicznych korporacji, ambasad czy instytucji finansowych. W zamian otrzymują dostęp do grantów, kontraktów, prestiżowych stanowisk i medialnego parasola ochronnego. W praktyce pełnią rolę warstwy buforowej: z jednej strony neutralizują opór wewnętrzny, z drugiej – dbają, by interesy centrum były realizowane bez zakłóceń.

W takiej konfiguracji każdy projekt, który mógłby uniezależnić kraj – od wielkich inwestycji infrastrukturalnych po rozwój własnego przemysłu – jest postrzegany jako zagrożenie dla ich pozycji. Lepiej, by Polska pozostała importerem rozwiązań, klientem cudzych technologii i rynkiem zbytu, bo tylko wtedy pośrednik jest potrzebny. Im mniej Polska potrafi sama, tym bardziej „niezbędna” jest elita, która „zapewnia kontakty” i „otwiera drzwi” do zagranicznych decydentów.

Pod tym względem Polska niewiele różni się od wielu państw postkolonialnych, gdzie lokalne „elity” noszą zachodnie garnitury, mówią w obcych językach i cytują modne ideologie, ale w praktyce nigdy nie kwestionują układu, w którym ich kraj pozostaje zależny. Oni sami są symbolem tej zależności – ich majątek, edukacja dzieci, nieruchomości i konta bankowe znajdują się za granicą. To jest ich prawdziwy punkt odniesienia, a Polska jest miejscem, w którym zarabiają, nie miejscem, któremu służą.

Dlatego w chwilach kryzysu, zamiast stanąć po stronie własnego społeczeństwa, wybiorą instrukcje z zagranicy. A gdy społeczeństwo się zbuntuje, elita spróbuje przemalować się na „patriotyczną”, zmieniając retorykę, ale nie lojalności. Taki mechanizm jest stały w krajach półkolonialnych: miska może zmienić kształt, kolor czy flagę nadrukowaną na dnie, ale zawsze jest cudza. Elita jedynie nauczy się jeść z niej w taki sposób, by wyglądało to na obiad w imię narodu”.

Bartłomiej P. Pawlak/PAP/AJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 sierpnia 2025