Portugalia po dekadach zmienia politykę wobec imigrantów

38 marokańskich imigrantów, którzy dotarli łodzią do południowo-zachodnich brzegów Portugalii, zostanie wydalonych z tego kraju – przekazał rząd premiera Luisa Montenegro. Czy ta decyzja, oznacza, że Portugalia zmienia politykę wobec nielegalnych imigrantów?
Do zatrzymania Marokańczyków doszło dzięki zgłoszeniu od jednego z obywateli
.Rzecznik prasowy rządu Antonio Leitao Amaro poinformował, że decyzję o wydaleniu z Portugalii nielegalnych imigrantów podjął sąd w mieście Silves.
Amaro sprecyzował, że sędzia orzekł, iż „przybysze nie spełniają warunków”, by pozostać na terytorium Portugalii, bo przybyli w sposób nielegalny. Dodał, że do czasu deportacji mają zamieszkać tymczasowo w hali sportowej, gdzie pozostaną pod nadzorem policji.
– Portugalskie wybrzeże jest bezpieczne i Portugalczycy powinni o tym wiedzieć. Doszło do ujęcia tych, którzy przybyli tu w sposób nielegalny – powiedział Amaro. Dodał, że portugalskie władze zajęły się imigrantami „w sposób humanitarny”; zostali nakarmieni i zapewniono im opiekę lekarską.
Lokalne media poinformowały, że do zatrzymania Marokańczyków doszło dzięki zgłoszeniu od jednego z obywateli, który widząc zbliżającą się do plaży Boca do Rio maksymalnie wypełnioną ludźmi łódź zawiadomił policję.
Według części portugalskich mediów decyzja o wydaleniu Marokańczyków, wśród których jest siedmioro dzieci, oznacza zmianę polityki Lizbony wobec nielegalnych imigrantów. Przypomniano, że tylko w ciągu ostatnich trzech latach napłynęło do tego kraju w sposób niezgodny z prawem kilkaset tysięcy osób.
Portugalia zmienia politykę migracyjną. Co z innymi krajami Europy?
.W żądaniu, by Polska wpuściła na swój teren dodatkowy tysiąc emigrantów, albo by całkiem usunęła zasieki, nie ma żadnego sensu. Zasieki są tylko pewnym rodzajem państwowej granicy, odpowiednim do zagrożeń na terenie, gdzie przebiega granica. Istnieje takie zjawisko, jak przygniecenie rodzimej ludności przez najeźdźców – pisze prof. Jacek HOŁÓWKA.
Do roku 2010 liczba osób ubiegających się o osiedlenie w Europie nie przekraczała poziomu ćwierć miliona przypadków rocznie. Taki ruch ludności nie stanowił istotnego problemu w skali kontynentu. W następnych latach liczba kandydatów do imigracji zaczęła szybko rosnąć: 300 tysięcy w 2012 roku, 400 tys. w 2014, wreszcie 627 tys. w 2015 roku, z czego 200 tys. wyraziło zamiar osiedlenia się wyłącznie w Niemczech. Te osoby nie były turystami, tylko albo rozpaczliwie szukały możliwości wydostania się z własnego kraju i wyjazdu dokądkolwiek, albo planowały szybką karierę na koszt niemieckich podatników. Spełnienia takich życzeń nie gwarantują ani Unia Europejska, ani żadne organizacje edukacyjne lub charytatywne. Jednak w 2015 roku Europę opanował największy kryzys imigracyjny od końca II wojny światowej.
Najbardziej poruszające przypadki to oczywiście uciekinierzy starający się wyrwać z koszmaru wojny domowej. Na przykład Syria. Tam walczą ze sobą zwolennicy i przeciwnicy prezydenta Baszara al-Asada. Obie strony dobierają sobie sojuszników i konflikt wstrząsa całym społeczeństwem. Przeciwnicy prezydenta nazywają go uzurpatorem, jego zwolennicy nazywają natomiast swych przeciwników gangsterami. Nienawiść jest równie silna po obu stronach i równie nieracjonalna. Konflikt rozwijający się w ten sposób nie daje żadnych nadziei na szybkie rozwiązanie. Jednak przeciwnicy po obu stronach chętnie szukają okazji do emigracji, by uwolnić się od konfliktu, do którego istnienia sami się przyczyniają. W efekcie co piąta osoba na świecie spośród ubiegających się o azyl jest uciekinierem z Syrii i za granicą spotykają się ludzie, którzy nawzajem uciekali przed sobą z własnego kraju. Co oczywiście nie zmienia faktu, że ich konflikt jest całkiem realny, tylko jego przyczyny i jego następstwa są dość fantastyczne.
Warto jednak dostrzec, że bez względu na to, jak silne uczucia są tam zaangażowane i jak opłakany jest los zaangażowanych przeciwników, pozostała ludność na świecie nie ma środków wygaszających zapał do takiej walki. Także mocarstwa o globalnej sile oddziaływania nie mają możliwości wygaszenia takiego konfliktu bez wzięcia na siebie roli zbrojnego policjanta, który zajmuje się zaprowadzaniem pokoju na całym świecie. Globalne kampanie walki o pokój dość łatwo przemieniają się w kampanie walki o jakieś widmowe cele, na których nikomu nie zależy. Znaczna część mieszkańców Europy współczuje Syryjczykom, podobnie jak w przypadku każdej wojny, której cele są zrozumiałe dla jej uczestników, ale niepojęte dla obserwatorów. Ta sympatia może jednak nie iść tak daleko, by obcokrajowcy chcieli się podzielić na dwie przeciwne grupy wspierające swoich ulubieńców, choćby tylko w tym zakresie, by im pomagać w konsekwentnym kontynuowaniu zajadłego sporu.
Zapaść gospodarcza i społeczna w Syrii zbiegła się z przymusowym wysiedlaniem wielu mieszkańców na terenie Afganistanu i Iraku – przypomina Maryellen Fullerton, profesor prawa z Brooklyn Law School – i wyjaśnia, jak zawodna jest pomoc zewnętrzna oferowana przeciwnikom z obcej kultury. Trudno wyobrazić sobie na przykład, by chrześcijanie mogli stać się wiarygodnymi arbitrami w sporze między szyitami i sunnitami. Czegoś podobnego próbowano jednak w sporze syryjskim. Porozumienie między Turcją i Unią Europejską z marca 2016 roku przewidywało, że Syryjczycy uzyskają w Turcji prawo do zatrudnienia. Mimo podpisania odpowiednich porozumień ich realizacja okazała się niewykonalna z ukrytych powodów religijnych i społecznych. W efekcie mniej niż jedna dziesiąta jednego procenta Syryjczyków zdołała znaleźć stałe zatrudnienie w Turcji. W takiej sytuacji szukanie winnych nie ma sensu. Projekt jest bezsensowny. W efekcie mimo formalnej akceptacji odpowiednich ustaleń położenie Syryjczyków w Turcji uległo dodatkowemu pogorszeniu. Wreszcie we wrześniu 2015 roku wyczerpały się wszystkie środki pozostające w dyspozycji Światowego Programu Żywnościowego (World Food Program) i doprowadziły do odcięcia jednej trzeciej uciekinierów syryjskich na Bliskim Wschodzie od źródła taniej żywności. Miliony rodzin pochodzących z tego kraju wpadły w „spiralę humanitarnej zapaści”. Ten przypadek nasunął wielu obserwatorom smutną refleksję. Każdy program ratunkowy stwarza nadzieje daleko wykraczające poza rozsądne oczekiwania i przyciąga dużo więcej potrzebujących, niż organizatorzy pomocy są w stanie uratować. Można się obawiać, że gdyby Polska rozmontowała zasieki na granicy z Białorusią, doszłoby do podobnej sytuacji w typie kryzysu humanitarnego, jaka powstała w Syrii.
Innym rejonem systemowego zaniedbania była Erytrea, czyli kraj rządzony przez opresyjną pojedynczą partię. Znaczna część jego mieszkańców uciekła do Turcji. Tam jednak erytrejscy uciekinierzy spotkali się z syryjskimi uchodźcami i zrozumieli, że nie mogą liczyć na skuteczną pomoc. W desperacji jedni i drudzy zaczęli przepływać przez Morze Śródziemne do Europy, by gdzieś w niej się osiedlić. Z tego właśnie powodu rok 2015 stał się początkiem kryzysu humanitarnego dla wszystkich krajów leżących na północnym brzegu Morza Śródziemnego.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jacek-holowka-polityka-emigracyjna/
PAP/MB







