Ogromna Armada zmierza w stronę Iranu. „Jest gotowa do szybkiego uderzenia”

Ogromna Armada

Prezydent USA Donald Trump ostrzegł 28 stycznia 2026 r. Iran, by zawarł układ w sprawie swojego programu jądrowego, grożąc kolejnym „dużo gorszym” atakiem na kraj. Donald Trump zaznaczył, że czas na zawarcie porozumienia ucieka.

Ogromna Armada u brzegów Iranu

.„Ogromna Armada zmierza w stronę Iranu. Porusza się szybko, z wielką siłą, entuzjazmem i determinacją. To większa flota, dowodzona przez wspaniały lotniskowiec Abraham Lincoln, niż ta wysłana do Wenezueli. Podobnie jak w przypadku Wenezueli, jest gotowa, chętna i zdolna do szybkiego wypełnienia swojej misji, w razie potrzeby z szybkością i przemocą” – napisał Donald Trump na platformie społecznościowej Truth Social.

„Miejmy nadzieję, że Iran szybko »zasiądzie do stołu« i wynegocjuje uczciwe i sprawiedliwe porozumienie – BRAK BRONI JĄDROWEJ – korzystne dla wszystkich stron” – dodał. Prezydent USA zaznaczył, że „czas ucieka” i przypomniał, że kiedy w czerwcu Iran odmawiał odejścia od swojego programu jądrowego, został zaatakowany. „Następny atak będzie o wiele gorszy! Nie dopuśćcie do tego ponownie” – ostrzegł prezydent.

Na Bliskim Wschodzie wybuchnie nowa wojna?

.Jest to już kolejna groźba Donalda Trumpa wobec Teheranu w ostatnich dniach. Jeszcze 27 stycznia 2026 r. mówił, że w stronę Iranu zmierza „kolejna armada”, wzywając Teheran do zawarcia układu. Pierwsza „armada”, o której mówił, to grupa uderzeniowa lotniskowca USS Abraham Lincoln, która została wysłana w region Bliskiego Wschodu z Morza Południowochińskiego po tym, gdy Donald Trump zasygnalizował odejście od zamiaru uderzenia na Iran w związku z odwołaniem przez Teheran egzekucji antyrządowych demonstrantów.

Nie jest dotąd jasne, jakie kolejne okręty zostały skierowane do regionu, lecz wcześniejsze doniesienia, m.in. Fox News, mówiły, że ze swoich portów w ostatnich tygodniach wypłynęły dwa inne lotniskowce – USS Theodore Roosevelt z San Diego i USS George H.W. Bush.

Donald Trump mówił wcześniej, że okręty zostały skierowane do regionu, by dać mu opcje uderzenia na Iran, choć zaznaczał, że woli rozwiązanie dyplomatyczne. – Oni chcą zawrzeć porozumienie. Wiem o tym. Wiele razy dzwonili. Chcą rozmawiać – twierdził prezydent 25 stycznia 2026 r.

Łupnąć i skończyć

.Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.

Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.

.Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.

PAP/Oskar Górzyński/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 28 stycznia 2026