„W polityce jądrowej Unia Europejska straciła piętnaście lat” [Le Figaro]

10 marca 2026 r. przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, przyznała, że poważnie się pomyliła, ogłaszając odwrót od energetyki jądrowej. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Philippe Aghion oraz Marc Fontecave profesor Collège de France witają tę zmianę kursu na łamach „Le Figaro” jako potrzebną — choć spóźnioną.
.„Choć dobrze jest słyszeć, jak politycy przyznają się do błędów — a zdarza się to tak rzadko — trudno nie powrócić myślą do ostatnich piętnastu lat katastrofalnego błądzenia w polityce jądrowej. Piętnaście lat straconych na drodze chaotycznej i niespójnej” – piszą autorzy analizy publikowanej w najpoważniejszym francuskim dzienniku.
Jak bowiem, jeśli nie nieodpowiedzialną, a w istocie niewykonalną, określić decyzję o zamknięciu 14 reaktorów jądrowych, a następnie zamknięciem elektrowni Fessenheim w 2020 roku. Parlamentarna komisja śledcza (powołana w celu ustalenia przyczyn utraty suwerenności i niezależności energetycznej Francji), pod przewodnictwem deputowanego Raphaëla Schellenbergera, dobitnie ukazała pustkę podstaw naukowych, technicznych, a nawet politycznych tej decyzji. Przesłuchania — zwłaszcza minister środowiska z lat 2014–2017 („Cel 50% był porozumieniem politycznym między Partią Socjalistyczną a Zielonymi. Nie miał solidnych podstaw technicznych w analizach wpływu”) oraz premiera z lat 2014–2016 („50% nie wynikało z żadnej analizy potrzeb ani oceny skutków”) — stanowią tego smutne świadectwo. „Na szczęście nie posunięto się do zamknięcia wszystkich tych reaktorów; przykład hiszpańskiego blackoutu z 2025 roku pokazuje, czego moglibyśmy doświadczać kilka razy w roku” – piszą naukowcy.
Nie lepiej działo się na poziomie europejskim — choćby poprzez stałe wysiłki Komisji Europejskiej, by osłabić francuską energetykę jądrową, wykluczając ją z taksonomii zielonej, czyli systemu klasyfikacji określającego, czy dana działalność gospodarcza może zostać uznana za „zrównoważoną środowiskowo”, a tym samym kwalifikować się do finansowania unijnego. Albo poprzez nałożenie na Francję, w ramach liberalizacji rynku energii elektrycznej, obowiązku wdrożenia mechanizmu (ARENH, wprowadzonego w 2010 roku), który umożliwia alternatywnym dostawcom — niebędącym producentami — zakup jednej czwartej energii jądrowej wytwarzanej przez elektrownie EDF po stałej cenie, często niższej od rynkowej, co negatywnie wpływa na zdolność EDF do inwestowania, zwłaszcza w nową energetykę jądrową.
„Z jednej strony, w ciągu ostatniej dekady nastąpił gwałtowny wzrost udziału niestabilnych źródeł energii (wiatr, słońce), z drugiej — od 2022 roku trwa wojna między Rosją a Ukrainą, a niedawno wybuchł konflikt na Bliskim Wschodzie. W tych warunkach kwestie odporności systemu elektroenergetycznego oraz suwerenności energetycznej powracają na pierwszy plan debaty politycznej — choć nigdy nie powinny były go opuszczać” – piszą Philippe Aghion i Marc Fontecave na łamach „Le Figaro”.
Autorzy przypominają swoje wcześniejsze stanowisko z 2014 roku, w którym sprzeciwiali się ograniczaniu udziału energetyki jądrowej oraz postulowali bardziej realistyczne podejście do transformacji energetycznej. Utrzymują, że w warunkach braku skutecznych technologii magazynowania energii system energetyczny wymaga stabilnych, sterowalnych źródeł, do których zaliczają energetykę jądrową, w przeciwieństwie do źródeł takich, jak energia wiatrowa czy słoneczna.
Wskazują także, że francuski model energetyczny, oparty w dużej mierze na atomie, pozwolił osiągnąć jeden z najniższych poziomów emisji wśród gospodarek uprzemysłowionych. Kontrastują to z sytuacją Niemiec, które — jak podkreślają — mimo inwestycji w odnawialne źródła energii pozostają bardziej emisyjne i uzależnione od importu surowców energetycznych.
Le Figaro/AJ




