
Atomowe nawrócenie Macrona
Muszę przyznać, że z satysfakcją obserwuję, jak z hukiem upadają rozmaite przesądy, co do których sądziłem, iż panować będą nad Europą już do końca mojego żywota. Atomowe nawrócenie Emmanuela Macrona sprawia mi radość, dając zarazem nadzieję, że i inne mroczne nonsensy, panujące nad Europą, będą odchodzić w przeszłość, a politycy zaczną odzyskiwać zdrowy rozsądek – pisze Jan ROKITA
.Sala koncertowa La Seine Musicale ma futurystyczną formę statku zacumowanego na Sekwanie. Statek ów zwieńczony jest widoczną z oddali szklaną kopułą z ruchomym trójkątnym żaglem, pokrytym panelami fotowoltaicznymi i podążającym za ruchem słońca, by w ten sposób optymalizować wytwarzanie energii solarnej.
Sala położona na wyspie w Boulogne-Billancourt, na eleganckich zachodnich obrzeżach Paryża, otwarta została w kwietniu 2017 roku, czyli niemal w przeddzień objęcia prezydentury Francji przez Emmanuela Macrona. Jako spektakularne laboratorium energii słonecznej nabrała znaczenia symbolu dla proklamowanej w tamtym czasie przez Macrona, jeszcze w toku kampanii wyborczej, zielonej rewolucji francuskiej, której częścią miał się stać plan stopniowego ograniczania roli energetyki jądrowej na rzecz wiatraków i słońca. Pierwszy premier Macrona – Édouard Philippe – stał się bezpośrednim wykonawcą tej nowej polityki, będącej odwrotem od 70-letniej tradycji rozwoju francuskiej energetyki jądrowej. Dwa lata później, w 2019 roku, ogłaszając w Zgromadzeniu Narodowym „drugi akt” prezydentury Macrona, Philippe oznajmiał, iż właśnie podpisał dekret o wygaszeniu dwóch reaktorów elektrowni Fessenheim. „Obiecywana od ośmiu lat decyzja staje się rzeczywistością” – mówił wtedy premier, wyjaśniając, iż realizuje w ten sposób „zobowiązanie Prezydenta Republiki”.
Z paradoksalnych przyczyn, teraz, po upływie siedmiu lat, tamta mowa Philippa stała się w Paryżu na powrót sławna, zwłaszcza za sprawą prawicowych antymacronowskich mediów oraz internetowych blogerów. A przyczyna tego jest nieco zabawna.
Oto bowiem 10 marca 2026 roku w sali La Seine Musicale Macron uroczyście inaugurował Światowy Szczyt Nuklearny, wygłaszając tam mowę będącą entuzjastyczną apologią energii jądrowej, jakby na ironię wobec obracającego się cały czas ponad głowami zebranych wielkiego żagla fotowoltaicznego. W typowym dla siebie pompatycznym stylu Macron obwieścił światu „nową erę renesansu nuklearnego”, a samą energię jądrową mianował „energią wolności i suwerenności”. Co prawda w trakcie mowy do La Seine Musicale wdarli się fanatycy z Greenpeace, wrzeszcząc wniebogłosy antymacronowskie i antyatomowe slogany, jednak prezydent (cóż za ciekawych czasów dożyliśmy) spiorunował ich niesłychaną zupełnie argumentacją: uznał bowiem tych, którzy kwestionują atom, za „negacjonistów nauki”. A w ustach oświeconego i wierzącego święcie w moc nauki Macrona nie ma już chyba cięższego oskarżenia. Trudno nie zauważyć, że „negacjonistami nauki” zostali w ten sposób nie tylko ekolodzy z Greenpeace, ale także sam Macron sprzed siedmiu lat i jego premier Philippe (notabene ubiegający się teraz o prezydenturę), no i także co najmniej kilku kanclerzy zaprzyjaźnionych Niemiec, a wśród nich na pierwszym miejscu Angela Merkel.
Trzeba przyznać, że Macron starał się też leciutko posypać własną głowę popiołem, choć dla zmniejszenia swej odpowiedzialności czynił to w zbiorowym imieniu Europejczyków. Mówił: „My, Europejczycy zdecydowanie zawiedliśmy w kwestii energii jądrowej. Jednak w końcu powróciło zaufanie i ustabilizowała się naukowa klarowność. Bez energii jądrowej nie możemy pozostać konkurencyjni ani osiągnąć dekarbonizacji, dlatego musimy ponownie zmobilizować nasze środki finansowe na nowe reaktory”.
We Francji zatem nie tylko nie będzie już zamykania żadnego spośród czynnych 57 reaktorów, ale budowanych będzie co najmniej sześć nowych za astronomiczną sumę 78 miliardów euro. A prezydent chce nawet dyskusji nad tym, czy na wszelki wypadek nie zaplanować jeszcze budowy czterech dalszych, choć na dziś nie są one potrzebne francuskiej gospodarce. Jakby na potwierdzenie wagi swego atomowego nawrócenia Macron już dwa dni później wybrał się do Penly w Normandii, gdzie w 2029 roku ruszyć ma budowa dwóch nowych bloków nuklearnych.
Muszę przyznać, że z satysfakcją obserwuję, jak z hukiem upadają rozmaite przesądy, co do których sądziłem, iż panować będą nad Europą już do końca mojego żywota. Atomowe nawrócenie Macrona sprawia mi radość, dając zarazem nadzieję, że i inne mroczne nonsensy, panujące nad Europą, będą odchodzić w przeszłość, a politycy zaczną odzyskiwać zdrowy rozsądek. A nagromadziło się tej ideologicznej ciemnoty na naszym kontynencie chyba więcej niźli kiedykolwiek w ciągu ostatnich stuleci! I co najbardziej groteskowe, tak samo jak w przypadku atomu, udało się omamić umysły licznych Europejczyków, iż tym razem ciemnota jest postępowa. To jednak, co nadal niepokojące, to fakt, iż polityczni siewcy ciemnoty nie poczuwają się do żadnej z tego tytułu odpowiedzialności. Choćby gdy idzie o francuski atom: premier Philippe, na polecenie Macrona, w roku 2019, cichcem zakazał badań naukowych nad nowymi technologiami jądrowymi, likwidując zaawansowany program Astrid, w który Francja zainwestowała wcześniej prawie miliard euro, a którego celem było stworzenie nowej generacji reaktorów, zasilanych paliwem jądrowym z recyklingu, a więc uniezależniających kraj od politycznie wrażliwego importu uranu. Teraz ten sam Macron przekonuje w La Seine Musicale, że to jest właśnie technologia najlepsza z możliwych; ta, która ma dać jego krajowi „energię wolności i suwerenności”. Tak więc można? Zwalając wszystko na rzekomą zbiorową winę „nas – Europejczyków”?
Spodobała mi się reakcja francuskiego prawicowego publicysty Xaviera van Lierde, związanego ze znienawidzonym przez macronistów Radiem Courtoisie, reklamującym się jako „radio wszystkich prawic”. Van Lierde prowadził od lat kampanię publicystyczną przeciw antynuklearnej polityce Macrona i Philippe’a, zarzucając obu, iż wymusili na koncernie EDF decyzje o wygaszaniu reaktorów, sprzeczne nie tylko z interesem narodowym Francji, ale także z biznesowym interesem samej firmy. Oskarżał też obu polityków, iż winni są zarówno gwałtownemu wzrostowi cen energii dla Francuzów, jak i niespotykanym wcześniej przerwom w dostawach prądu.
Teraz, gdy Macron głosił swą atomową mowę w La Seine Musicale i piętnował ekologów z Greenpeace jako „negacjonistów nauki”, van Lierde zrobił taki oto wpis na platformie X: „Mój rzeźnik, mój sklepikarz, mój listonosz, mój piekarz, mój hydraulik, moje własne dzieci i przyjaciele moich dzieci, moja szwagierka, mój wujek, właściciel mojej ulubionej knajpki i jej klienci – wszyscy wiedzieli, że zamknięcie naszych elektrowni jądrowych to bzdura! To oni mieli rację, wbrew Prezydentowi Republiki, wbrew przewodniczącej Komisji Europejskiej, wbrew wszystkim ministrom i niemal wszystkim mediom oraz wbrew całej bandzie zadufanych w sobie i pretensjonalnych ważniaków z tak zwanego »kręgu rozumu«”.
.Myślę, że to niezła przestroga dla tych nadal propagujących ciemnotę postępowych ważniaków, pozerów i nadęciuchów. Bynajmniej nie tylko we Francji, ale także u nas.




