Ocieplenie klimatu nie wpłynęło na Tatry w ostatnim stuleciu [Badanie]

Na przestrzeni 100 lat w Tatrach nie stwierdzono wyraźnego wpływu ocieplenia klimatu; odnotowano wzrost liczby gatunków roślin, a jednocześnie zauważono silny wpływ wypasu owiec – wynika z badań naukowców.

„Nie potwierdzono wyraźnego wpływu ocieplenia klimatu na roślinność leśną”

.Badania, których wyniki opisano w czasopiśmie Journal of Ecology, przeprowadzili naukowcy z Instytutu Botaniki Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, Czech Academy of Sciences oraz Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Analizę oparto na porównaniu współczesnych danych terenowych z dokumentacją zbiorowisk leśnych sporządzoną w latach 20. XX wieku przez wybitnych polskich botaników, m.in. Władysława Szafera i Bogumiła Pawłowskiego oraz ich współpracowników. Analizą objęto 56 powierzchni badawczych rozmieszczonych w polskiej części Tatr wzdłuż gradientu wysokościowego.

Jak wykazali naukowcy, wbrew wcześniejszym przewidywaniom, różnorodność gatunkowa roślin naczyniowych wyraźnie wzrosła w ciągu ostatniego stulecia, szczególnie na niższych wysokościach. Jednocześnie zwiększył się udział gatunków wymagających dużej wilgotności, takich jak wysokie byliny ziołoroślowe, oraz roślin azotolubnych. Jak podkreślili autorzy, „różnorodność gatunkowa roślin wzrosła istotnie między badaniami historycznymi a współczesnymi”.

Badacze zaznaczają, że nie potwierdzono wyraźnego wpływu ocieplenia klimatu na roślinność leśną. „Wbrew naszym początkowym oczekiwaniom nie stwierdziliśmy sygnału termofilizacji – procesu, w którym gatunki przystosowane do chłodniejszych warunków zastępowane są przez gatunki wymagające wyższych temperatur” – wskazali naukowcy.

Zmiany w tatrzańskiej przyrodzie to efekt ustania gospodarczych presji [Journal of Ecology]

.Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku Tatry znajdowały się pod silną presją gospodarczą. W latach 40. wypasano tu nawet ok. 30 tys. owiec, co prowadziło do degradacji roślinności i gleby. „Uważamy, że odnowa roślin o wyższych wymaganiach wilgotnościowych jest głównie spowodowana zaprzestaniem intensywnego wypasu” – podkreślili autorzy.

Równocześnie, jak wskazują przyrodnicy, w XIX i XX wieku masowo wycinano las reglowy na opał dla hut, a w miejsce buczyn sadzono monokultury świerka, które zakwaszały glebę. Obecnie lasy reglowe stopniowo wracają do stanu sprzed intensywnej gospodarki człowieka.

Zdaniem naukowców obserwowane przez stulecie zmiany w tatrzańskiej przyrodzie to efekt ustania gospodarczych presji po utworzeniu Tatrzańskiego Parku Narodowego w 1954 r., a ocieplenie klimatu nie było dominującym czynnikiem kształtującym zbiorowiska roślin leśnych w Tatrach. „Brak wyraźnej termofilizacji wskazuje, że przypisywanie zmian bioróżnorodności wyłącznie zmianom klimatu może prowadzić do błędnych decyzji w zarządzaniu” – zauważają przyrodnicy.

Złap oddech na pastwisku. Terapeutyczne beczenie owiec

.Ciszę należy rozumieć nie jako zupełny brak dźwięków, ale ich delikatność. Szum wiatru, spadające krople deszczu, kumkanie żab, beczenie owiec, no i ptasie kwilenie. To właśnie w ciszy podejmuje się najważniejsze życiowe decyzje – pisze prof. Piotr TRYJANOWSKI.

Bliska naszym sercom, jedna z licznych teorii dotyczących genezy muzyki – i nie jest to wcale naturalistyczne skrzywienie – jako pierwotne źródło muzyki wskazuje przyrodę. Szum drzew, kapiąca woda, śpiewające ptaki, ryczące jelenie, a nawet – beczące owce. Człowiek widział, słyszał i podziwiał zwierzęta. Próbował gwizdać, mlaskać, naśladować i czasem się to udawało. Informacje o śpiewach, odgłosach, wokalnych popisach fauny trafiły do dziesiątek przysłów i podań ludowych. Ich znajomość pozwalała na przeżycie, to survival w najprawdziwszym stylu. Muzyka oddziałuje na nas rytmem, melodią, dodaje energii i motywuje do działania. Z drugiej strony odpowiednie dźwięki zapewniają relaks i pozwalają ukoić skołatane nerwy. Zapewnia nawet poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa, przykładem tego są chóry, mające same w sobie spory potencjał terapeutyczny.

Owce co prawda chórów nie tworzą, ale także beczą stadnie. Jednak to nie jedyne dźwięki, jakie wydają na pastwisku. Pasterze chcą wiedzieć, gdzie znajdują się ich owce, dzięki czemu otrzymujemy coś zupełnie nowego – genialną muzykę powstającą z dźwięku dzwonków i dzwoneczków, którymi wypełniają się choćby karpackie połoniny. To coś niesamowitego, niemalże nieziemskiego. Są turyści, którzy jeżdżą do Rumunii wyłącznie po to, by siedzieć i słuchać owczej muzyki. Dzyń-dzyń, nieregularne, zmienne w zależności od pogody i od akompaniamentu ptaków, tworzących razem wielką orkiestrę natury. Inaczej, znaczy się precyzyjniej, jest w Szwajcarii. Tamtejsze alpejskie krajobrazy kojarzą nam się raczej z fioletowo-białą krową, znaną z reklamy pewnej czekolady, niż z owcami. Tymczasem właściciele owiec wybierają dzwoneczki bardzo starannie, ich dźwięk nie tylko wskazuje, gdzie znajduje się dobytek, ale służy również do identyfikacji. Dzwonki są najrozmaitsze, różnią się wielkością płaszcza, serca dzwonu i grubością ścianek, co w konsekwencji daje różnorodne dźwięki. Tworzą one niezwykłą harmonię i niekiedy są tak zgrane jak orkiestra symfoniczna pod batutą najlepszego dyrygenta. Stanowią dziedzictwo kulturowe i choć dzwoneczek jest dziełem człowieka założonym owcy, zresztą niespecjalnie wyszukanym i niezaawansowanym technologicznie, przestaje to mieć znaczenie, gdy poruszające się owce wprawiają swoje dzwonki w ruch, a wiatr unosi owczą muzykę w górskie hale.

Dźwięk dzwonka tworzy muzykę owiec, jednak instrumentów kojarzonych z ich wypasem jest znacznie więcej: piszczałki, skrzypki, dudy, rogi i wiele innych, przy czym niektóre dookreślane są przymiotnikiem „pasterski”, co jednoznacznie podkreśla ich funkcję, a przynajmniej – pochodzenie. Muzykowanie, zwłaszcza u młodszych i biedniejszych pasterzy, często zaczynało się w bardzo prosty sposób. Piszczałką stawał się odpowiednio przycięty kawałek leszczyny, trąbki kręcono z kory, a dźwięki wydawały nawet umiejętnie użyte listki bzu. Wszystkie te instrumenty miały rozmiar kieszonkowy, tak by nie ograniczały ruchów i zawsze były pod ręką. Zdolni potrafili na nich wyczarować muzykę, a przynajmniej przekonać starszych, że warto inwestować w ich muzyczną naukę. Prostota pasterskich instrumentów umożliwiała ich samodzielne wyrabianie podczas długich dni wypasu, natomiast przeogromne było bogactwo ich funkcji: rozweselały, służyły do komunikacji i przekazywania informacji, choćby o godzinach udoju czy stanie zdrowia, wydawania poleceń dźwiękowych owcom i psom pasterskim. Tą drogą wyznawano nawet miłość, tej jedynej, gdzieś tam w dolinie. Wincenty Pol odnotował: Do rozweselenia przyczynia się i muzyka hal – kobza jest ochoczym instrumentem do tańca, ale fujarka pasterska budzi echa skał. Oznacza to także to, że trwałe instrumenty mające służyć długie lata związane były z wydarzeniami i spotkaniami rodzinnymi oraz towarzyskimi, okraszanymi śpiewem i tańcem. W Polsce do produkcji dmuchanych dud wykorzystywano głównie koźlą skórę, struny gęśli i góralskich skrzypiec wykonywano z wysuszonych owczych jelit.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/piotr-tryjanowski-zlap-oddech-na-pastwisku-terapeutyczne-beczenie-owiec/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 marca 2026