Załogowa misja na orbitę Księżyca to duża przewaga nad misjami robotycznymi

Astronauci misji Artemis II mogli obserwować na Księżycu formacje, których dotąd nie widziała żadna misja z udziałem ludzi. Astronauci analizowali je tzw. własnym okiem w czasie rzeczywistym – to ogromna przewaga nad misjami robotycznymi – powiedział Mariusz Słonina z POLSA.
Astronauci mieli możliwość obserwacji kraterów czy obiektów na powierzchni Księżyca
.W nocy z 6 na 7 kwietnia astronauci misji Artemis II spędzili sześć godzin na badaniu nieoświetlonej półkuli Księżyca, obserwując niewidoczne z Ziemi zjawiska i wykonując szczegółowe fotografie Srebrnego Globu. Podczas przelotu nad niewidoczną stroną, w trakcie którego łączność z NASA była niemożliwa, załoga była świadkiem zjawiska wschodu i zachodu Ziemi. Astronauci na żywo obserwowali również rozbłyski świetlne, powstające w wyniku uderzeń meteoroidów w powierzchnię Księżyca.
Jak zwrócił uwagę popularyzator astronomii Karol Wójcicki na profilu „Z głową w gwiazdach”, na potrzeby obserwacji statek Orion ustawił się tak, aby główne okna kapsuły były skierowane w stronę powierzchni Księżyca. Załoga znalazła się na tyle blisko – w najbliższym momencie około 6500 km nad powierzchnią – że mogła prowadzić szczegółowe obserwacje naukowe. Astronauci pracowali z listą około 30 celów, przygotowaną przez zespół naukowy NASA. Wśród nich znalazły się m.in. potężne struktury uderzeniowe, takie jak Morze Wschodnie – jeden z najlepiej zachowanych śladów gigantycznych kolizji sprzed miliardów lat, znacznie starszy i bardziej „zniszczony” krater Hertzsprunga czy obiekt Reiner Gamma – „wir” na powierzchni, którego pochodzenie naukowcy wciąż próbują wyjaśnić. Załoga raportowała na bieżąco różnice w barwie, jasności i strukturze powierzchni.
– Trajektoria lotu misji przebiega w taki sposób, że astronauci mieli możliwość obserwacji kraterów czy obiektów na powierzchni Księżyca, których dotąd żadna misja z udziałem ludzi, czyli misja Apollo, nie miała szans zobaczyć. Była to niesamowita okazja, by uzyskać zdjęcia w wysokiej rozdzielczości. Astronauci – korzystając z zupełnie nowego sprzętu, od programu Apollo mamy przecież ponad 50 lat zmian technologicznych – mogli obserwować powierzchnię Księżyca łącznie z obszarami okołobiegunowymi. Są one przedmiotem bezpośredniego zainteresowania misji załogowych na Księżyc. Tam może znajdować się woda – powiedział Mariusz Słonina, szef Centrum Operacyjnego SSA POLSA.
Formacje na powierzchni Księżyca astronauci obserwowali z różnych perspektyw i w różnych warunkach oświetleniowych, w zależności od tego, w jakim punkcie trajektorii znajdował się statek Orion.
– Wykonywali fotografie powierzchni Księżyca przy pomocy różnych obiektywów, ale też zapisywali notatki głosowe ze swoich wrażeń. Trenowano ich do tego zadania przez geologów. Opisywania formacji geologicznych uczyli się np. na Islandii. W pierwszej kolejności misja jest więc niesamowitą okazją do badań geologicznych powierzchni Księżyca, w szczególności pod kątem budowania w przyszłości baz na Księżycu – zaznaczył Mariusz Słonina.
Jak podkreślił, fakt, że oko ludzkie mogło w czasie rzeczywistym porównywać czy analizować widok różnych formacji księżycowych na żywo, decyduje o ogromnej różnicy pomiędzy eksploracją robotyczną a eksploracją przez człowieka.
– Możliwość określenia przez astronautów koloru skał to też bardzo ważna informacja dla geologów. Wiedząc, jak odbija się światło, można zmapować pierwiastki czy minerały, które są obecne na powierzchni danej formacji. I myślę, że naukowcy, geolodzy, dostaną spory materiał do analizy, który pozwoli wybierać potencjalne miejsca do lądowania dla przyszłych misji. A ponieważ szykujemy się na dłuższy pobyt na Księżycu – część naukowa misji Artemis II gra pierwsze skrzypce – opisał ekspert.
Astronauci misji Artemis II są pierwszą załogą wokół księżyca od czasów Misji Apollo
.Zwrócił on uwagę, że astronauci doświadczyli też zaćmienia Słońca – mogli więc dostrzec również słabsze obiekty, np. inne gwiazdy. – Fakt, że byli w stanie je zauważyć w trakcie zaćmienia, pomaga na przykład przy nawigacji, przy szkoleniu kolejnych załóg, czy na wypadek, gdyby jakieś instrumenty zawiodły. Również w taki sposób astronauci Apollo 13 nawigowali w ramach powrotu awaryjnego na Ziemię, właśnie z wykorzystaniem układu gwiazd – wyjaśnił Mariusz Słonina.
Wykorzystując unikalną perspektywę, astronauci nadali robocze nazwy dwóm bezimiennym dotąd kraterom. Jeden z nich ochrzczono mianem „Integrity” na cześć statku kosmicznego. Drugi nazwano „Carroll”, by upamiętnić żonę dowódcy misji, która zmarła na raka w 2020 roku.
Lot Artemis II to pierwsza załogowa wyprawa w okolice Księżyca od czasów programu Apollo. Stanowi ona próbę generalną przed planowanym na 2028 rok lądowaniem człowieka na powierzchni naturalnego satelity. W skład załogi Artemis II wchodzi czworo astronautów – troje Amerykanów: Christina Koch, Reid Wiseman, Victor Glover oraz Kanadyjczyk Jeremy Hansen.
Załoga rozpoczęła już podróż powrotną, która zakończy się lądowaniem na Pacyfiku.
Dlaczego po postawieniu stopy na Księżycu nie ruszyliśmy dalej?
.Zaparkowaliśmy na niskiej orbicie okołoziemskiej w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) i od kilku dekad nie mamy pojęcia, jak wydostać się z objęć grawitacji ziemskiej i nie tyle poszybować w stronę gwiazd, ile chociażby wrócić na Księżyc. Dlaczego po odniesieniu pierwszych wielkich sukcesów spoczęliśmy na laurach i nie ruszamy dalej – pisze Mateusz MALENTA
Gdy 50 lat temu Neil Armstrong stawiał pierwsze kroki na Księżycu, przyszłość eksploracji kosmosu wydawała się niemal pewna. Po ponad dekadzie upokorzeń ze strony radzieckich naukowców i inżynierów to jednak American dream triumfował i Stany Zjednoczone jako pierwszy, i jak do tej pory jedyny kraj wysłał człowieka na Księżyc. Coś, co było kilka lat wcześniej domeną fantastyki naukowej, zdawało się być na wyciągnięcie ręki. Księżyc, planety Układu Słonecznego, oddalone o setki tysięcy i miliony kilometrów, nigdy jeszcze nie były tak blisko. Jeżeli w ciągu siedmiu lat od pamiętnego przemówienia prezydenta Johna Kennedy’ego udało się osiągnąć coś, co wydawało się prawie niemożliwe, to gdzie swoją flagę zatknie ludzkość w kolejne rocznice od pierwszego lądowania na Księżycu?
Przyszłość eksploracji kosmosu dopiero całkiem niedawno zaczęła być poddawana refleksji, nie tylko przez marzycieli i fanów dobrych komiksów czy książek. Osoby pracujące przy programie Apollo oraz sam administrator NASA podczas misji Apollo 11, Thomas Paine, widzieli naszą przyszłość nie na Ziemi, ale pośród gwiazd. Ich sukcesy w drugiej połowie XX wieku mogły wówczas napawać optymizmem. Z tego względu ostatnie 50 lat trudno ocenić jako zdecydowany sukces, chociaż osiągnięć w eksploracji kosmosu również nie brakowało.
Ludzkość od lat zagląda w najdalsze zakątki kosmosu. Regularnie badamy Układ Słoneczny i najbliższą Ziemi planetę – Marsa, na którym w dalekiej przeszłości mogły istnieć warunki pozwalające na rozwinięcie się prymitywnych mikroorganizmów; Wenus, której atmosfera składająca się głównie z dwutlenku węgla może służyć jako ostrzeżenie przed kryzysem, który już teraz zaczyna się na Ziemi; badamy najdalsze planety i planety karłowate, asteroidy i komety. Każde z tych osiągnięć jednak zostało dokonane z zastosowaniem bezzałogowych sond kosmicznych, satelitów i łazików. A nie to mieli na myśli wizjonerzy i ojcowie amerykańskiego, a także radzieckiego programu kosmicznego. Ich celem było posłanie ludzi w gwiazdy.
Od czasów ostatniej misji Apollo ludzkość nie wyszła nawet poza próg naszego domu, którym jest Ziemia.
Zaparkowaliśmy na niskiej orbicie okołoziemskiej w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) i od kilku dekad nie mamy pojęcia, jak wydostać się z objęć grawitacji ziemskiej i nie tyle poszybować w stronę gwiazd, ile chociażby wrócić na Księżyc. Dlaczego więc po odniesieniu pierwszych wielkich sukcesów spoczęliśmy na laurach i nie ruszamy dalej?
Program Apollo nie powiódłby się, gdyby nie zaangażowanie rządu Stanów Zjednoczonych i NASA na wielu szczeblach. Obecny budżet NASA to mniej niż połowa tego, co agencja miała do dyspozycji w połowie lat 60. Wiele osób wskazuje, że jest to główna przyczyna obecnej sytuacji i że należy zwiększyć finansowanie podboju kosmosu. Jednak nawet gdyby zapewnić NASA dwa razy większy budżet, to agencja po prostu wydałaby dwa razy więcej i wciąż znajdowalibyśmy się w miejscu, w którym jesteśmy obecnie. To rezultat rozgrywek politycznych i monopolu kosmicznego w Stanach Zjednoczonych.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/mateusz-malenta-dlaczego-po-postawieniu-stopy-na-ksiezycu-nie-ruszylismy-dalej/
PAP/MB



