
Ile naprawdę zarabia się w ochronie zdrowia?
Publiczna ochrona zdrowia wymaga przejrzystości. Pacjenci mają być traktowani równo, a pracownicy medyczni zasługują na uczciwą debatę o warunkach pracy i płacy. Dane zagregowane chronią prywatność, ale pozwalają kontrolować reguły. I właśnie o te reguły dziś chodzi – pisze Paulina MATYSIAK
.Zaczęło się od historii pana radnego i lekarza ze Szpitala Południowego w Warszawie. Kanał Zero opisał, że w 2025 roku miał zarobić ok. 1,6 mln zł, pracować po kilkaset godzin miesięcznie i jednocześnie pełnić funkcje publiczne. Potem pojawiły się kolejne doniesienia: o możliwym opuszczaniu dyżurów, kontrolach w szpitalu oraz specjalnym traktowaniu polityków Koalicji Obywatelskiej na SOR-ze.
To wszystko trzeba wyjaśnić. Publiczny szpital nie może działać jak klub dla znajomych władzy. Pacjent bez legitymacji partyjnej i znanego nazwiska ma takie samo prawo do pomocy jak polityk, radny czy członek rodziny wpływowej osoby. Jeżeli w publicznej ochronie zdrowia powstają ścieżki dla VIP-ów, nie można tego nazwać inaczej niż skandalem.
Ta sprawa pokazuje jednak coś większego. W Polsce bardzo łatwo przechodzimy od rozmowy o systemie do rozmowy o jednym człowieku. Ile zarobił ten lekarz? Ile godzin pracował? Czy to wyjątek, czy norma? Problem w tym, że państwo nie daje obywatelom rzetelnych danych, które pozwoliłyby odpowiedzieć na te pytania bez domysłów i polowania na nazwiska.
W lutym skierowałam do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej interpelację w sprawie zagregowanych danych o dochodach w zawodach medycznych. Chodzi o dane zbiorcze i anonimowe, bez wskazywania konkretnych osób. Pytałam o zarobki według zawodów, specjalizacji i form zatrudnienia – od etatu po działalność gospodarczą.
To pytanie o działanie systemu finansowanego z publicznych pieniędzy. Skoro państwo zwiększa nabór na medycynę, finansuje specjalizacje i kontraktuje świadczenia przez NFZ, powinno wiedzieć, ile zarabia się w poszczególnych zawodach. Bez tego trudno prowadzić poważną politykę zdrowotną.
Odpowiedź ministerstwa była dla mnie niewystarczająca. Resort wskazał między innymi na niepełne kody zawodów w ZUS, różne zasady rozliczania form zatrudnienia oraz statystyki GUS. Tyle że to nie stanowi sedna sprawy.
Jeżeli dane są niepełne, trzeba uczciwie opisać ich zakres, a nie rezygnować z ich pokazania. Jeżeli etat, zlecenie i działalność gospodarcza są inaczej rozliczane, można przedstawić je osobno. Obywatele poradzą sobie z metodologią. Gorzej, gdy zamiast danych dostają wyłącznie pełne emocji historie o jednym lekarzu.
Największa niespójność polega na tym, że to samo ministerstwo firmuje publiczny system Blender Danych, który korzysta z danych ZUS i pokazuje informacje według zawodów. Skoro te kategorie są wystarczające dla publicznego narzędzia do analizy rynku pracy, to trudno twierdzić, że są zbyt wadliwe, by można było odpowiedzieć na interpelację poselską.
W dodatku dane bez kontekstu mogą mylić. Dla zawodu „lekarze” Blender Danych pokazuje średnie wynagrodzenie z umów o pracę, choć wielu lekarzy pracuje także na kontraktach, zleceniach albo prowadzi działalność gospodarczą. Kwota z etatu pokazuje więc tylko część rzeczywistości.
Dlatego złożyłam ponowną interpelację. Pytam jeszcze raz o dane za 2024 i 2025 rok, żeby przenieść debatę z poziomu nazwisk na poziom zasad działania systemu. Brak danych zbiorczych sprzyja temu, co mamy dziś, czyli oglądaniu oświadczeń majątkowych pojedynczych osób, sensacyjnych kwot i politycznych awantur. A prawdziwe pytanie brzmi: czy wysokie zarobki wynikają z braków kadrowych, pracy ponad siły, kontraktów czy złej organizacji szpitali?
.Publiczna ochrona zdrowia wymaga przejrzystości. Pacjenci mają być traktowani równo, a pracownicy medyczni zasługują na uczciwą debatę o warunkach pracy i płacy. Dane zagregowane chronią prywatność, ale pozwalają kontrolować reguły. I właśnie o te reguły dziś chodzi.



