Polska nie zablokuje wejścia Ukrainy do UE [Jan TRUSZCZYŃSKI]

Łączenie wymogów dotyczących wchodzenia do Unii Europejskiej z kwestiami dwustronnymi jest niesłuszne – ocenił w rozmowie Jan Truszczyński, główny negocjator członkostwa Polski w UE. – Sprzeciwiam się łączeniu kwestii historycznych z procesem dostosowania Ukrainy do wymogów członkostwa — dodał.

Wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz mówi, że „z Banderą Ukraina nie wejdzie do UE”. Czy rzeczywiście?

Jan Truszczyński, główny negocjator członkostwa Polski w UE: Sprzeciwiam się łączeniu kwestii historycznych, które są bolesne dla Polaków, z procesem dostosowania Ukrainy do wymogów członkostwa w Unii. Jestem radykalnie przeciwny tworzeniu takiego iunctim (łącznemu traktowaniu kilku spraw).

Wśród polskich polityków panuje zgoda, że przed wejściem do UE Ukraina powinna rozliczyć się z własną historią, w szczególności ze zbrodniami wojennymi na Polakach dokonanymi przez UPA.

Jan Truszczyński: Pozostaję w mniejszości, która twardo trzyma się zasad i reguł rządzących członkostwem w UE oraz wymogów dotyczących wchodzenia do tego klubu. Uważam za niesłuszne łączenie tej materii z kwestiami stricte dwustronnymi.

Ukraina otworzyła w połowie czerwca pierwszy klaster negocjacji „kwestie podstawowe”. W MSZ można usłyszeć, że obejmuje on również wspólnotę europejskich wartości, a więc także kwestie rozliczeń historycznych, ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej itd.

Jan Truszczyński: Gdyby tak było, to znalazłoby się to w zestawie wymogów stawianych Ukrainie przez państwa członkowskie UE. Tymczasem w dokumentach negocjacyjnych nie ma odniesienia ani do pochówków ofiar zbrodni wołyńskiej, ani do jakichkolwiek spornych kwestii między Ukrainą a którymkolwiek z państw UE z Polską i Węgrami włącznie. Odrzucam więc łączenie politycznych wymogów wejścia Ukrainy do UE z dwustronnym dialogiem rozliczenia zbrodni z przeszłości.

Czy w poprzednich falach rozszerzenia UE zaszłości historyczne wstrzymywały negocjacje akcesyjne z którymkolwiek z krajów członkowskich?

Jan Truszczyński: W przeszłości dochodziło do mieszania kwestii dwustronnych, również tych historycznych z procesem negocjacji. Wspomnę choćby spór pomiędzy Grecją a Macedonią, który zakończył się zmianą nazwy tego państwa na Macedonię Północną. Ledwo co Macedończycy dogadali się z Grekami, negocjacje zablokowała Bułgaria, łącząc sztucznie kwestie języka i mniejszości z procesem dostosowania Macedonii Północnej do wymogów członkostwa w UE. Dzięki pomocy Francji Bułgarii udało się wymusić wprowadzenie do ram negocjacji z Macedonią Północną kwestii związanych z zaszłościami historycznymi. Niewątpliwie jest więc to przykład udanej operacji utrudnienia państwu kandydującemu wejścia do Unii. Jak na razie jedyny. Węgrzy też blokowali proces wchodzenie do UE Ukrainy.

Chodziło o prawa mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu.

Jan Truszczyński: Tak, ale o prawa mniejszości w interpretacji węgierskiej. Przypomnę, że rok temu, w czasie przewodnictwa Polski w Radzie UE, wszystkie państwa członkowskie oprócz Węgier zgodziły się na deklarację rządu ukraińskiego zawarte w tzw. trzech mapach drogowych, co było jednym z warunków otwarcia negocjacji w ramach pierwszego klastra „Podstawy procesu akcesji do Unii Europejskiej”. Była w nich również mowa o dostosowaniu w zakresie praw mniejszości narodowych. Kraje UE uznały, że deklaracje rządu w Kijowie uwzględniają wymogi konwencji Rady Europy w sprawie mniejszości narodowej. Węgrzy chcieli więcej i dlatego za rządów Viktora Orbana blokowali rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Ukrainą. Nowy premier Peter Magyar je odblokował, ale wydaje mi się, że w kwestii praw mniejszości uzyskał od Ukrainy coś więcej, niż zawarto w „mapach drogowych”. Nie znam jednak szczegółów ustaleń pomiędzy obu rządami.

Sięgając do historii dalej, warto przypomnieć o perturbacjach w procesie wchodzenia do UE Chorwacji. Szereg państw członkowskich, z Polską włącznie uznało, że kraj ten nie rozpocznie negocjacji tak długo, jak ścigany listem gończym przez Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii (ICTY) generał Ante Gotovina będzie pozostawał na wolności. Przypomnijmy, że dowodził on zwycięską operacją „Burza” w 1995 r. i w kraju uchodził za bohatera narodowego, ale był oskarżony o zbrodnie wojenne. Ta sprawa opóźniła start rokowań o ponad pół roku, choć Chorwacja zapewniała, że dopomoże w znalezieniu i ujęciu generała. Gotovina został schwytany w pod koniec 2005 roku na Wyspach Kanaryjskich, a jego proces rozpoczął się w marcu 2008 roku i trwał 2,5 roku. Trybunał skazał Gotovinę na 24 lata więzienia za zbrodnie wojenne, ale w 2012 r. generał został ostatecznie uniewinniony przez sąd apelacyjny i wrócił do ojczyzny jako bohater narodowy. Negocjacje trwały sześć lat i zakończyły się w czerwcu 2011 roku, a Chorwacja ostatecznie weszła do UE 1 lipca 2013 roku. Chciałbym zauważyć, że nikt w ówczesnej Unii nie stawiał rządowi w Zagrzebiu wymogu, aby przed akcesją Chorwaci pokajali się za zbrodnie przywódcy ustaszy Ante Pavelicia.

Od Węgrów też nikt w UE nie żądał przeprosin za masowe mordy na Żydach dokonane pod koniec II wojny przez kolaborujących z Niemcami strzałokrzyżowców.

Jan Truszczyński: Ani za mordy na Serbach w Wojwodinie, których dopuściła się ówczesna armia węgierska. Jeśli chodzi o łączenie kwestii dwustronnych z procesem wchodzenia krajów sąsiadujących z Polską do organizacji międzynarodowych, przypomina mi się to, co miało miejsce przed ratyfikacją protokołów do Traktatu Północnoatlantyckiego w sprawie akcesji Litwy do NATO. Byłem wówczas wiceministrem spraw zagranicznych, więc pamiętam, że niektórzy politycy z kręgów Ligii Polskich Rodzin uważali, że przed ratyfikacją wejścia Litwy do Sojuszu należy wymusić na władzach w Wilnie uznanie polskiej pisowni nazwisk w tym kraju, o co toczył się spór. Chwała Bogu, że nikt z rządzących tego wówczas nie podchwycił i nie doszło do kompromitacji Polski. Mówię o tym jako o przykładzie polskiej głupoty z nieodległej przeszłości. Oto kilku nieodpowiedzialnych i niezbyt mądrych polityków było gotowych wstrzymać wejście Litwy do NATO, co byłoby strzałem w stopę z punktu widzenia bezpieczeństwa naszego kraju i regionu.

Jak długo mogą potrwać negocjacje akcesyjne Ukrainy? W przypadku Polski proces wchodzenia do UE trwał w sumie 14 lat, licząc od złożenia wniosku o członkostwo, same negocjacje ponad cztery lata.

Jan Truszczyński: Te negocjacje trwają już dwa lata, bo pierwsza międzyrządowa konferencja akcesyjna odbyła się w czerwcu 2024 roku. Jeśli chodzi o przygotowanie techniczne do negocjacji, to całość roboty została praktycznie wykonana przez państwa członkowskie, które obchodząc węgierski sprzeciw, nieformalnie wymieniały się wyjściowymi projektami wszystkich wspólnych stanowisk negocjacyjnych strony unijnej i ukraińskiej. Z tego, co wiem, tego typu wymiana „papierów” miała miejsce, choć nikt o tym nie opowiadał na głos. Przypomnę, że negocjacje akcesyjne Ukrainy z UE obejmują łącznie 6 klastrów tematycznych, w ramach których znalazły się 33 rozdziały negocjacyjne. Nie wiadomo, co jest w pięciu pozostałych klastrach, bo nie zostały jeszcze ujawnione. Nie wiemy więc, czy Ukraina będzie postulowała o okresy czy rozwiązania przejściowe i w jakich dziedzinach. Nie jest też jasne, jakie benchmarki postawi Ukrainie UE. Dlatego nie sposób powiedzieć, jak długo potrwa proces negocjacji.

W kwietniu br. rząd ukraiński przyjął ogólny plan dostosowania do unijnych wymogów prawnych, czyli acquis communautaire. Choć wydaje mi się, że nie został jeszcze w całości ujawniony, miałem okazję się z nim zapoznać. Choć strona ukraińska deklaruje, że wdroży większość z tych wymogów w tym i przyszłym roku, z dokumentu wynika jasno, że w wielu dziedzinach będą potrzebne rozwiązania przejściowe, co oznacza, że dostosowanie się do prawa unijnego w tych obszarach zostanie rozłożone jeszcze na kolejne parę lat. Nie ma też jasnej deklaracji do kiedy Ukraina chciałaby zamknąć proces dostosowań, co jest zrozumiałe, bo ludzi mało, a kraj pozostaje w stanie wojny. Oczywiście prezydent Wołodymyr Zełenski zadeklarował, że jego kraj będzie w pełni gotowy technicznie do wstąpienia do UE w 2027 roku, a najpóźniej w 2028 roku, ale to jest całkowicie niewykonalne.

Rozmawiał Jacek Pawlicki/PAP

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 lipca 2026