Polityka PiS wobec Ukrainy była transakcją „żelazo za krew” [Mateusz MORAWIECKI]

Nasza polityka wobec Ukrainy nie była „służeniem” komukolwiek. Była transakcją: żelazo za krew. Polisą, na którą było nas w końcu stać, dzięki uzdrowieniu polskich finansów publicznych przez rząd – napisał we wpisie opublikowanym 10 lipca 2026 r. na portalu „X” były premier i wiceprezes PiS Mateusz Morawiecki.
Polityka PiS wobec Ukrainy była transakcją „żelazo za krew”
Według byłego premiera, wiceprzewodniczącego PiS i przewodniczącego Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR) Mateusza Morawieckiego polityka PiS wobec Ukrainy w latach 2022-2023, czyli już po wybuchu pełnoskalowej wojny rosyjsko-ukraińskiej, nie miała służalczego charakteru, ale była nastawiona transakcyjnie w myśl modelu „żelazo za krew”
„Nasza polityka wobec Ukrainy nie była „służeniem” komukolwiek. Była transakcją: żelazo za krew. Polisą, na którą było nas w końcu stać, dzięki uzdrowieniu polskich finansów publicznych przez rząd” – podkreślił wiceprezes PiS w szczegółowym wpisie zamieszczonym na platformie X.
Polska polisa ubezpieczeniowa na życie
Wiceprzewodniczący Prawa i Sprawiedliwości zaznaczył, że nie żałuje „ani jednej sztuki sprzętu”, jaka została posłana na Ukrainę, ponieważ w ten sposób przez Polskę był kupowany „najcenniejszy zasób – czas na zbrojenia i bezpieczeństwo naszych obywateli”. „A dzisiaj, zamiast płakać nad starymi czołgami, wzywam rząd: bierzcie się do roboty i zapełniajcie polskie magazyny supernowoczesnym, polskim sprzętem z programu #PoweredbyPoland!” – dodał Mateusz Morawiecki.
Jak wskazuje Mateusz Morawiecki, polityka wschodnia w wydaniu PiS opierała się na dbaniu o polski interes narodowy i była ona twardą Realpolitik. „Prowadziliśmy politykę asertywną i transakcyjną, i była to najbardziej opłacalna transakcja w historii polskiego bezpieczeństwa” – twierdzi polityk. Z tego też powodu były premier Polski uważa, że nie ma żadnego powodu, aby tłumaczyć się z donacji przekazanych za jego rządów Ukrainie po rosyjskiej pełnoskalowej agresji z 24 lutego 2022 r.
„Niektórzy zapewne oczekują, że będę się tłumaczył z wykazu sprzętu przekazanego Ukrainie na początku wojny. Nie będę. Jestem z niego dumny. Ta lista to polska polisa ubezpieczeniowa na życie” – oznajmił wiceprezes PiS Mateusz Morawiecki.
Bez polskiej pomocy w 2022 r. Ukraina by upadła
Przewodniczący Europejskich Reformatorów i Konserwatystów ocenił, że gdyby nie pomoc udzielona Kijowowi tuż po wybuchu wojny i generalnie w jej najbardziej gorącej fazie, to Ukraina mogłaby upaść, co katastrofalnie pogorszyłoby sytuację geostrategiczną Polski. W najgorszym scenariuszu skutkiem tego mogłaby być wówczas nawet agresja Rosji na Polskę.
„To rachunek za ocalenie polskiej krwi, naszej przyszłości. Każdy czołg, każda sztuka amunicji z tego wykazu to był pocisk, który zniszczył rosyjski potencjał daleko od naszych granic – zanim mógł zagrozić Polsce. Te decyzje zapadały w pierwszej, krytycznej fazie wojny, gdy Kijów mógł upaść, a Polska mogła stracić państwo buforowe” – napisał Mateusz Morawiecki.
„Kiedy patrzę na tę listę, widzę tysiące uratowanych istnień polskich żołnierzy. Widzę armię Putina zatrzymaną pod Kijowem, która – gdyby nie ten sprzęt – dziś mogłaby się szykować do ataku na Warszawę. Rosja stanęłaby na znacznie dłuższej granicy z Polską i mogłaby skoncentrować przeciw nam wielokrotnie większe siły” – zauważył były premier Polski.
Polska nie powinna przekazywać systemów Patriot Ukrainie
Polityk zaznaczył jednocześnie, że obecnej fazy wojny na Ukrainie, podczas której to przetrwanie Ukrainy nie jest na włosku, a sytuacja na froncie jest stabilna i sama wojna przerodziła się w wojnę pozycyjną, to nie można przekazywać Ukrainie za darmo polskiego sprzętu wojskowego. Jak stwierdził Mateusz Morawiecki, w aktualnych uwarunkowaniach nie ma jego zgody na przekazywanie rakiet do systemu Patriot.
„Dziś wojna jest inna – drony i rakiety latają nad naszymi głowami. Oddanie Ukrainie elementów systemów Patriot, które bronią polskiego nieba, oznacza oddanie naszego piorunochronu. Pocisków PAC-3 MSE obecnie nie da się kupić. To jest towar głęboko deficytowy, kluczowy strategicznie. Na pozbywanie się go nie ma i nie będzie mojej zgody” – oznajmił Mateusz Morawiecki.
Marcin Jarzębski





