AfD o krok od pierwszej władzy. Polska musi przygotować się na zmianę Niemiec

AfD może po raz pierwszy przejąć władzę w niemieckim kraju związkowym. Sebastian Meitz wskazuje, że największym zagrożeniem dla Polski nie jest sama wyborcza retoryka partii, lecz jej stosunek do Rosji, Ukrainy i bezpieczeństwa europejskiego. Patrycja Anna Tepper ostrzega z kolei przed możliwymi zmianami w niemieckich instytucjach, polityce migracyjnej i historycznej. Wybory w Saksonii-Anhalt będą pierwszym testem tego, czy AfD potrafi zamienić rekordowe poparcie w realną władzę.
.Wybory w Saksonii-Anhalt mogą stać się momentem, w którym Alternatywa dla Niemiec przestanie być wyłącznie partią protestu i po raz pierwszy przejmie odpowiedzialność za rządzenie jednym z niemieckich krajów związkowych. Głosowanie odbędzie się w niedzielę 6 września, a najnowsze sondaże dają AfD wyraźną przewagę nad CDU. Pełny kalendarz, najświeższe badania poparcia i możliwe warianty większości przedstawiamy w aktualizowanym materiale „Kto wygra wybory w Saksonii-Anhalt 2026?”.
Znaczenie tego głosowania wykracza jednak poza Magdeburg. Pierwszy gabinet tworzony przez AfD dałby partii wpływ na administrację, policję, szkolnictwo, politykę kulturalną i regionalne media publiczne, a zarazem pozwoliłby jej budować zaplecze przed następnymi wyborami do Bundestagu. Dla Polski najważniejsze pytanie nie brzmi więc już wyłącznie, czy AfD wygra w jednym landzie, ale co stałoby się z relacjami Warszawy i Berlina, gdyby dzisiejszy regionalny przełom stał się początkiem drogi tej partii do władzy federalnej.
Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Sebastian Meitz, ekspert do spraw obronności i polityki zagranicznej w Instytucie Sobieskiego, przeanalizował siedem obszarów ryzyka dla Polski. Z kolei Patrycja Anna Tepper, analityczka Instytutu Zachodniego w Poznaniu, przedstawia dla PAP scenariusz zmian, które mogłyby nastąpić wewnątrz Niemiec po przejęciu władzy przez AfD. Te dwie diagnozy częściowo się uzupełniają, lecz nie są identyczne: Meitz porządkuje zagrożenia według ich prawdopodobieństwa i znaczenia dla polskiej racji stanu, Tepper mocniej akcentuje możliwą erozję instytucji oraz natychmiastowe skutki w polityce migracyjnej, historycznej i zagranicznej.
Sebastian Meitz oddziela realne zagrożenia od politycznej retoryki
Punktem wyjścia analizy Sebastiana Meitza jest rozróżnienie między tym, co AfD może mówić w walce o uwagę wyborców, a tym, co rzeczywiście znalazło się w programie ugrupowania i mogłoby zostać wprowadzone w życie. Autor ostrzega, że dalszy wzrost tej partii oraz jej ewentualny udział w rządzie federalnym „nie byłyby dobrą wiadomością dla Polski”. Nie traktuje jednak wszystkich obaw jako jednakowo prawdopodobnych ani nie przenosi automatycznie kompetencji rządu jednego landu na poziom całej Republiki Federalnej.
Pełna analiza „AfD coraz bliżej władzy. Czego powinna obawiać się Polska?” wskazuje, że rewizjonistyczne wypowiedzi dotyczące granicy na Odrze i Nysie należy traktować poważnie, lecz oddzielać je od oficjalnego programu. Sebastian Meitz ocenia ten obszar jako niskie ryzyko faktyczne, któremu towarzyszy wyraźnie większe ryzyko komunikacyjne. Innymi słowy, radykalna retoryka może zatruwać debatę i stosunki polsko-niemieckie, ale nie oznacza jeszcze, że władze RFN byłyby w stanie podważyć prawnie ustalony przebieg granicy.
Podobnie zniuansowana jest jego ocena sporu o reparacje. AfD zajmuje w tej sprawie twarde stanowisko, lecz kolejne rządy niemieckie również uznawały kwestię za prawnie zamkniętą. Z perspektywy Warszawy zmiana partii rządzącej w Berlinie nie otworzyłaby więc nagle drogi do wypłat, chociaż mogłaby zamknąć przestrzeń nawet dla ograniczonych gestów wobec żyjących ofiar niemieckiej okupacji.
Znacznie poważniej Sebastian Meitz ocenia możliwość przebudowy niemieckiej polityki pamięci. Część AfD od lat żąda odejścia od tego, co nazywa „pedagogiką wstydu”, i postuluje mocniejsze eksponowanie narodowej dumy oraz niemieckiego doświadczenia wysiedleń. Dla Polski skutkiem mogłoby być dalsze osłabianie wiedzy o okupacji, przesuwanie uwagi z niemieckich sprawców na niemieckie ofiary, a także częstsze próby rozmywania odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej.
Patrycja Anna Tepper ostrzega przed zmianą państwa od środka
Patrycja Anna Tepper rozpoczyna swoją diagnozę od ważnego zastrzeżenia. Niemiecki federalizm, Bundesrat, Federalny Trybunał Konstytucyjny i Urząd Ochrony Konstytucji tworzą system zabezpieczeń, który utrudnia jednej partii szybkie przejęcie pełnej kontroli nad państwem. Jej zdaniem, gdyby jednak zabezpieczenia te ulegały erozji, AfD próbowałaby stopniowo zwiększać wpływ na sądy, media i instytucje kontrolujące władzę wykonawczą.
To Patrycja Anna Tepper, a nie Sebastian Meitz, zwraca uwagę na zapowiedź zerwania przez AfD w Saksonii-Anhalt umów z mediami publicznymi w pierwszych stu dniach rządów. Według analityczki partia chciałaby ograniczyć ich budżet i sprowadzić je do funkcji czysto informacyjnej, osłabiając w ten sposób źródła krytyki wobec nowej władzy. Jest to prognoza Tepper dotycząca mechanizmu działania AfD po objęciu rządów, podczas gdy Meitz koncentruje się przede wszystkim na konsekwencjach dla polskich interesów.
Ekspertka Instytutu Zachodniego przewiduje również szybkie zaostrzenie polityki migracyjnej. „Bardzo ważnym elementem polityki AfD będą masowe deportacje” – mówi Patrycja Anna Tepper, wskazując na dążenie do przekształcenia instytucji pomagających migrantom w struktury nastawione przede wszystkim na deportacje, ograniczenia świadczeń i skłanianie cudzoziemców do wyjazdu. Tepper mówi w tym kontekście o „socjalnym szowinizmie”, czyli zastrzeganiu pomocy publicznej przede wszystkim dla Niemców, i ostrzega, że skutki takich zmian mogliby odczuć także Polacy mieszkający w RFN, zwłaszcza osoby bez niemieckiego obywatelstwa korzystające ze świadczeń.
Sebastian Meitz także dostrzega ryzyko dla części polskich obywateli, lecz zawęża grupę najbardziej narażonych. Przywołuje dane wskazujące, że Polacy w Niemczech są lepiej zintegrowani z rynkiem pracy i rzadziej korzystają ze świadczeń niż ogół cudzoziemców. Jego zdaniem negatywne konsekwencje mogłyby dotyczyć przede wszystkim osób bezrobotnych, pobierających pomoc socjalną w Niemczech albo otrzymujących niemieckie świadczenia podczas zamieszkania w Polsce, a nie całej polskiej społeczności w RFN.
Drugim obszarem bezpośrednio odczuwalnym w Polsce byłaby swoboda przekraczania granicy. Patrycja Anna Tepper uważa, że pod presją znalazłaby się strefa Schengen, a kontrole graniczne mogłyby być przywracane lub przedłużane pod coraz łatwiejszymi pretekstami. Najważniejszym kryterium AfD byłby niemiecki interes narodowy: „Jeżeli byłoby w nim zamknięcie granicy z UE, to by to zrobili” – ocenia ekspertka, przypominając, że partia chce przekształcić Unię w luźny związek suwerennych państw. Sebastian Meitz również ostrzega przed niemieckim prymatem własnego interesu, nawet gdy część eurosceptycznych postulatów AfD może na pierwszy rzut oka brzmieć atrakcyjnie dla niektórych polskich konserwatystów.
Rosja i Ukraina tworzą najpoważniejszą linię sporu
Największa zbieżność obu diagnoz dotyczy polityki wobec Rosji i Ukrainy. Patrycja Anna Tepper przypomina, że AfD sprzeciwia się unijnym sankcjom na Rosję i opowiada się za odbudową współpracy energetycznej z Moskwą. „A to oznacza, że gazociąg Nord Stream 2 zostałby naprawiony” – ocenia analityczka. Sebastian Meitz idzie krok dalej i wskazuje, że właśnie stosunek do Rosji, Ukrainy i bezpieczeństwa europejskiego jest dla Polski najważniejszym, a nie jednym z wielu równorzędnych zagrożeń.
AfD przedstawia wojnę na Ukrainie jako konflikt, który nie powinien obciążać niemieckich podatników, postuluje zakończenie pomocy wojskowej i finansowej dla Kijowa oraz powrót do relacji gospodarczych z Rosją. Z polskiej perspektywy realizacja takiej polityki oznaczałaby osłabienie wschodniej flanki NATO, większe ryzyko rosyjskiego zwycięstwa oraz niepewność, czy Niemcy wypełniłyby zobowiązania sojusznicze w chwili rzeczywistego zagrożenia. W tym punkcie nie chodzi o historyczne skojarzenia ani o ton kampanii, lecz o bezpośredni interes bezpieczeństwa Rzeczypospolitej.
Niepokój pogłębia stosunek części kierownictwa AfD do Polski. Sebastian Meitz przypomina wypowiedź współprzewodniczącego ugrupowania Tino Chrupalli, który w kontekście zniszczenia gazociągów Nord Stream twierdził, że Rosja nie zagraża Niemcom, natomiast takim zagrożeniem może być Polska. Nawet jeśli słowa te służą politycznej prowokacji, pokazują odwrócenie hierarchii zagrożeń, które z Warszawy musi być oceniane zupełnie inaczej niż z perspektywy polityków liczących na odbudowę osi Berlin–Moskwa.
Polityka historyczna może ponownie zatruć relacje z Polską
Patrycja Anna Tepper przewiduje, że rząd AfD szybko zakwestionowałby dotychczasowy model niemieckiej odpowiedzialności za przeszłość. Jej zdaniem do głównego nurtu mogłaby wrócić kwestia wypędzeń, a większą przestrzeń otrzymałyby środowiska relatywizujące niemieckie zbrodnie i szydzące z polskiej pamięci o II wojnie światowej. „W tej partii jest bardzo dużo takich Erik Steinbach” – mówi analityczka, wskazując również na obecność w otoczeniu AfD ludzi związanych wcześniej z radykalnymi organizacjami, w tym zdelegalizowaną Heimattreue Deutsche Jugend.
Sebastian Meitz podziela obawę przed przesunięciem akcentów w polityce pamięci, ale nie wyciąga z niej wniosku o nieuchronnym zakwestionowaniu granicy. Przypomina natomiast, że Erika Steinbach stoi dziś na czele związanej z AfD Fundacji Desideriusa Erasmusa. To ważne rozróżnienie: powrót narracji o niemieckich wypędzonych, osłabianie pamięci o okupacji Polski i pogorszenie atmosfery politycznej są scenariuszem realnym, natomiast formalna rewizja granicy pozostaje scenariuszem znacznie mniej prawdopodobnym.
W tym miejscu potrzebny jest także trzeci głos. Jan Śliwa w tekście „Czym się straszą Niemcy? (1933–2033)” krytykuje automatyczne porównywanie każdego sukcesu AfD z rokiem 1933 i zauważa, że w niemieckiej debacie „wszyscy szukają nowego Hitlera”. Jego polemika przypomina, że alarmistyczne analogie mogą zastępować analizę przyczyn wzrostu partii, szczególnie poczucia marginalizacji mieszkańców dawnej NRD, sporów o migrację oraz nieufności wobec zachodnioniemieckich elit.
To zastrzeżenie nie unieważnia ryzyk opisanych przez Meitza i Tepper. Pozwala natomiast oddzielić trzy różne poziomy debaty: prawo wyborców do poparcia legalnej partii, ocenę programu i ludzi AfD oraz przygotowanie Polski na możliwe konsekwencje jej rządów. Odmowa demonizowania wszystkich wyborców ugrupowania nie wymaga przecież lekceważenia jego podejścia do Rosji, Ukrainy, polityki historycznej czy europejskiej solidarności.
Zwycięstwo w landzie nie oznacza jeszcze przejęcia Berlina
Najważniejszym błędem byłoby utożsamienie ewentualnego zwycięstwa AfD w Saksonii-Anhalt z natychmiastową zmianą polityki zagranicznej całych Niemiec. Rząd kraju związkowego nie może sam znieść sankcji wobec Rosji, przerwać wsparcia Ukrainy, wyprowadzić RFN z unijnych mechanizmów ani zmienić zobowiązań NATO. Może jednak obsadzić regionalną administrację, wpływać na szkoły, kulturę, policję i media, uczestniczyć w pracach Bundesratu oraz udowodnić wyborcom, że AfD potrafi nie tylko protestować, lecz także rządzić.
Dlatego Saksonia-Anhalt jest politycznym laboratorium, a nie gotowym modelem federalnego państwa pod rządami AfD. Sukces Ulricha Siegmunda zwiększyłby presję na CDU, osłabił kanclerza Friedricha Merza i postawił chadeków przed coraz trudniejszym pytaniem o trwałość zapory odgradzającej ich od prawicy. Szerszy obraz poparcia dla partii, możliwych koalicji i drogi do następnych wyborów federalnych przedstawiamy w aktualizowanym materiale „Wybory w Niemczech. Kto wygra? 25 najważniejszych pytań i odpowiedzi”.
Dla Polski właściwą odpowiedzią nie jest ani panika, ani uspokajające założenie, że niemieckie instytucje zatrzymają każdą zmianę. Analiza Sebastiana Meitza prowadzi do wniosku, że Warszawa powinna przede wszystkim wzmacniać własne zdolności obronne, zmniejszać zależność od decyzji innych stolic i przygotowywać scenariusze na wypadek osłabienia niemieckiego zaangażowania w bezpieczeństwo regionu. Ostrzeżenia Patrycji Anny Tepper pokazują natomiast, że trzeba śledzić również to, jak pierwszy rząd AfD traktowałby media, administrację, migrantów, pamięć historyczną i współpracę europejską.
Wynik z 6 września 2026 r. nie przesądzi o przyszłości Niemiec, ale może zmienić granice tego, co w niemieckiej polityce uznawano dotąd za możliwe. Jeżeli AfD po raz pierwszy przejmie władzę w kraju związkowym, rozpocznie się praktyczny test jej programu, kadr i zdolności koalicyjnej. Dla Warszawy będzie to sygnał, że scenariusz, który jeszcze niedawno należał do politycznych spekulacji, wymaga już realnego przygotowania państwa.
Sebastian Nizio




