Bartosz JANUSZEWSKI: Ukraińcy wobec agresji na Polskę w 1939 roku

Ukraińcy wobec agresji na Polskę w 1939 roku

Photo of Bartosz JANUSZEWSKI

Bartosz JANUSZEWSKI

Historyk, nauczyciel dyplomowany, pracownik Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej IPN w Gdańsku.

Sprawdzianem stosunku galicyjskich i wołyńskich Ukraińców do państwa polskiego była niemiecko-sowiecka agresja we wrześniu 1939 r. – pisze Bartosz JANUSZEWSKI

.Część ukraińskich obywateli II RP zachowała lojalną postawę bijąc się dzielnie w szeregach Wojska Polskiego. Większa część hierarchii prawosławnej i greckokatolickiej, podobnie jak przedstawiciele umiarkowanych ukraińskich stronnictw, wezwała do obrony granic państwa przed najeźdźcami. Niestety, w chwili najcięższej próby dla Rzeczypospolitej wrogą postawą wykazali się nacjonaliści i komuniści oraz zaagitowane przez nich masy ukraińskie. W dynamicznie zmieniającej się sytuacji wojennej zbrojne wystąpienia na kresach południowo-wschodnich, akty dywersji i przejawy pospolitego bandytyzmu potęgowały chaos na zapleczu frontu, stając się przysłowiowym ciosem w plecy dla walczącego ofiarnie żołnierza polskiego. Okrutne i niemające żadnego uzasadnienia militarnego zbrodnie, jakich we wrześniu 1939 r. dopuścili się Ukraińcy na swoich polskich współobywatelach – funkcjonariuszach państwowych, uchodźcach z centralnej Polski oraz sąsiadach – stały się złowieszczym preludium „oczyszczuwalnoj antypolśkoj akciji”, do jakiej doszło na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943–1947.

Napaść niemiecka na Rzeczpospolitą 1 września 1939 r. wyznaczyła Polakom i Ukraińcom dwie zupełnie inne perspektywy. Ci ostatni w agresywnej polityce III Rzeszy widzieli szansę na oswobodzenie terenów, na których stanowili większość lub znaczny odsetek, spod władztwa polskiego, a w 1941 r. – również sowieckiego. Nadzieje na utworzenie niepodległego państwa ukraińskiego spora część ukraińskich działaczy niepodległościowych wiązała z hitlerowskimi Niemcami, widząc w tym państwie protektora sprawy ukraińskiej. […]

Ukraińska brama powitalna w Oleszycach na Roztoczu z napisem:
„Niech żyje Hitler, niech żyje Melnyk!”, wrzesień 1939 r.
(domena publiczna)

.Jeszcze przed rozpoczęciem działań wojennych Abwehra powróciła do przerwanej w 1934 r. współpracy wywiadowczej z nacjonalistami ukraińskimi, wykorzystując sieć agentury OUN w Polsce do działalności dywersyjno-szpiegowskiej. Siatka złożona z ok. 4 tys. ounowskich agentów otrzymała również zadanie rozpoczęcia przygotowań do antypolskiego powstania, które po wkroczeniu wojsk niemieckich na zachodnie ziemie RP miało wybuchnąć w dorzeczu Dniestru, a więc na terenach, gdzie polskie dowództwo po przełamaniu przez agresora linii Narew–Wisła–San planowało utworzyć ostatni bastion oporu, tzw. przedmoście rumuńskie. Uzbrojenie dla Ukraińców Niemcy zamierzali dostarczyć przez Słowację (w tym celu dywersanci planowali opanować linię kolejową Nowy Sącz–Sambor–Stryj) lub drogą lotniczą z Prus Wschodnich.

Przygotowania zintensyfikowano latem 1939 r. – w co najmniej połowie z osiemnastu okręgów OUN utworzono wówczas leśne obozy szkoleniowe, w których członków i sympatyków uczono obsługi broni palnej. Pod koniec sierpnia grupy młodzieży ukraińskiej zaczęły chronić się w lasach w obawie przed nadchodzącą mobilizacją powszechną, którą ostatecznie ogłoszono ostatniego dnia tego miesiąca. Z członków i sympatyków OUN tworzono w tym czasie oddziały partyzanckie, które z chwilą wybuchu wojny miały przystąpić do rozbrajania WP i przejmowania kontroli nad lokalnymi ośrodkami władzy. Na Polesiu powstał wówczas oddział tzw. Łozowego Kozactwa, a w powiecie Stryj utworzono oddział tzw. Samoobrony.

Aby wspomóc antypolską dywersję w Małopolsce Wschodniej, Niemcy sformowali w przededniu wojny Legion Ukraiński, który pierwotnie planowano przerzucić na te tereny jako wsparcie dla tamtejszej ukraińskiej partyzantki. Była to jednostka wojskowa w sile dwóch kureni (łącznie około ośmiuset żołnierzy) złożona z ukraińskich emigrantów w Rzeszy, bojowników Siczy Karpackiej oraz obywateli polskich z Małopolski Wschodniej. Legion militarnie pozostawał pod zwierzchnictwem niemieckim, politycznie zaś podporządkowany został Prowodowi Ukraińskich Nacjonalistów. Po podpisaniu 23 sierpnia 1939 r. porozumienia niemiecko-sowieckiego władze III Rzeszy, mając na względzie wrogi stosunek Stalina do ukraińskiego ruchu niepodległościowego, zrezygnowały z użycia jednostki w wojnie, zarzucając tym samym projekt wzniecenia powstania na tyłach polskiej armii.

Wobec opieszałości Sowietów, którzy początkowo nie spieszyli się z wypełnieniem postanowień paktu Ribbentrop–Mołotow i 2,5 tygodnia zwlekali z wkroczeniem na wschodnie ziemie Rzeczypospolitej, Niemcy zdecydowali się jednak wykorzystać ukraińską jednostkę w walkach z Polakami. Od 9 września Legion Ukraiński bił się z oddziałami WP w składzie 14. niemieckiej armii atakującej Polskę ze wschodniej Słowacji. Według informacji świadka Witolda Kołodyńskiego (niepotwierdzonej w innych źródłach), we wsi Bystrzyca (gm. Podbuż, pow. Drohobycz) żołnierze legionu dopuścić mieli się zbrodni na czterdziestu wziętych do niewoli żołnierzach WP, których zamknęli w stodole i spalili. Oddziały ukraińskie dowodzone przez płk. Romana Suszkę dotarły w rejon Sambora i Stryja, jednak po 17 września 1939 r., kiedy doszło do długo wyczekiwanej przez Berlin agresji ZSRS na Polskę, zostały rozwiązane.

Roman Suszko w mundurze oficera Armii Czynnej URL
(domena publiczna)

.Abwehra powróciła również do wstrzymanego po 23 sierpnia pomysłu wzniecenia siłami OUN antypolskiej rebelii. W zamyśle Niemców miała ona przerodzić się w krwawą rewoltę o wydźwięku społecznym, która doprowadziłaby do wymordowania rękami ukraińskiego chłopstwa ziemiaństwa oraz elit Małopolski Wschodniej. 15 września adm. Wilhelm Canaris udzielił szefowi PUN Andrijowi Melnykowi warunkowej zgody na rozpoczęcie powstania. Jednakże już 12 września, mimo braku formalnej zgody struktur kierowniczych PUN oraz Krajowej Egzekutywy OUN, doszło do nieskoordynowanych wystąpień miejscowych bojówek nacjonalistycznych, które w nocy z 12 na 13 września na krótko opanowały Stryj. Data akcji dywersyjnej była nieprzypadkowa – tego dnia rozpoczęło się oblężenie Lwowa przez armię niemiecką, co dla części lokalnych działaczy OUN stało się sygnałem do irredenty. Dwa dni wcześniej w położonym w województwie lwowskim Mikołajowie nad Dniestrem nacjonaliści rozbroili polskich policjantów, rozpoczęli mobilizację miejscowych Ukraińców, a po kilku dniach nawet przejściowo opanowali miasteczko. Ounowcy stawiali sobie za cel opanowanie poszczególnych miejscowości przed wejściem do nich oddziałów niemieckich lub sowieckich.

Do aktów sabotażu, dywersji, a także prób rozbrajania i odzierania z mundurów polskich żołnierzy, które niejednokrotnie przeradzały się w zacięte starcia z wycofującymi się żołnierzami WP i funkcjonariuszami PP, dochodziło również w wielu innych miejscowościach województwa lwowskiego (Jawornik Ruski, Rzęsna Ruska, Szczerzec, Żukotyn i inne wsie wokół Lwowa, Borysławia, Drohobycza i Truskawca) oraz – w mniejszym stopniu – stanisławowskiego (wieś Urycz). 15 września w wiosce Żydatycze niedaleko Lwowa kompania policji poniosła w walkach z dywersantami ukraińskimi wysokie straty (12 zabitych i 31 ciężko rannych przy 15 zastrzelonych Ukraińcach).

W warunkach stanu wojennego schwytanych z bronią w ręku członków OUN traktowano jak zdrajców i likwidowano na miejscu. W Stryju rozstrzelano czterdziestu bojówkarzy, we wsi Duliby niedaleko Buczacza (woj. tarnopolskie) – sześciu. W obawie przed ostrzałem ze strony dywersantów polskie oddziały traktowały ukraińskich cywilów jako zakładników. Do aktów wrogich wobec państwa polskiego należało profanowanie polskich symboli narodowych dokonywane w czasie organizowanych przez OUN oraz ludność ukraińską uroczystości tzw. pogrzebów Polski. Zaobserwowano je już we wrześniu 1939 r., choć częściej dochodziło do nich w kolejnych latach wojny. Prowadzony przez ukraińskiego duchownego symboliczny kondukt udawał się z „trumną Polski” za miasto, często na wysypisko, gdzie odbywał się „pogrzeb”. […]

Szczególnie zacięte walki połączone z okrutnymi mordami na ludności polskiej miały miejsce w województwie tarnopolskim, zwłaszcza w powiatach Brzeżany i Podhajce. We wsi Dryszczów niedaleko Brzeżan 17 września bojówka OUN podstępnie rozbroiła dwudziestu polskich żołnierzy, po czym rozstrzelała ich w pobliskim lesie. W nocy z 17 na 18 września ounowcy wspierani przez miejscowe ukraińskie chłopstwo zaatakowali wieś Sławentyn koło Podhajec. Ofiarą zbrodni padło 50‒85 Polaków, mordowanych za pomocą siekier, noży, wideł oraz – rzadziej – broni palnej. Zginął również Ukrainiec, który ukrył jednego z Polaków. Część osób przed śmiercią torturowano. Według relacji świadka, niedługo przed napadem odbyła się uroczysta liturgia z udziałem morderców, w czasie której miejscowy greckokatolicki kapłan poświęcił narzędzia gospodarskie mające posłużyć do zabijania Polaków, aby – jak się wyraził – „żniwa były obfite”. Na kluczową rolę parocha w zbrodni wskazują również dokumenty Polskiego Państwa Podziemnego: „Mordowali chłopi z Litwinowa i Sławentyna, kierował nimi miejscowy ksiądz ukraiński [Ljubomyr?] Sywenśkyj”. […]

Ukraińska dywersja oraz przejawy pospolitego bandytyzmu miały miejsce także na Wołyniu, południowym Polesiu i wschodniej Lubelszczyźnie. Ich eskalacja wynikała z wojennego chaosu spotęgowanego agresją Armii Czerwonej. W antypolskich wystąpieniach obok słabszych na tym terenie grup OUN brały udział bojówki komunistyczne oraz grupy przestępcze. Te pierwsze korzystały niejednokrotnie z pomocy niemieckiej, a drugie mogły liczyć na wsparcie Sowietów, traktujących mordy na Polakach jako przejaw walki klasowej oraz „ludowej sprawiedliwości”. Rabowano i mordowano jednak nie tylko „obszarników” i „ciemiężycieli”, ale również osadników wojskowych, rozbrojonych żołnierzy, uchodźców wojennych z Polski centralnej, a nawet miejscowych chłopów i inteligencję – bliskich sąsiadów. W zamieszkanej w 75 proc. przez Ukraińców wsi Połoski (pow. Biała Podlaska) rankiem 17 września 1939 r., a więc jeszcze przed dotarciem na ziemie wschodniej Lubelszczyzny Armii Czerwonej, oddział WP został ostrzelany przez czerwonych milicjantów. Wśród napastników było co najmniej jedenastu miejscowych Ukraińców. Zabito czterech rannych żołnierzy proszących o darowanie życia – trzech zmarło od strzału z broni palnej, jednego zaś poprzez rozprucie brzucha motyką dobiła Ukrainka Ewa Nazarczuk. […]

W akcjach sabotażowo-dywersyjnych wymierzonych w wojsko, policję oraz aparat urzędniczy, a nade wszystko w czasie bandyckich wystąpień przeciwko bezbronnej ludności cywilnej, do jakich doszło we wrześniu i październiku 1939 r., z rąk Ukraińców zginęło łącznie 769 żołnierzy WP (część po wzięciu do niewoli) oraz ponad 3,2 tys. polskich cywilów (co najmniej 2242 w Małopolsce Wschodniej i 1036 na Wołyniu). Nieznana jest dokładna liczba zamordowanych przez Ukraińców funkcjonariuszy policji – szacunkowe dane mówią nawet o kilkuset ofiarach. Do grona sprawców zaliczają się nie tylko członkowie bojówek OUN, ale też umiarkowani narodowcy (tzw. petlurowcy). W antypolskich wystąpieniach, mających często charakter kryminalny i rabunkowy, uczestniczyli również członkowie rozwiązanej KPZU, zaagitowani przez nacjonalistyczną i komunistyczną propagandę miejscowi ukraińscy chłopi, wypuszczeni z więzień recydywiści oraz inni przedstawiciele marginesu społecznego.

Między 29 sierpnia a 23 września 1939 r. w pozafrontowej dywersji ukraińskiej wzięło udział 7729 osób, w większości członków grup militarnych OUN. Zaatakowali oni 183 miejscowości, z których cztery spalili. Do niewoli wzięli 3,6 tys. żołnierzy WP. Sami stracili ok. 150–160 bojówkarzy, głównie wskutek działań obronnych i odwetowych ze strony wojska i policji. Spalono także pięć wsi ukraińskich, w których ukrywali się dywersanci.

Greckokatolicki biskup Przemyśla Jozafat Kocyłowśkyj, okres międzywojenny
(domena publiczna)

.Nie wszystkie środowiska ukraińskie przyjęły w obliczu niemieckiej agresji wrogą postawę wobec państwa polskiego. Lojalnie zachowała się większość hierarchii Kościoła greckokatolickiego pod zwierzchnictwem metropolity Andrzeja Szeptyckiego, która wezwała swoich wiernych do obrony Polski przed najeźdźcą. Wyjątkiem był biskup przemyski Jozafat Kocyłowśkyj, który w sierpniu 1939 r. w orędziu do wiernych na zakończenie misji w Zaleskiej Woli (pow. Jarosław, woj. lwowskie) wyraził przekonanie, że wkrótce zakończy się niewola i nastanie wolność. Również legalnie działające ugrupowania ukraińskie z UNDO na czele, świadome zbliżającej się konfrontacji z Niemcami, wezwały wszystkich obywateli do ochrony granic państwa.

Paweł (Pawło) Szandruk w mundurze pułkownika WP, 1938 r. (domena publiczna)

W szeregach WP walczyło nawet 100 tys. obywateli RP narodowości ukraińskiej, z których ok. 8 tys. zginęło na polu chwały. Większość z nich początkowo biła się dzielnie – dopiero po wkroczeniu Sowietów 17 września zaczęły mnożyć się dezercje. Symbolem lojalności wobec Polski i ofiarności żołnierza ukraińskiego broniącego kraju przed niemiecko-sowiecką nawałą stał się płk dyplomowany WP Paweł (Pawło) Szandruk.

.W drugiej fazie bitwy pod Tomaszowem Lubelskim (22–27 września 1939 r.) przejął on dowodzenie nad częścią polskich oddziałów, ratując 29. Brygadę Piechoty WP przed okrążeniem i całkowitym zniszczeniem. Sam ciężko ranny, trafił na jakiś czas do niemieckiej niewoli. Po wojnie prezydent RP na uchodźstwie August Zaleski w uznaniu męstwa Szandruka na polu walki odznaczył go Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari.  

Bartosz Januszewski

Fragment książki „Nie tylko Wołyń. Polacy i Ukraińcy – krótka historia najtrudniejszego ćwierćwiecza (1918–1945)”, wyd. IPN, Gdańsk-Warszawa 2026, Bartosz Januszewski, https://ipn.gov.pl/pl/wydawnictwo/ksiazki/243941,Nie-tylko-Wolyn-Polacy-i-Ukraincy-krotka-historia-najtrudniejszego-cwiercwiecza-.html

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 września 2026