
Błąd Morawieckiego
Były premier chce się koniecznie pokazać jako ktoś, kim nie jest. A cała Polska wie przecież doskonale, że w roku 2022 to polski premier był jedynym szefem rządu w unijnej Europie, który się nie mylił w ocenie patriotyzmu i siły bojowej Ukraińców, nie wierzył w rychły upadek Ukrainy i domagał się od Niemców i Francuzów ścisłego sojuszu Europy z Kijowem – pisze Jan ROKITA
.Krótko po utworzeniu formacji politycznej i sławnym „grillu” na warszawskiej Pradze Mateusz Morawiecki poszedł na długą, przeszło dwugodzinną, rozmowę z cenionym i popularnym dziennikarzem Bogdanem Rymanowskim.
Słuchałem tej rozmowy na żywo z zainteresowaniem, ciekaw jestem bowiem tego, jakim ideowym tropem podąży teraz Morawiecki, kiedy nie podlega już partyjnej obediencji prezesa, a więc musi na własną rękę stawiać słupy milowe tam, gdzie toczą się zawzięte spory polityczne na polskiej prawicy. Najdłuższym i najmniej ciekawym wątkiem rozmowy były słowne przepychanki i uniki mające wyjaśniać okoliczności rozłamu i „winę” za niego w PiS-ie. Niestety, logika wszystkich partyjnych rozłamów jest taka, że rozłamowcy skazani są na istną drogę przez mękę, bo przez długi czas muszą odpowiadać na politycznie absurdalne pytania w rodzaju: „A czemu pan nie mówił tego wcześniej?” albo: „A jak pan skomentuje wypowiedź… (i tu pada jakieś nazwisko), który mówi, że jest pan… (i tu pada jakaś obelga)”. Niestety, i w tej rozmowie nie było inaczej.
To, że Mateusz Morawiecki jest najlepszy, kiedy przedstawia swoje idee na temat finansów, gospodarki i rozwoju, nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Nie tylko bowiem unika propagandowego bełkotu, tak charakterystycznego dla obu wielkich partii, bezradnych wobec pogarszającej się kondycji rozwojowej Polski, ale nie myśli utartymi schematami, co widać było choćby wtedy, gdy z pasją opowiadał o planach zaangażowania i rozwoju polskich prywatnych firm zbrojeniowych. Ale właśnie dlatego ze szczególną uwagą słuchałem Morawieckiego nie tam, gdzie wiem, iż ma dobre projekty, ale tam, gdzie on sam i jego formacja musi dokonywać teraz konfliktowych wyborów politycznych w obliczu wielkich antagonizmów dzielących polskie społeczeństwo.
.Takim dominującym dziś antagonizmem, doprowadzającym ludzi do białej gorączki, jest polityka wschodnia. I jak można wnosić po niektórych badaniach opinii publicznej (np. IBRiS-u), prawicowa opinia jest tu mocno podzielona, mniej więcej w stosunku 2:1. Czyli jakieś 2/3 wyborców prawicy chce, aby mimo toczącej się na wschodzie wojny państwo polskie traktowało Ukrainę jako kraj wrogi, a ok. 1/3 chce trwania zawartego w roku 2022, nie przez kogo innego, jak przez ówczesnego premiera Morawieckiego, ścisłego politycznego sojuszu polsko-ukraińskiego.
O głosy owej większości 2/3 biją się na śmierć i życie dwie Konfederacje i – co ciekawe – również PiS, odmieniony ostatnio za sprawą kandydata na premiera Przemysława Czarnka w partię wojującego antyukrainizmu. O tej nieoczekiwanej przemianie PiS-u, sprzecznej z całą tradycją partii braci Kaczyńskich i Ludwika Dorna, Morawiecki mówi z przekąsem, ale celnie: „trzecia Konfederacja”.
Proszę więc sobie wyobrazić moje osłupienie, gdy ten sam Mateusz Morawiecki, wezwany przez Rymanowskiego do tego, aby „się przyznał do błędów w sprawie Ukrainy i przeprosił za nie”, najpierw zbity z pantałyku próbuje się bronić, ale wkrótce pęka i jedzie na całego językiem „czwartej Konfederacji”, trzykrotnie (więc to nie chwilowy zamęt w głowie) powtarzając wątek o „zbrodniczej polityce Kijowa”. Na ile sięga moja pamięć, ani Czarnek, ani Bosak nie wymyślili jeszcze tego, żeby rządy prezydenta Zełenskiego mianować „zbrodniczymi”, chyba więc Morawiecki licytuje się z Braunem, przynajmniej na poziomie propagandowego języka.
Ale to wszystko mało. Bo oto ceniony dziennikarz, który z zasięgowym sukcesem prowadzi swój kanał publicystyczny, cytuje Mateuszowi Morawieckiemu jeden z licznych ostatnio występów Julii Mendel, byłej rzeczniczki prezydenta Ukrainy, która po ucieczce z kraju objeżdża teraz świat w roli rosyjskiej agentki wpływu, głosząc, że Zełenski jest patologicznym narkomanem, a „wojna, śmierć i strach” są jego jedynymi celami i dlatego odrzuca uczciwe propozycje pokojowe Putina. Dziennikarz pyta więc, czy rozmówca zgadza się z poglądami Mendel. „W dużym stopniu tak” – odpowiada były premier, dołączając dłuższy wywód o tym, jak „Zełenski doprowadził do okradania własnego narodu”. Na mnie w każdym razie Morawiecki sprawił takie wrażenie, jakby nie był świadomy ani tego, kim jest Julia Mendel, ani tego, że wyprowadzony w pole przez dziennikarza przyznaje rację niezwykle aktywnej rosyjskiej agentce wpływu.
Oczywiście, Mateusz Morawiecki to nie Braun ani Czarnek, więc odrzuca tezę o konieczności zablokowania zachodniej pomocy dla Ukrainy. Ściga się z nimi nie na poziomie realnej polityki, ale raczej pełnego pogardy języka propagandy. Ale w ten sposób popełnia podwójny błąd. Raz – przyłącza się do godnego pożałowania frontu propagandystów, którzy ubzdurali sobie, że złapią władzę w Polsce dzięki nienawistnemu językowi używanemu względem Ukrainy i jej przywódcy. Dwa – bo wyrzeka się szansy na zebranie wokół swojej formacji owej 1/3 prawicowców, przekonanych, że ścisły sojusz z Ukrainą leży dziś w polskim narodowym interesie. Ta 1/3 – to co najmniej trzy miliony prawicowych wyborców, spośród przeszło dziesięciu milionów głosujących na prawicę w roku 2023, czyli tyle, ile trzeba Morawieckiemu do sukcesu jego formacji. Ale były premier, z trudnych do pojęcia przyczyn, woli dołączyć do walki o owe 2/3 w roli „czwartej Konfederacji”.
.Ten wybór Mateusza Morawieckiego ma też wątek zabawny. Obserwowałem na ekranie bieżące komentarze widzów wideopodcastu Rymanowskiego, gdy mowa była o polityce wschodniej. Nie twierdzę – rzecz jasna – że takie komentarze oddają nastawienie większości widzów, niemniej coś jednak one mówią. Otóż ton owych komentarzy chyba najpełniej oddaje wpis, który zacytuję dosłownie: „Za banderyzację Polski, za zarazowy amok – kara główna”. Rzecz w tym, że już PiS-owi i Czarnkowi mało kto wierzy w szczerość ich antyukraińskich namiętności, a co dopiero Morawieckiemu!
Były premier chce się koniecznie pokazać jako ktoś, kim nie jest. A cała Polska wie przecież doskonale, że w roku 2022 to polski premier był jedynym szefem rządu w unijnej Europie, który się nie mylił w ocenie patriotyzmu i siły bojowej Ukraińców, nie wierzył w rychły upadek Ukrainy i domagał się od Niemców i Francuzów ścisłego sojuszu Europy z Kijowem. I to takiego polityka ceniony dziennikarz Bogdan Rymanowski wzywa teraz, aby „przyznał się do błędów w sprawie Ukrainy i za nie przeprosił”, po czym podsuwa mu opinie wybitnej rosyjskiej agentki wpływu.
.Przyznam, że przykre to było widowisko. Sam już nie wiem, czy bardziej przykra była ta nieporadna próba zmiany własnej twarzy przez Mateusza Morawieckiego, czy też rozczarowanie dziennikarstwem Bogdana Rymanowskiego.




