Nowa mapa polskiej emigracji. Mniej Polaków w Wielkiej Brytanii i Niemczech

Poza Polską przebywało pod koniec 2025 r. około 1,513 mln obywateli naszego kraju, którzy wyjechali czasowo na co najmniej dwanaście miesięcy. Było ich o blisko 21 tys. mniej niż rok wcześniej, co oznacza spadek rzędu 1,4 proc., a w porównaniu z 2020 r. ubytek zbliżył się do 50 tys., czyli około 3,2 proc. Najnowsza publikacja potwierdza zatem osłabienie zasobu emigracyjnego po kilku latach względnej stabilizacji, ale nie ogłasza końca mobilności Polaków.
.Do liczb trzeba dopisać ważne zastrzeżenie, bez którego łatwo zbudować zbyt daleko idącą opowieść. GUS informuje, że wyniki za lata 2020–2024 zostały zrewidowane, natomiast wielkości odnoszące się do 2025 r. mają charakter prognozowany; nie są również liczbą wyjazdów ani powrotów w danym roku, lecz stanem na jego koniec. Sam spadek zasobu nie dowodzi więc jeszcze, że Polska osiągnęła dodatnie saldo migracji swoich obywateli, choć w połączeniu z danymi o powrotach wskazuje na odwrót od modelu masowej emigracji poakcesyjnej.
Ten ostrożniejszy wniosek nie osłabia znaczenia zmiany. Wcześniej na łamach „Wszystko co Najważniejsze” opisywaliśmy, dlaczego – w tekście „Siódmy rok z rzędu Polacy wracają z emigracji – „The Sunday Times”, a najnowsza seria GUS pozwala ten proces zmierzyć po rewizji danych. Nowy materiał nie powinien jednak konkurować z tamtym tekstem na identyczną frazę, dlatego jego osią są liczebność, geografia i struktura polskiej emigracji w 2025 r., a nie samo hasło powrotów.
Wielka Brytania i Niemcy pozostają głównymi krajami polskiej emigracji
Europejski charakter wyjazdów pozostaje niemal całkowity: na kontynencie mieszkało długookresowo około 1,373 mln Polaków, czyli 90,7 proc. całego badanego zasobu. Państwa Unii Europejskiej skupiały 835 tys. osób, a więc 55,2 proc. wszystkich emigrantów ujętych przez GUS. Samo Zjednoczone Królestwo z 412 tys. oraz Niemcy z 386 tys. odpowiadały łącznie za około 52,7 proc. ogółu.
W ciągu pięciu lat dwa największe skupiska skurczyły się razem o około 75 tys. osób. W Wielkiej Brytanii ubyło mniej więcej 42 tys. Polaków, czyli ponad 9 proc. stanu z 2020 r., a w Niemczech około 33 tys., blisko 8 proc. Punkt ciężkości nadal spoczywa więc na Londynie, Berlinie i niemieckich landach przemysłowych, lecz oba filary polskiej emigracji tracą mieszkańców.
Brytyjską zmianę tłumaczą jednocześnie brexit, ograniczenie swobody nowych przyjazdów, koszty mieszkań oraz dojrzewanie rodzin, które po kilkunastu latach podejmują decyzję o osiedleniu się na stałe albo o powrocie. W przypadku Niemiec nie działa bariera wyjścia z Unii, dlatego większego znaczenia nabierają konwergencja płac, słabsza koniunktura przemysłowa oraz możliwość podjęcia podobnej pracy bliżej domu. O zawodowym wymiarze reemigracji pisaliśmy również w materiale „Polacy wracają z emigracji, by pracować w sektorze technicznym”.
Holandia i Szwajcaria pokazują nowy model wyjazdów
Spadek nie obejmuje wszystkich kierunków, co jest jednym z najciekawszych ustaleń raportu. Liczba Polaków w Holandii wzrosła od 2020 r. o około 20 tys. do 130 tys., a więc o przeszło 18 proc.; Szwajcaria zyskała blisko 7 tys. osób, co odpowiada wzrostowi w granicach 29 proc. Oba przypadki sugerują, że wyjazd nie zanika, lecz staje się bardziej selektywny i koncentruje się tam, gdzie premia płacowa nadal rekompensuje wysokie koszty życia oraz rozłąkę.
Na dalszych miejscach znalazły się Norwegia z 76 tys. i Irlandia z 67 tys. obywateli Polski, natomiast Czechy nie tworzą nowej masowej destynacji, ponieważ długookresowo przebywa tam około 4,3 tys. Polaków. Statystyka nie obejmuje przy tym dużej części mobilności sezonowej, delegowania pracowników oraz codziennych dojazdów przez granicę, dlatego niska liczba rezydentów w Czechach może współistnieć z intensywną wymianą na pograniczu.
Nową hierarchię kierunków dobrze uzupełnia sondaż CBOS z 2026 r.: 42,3 proc. respondentów wybrałoby przy ewentualnej emigracji państwo Europy Zachodniej, 11,7 proc. wskazało Stany Zjednoczone, 6,3 proc. Daleki Wschód, a 18,6 proc. inny region świata. Deklaracje nie są prognozą rzeczywistych przeprowadzek, lecz pokazują, że Europa zachowuje przewagę także w społecznej wyobraźni. Amerykański sen nie zniknął, ale przestał być bezkonkurencyjny.
Czy malejąca liczba emigrantów oznacza, że Polacy nie chcą wyjeżdżać
Odpowiedź pozostaje niejednoznaczna, ponieważ zmniejszający się zasób emigrantów nie usuwa gotowości do krótszych migracji zarobkowych. W badaniu SW Research przeprowadzonym w lutym 2025 r. dla Gi Group wyjazd w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy rozważało 16,3 proc. respondentów, 65 proc. go nie planowało, a 18,7 proc. nie potrafiło się zdecydować. Wśród osób w wieku 18–24 lata zainteresowanie sięgało 24 proc., co przypomina, że presja emigracyjna jest wyraźnie silniejsza w najmłodszym pokoleniu.
Motywacje także pozostają przede wszystkim materialne: 57 proc. zainteresowanych wskazało wyższe zarobki, 42 proc. poprawę standardu życia, a 31,6 proc. większe możliwości rozwoju zawodowego. Jednocześnie 59,5 proc. uznało więzi rodzinne za najważniejszą barierę przed wyjazdem, co pokazuje, dlaczego rachunek migracyjny nie sprowadza się do porównania wypłat. Rosnące polskie wynagrodzenia mogą zmniejszać przewagę Zachodu, ale warunki mieszkaniowe, jakość usług publicznych i stabilność zatrudnienia nadal przesądzają o decyzjach poszczególnych rodzin.
Powroty mogą pomóc Polsce, ale nie rozwiążą kryzysu demograficznego
Reemigracja ma dla gospodarki znaczenie większe niż sama liczba powracających, ponieważ do kraju wracają kompetencje, oszczędności, kontakty i doświadczenie pracy w innych systemach organizacyjnych. Szczególnie cenni są specjaliści, którzy mogą wzmacniać technologie, usługi biznesowe, ochronę zdrowia i naukę. W tym ostatnim obszarze problem nie znika automatycznie: w analizie Olga Ceran wskazywała, że prawie 47 proc. polskich badaczy za granicą nie zakładało powrotu, a zdecydowanych było zaledwie 13 proc.
Powracający nie zastąpią jednak pokoleń, które nie przyszły na świat, ani nie odwrócą samodzielnie starzenia się społeczeństwa. Najnowsze dane migracyjne trzeba zatem czytać razem z opisywanym przez „Wszystko co Najważniejsze” kryzysem demograficznym, a nie jako jego rozwiązanie. Nawet kilkadziesiąt tysięcy powrotów rocznie może poprawić sytuację konkretnych branż, lecz nie zneutralizuje długookresowego spadku liczby osób w wieku produkcyjnym.
Państwo zyskuje dziś okno możliwości, które może zostać wykorzystane albo zmarnowane. Potrzebne są szybkie uznawanie kwalifikacji, sprawne usługi dla rodzin wracających z dziećmi, dostępne mieszkania, stabilne reguły podatkowe i rynek pracy premiujący doświadczenie zdobyte za granicą. Malejąca emigracja jest dobrym sygnałem, ale dopiero zdolność zatrzymania ludzi po powrocie pokaże, czy Polska odzyskuje kapitał ludzki, czy jedynie rejestruje krótką zmianę statystyczną.
Sebastian Nizio





