Jan ROKITA: Czy prawicy wolno uczestniczyć w wyborach?

Czy prawicy wolno uczestniczyć w wyborach?

Photo of Jan ROKITA

Jan ROKITA

Filozof polityki. Absolwent prawa UJ. Działacz opozycji solidarnościowej, poseł na Sejm w latach 1989-2007, były przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Wykładowca akademicki. Autor felietonów "Luksus własnego zdania", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc.: Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Warto przyglądać się uważnie takim na pozór drobnym historiom, bo choć ich znaczenie dla bieżącej polityki jest znikome, to jednak unaoczniają wyraziście kierunek, w jakim będzie zmierzać demokracja na kontynencie europejskim – pisze Jan ROKITA

.Taka właśnie na pozór drobna historia toczy się od dwóch lat w mieście Saarbrucken – stolicy położonego na zachodnich niemieckich kresach Kraju Saary. Kluczem do całej sprawy stała się decyzja, jaką podjęła wtedy niemiecka administracja wyborcza, wykluczająca z wyborów do Rady Miejskiej w czerwcu 2024 roku lokalny oddział niemieckiej prawicy AfD.

Co ciekawe, urzędnicy nie zakwestionowali – jak byśmy się tego mogli spodziewać – statusu AfD jako partii konstytucyjnej i respektującej demokratyczny porządek. Choć teoretycznie mogli tak zrobić, powołując się na przykład na złośliwe względem prawicy opinie niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji albo też wyznawaną przez główne niemieckie partie regułę „Brandmauer”, zakładającą, że na żadnym poziomie władzy prawica nie może zostać dopuszczona do współrządzenia.

Ale urzędnicy doszli najwyraźniej do wniosku, że zamiast wzbudzać dyskusję o pryncypiach niemieckiego ustroju konstytucyjnego, łatwiej będzie osiągnąć ten sam cel za pomocą formalno-proceduralnych środków. A procedury prawne mają tę zaletę, że o wiele trudniej podnosić wobec nich sprzeciw czy opór.

Wymyślony pretekst proceduralny, dla eliminacji prawicy z miejskich wyborów, był – prawdę mówiąc – wyjątkowo nonsensowny. Co wcale nie znaczy, jak się zaraz okaże, że nie mógł zadziałać. AfD w Saarbrucken miała jakieś wewnętrzne zawirowania przed wyborami, w wyniku których (znamy dobrze to zjawisko w naszym kraju) zmieniała krótko przed wyborami pierwotny układ nazwisk swoich kandydatów na liście wyborczej. Urzędnicy wyborczy byli już przekonani, że wymyślili genialny kruczek. AfD zgłosiła najpierw jedną listę, a potem drugą, trochę odmienną od pierwotnej. A zatem AfD zgłosiła pod swoim partyjnym szyldem dwie listy, a prawo mówi wyraźnie jednej liście wyborczej, jaką w każdym okręgu, skądinąd zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, zgłosić może każda legalna partia polityczna. Więc na tej podstawie zapadła decyzja o eliminacji listy AfD z wyborów.

Wybory do Rady Miejskiej przeprowadzono zatem bez AfD, a wygrali je socjaliści z minimalną przewagą nad chadekami. Prawdę mówiąc, ten wynik, patrząc z perspektywy lokalnej polityki w Kraju Saary, i tak nie miał aż tak dużego znaczenia, gdyż realną władzę w Saarbrucken sprawuje nadburmistrz, wybierany tutaj raz na dziesięć lat. Nawiasem mówiąc, to oryginalne rozwiązanie, które zdecydowanie przedkłada wartość stabilności władzy lokalnej i możliwość formułowania przez nią wieloletnich projektów ponad doraźne wahania nastrojów elektoratu. Od roku 2019 nadburmistrzem Saarbrucken jest chadek Uwe Conradt, a jego kadencja kończy się dopiero w 2029 roku.

Jak należało oczekiwać, AfD zaskarżyła do sądu administracyjnego decyzję o wykluczeniu jej z wyborów do Rady Miejskiej, ale w pierwszej sądowej instancji sprawę przegrała. Na różnych sądowych przepychankach, których nie warto tu relacjonować, minęły całe dwa lata. No i właśnie w maju 2026 roku sprawa zawisła w końcu przed Wyższym Sądem Administracyjnym Kraju Saary, który musiał ją definitywnie rozstrzygnąć. Wyrok jest teraz przedmiotem żywej dyskusji w Niemczech, bo jak każdy rozumie, nie chodzi w nim o to, czy druga lista wyborcza AfD uchyliła pierwszą listę, choć formalnie cały proces toczy się od dwóch lat wokół tego nonsensownego pytania, ale o rzecz fundamentalną dla przyszłości niemieckiej demokracji: czy polityczne izolowanie prawicy przez partie centrum i lewicy może się przekształcić w proceduralne wykluczanie prawicy z wyborów pod byle jakim pretekstem.

.Wyższy Sąd Administracyjny Kraju Saary w obu tych sprawach stanął po stronie prawicy. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem stwierdził przede wszystkim, iż partia może zmieniać kształt zgłoszonej listy do czasu prawnie obowiązujących terminów zgłoszeń. Lecz co ważniejsze, w przeciwieństwie do urzędników, którym wydawało się, iż znaleźli „proceduralnego haka” na AfD, i sądu pierwszej instancji Wyższy Sąd Administracyjny wdał się w swoim wyroku w rozważania na temat demokratycznych swobód i konstytucji, przywołując konstytucyjną zasadę wewnętrznej autonomii partii politycznych, a wykluczenie AfD z wyborów określił jako „bezprawne ograniczenie uczestnictwa, który cały wynik wyborów czyni nieważnym”. Tym samym Rada Miasta Saarbrucken została uznana za nielegalną, a administracja otrzymała polecenie zorganizowania ponownych wyborów.

Z perspektywy niemieckiej prawicy trudno przecenić znaczenie wyroku, jaki zapadł w Kraju Saary. W przeciwieństwie do głównych niemieckich partii, do mocno lewicowych w Niemczech biskupów katolickich, jak również do jawnie stronniczego Urzędu Ochrony Konstytucji ważny w hierarchii niemieckiego wymiaru sprawiedliwości krajowy sąd administracyjny bez wątpliwości przyznał AfD takie same prawa wyborcze, jakie mają wszystkie inne partie. Tymczasem cały wysiłek politycznych wrogów niemieckiej prawicy koncentruje się od dawna na tym, aby ją trwale stygmatyzować, eliminując z wyborów pod byle jakim pretekstem. Te starania przybierają kształt coraz bardziej agresywny, od czasu, kiedy AfD zajęła stabilne pierwsze miejsce we wszystkich partyjnych sondażach, spychając nie tylko socjalistów, ale także dominujących dotąd w Niemczech chadeków.

.Wyrok Wyższego Sądu Administracyjnego Kraju Saary umocnił taką pozycję prawicy, gdyż expressis verbis zdekonstruował proceduralne sztuczki, mające prowadzić do eliminacji prawicy, bez jej formalnej, ale kłopotliwej politycznie delegalizacji. Zapewne więc nie tylko w Niemczech zbliża się czas, w którym stanie się to, co miało zostać raz na zawsze wykluczone: pewnego dnia prawica po prostu demokratycznie przejmie władzę.

Jan Rokita

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 maja 2026