Czy w Układzie Słonecznym mogą znajdować się sondy obcych? Współczesna technologia może nie być w stanie ich wykryć

Czy sondy obcych w Układzie Słonecznym mogłyby pozostać niezauważone przez współczesną astronomię? Naukowcy przeanalizowali możliwości wykrywania potencjalnych pozaziemskich technosygnatur i doszli do wniosku, że obecny poziom technologii nie pozwala jednoznacznie wykluczyć obecności sztucznych artefaktów w naszym kosmicznym otoczeniu.
Czy sondy obcych mogą znajdować się w Układzie Słonecznym?
.Ludzkość wysłała już sondy, które ostatecznie w odległej przyszłości dotrą do innych systemów planetarnych, choć nie taki był ich pierwotny cel. Pięciu robotycznych podróżników: Pioneer 10 i 11, Voyager 1 i 2 oraz New Horizons – znajduje się na trajektoriach ucieczki z Układu Słonecznego i pewnego dnia może znaleźć się w pobliżu innej gwiazdy. Nie będą już wtedy działać, ale będą stanowić dowód na to, że cywilizacje zdolne do podróży kosmicznych rzeczywiście budują międzygwiezdne sondy.
W ramach nowego badania naukowcy pod kierownictwem T. Josepha W. Lazio z California Institute of Technology przyjrzeli się bliżej temu, czy jakaś robotyczna sonda należąca do rozwiniętej technologicznie obcej cywilizacji mogłaby zawędrować do Układu Słonecznego. Astronomowie odkryli, że ludzkość wciąż nie ma pojęcia, i będzie musiała znacznie rozwinąć swoją technologię, jeśli zamierzałaby to sprawdzić. Badanie zostało opublikowane w serwisie arXiv.
Różne typy pozaziemskich artefaktów
.Aby ocenić obecne możliwości wykrywania technosygnatur, badacze wykorzystali macierz czterokwadrantową (four-quadrant matrix) opracowaną pierwotnie w raporcie W.M. Keck Institute for Space Studies. W tym modelu artefakty zostały sklasyfikowane według miejsca występowania oraz tego, czy nadal funkcjonują.
Pasywne sondy – niedziałające lub nieaktywne obiekty – przemierzałyby Układ Słoneczny, prawdopodobnie po trajektorii hiperbolicznej. Aktywne sondy – działające statki kosmiczne – wykorzystywałyby energię wewnętrzną lub słoneczną do prowadzenia pomiarów, przesyłania danych i wykonywania manewrów. Pasywne artefakty powierzchniowe to pozostałości po uderzeniach lub porzucony sprzęt spoczywający na powierzchni księżyców lub planet. Aktywne artefakty powierzchniowe to nadal działające urządzenia na powierzchni planet lub asteroid, takie jak stacja wydobywcza lub zautomatyzowany punkt monitoringu.
W badaniu naukowcy przetestowali pojedynczą hipotezę: jeden lub więcej fizycznych pozaziemskich technosygnatur znajduje się obecnie w Układzie Słonecznym. Odkryli, że ludzkość przy obecnym poziomie technologii nie jest w stanie sfalsyfikować tej hipotezy.
Problemem nie jest wykrycie obiektu, lecz jego identyfikacja
.Astronomowie wskazują jednak, że istnieją całkiem spore szanse na odnalezienie martwej międzygwiezdnej sondy, jeśli nadal dryfowałaby w przestrzeni kosmicznej. Problem polega na odróżnieniu jej od całkowicie naturalnej asteroidy lub komety. Za każdym razem, gdy naukowcy odkrywają nowy obiekt międzygwiezdny, taki jak 3I/ATLAS, wysuwane są przypuszczenia, że może to być obcy statek wysłany w celu obserwacji naszej cywilizacji.
Jak podkreślają badacze, to, jak trudne jest takie rozróżnienie, najlepiej pokazuje przypadek obiektu 2020 SO. Został on wykryty w 2020 roku. Poruszał się po nietypowej orbicie i początkowo został sklasyfikowany jako asteroida. Ponieważ jego zachowanie było szczególnie anomalne, naukowcy postanowili przyjrzeć mu się bliżej. Okazało się, że widmo w bliskiej podczerwieni idealnie odpowiadało temu, czego należałoby oczekiwać od stali nierdzewnej i polifluorku winylu (polyvinyl fluoride). Okazało się, że 2020 SO nie był kosmiczną skałą – był członem rakiety Centaur wykorzystanym podczas misji Surveyor 2 przeprowadzonej przez NASA w 1966 roku.
Jak opisują badacze, problem z odnajdywaniem swobodnie dryfujących „pasywnych” artefaktów nie polega więc na ich wykryciu, lecz na udowodnieniu, że nie są po prostu jedną z milionów innych skał krążących po Układzie Słonecznym.
Większość Układu Słonecznego wciąż pozostaje słabo zbadana
.Natomiast jeśli chodzi o artefakty znajdujące się na innych ciałach niebieskich, również nie byłoby to proste. Naukowcom udawało się odnajdywać spadochrony, a nawet ślady łazików pozostawione na powierzchniach ciał niebieskich, jednak problem polega na tym, że nie cały Układ Słoneczny został zbadany z tak wysoką dokładnością, z jaką poszukiwane były te konkretne ślady.
W rzeczywistości większość naszego kosmicznego sąsiedztwa została zobrazowana w rozdzielczości, która pozwoliłaby dostrzec jedynie obiekty znacznie większe od wszystkiego, co dotąd stworzyła ludzkość. Na przykład na księżycach Saturna dostępna rozdzielczość wynosi około 1 kilometra na piksel. Nawet na Księżycu, gdzie możliwe jest uzyskanie rozdzielczości 0,5 metra na piksel, tylko niewielka część powierzchni została sfotografowana z taką szczegółowością.
Czas może zacierać ślady pozaziemskiej technologii
.Nawet gdyby astronomowie dysponowali odpowiednią rozdzielczością, odnalezienie artefaktu wymagałoby, aby zachował się on w nienaruszonym stanie. Ale jeśli coś teoretycznie spadło na przykład do Jowisza, prawdopodobnie zostałoby bezpowrotnie utracone. Jednak nawet na stosunkowo łagodnej powierzchni Marsa uderzenia mikrometeorytów, promieniowanie słoneczne i burze pyłowe mogłyby zniszczyć „pasywny artefakt” w ciągu kilku milionów lat – krótkiego czasu w skali Układu Słonecznego.
Emil Gołoś


