Jolanta PAWNIK: Księga henrykowska. Skarb przechowywany we Wrocławiu

Księga henrykowska. Skarb przechowywany we Wrocławiu

Photo of Jolanta PAWNIK

Jolanta PAWNIK

Dziennikarka, wykładowca i doradca medialny. Entuzjastka nowych mediów. Krakowianka zakochana w rodzinnym Sandomierzu. Autorka książek "Saga rodu Moszczeńskich" i "Sandomierska piłka ręczna".

Powstała z bardzo praktycznego powodu. Cystersi z Henrykowa chcieli zapisać, jakie ziemie należą do ich klasztoru, w jaki sposób weszli w ich posiadanie i jakie prawa mogą do nich rościć sobie inni. Nie zamierzali tworzyć dzieła, które po siedmiu stuleciach stanie się jednym z najcenniejszych zabytków piśmiennictwa przechowywanych we Wrocławiu – pisze Jolanta PAWNIK

.Liber fundationis claustri Sanctae Marie Virginis in Heinrichow, czyli Księga fundacyjna klasztoru Najświętszej Marii Panny w Henrykowie powstawała w XIII i na początku XIV wieku. Cystersi, którzy w 1227 roku przybyli do Henrykowa z Lubiąża, mieli wtedy za sobą najazd mongolski. Ich zabudowania zostały częściowo zniszczone, spłonęła też część dokumentów z początków fundacji opactwa.

Dlatego ówczesny opat postanowił opisać na podstawie ocalałych dokumentów i pamięci ludzi, od kogo klasztor otrzymał albo kupił poszczególne ziemie, kto miał do nich wcześniej prawa, kto uczestniczył w transakcjach i jakie spory im towarzyszyły.

Historia średniowiecznego Śląska

.Pierwszą część księgi opat Piotr spisał osobiście na przełomie lat 60. i 70. XIII wieku. Autorem drugiej części, powstałej na początku XIV stulecia, był nieznany z imienia zakonnik z henrykowskiego konwentu. Dzięki ich dokładności i wnikliwości powstał niewielki, zapisany po łacinie pismem gotyckim rękopis, liczący 51 pergaminowych kart o wymiarach 16,6 na 25,6 centymetra. Uzupełniono go katalogiem biskupów wrocławskich.

Opat Piotr z pewnością nie planował stworzenia dzieła historycznego. Aby jednak wyjaśnić, skąd opactwo ma konkretne dobra ziemskie, musiał opowiedzieć, kto wcześniej na niej mieszkał, kto je odziedziczył, sprzedał albo podarował, jakie więzi łączyły ludzi i dlaczego dochodziło między nimi do sporów.

Dzięki temu w księdze obok książąt i możnych są wymieniani rycerze, chłopi, osadnicy i członkowie ich rodzin. Rękopis pozwala poznać przemiany własności ziemskiej, osadnictwo, stosunki społeczne i gospodarcze, ale również kontakty między ludnością miejscową i przybyszami.

Po siedmiu stuleciach właśnie te informacje, wzbogacone wieloma adnotacjami zostawionymi na marginesach księgi przez kolejnych zakonników, stały się jednym z najważniejszych argumentów za uznaniem jej za dokument o znaczeniu światowym.

„Daj, ać ja pobruszę”

.Wśród opowieści o ludziach i ziemiach związanych z klasztorem znalazła się historia Boguchwała, którego autor księgi określa jako Czecha. Osiedlił się on na Śląsku, w okolicach dzisiejszych Brukalic.

Kronikarz napisał, że Boguchwał pomagał żonie mielącej ziarno na ręcznych żarnach. Jego zachowanie miało budzić zdziwienie sąsiadów, ponieważ obracanie kamienia żaren należało do prac wykonywanych przez kobiety. W pewnym momencie łacińską narrację przerywa zapis: „Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai”.

Wojenne losy księgi

.Przez stulecia rękopis pozostawał w klasztorze, dla którego został napisany. Wielka zmiana nastąpiła w 1810 roku, kiedy państwo pruskie dokonało sekularyzacji śląskich klasztorów, a cysterskie opactwo w Henrykowie zostało rozwiązane.

Losy jego księgozbioru i archiwum potoczyły się różnymi drogami. Księga henrykowska ostatecznie znalazła się we Wrocławiu i weszła do kościelnych zbiorów archiwalnych. Pozostawała tam bezpiecznie do wybuchu II wojny światowej.

Od 1942 roku władze kościelne przygotowywały się do ewakuacji najcenniejszych rękopisów, inkunabułów i starodruków przed spodziewanymi działaniami wojennymi. Najcenniejsze materiały wywożono z Wrocławia i ukrywano w różnych miejscowościach na Śląsku – w Henrykowie, Kiełczynie, Sobótce, Strzelinie i Wiązowie.

Księga Henrykowska znalazła się w jednym z pierwszych transportów do Sobótki i dzięki temu przetrwała. Podczas oblężenia Festung Breslau Ostrów Tumski znalazł się w obszarze ciężkich walk, a 1 kwietnia 1945 roku bomba trafiła w budynek archiwalno-biblioteczny. Znaczna część zabytków, których wcześniej nie zdołano wywieźć, została zniszczona.

Wojenną pożogę przeżyło także polskie tłumaczenie księgi. Historyk Roman Grodecki przygotował je jeszcze przed II wojną światową. Publikację planował Instytut Śląski w Katowicach, ale wybuch wojny uniemożliwił wydanie pracy. Z przygotowywanej publikacji przetrwała odbitka korektorska, dzięki której po wojnie można było doprowadzić przedsięwzięcie do końca. Polskie wydanie księgi w przekładzie Grodeckiego ukazało się w 1949 roku.

Droga do UNESCO

.Po wojnie Księga henrykowska wróciła do Wrocławia. Przechowywana jest w Archiwum Archidiecezjalnym w dziale rękopisów, inkunabułów i starodruków Biblioteki Kapitulnej.

Kolejny rozdział rozpoczął się ponad pół wieku później. O umieszczenie Księgi henrykowskiej na liście UNESCO zabiegały środowiska kościelne i władze miasta. Wniosek podpisał abp Józef Kupny, z inicjatywą w tej sprawie wystąpił prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. We wniosku podkreślano, że jest ona wyjątkowym źródłem wiedzy o procesach wymiany kulturowej, które w średniowieczu współtworzyły przyszły kształt Europy. Zwrócono uwagę na kontakty między Wschodem i Zachodem, migracje ludzi, przepływ wiedzy oraz spotkanie różnych języków i kultur.

10 marca 2014 roku Księga henrykowska została nominowana do wpisania na listę UNESCO „Pamięć Świata”. Sam wpis nastąpił 9 października 2015 roku.

Jolanta Pawnik

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 13 października 2026
Fot. Bartłomiej Kudowicz / Forum