STARLINK MOBILE i agencji AI mogą zmienić rynek telefonii

Starlink Mobile

Starlink Mobile może zmienić nie tylko sposób, w jaki telefon łączy się z internetem, ale również to, kto decyduje o wyborze sieci. W rozmowie z „The European Scientist” Ludovic Lassauce przedstawia wizję łączności, w której aplikacje i agenci sztucznej inteligencji dobierają połączenie do potrzeb użytkownika, zamiast pozostawać podporządkowani jednemu operatorowi. Dla Europy stawką tej zmiany jest zdolność do samodzielnego działania w gospodarce coraz bardziej zależnej od zagranicznej infrastruktury, oprogramowania i usług.

.Przez dziesięciolecia korzystanie z telefonu komórkowego opierało się na podobnym porządku: użytkownik wybierał operatora, podpisywał umowę, a następnie wszystkie jego aplikacje korzystały z możliwości zapewnianych przez tę jedną sieć. Dostępność zasięgu, przepustowość i warunki usługi wyznaczały granice tego, co można było zrobić, niezależnie od rzeczywistych potrzeb konkretnego zadania. Ludovic Lassauce, dyrektor ds. produktu w SIMO, przekonuje, że rozwój sieci satelitarnych oraz sztucznej inteligencji może odwrócić tę zależność, oddając decyzję o wyborze połączenia oprogramowaniu działającemu na rzecz użytkownika. W wywiadzie opublikowanym 12 października 2026 r. przez „The European Scientist”, serwis kierowany przez Jean-Paula Oury’ego, autora publikującego także we „Wszystko co Najważniejsze”, przedstawia zmianę znacznie głębszą niż pojawienie się kolejnego dostawcy mobilnego internetu.

„Wyzwanie nie polega już tylko na zapewnieniu łączności wszędzie, lecz na umożliwieniu aplikacjom wyboru i koordynowania najlepszej sieci w każdej chwili” — mówi Lassauce. To zdanie łączy trzy procesy, które często analizujemy osobno: rozwój konstelacji satelitarnych, automatyzacja wykonywania zadań przez agentów AI oraz rywalizacja o kontrolę nad infrastrukturą cyfrową. Z perspektywy użytkownika chodzi o telefon, który potrafi znaleźć odpowiednie połączenie, z perspektywy przedsiębiorstwa o możliwość dostosowania sieci do wymagań usługi, a z perspektywy państwa o ograniczenie zależności od pojedynczego dostawcy. Rozmówca „The European Scientist” uważa, że właśnie na przecięciu tych trzech zmian rozstrzygnie się przyszłość łączności mobilnej.

Starlink Mobile chce wyjść poza rolę satelitarnego partnera

Punktem wyjścia rozmowy są październikowe decyzje i zapowiedzi dotyczące SpaceX: zgoda amerykańskiego regulatora FCC na konstelację do 15 000 satelitów przeznaczonych do bezpośredniej łączności z urządzeniami oraz ogłoszenie umowy zakupu częstotliwości w paśmie 800 MHz od Grain Management. Planowana transakcja obejmuje do 14 MHz sparowanego widma i nadal wymaga zgody FCC oraz spełnienia warunków jej zamknięcia. SpaceX zapowiada połączenie konstelacji satelitarnej z infrastrukturą naziemną, aby zwiększać dostępność usługi także wewnątrz budynków. Są to zatem podstawy rozbudowy przyszłego systemu, a nie informacja, że pełna sieć została już uruchomiona.

Lassauce wskazuje, że znaczenie tych posunięć wykracza poza techniczne poszerzenie zasięgu. „Rzeczywista zmiana polega na przejściu od modelu partnerskiego do ambicji zostania samodzielnym operatorem hybrydowym” — podkreśla. Dotychczas satelitarna łączność z telefonami mogła uzupełniać ofertę tradycyjnego operatora, który zachowywał relację z klientem i decydował o sposobie sprzedaży usługi. Rozbudowa własnych zasobów częstotliwości i połączenie infrastruktury kosmicznej z naziemną otwierają przed SpaceX możliwość znacznie bardziej samodzielnego wejścia na rynek.

„Dysponując własnymi częstotliwościami i możliwością działania bez pośrednictwa tradycyjnego operatora, SpaceX może teraz oferować usługę bezpośrednio konsumentom lub przedsiębiorstwom pod własną marką” — ocenia rozmówca. W jego interpretacji operatorzy muszą więc brać pod uwagę konkurenta, który jednocześnie rozwija konstelację, posiada możliwości wynoszenia satelitów i buduje warunki do bezpośredniej obsługi klientów. Kontrola nad kolejnymi elementami systemu zmienia pozycję negocjacyjną przedsiębiorstwa, ponieważ ogranicza liczbę partnerów, od których zależy uruchomienie usługi. Zmiana modelu biznesowego może okazać się równie istotna jak poprawa parametrów samej transmisji.

Lassauce nie przedstawia jednak sieci satelitarnej jako natychmiastowego zamiennika całej infrastruktury komórkowej. Zaznacza, że „nie jest to jeszcze zagrożenie masowym zastąpieniem istniejących usług na obszarach o dużym zagęszczeniu, ponieważ pojemność sieci wyłącznie satelitarnej pozostaje ograniczona”. To zastrzeżenie wyjaśnia sens modelu hybrydowego, w którym różne rodzaje dostępu mają się uzupełniać, zależnie od warunków i potrzeb. Przełom polega na możliwości zbudowania nowego układu usług oraz relacji z klientem, którego rozwój nie musi od początku przebiegać wyłącznie przez istniejącego operatora.

Telefon może wybierać sieć tak jak kierowca pas ruchu

Jednym z najbardziej obrazowych fragmentów wywiadu jest porównanie karty SIM przełączającej się pomiędzy operatorami do samochodu zmieniającego pas na autostradzie. Użytkownik chce dotrzeć do celu, a wybór konkretnego pasa ma znaczenie o tyle, o ile pomaga mu sprawnie kontynuować podróż. Podobnie telefon, urządzenie przemysłowe czy komputer powinny móc korzystać z połączenia najlepiej odpowiadającego aktualnemu zadaniu. W tej wizji przynależność do jednej sieci ustępuje miejsca zdolności do korzystania z wielu dostępnych dróg transmisji.

Lassauce odrzuca przypuszczenie, że niemal powszechny zasięg satelitarny uczyni rozwiązania wielooperatorskie zbędnymi. „Nawet jako sieć hybrydowa Starlink nie będzie od razu dysponować wszędzie taką gęstością infrastruktury i pojemnością jak dotychczasowi operatorzy” — mówi. Jego zdaniem automatyczne przełączanie na lokalną sieć, kiedy podstawowe połączenie nie zapewnia odpowiedniego zasięgu lub przepustowości, pozwala szybciej poprawić jakość usługi. Nowy uczestnik rynku może w ten sposób korzystać z komplementarnych możliwości infrastruktury, zamiast czekać na zbudowanie równie gęstej sieci w każdym miejscu.

Najważniejsze jest rozróżnienie pomiędzy samą dostępnością sygnału a jego przydatnością do określonego zastosowania. Wiadomość tekstowa, duży transfer danych i usługa wymagająca szybkiej reakcji mogą stawiać połączeniu odmienne wymagania, dlatego jeden wskaźnik zasięgu nie opisuje całego doświadczenia użytkownika. W praktyce taki model wymaga odpowiednich umów między dostawcami, kompatybilnych urządzeń oraz oprogramowania uprawnionego do zarządzania dostępem. Wizja Lassauce’a dotyczy architektury umożliwiającej podobne decyzje, a nie obietnicy, że każda obecna karta eSIM automatycznie wybierze dowolnego operatora.

„Dynamiczna koordynacja wielu sieci, daleka od utraty znaczenia, pozostaje niezbędna” — podkreśla dyrektor ds. produktu w SIMO. Podstawową wartością staje się więc zdolność do utrzymywania właściwej jakości połączenia podczas zmiany warunków, lokalizacji albo charakteru wykonywanego zadania. Dla przedsiębiorstw mogłoby to oznaczać większą elastyczność w zarządzaniu urządzeniami i ograniczanie skutków problemów pojedynczego dostawcy, dla użytkownika mniej sytuacji, w których usługa przestaje działać mimo obecności innej dostępnej sieci. Konkurencja przenosiłaby się częściowo z walki o wyłączne związanie klienta z operatorem na walkę o jakość dostępu w danym momencie.

Agenci AI mogą zmienić rolę smartfona

W rozmowie pojawia się również pytanie o „telefon SpaceX”, lecz Lassauce kieruje uwagę ku innemu zagadnieniu: urządzeniu zaprojektowanemu do współpracy z agentami sztucznej inteligencji. Chodzi o oprogramowanie, które oprócz przedstawiania odpowiedzi potrafi koordynować wykonywanie zadań i korzystanie z dostępnych zasobów. W jego wizji urządzenie miałoby zarządzać nie tylko połączeniem z siecią, ale również tym, gdzie wykonywane są obliczenia i w jaki sposób człowiek komunikuje swoje potrzeby. Telefon mógłby stopniowo zmieniać się z miejsca uruchamiania oddzielnych aplikacji w interfejs do systemu organizującego ich działanie.

„Terminal ery superinteligencji opartej na agentach nie będzie już skupiony na aplikacjach, lecz na agentach zdolnych do koordynowania łączności, lokalnych lub zdalnych obliczeń oraz interfejsów” — przewiduje Lassauce. Jest to scenariusz przyszłego rozwoju, w którym funkcje obecnie rozdzielone pomiędzy wiele usług zostają powiązane przez inteligentne oprogramowanie. Użytkownik określałby cel, natomiast agent dobierałby narzędzia, zasoby obliczeniowe i sposób komunikacji potrzebne do jego osiągnięcia. W takim układzie wybór sieci staje się częścią wykonywania zadania, podobnie jak decyzja o wykorzystaniu pamięci urządzenia albo zewnętrznej usługi.

Lassauce ujmuje tę zmianę krótkim zdaniem: „Łączność radiowa staje się zarządzanym zasobem”. Zasięg przestaje być wyłącznie warunkiem zastanym, z którym aplikacja musi sobie poradzić, a staje się jednym z parametrów podlegających aktywnemu wyborowi. Agent mógłby uwzględniać czas odpowiedzi, koszt transmisji, dostępność mocy obliczeniowej oraz zasady dotyczące danych, podejmując decyzję zgodną z wymaganiami danej usługi. Oznaczałoby to ściślejsze powiązanie rynku telekomunikacyjnego z rynkiem sztucznej inteligencji, ponieważ skuteczność systemu zależałaby od obu tych elementów jednocześnie.

Rozmówca „The European Scientist” dopuszcza także stopniowe osłabienie obecnej roli sklepów z aplikacjami i rozwój bardziej bezpośrednich interfejsów, odwołując się między innymi do kierunków badań Neuralink. Wspomina również o możliwości przekazywania części zadań do zasobów obliczeniowych znajdujących się na orbicie, dostępnych za pośrednictwem sieci Starlink. Te fragmenty opisują długofalową wizję, w której telefon byłby lekkim urządzeniem korzystającym z szerszego systemu, a nie samodzielnym centrum wszystkich operacji. Jej realizacja wymagałaby powiązania infrastruktury komunikacyjnej, obliczeniowej i oprogramowania w usługę, którą użytkownik może niezawodnie wykorzystać.

Cyfrowa suwerenność wymaga kontroli nad wyborem połączenia

Najbardziej bezpośrednio do sytuacji Europy odnosi się pytanie, czy kontynent stanie się jedynie klientem amerykańskich sieci satelitarnych, podobnie jak korzysta z amerykańskiej infrastruktury chmurowej. „Ryzyko jest realne, jeśli pozostanie bierna” — odpowiada Lassauce. Jego diagnoza obejmuje zarówno inwestycje w bezpośrednią łączność satelitów z telefonami, jak i integrację sieci satelitarnych z naziemnymi oraz rozwój platform zarządzających różnymi rodzajami dostępu. Samo posiadanie kompetencji do budowania satelitów nie rozstrzyga bowiem, kto będzie kontrolował usługę, z której ostatecznie korzysta człowiek lub przedsiębiorstwo.

Europa rozwija IRIS², projekt suwerennej i bezpiecznej łączności, którego pierwsze starty według harmonogramu przedstawionego przez Komisję Europejską mają nastąpić w 2029 r. W sierpniu 2026 r. Komisja i konsorcjum SpaceRISE uzgodniły rozszerzenie głównej konstelacji do 348 satelitów, wzmacniając jej zdolności na potrzeby administracji, obronności i reagowania kryzysowego. Ten program odpowiada na ważną część wyzwania, lecz rozmowa z Lassauce’em rozszerza je o codzienny dostęp użytkowników do usług oraz oprogramowanie dokonujące wyboru połączenia. „Suwerenność nie ogranicza się do posiadania własnej konstelacji; zależy również od kontroli nad warstwami dostępu i przełączania” — podkreśla.

Tak rozumiana suwerenność pozostaje bliska pytaniom stawianym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” w tekście „Europa przespała wojnę satelitarną”, dotyczącym zdolności kontynentu do utrzymywania niezależnej infrastruktury komunikacyjnej. Lassauce przesuwa punkt ciężkości ku temu, co dzieje się pomiędzy gotową infrastrukturą a użytkownikiem: kto ustala zasady dostępu, kto może przełączyć ruch i kto kontroluje oprogramowanie podejmujące decyzje. Z jego diagnozy wynika, że europejska zdolność do samodzielnego działania musi obejmować również ten poziom. Konstelacja, terminal i system zarządzania połączeniem tworzą łańcuch, którego najsłabszy element może ograniczać możliwości całej usługi.

Warto przy tym zachować obraz Europy jako kontynentu dysponującego już realnymi zasobami. Tekst „Europa ma już 650 satelitów gotowych do działania. OneWeb zmienia układ sił” przypomina o działającej konstelacji i znaczeniu możliwości wyboru różnych kanałów łączności. Istnienie OneWebu daje europejskiej debacie punkt oparcia w operacyjnej infrastrukturze, a nie wyłącznie w przyszłych planach. Wywiad z Lassauce’em dopowiada, że kolejnym zadaniem jest rozwój usług i mechanizmów dostępu, które pozwolą wykorzystywać takie zasoby w gospodarce coraz silniej organizowanej przez oprogramowanie.

Otwarte sieci mają zapobiec powstaniu nowego monopolu

Lassauce dostrzega problem pomiędzy możliwościami nowego uczestnika rynku a ryzykiem kolejnej koncentracji. Przedsiębiorstwo zdolne do połączenia infrastruktury kosmicznej, naziemnej i usług dla klientów może zwiększyć presję konkurencyjną, ale zarazem zdobywać kontrolę nad kolejnymi etapami świadczenia usługi. W jego propozycji centralne miejsce zajmuje otwarty dostęp do zasobów i możliwość współpracy różnych sieci. „Celem jest istnienie wielu konkurujących ze sobą warstw, a nie jednego pionowo zintegrowanego podmiotu kontrolującego wszystko” — mówi.

Rozmówca postuluje niedyskryminujący dostęp do częstotliwości i zasobów satelitarnych dla operatorów wirtualnych oraz platform obsługujących wiele sieci. Wskazuje także na potrzebę jasnych zasad współdzielenia i dzierżawy widma, integracji infrastruktury satelitarnej z naziemną oraz interoperacyjności i przenoszenia usług. „Wsparcie dla modeli wykorzystujących wiele rodzajów dostępu i wirtualnych kart SIM” łączy z zakazem praktyk wiążących użytkownika lub przedsiębiorstwo z jedną siecią. Regulacje miałyby w takim ujęciu umożliwiać korzystanie z konkurencji w codziennym działaniu urządzenia, a nie jedynie przy podpisywaniu kolejnej umowy.

Jego propozycja pozwala zrozumieć, dlaczego rozwój agentów AI ma znaczenie dla struktury całego rynku. Jeżeli oprogramowanie potrafi porównywać dostępne połączenia i wybierać je stosownie do zadania, zamknięcie go w jednym ekosystemie ogranicza część potencjalnych korzyści. Otwartość musi jednak dotyczyć rzeczywistej możliwości współdziałania urządzeń, usług i infrastruktury, a nie tylko deklaracji, że użytkownik może kiedyś zmienić dostawcę. Wniosek płynący z wywiadu jest taki, że techniczna zdolność wyboru i warunki rynkowe pozwalające z niej korzystać powinny rozwijać się razem.

Dla państw oznacza to potrzebę myślenia o konkurencyjności w kategoriach całego systemu. Firma tworząca dobre oprogramowanie dla urządzeń połączonych z siecią potrzebuje dostępu do infrastruktury, z którą może współpracować i której możliwości potrafi wykorzystać. Operator rozwijający własne zasoby może z kolei korzystać z usług pozwalających im docierać do nowych grup klientów. Lassauce przekonuje, że otwarte architektury sprzyjają temu wzajemnemu rozwojowi, podczas gdy zamknięte ekosystemy mogą ograniczać lokalną innowacyjność i zwiększać zależność od zewnętrznych rozwiązań.

Europa musi uczestniczyć w budowie usług nowej generacji

Najszersza teza Lassauce’a dotyczy związku między modelem łączności a rozwojem gospodarczym. „Przez pięćdziesiąt lat telekomunikacja mobilna funkcjonowała wokół operatora: wykupuje się abonament, korzysta z jego sieci, a aplikacja musi sobie radzić z tym, co otrzymuje” — przypomina. W gospodarce, w której coraz więcej zadań mają wykonywać inteligentne systemy, taki porządek może okazać się zbyt sztywny. Dostęp do sieci powinien odpowiadać potrzebom usługi, a więc także zmieniać się wraz z charakterem wykonywanej operacji.

Lassauce wymienia konkretne kryteria takiego wyboru: „minimalne opóźnienie przy wnioskowaniu, najniższy koszt przesyłania dużych ilości danych, suwerenność w przypadku niektórych danych lub gwarantowany zasięg wewnątrz budynków”. Każde z nich opisuje inny wymiar jakości, dlatego przyszłe oprogramowanie musiałoby umieć podejmować decyzje uwzględniające więcej niż siłę sygnału. Z tej perspektywy przewaga gospodarcza może zależeć od zdolności do sprawnego łączenia sieci, zasobów obliczeniowych i reguł zarządzania danymi. Usługa powstaje dopiero wtedy, gdy wszystkie te elementy pozwalają wykonać zadanie w wymaganym czasie i na akceptowalnych warunkach.

Podobne pytanie o zdolność Europy do uczestnictwa w rozwoju technologii stawiał Jean-Paul Oury w tekście „Europa w pułapce paradoksu sztucznej inteligencji”. Analizował w nim trudność przekształcania osiągnięć naukowych w działalność przemysłową oraz znaczenie skali i rozdrobnienia europejskiego rynku. Rozmowa opublikowana przez kierowany przez niego „The European Scientist” przenosi te pytania na obszar, w którym sztuczna inteligencja spotyka się z fizyczną infrastrukturą komunikacyjną. Zestawienie obu tekstów pokazuje ciągłość problemu: własne kompetencje muszą znajdować zastosowanie w usługach, z których korzystają przedsiębiorstwa i obywatele.

Lassauce mówi o krajach wybierających otwarte modele, że będą lepiej przygotowane do nowych zastosowań i przyspieszania rozwoju, natomiast zamknięcie może osłabiać innowacyjność. „Kwestia ta nie jest już wyłącznie technologiczna, jest ekonomiczna” — zaznacza. Dla polskiego czytelnika oznacza to pytanie o miejsce krajowych przedsiębiorstw w tworzeniu oprogramowania, urządzeń i usług, które będą zarządzały coraz bardziej złożoną łącznością. Z przedstawionej wizji wynika, że szanse rozwojowe pojawiają się na wielu poziomach, od infrastruktury po narzędzia pozwalające wybierać i wykorzystywać jej możliwości.

Rozmowa z Ludovikiem Lassauce’em pokazuje możliwą przyszłość, w której decyzja o połączeniu z siecią będzie częścią inteligentnego wykonywania zadania. Jej najważniejszą obietnicą jest większa swoboda korzystania z zasobów, dopasowanie usługi do potrzeb oraz ograniczenie skutków uzależnienia od jednej drogi dostępu. Jej europejski wymiar dotyczy zdolności do współtworzenia tej architektury, od konstelacji i infrastruktury naziemnej po oprogramowanie dokonujące wyboru. To właśnie kontrola nad działającą usługą, jej regułami i możliwością zmiany dostawcy nadaje pojęciu cyfrowej suwerenności praktyczną treść.

Ludovic Lassauce jest dyrektorem ds. produktu w SIMO, amerykańskiej platformie wykorzystującej sztuczną inteligencję do zarządzania łącznością urządzeń między wieloma operatorami, oferującej również urządzenia Solis. Pracuje w Singapurze i ma ponad dwadzieścia pięć lat doświadczenia w telekomunikacji bezprzewodowej, zdobywanego między innymi w Cisco-Jasper, Ericssonie, Singapore Power i Tata Communications. Jest absolwentem ESIGETEL-EFREI oraz MBA Booth School of Business Uniwersytetu Chicagowskiego, a także mentorem start-upów w A*STAR Central. Przedstawiana przez niego wizja wyrasta z pracy nad technologiami, które mają umożliwiać zarządzanie dostępem do wielu sieci.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 14 października 2026