Tydzień do wyborów w USA. Donald Trump walczy o większość w Kongresie

Trump przed wyborami do Kongresu 2026

Donald Trump przed wyborami do Kongresu w 2026 roku mobilizuje Republikanów także w stanach od lat sprzyjających jego partii. Wiec 26 października w Missisipi pokazał, jak ważne staje się przekonanie własnych zwolenników do udziału w głosowaniu. Stawką wyborów 3 listopada są warunki, w jakich prezydent będzie rządził przez ostatnie dwa lata kadencji, oraz układ sił przy decyzjach ważnych dla Europy i Polski.

.W poniedziałek Donald Trump wystąpił w Corinth, wspierając ubiegającą się o ponowny wybór do Senatu Cindy Hyde-Smith. Jej demokratycznym przeciwnikiem jest Scott Colom, prokurator próbujący wykorzystać niezadowolenie z kosztów życia i polityki administracji. Associated Press podkreśla, że Hyde-Smith pozostaje faworytem w stanie tradycyjnie głosującym na Republikanów. Wizyta prezydenta zwraca jednak uwagę na znaczenie obrony mandatów, które wcześniej mogły wydawać się bezpieczne.

3 listopada Amerykanie zdecydują o wszystkich 435 miejscach w Izbie Reprezentantów z pełnym prawem głosu oraz o 35 mandatach senatorskich. Kalendarz, aktualne badania i sytuację w obu izbach przedstawiamy w kompendium „Wybory w USA 2026”. Końcowa mobilizacja Trumpa pokazuje polityczny wymiar tego głosowania. Prezydent zabiega o wybór ludzi, od których poparcia będzie zależało uchwalanie jego programu.

Trump przed wyborami do Kongresu mobilizuje własny obóz

Według relacji lokalnej stacji Action News 5 na wiec w Corinth przybyły tysiące osób, a część uczestników przyjechała z sąsiednich stanów. Wystąpienia republikańskich polityków koncentrowały się na wezwaniu do udziału w wyborach i utrzymaniu większości w Waszyngtonie. Relacja reporterów pokazywała zarazem, że dla wielu obecnych głównym powodem przyjazdu była możliwość zobaczenia Trumpa. Zadaniem kampanii jest przełożenie takiego zainteresowania na głosy oddane na lokalnych kandydatów.

Missisipi i Michigan pokazują dwa różne zadania stojące przed partią prezydenta. W pierwszym stanie Republikanie bronią mandatu Hyde-Smith, w drugim Mike Rogers walczy o miejsce zajmowane dotąd przez Demokratę Gary’ego Petersa, który nie ubiega się o kolejną kadencję. 25 października Trump wsparł Rogersa podczas wiecu w Port Huron. Ten pojedynek opisujemy w materiale o walce Trumpa i Obamy o Michigan oraz większość w Senacie.

Republikańska strategia wymaga jednocześnie obrony własnych miejsc i zdobywania nowych. Utrata jednego mandatu w stanie sprzyjającym partii może zniwelować sukces osiągnięty w trudniejszym wyścigu. Z tej arytmetyki wynika znaczenie podróży prezydenta również do miejsc, w których sam wcześniej wygrywał. Sama obecność Trumpa na wiecu nie jest jednak prognozą wyniku lokalnego głosowania.

Wybory połówkowe w USA 2026 i rachunek frekwencji

Badanie Reuters/Ipsos z 22–26 października daje Demokratom 53 proc., a Republikanom 44 proc. wśród prawdopodobnych uczestników wyborów, po uwzględnieniu osób skłaniających się ku jednej z partii. Całe badanie objęło 1679 dorosłych Amerykanów; wskazane wyniki dotyczą wyodrębnionej grupy prawdopodobnych głosujących. Ogólnokrajowa przewaga nie przesądza jednak o podziale mandatów.

Wyborcy głosują na konkretnych kandydatów w okręgach i stanach. Znaczenie ma więc zarówno wielkość poparcia, jak i jego rozmieszczenie oraz gotowość zwolenników do udziału w wyborach. Popularność prezydenta, sympatia do partii i ocena miejscowego senatora mogą prowadzić do różnych decyzji tej samej osoby. Dla kampanii oznacza to konieczność pracy nad frekwencją oraz nad wiarygodnością kandydatów.

Reuters relacjonuje, że w Missisipi Trump przedstawiał własną ocenę gospodarki jako argument za zwycięstwem Republikanów. Przyznał zarazem, że wojna z Iranem podniosła ceny ropy, i przekonywał, iż koszt konfliktu uzasadnia powstrzymanie irańskiego programu nuklearnego. To przekaz kampanijny prezydenta, którego skuteczność sprawdzi głosowanie. Dla wyborców ocena polityki zagranicznej może łączyć się z codziennymi wydatkami na paliwo, transport i zakupy.

Większość w Kongresie rozstrzygnie o drugiej połowie kadencji

Utrzymanie obu izb zwiększałoby możliwości realizacji programu Białego Domu, choć wymagałoby również porozumienia wewnątrz Partii Republikańskiej. Prezydent potrzebuje Kongresu do uchwalania ustaw, w tym zmian podatkowych i finansowania działań administracji. Zgoda obu izb na tę samą treść ustawy pozostaje podstawowym warunkiem przekazania jej do podpisu prezydentowi. Dlatego nawet utrata jednej z nich może istotnie zmienić sposób rządzenia.

Demokratyczna większość w Izbie Reprezentantów uzyskałaby wpływ na kalendarz prac, kierownictwo komisji i zakres kontroli nad administracją. Mogłaby blokować projekty wymagające zgody izby oraz domagać się zmian w warunkach finansowania. Senat ma dodatkowo znaczenie przy zatwierdzaniu wielu nominacji prezydenckich, w tym ambasadorów i sędziów federalnych. Rezultat wyborów do każdej z izb trzeba zatem analizować oddzielnie.

Obecnie Republikanie mają 53 miejsca w Senacie, a Demokraci 45; z Demokratami współpracuje dwóch senatorów niezależnych. Przy utrzymaniu tej współpracy obóz demokratyczny potrzebuje zysku netto czterech mandatów, aby osiągnąć 51 miejsc. Polityczne znaczenie większości, uprawnienia izb i granice władzy prezydenta wyjaśniamy w przewodniku „Wybory połówkowe w USA”. Listopadowe głosowanie może doprowadzić do podziału władzy, który zwiększy znaczenie negocjacji między Białym Domem a Kongresem.

Dlaczego wynik wyborów w USA ma znaczenie dla Polski?

Dla Polski istotne będą decyzje o finansowaniu amerykańskiej obronności, pomocy zagranicznej i programów wspierających bezpieczeństwo sojuszników. Kongres uchwala środki, które pozwalają realizować takie działania, i może określać warunki ich wykorzystania. Z tego podziału kompetencji wynika znaczenie listopadowego głosowania dla Europy. Ocena amerykańskiej polityki bezpieczeństwa wymaga uwzględnienia zarówno prezydenta, jak i stanowiska obu izb.

Wynik wyborów nie wyznaczy automatycznie stanowiska każdego kongresmena w sprawie Ukrainy, NATO czy relacji z Rosją. Znaczenie będą miały konkretne projekty, przewodniczący komisji, porozumienia między partiami i decyzje administracji. Większość opozycyjna może żądać większej kontroli nad działaniami prezydenta, ale sama zmiana układu mandatów nie oznacza zgody na określony program zagraniczny. Dla Warszawy ważna będzie zdolność Waszyngtonu do podejmowania trwałych decyzji finansowych i politycznych.

Ostatnie wiece Trumpa dotyczą więc również przyszłych warunków sprawowania władzy. Prezydent stara się przekonać własnych wyborców, że skutki zwycięstwa z 2024 roku zależą od ich ponownego udziału w głosowaniu. 3 listopada okaże się, w ilu stanach i okręgach ten argument wystarczył do zdobycia mandatu. Dopiero suma lokalnych rozstrzygnięć pokaże, jak silne będzie zaplecze Białego Domu w drugiej połowie kadencji.

Sebastian Nizio

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 października 2026