Jan ŚLIWA: Zacinający się tandem francusko-niemiecki

Zacinający się tandem francusko-niemiecki

Photo of Jan ŚLIWA

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Powstaje pytanie, co robić z rozpychającymi się we francusko-niemieckim układzie Niemcami. Francja jest w słabej pozycji – ma olbrzymi dług publiczny i ciągłe zmiany rządów. W zasadzie należałoby wyłożyć karty na stół i otwarcie przedyskutować punkty sporne, nakreślić czerwone linie. Sytuacja byłaby zdrowsza. Ale żaden francuski polityk tego nie powie – pisze Jan ŚLIWA

.W oficjalnej propagandzie Francja i Niemcy stanowią zgodny tandem przewodzący Europie. Coraz bardziej jednak trzeszczy, a zwłaszcza coraz trudniej przemilczeć te różnice.

Coraz szerzej rozchodzą się tezy z książki Thierry’ego Garcina „La question allemande en Europe depuis l’unification”, 2025 (Problem niemiecki w Europie od zjednoczenia). Jest to rzadki głos mówiący otwarcie o tych problemach. Nie jest to „głos Francji” ani nawet głos władz francuskich (bo te i tak mogą się zmienić), lecz głos w dyskusji. Jest interesujący, ponieważ nie powtarza wyuczonych formułek, lecz jest wynikiem niezależnej, głębokiej refleksji. Thierry Garcin, jak sam mówi, jest baby boomersem i pamięta czasy, gdy świadomość zagrożenia niemieckiego była jeszcze żywa, a zjednoczenie było odległą opcją.

Na wstępie zastanawia się, jak nazwać ten związek. Jeżeli couple (para, małżeństwo), to trzeba zapytać, kto jest mężem, a kto żoną. Podobnie tandem – kto siedzi z przodu, a kto z tyłu. Axe (oś) źle się kojarzy. Może pilier (filar)? Niemcy mówią Partnerschaft (partnerstwo). Autor używa cłowa couple, my zostańmy przy tandemie.

Czym była kiedyś Francja? Czym stają się Niemcy?

Jeszcze niedawno pozycja Francji była o wiele wyższa niż obecnie. W roku 1982 PKB Francji wynosił 77 proc. niemieckiego, ludność 90 proc. Wraz z Wielką Brytanią Francja zbudowała naddźwiękowy samolot Concorde, który z powodu wysokich cen ropy stał się nieopłacalny, był jednak triumfem technologicznym. Z partnerami stworzyła samoloty Airbus i rakiety Ariane. Gujana Francuska oferowała świetną lokalizację kosmodromu, tuż przy równiku. Francja została pokryta siecią szybkich kolei TGV. Miała telewizję czarno-białą o najwyższej rozdzielczości (819 linii) i własny system telewizji kolorowej (SECAM). Zbudowała sieć Minitel na wiele lat przed internetem. Energetyka jądrowa zapewniała jej obfitą i tanią energię. Była też wielkim eksporterem produktów rolnych, kosmetyków i mody. Jest czołową turystyczną destynacją świata. Utrzymując swoje wpływy w dawnych koloniach, oprócz współpracy ekonomicznej dbała o kulturę i promocję frankofonii. Po wojnie miała strefę okupacyjną w Niemczech, jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Miała drugą po USA sieć dyplomatyczną w świecie. No i miała (i ma) rozwinięty przemysł militarny, jako jedyna w UE ma broń jądrową.

Potem sytuacja zaczęła się zmieniać. Ważnym czynnikiem było przyjęcie euro, które miało zmniejszyć znaczenie niemieckiej marki, lecz raczej utwierdziło dominację Niemiec w nowym systemie. Dalej nastąpiło pospieszne zjednoczenie Niemiec, wykorzystujące chwilową okazję podczas rządów Gorbaczowa w Moskwie, co dało Niemcom nowe terytorium i ludność. Co prawda Niemcy do dzisiaj nie potrafią tego nabytku przetrawić z powodu różnic w mentalności, ale ich potencjał na pewno wzrósł. W rozszerzeniu Unii o Europę Środkową w roku 2004 Niemcy odgrywały rolę wprowadzającego i patrona. Dało im to wielkie ekonomiczne zaplecze (Hinterland) według koncepcji Mitteleuropy Friedricha Naumanna z roku 1915.

Niemcy stały się bardziej asertywne. Thierry Garcin wylicza momenty, w których Niemcy podejmowały samowolnie ważne decyzje, mające wpływ na wszystkich:

  • jednostronne uznanie niepodległości Słowenii i Chorwacji (1991),

  • nagła decyzja o porzuceniu energii jądrowej (2011),

  • przyjęcie ponad miliona imigrantów (2015),

  • wymuszenie umowy gospodarczej z Chinami (2022),

  • plan remilitaryzacji z gigantycznym finansowaniem (2022).

W efekcie to Niemcy krok po kroku wychodzą z Unii, mimo że nikt o tym nie mówi.

Różnice mentalności, konkurencja gospodarcza

Nie należy udawać, że Francuzi są jak Niemcy. Wielkie są różnice historii i mentalności. Francja należy do najstarszych wielkich państw narodowych w Europie. Zlewała się z różnorodnych części, Bretania to nie Prowansja. Ale wielkim wysiłkiem Francja zbudowała poczucie wspólnoty i wzajemnej lojalności. Niemcy zawsze były zlepkiem, federacją wielu jednostek. Tak było w Pierwszej Rzeszy, w Drugiej (wilhelmowskiej), nawet Trzeciej i w obecnej Republice (jak sama nazwa mówi) Federalnej. Niemcy mogłyby żyć w Europie bez państw, za to z regionami. Dla Francji (podobnie jak Polski) to zagrożenie. Dzięki swojej liczebności Niemcy wygrywają we wszystkich konkurencjach: jeżeli liczymy ludność jako jednostki, również jeżeli liczymy regiony. Regiony transgraniczne to pułapka. Niemcy są mistrzami w zdobywaniu „oddolnego poparcia” na cudzym terenie. Czy to w Nadrenii, czy to w Dolnej Odrze, łatwo się domyślić, kto by kontrolował całość terytorium.

W roku 2023 Robert Habeck, niemiecki minister gospodarki i energii, w chwili szczerości stwierdził: „Z Francją nie zgadzamy się w niczym”. Nie znaczy to, że porozumienie jest niemożliwe, ale jest trudne.

.Konkurencję gospodarczą najlepiej widać na przykładzie energii atomowej. Tu sięgniemy do innego źródła, mianowicie do raportu francuskiej Szkoły Wojny Gospodarczej (École de guerre économique). Na marginesie: Szkoła Wojny Ekonomicznej – cóż za piękna idea! Wspomniany raport to „Alarm – ingerencja niemieckich fundacji politycznych i sabotaż francuskiego przemysłu jądrowego”. Celem Niemców jest nie tylko likwidacja własnego przemysłu jądrowego, ale również zatrzymanie go u innych. Do tego celu służy konwencjonalna propaganda, ale również finansowanie „spontanicznych oddolnych” protestów poprzez organizacje pozarządowe (finansowane przez rząd, tylko obcy) i społeczeństwo „obywatelskie”. To przykre, jak te nazwy zostały wyprane z jakiegokolwiek znaczenia. W latach 70. Amnesty International wspierała sowieckich dysydentów, piękne to były czasy.

Bezpieczeństwo

Centralny jest problem pozycji międzynarodowej, armii, a zwłaszcza broni jądrowej. Niemcy, widząc się w roli dominującej siły w Europie, chciałyby miejsca w Radzie Bezpieczeństwa dla UE (zdominowanej przez Niemcy) lub wręcz dla siebie. Chciałyby też uwspólnotowienia broni jądrowej.

Niemcy wyrzekły się broni masowego rażenia już w 1952 r. (traktat paryski). Traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej podpisały (dopiero) w 1975 r. Jednoczące się Niemcy potwierdziły to stanowisko w roku 1990, w traktacie „4+2”: 4 państwa zwycięskie w II wojnie światowej i 2 państwa niemieckie. Transportowanie i użycie broni atomowej w ramach NATO z wykorzystaniem terytorium Niemiec to inna sprawa.

Francja zdetonowała pierwszą bombę atomową w Algierii w roku 1960, pierwszą wodorową w 1968 na Pacyfiku. Posiada dwa elementy triady nuklearnej: siły powietrzne (rakiety powietrze-ziemia przenoszone przez samoloty Rafale) i morskie (4 nuklearne okręty podwodne), nie posiada lądowych. Tworzą one Siły Odstraszania Nuklearnego (Force de dissuasion nucléaire), posiadają łącznie 300 głowic. Nie są przeznaczone do ataku, ideą jest zdolność do masywnego uderzenia odwetowego na agresora w sytuacji ostatecznej. Obiektem chronionym powinno być „sanktuarium narodowe”.

Strategia powinna być tajna, jako że niepewność jest też elementem odstraszania. Prezydenci i generałowie to jednak tylko ludzie, wypowiadali się więc w tej kwestii w sposób nie zawsze przemyślany. Już w 1976 r. szef sztabu mówił o „sanktuaryzacji rozszerzonej”. Rozszerzonej o co? Przeplatają się koncepcje obrony samodzielnej, w ramach NATO, we współpracy z Brukselą, obrony Francji i Europy (jej części?).

Prezydent Macron w roku 2020 stwierdził, że „nasze siły nuklearne mają wymiar autentycznie europejski”. Wyraził życzenie dialogu strategicznego z partnerami europejskimi, gotowymi do odegrania roli we francuskim odstraszaniu nuklearnym dla naszego kolektywnego bezpieczeństwa. Ci partnerzy mogliby się przyłączyć do ćwiczeń sił francuskich.

W 2024 r. Macron posunął się dalej: „Odstraszanie nuklearne leży w sercu obrony francuskiej. Jest więc w istocie niepomijalnym elementem obrony kontynentu europejskiego”. Thierry Garcin zwraca uwagę na wewnętrzną sprzeczność tej wypowiedzi. Siły nuklearne wymagają błyskawicznej reakcji, musi być w stu procentach jasne, kto podejmuje decyzje, kto jest za nie odpowiedzialny i na kogo spadają konsekwencje. Jest tak szczególnie dlatego, że siły francuskie nie są przeznaczone do zaczepek i potyczek. Ich celem jest przekonanie agresora, że zostanie zniszczony, a na pewno poniesie kolosalne straty.

Sanktuarium jest terytorium Francji – ale nie więcej. Dlatego też niedopuszczalna jest taka sekwencja zdarzeń: Rosjanie atakują taktyczną bronią nuklearną Suwałki, Francuzi w odwecie równają Petersburg z ziemią, a z kolei Rosjanie anihilują Paryż. „Francuzi, czy jesteście na to gotowi?” – nikt o to nie pyta, ale odpowiedzi można się domyślać. Przywódca mocarstwa nuklearnego nie może obiecywać zniszczenia swojego narodu dla obrony kogoś innego. Tym bardziej gdy ten drugi nie jest gotów się bić za innego, a nawet za siebie samego, jak to jest w przypadku Niemiec.

.Dawno temu Niemcy głosili „Besser rot als tot” (Lepiej czerwony niż martwy), ale jest to aktualne, zwłaszcza że w zagrożenie rosyjskie nie wierzą. Thierry Garcin przywołuje tu Donalda premiera Tuska, który w związku ze współpracą wojskową polsko-francuską stwierdził, że „trzeba mieć pewność, że to jest w naszych (polskich) rękach i że to my decydujemy”. Na pewno tak nie będzie. To znaczy – tak mówi realista, politycy mogą opowiadać różne rzeczy, często dla poklasku. Na argumenty „nie możemy powtarzać Monachium ‘38” Garcin odpowiada, że trzeba być realistą i nie obiecywać rzeczy niemożliwych. Im bardziej problem staje się praktyczny, tym bardziej każdy znajduje w sobie małego Pétaina.

Powstaje pytanie, co robić z rozpychającymi się Niemcami. Francja jest w słabej pozycji – ma olbrzymi dług publiczny i ciągłe zmiany rządów. W zasadzie należałoby wyłożyć karty na stół i otwarcie przedyskutować punkty sporne, nakreślić czerwone linie. Sytuacja byłaby zdrowsza. Ale żaden francuski polityk tego nie powie. Moja uwaga: może i powie, ale czy oprócz gadania pod publiczkę potrafi coś załatwić? Można się pocieszyć tym, że władza niemieckiego rządu też jest chybotliwa.

Niemcy to nie tylko nasza obsesja

Gdy jestem o czymś głęboko przekonany w przeciwieństwie do mainstreamu, dobrze jest się zastanowić, czy to inni są szaleni, czy może ja. W tej wizji świata problemem są nieobliczalny Donald Trump i brzydcy populiści. Za to Unia Europejska się jawi jako niewinna lilia, a Niemcy jako bojownicy o wolność i demokrację.

Przyjemnie jest zobaczyć, że nie tylko ja mam w tym punkcie wątpliwości. Thierry Garcin, pamiętający, czym były Niemcy, też ma do nich dystans. Widzi ich grę o hegemonię, dostrzega, jak korzystne było dla Niemiec wypchnięcie Wielkiej Brytanii z Unii. Francja została ostatnim wielkim państwem narodowym i powinna sprostać tej roli. Niemcom teraz już nikt nie przeszkadza. Chcą forsować swoje plany za pomocą brukselskiej rózgi. Zwłaszcza przyjęcie euro to koniec zabawy. Formalnie nie można wyjść ze strefy euro, nie wychodząc z Unii. W roku 1995 Joschka Fischer zastanawiał się, czy Niemcy „w końcu otrzymają to, czego świat im odmówił podczas dwóch wojen światowych, mianowicie łagodną hegemonię nad Europą”. To było dawno, ale w innej retoryce ten temat bez przerwy powraca.

.Nie we wszystkim się z tezami Thierry’ego Garcina zgadzam. Oczywista różnica dotyczy Stanów Zjednoczonych. Garcin zarzuca Polsce służalczość, obraża się za nasze zakupy amerykańskiego sprzętu. Żądanie reparacji od Niemiec uważa za nacjonalistyczną arogancję. Kończy jednak mocnym stwierdzeniem, że Niemcy nie powinny ulegać amnezji co do swojej destruktywnej roli w dwóch wojnach światowych, jak również tego, że same są owocem wspólnoty europejskiej.

Jan Śliwa

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 lutego 2026
Fot. Christian MANG / Reuters / Forum