Michał KURTYKA: Pułapka Lizandra. Dlaczego Europa może przegrać bez wojny?

Pułapka Lizandra. Dlaczego Europa może przegrać bez wojny?

Photo of Michał KURTYKA

Michał KURTYKA

Były polski minister energii, klimatu i środowiska, prezydent COP24, wykładowca i ekspert geopolityki energii Akademii Leona Koźmińskiego oraz Distinguished Fellow Atlantic Council.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Europa może przegrać nie w wielkiej wojnie mocarstw, ale w ciszy własnych przyzwyczajeń. Kiedy Xi Jinping przywołuje Tukidydesa, uwaga świata kieruje się ku starciu potęg; tymczasem dla Europy groźniejsza może okazać się nie pułapka Tukidydesa, lecz pułapka Lizandra — zwycięstwo osiągnięte nie przez frontalne uderzenie, ale przez odcięcie przeciwnika od tego, bez czego nie potrafi już żyć – pisze Michał KURTYKA

Pułapka Lizandra i lekcja upadku Aten

.Lizander zrozumiał to lepiej niż wielu wielkich wodźów swojej epoki. We wrześniu 405 roku p.n.e., pod Ajgospotamoj na Hellesponcie, nie musiał zdobywać Aten szturmem. Wyczekał, aż ateńscy marynarze rozproszą się na brzegu w poszukiwaniu prowiantu, i zaatakował z precyzją chirurga. W ciągu kilku godzin spośród stu osiemdziesięciu ateńskich trier ocalało zaledwie dziewięć. Nie była to bitwa morska w tradycyjnym sensie — to było zniszczenie łańcucha logistycznego. Zamknięcie Hellespontu odcięło drogę, którą do Aten docierało czarnomorskie zboże. Bez niego miasto — mimo floty, murów i splendoru — stawało się bezbronne. Skapitulowało kilka miesięcy później.

Historia schyłku Aten brzmi dziś niepokojąco znajomo. Europejczycy lubią myśleć o sobie jako o wspólnocie prawa, dobrobytu i regulacji. Chętnie opowiadają o sile rynku, o cywilizacyjnej przewadze instytucji, o modelu społecznym, który ma czynić kontynent odpornym na wstrząsy. Ale potęga polityczna nigdy nie istnieje w próżni. Opiera się zawsze na czymś bardziej podstawowym: na energii, na przepływach, na infrastrukturze, na zdolności utrzymania codziennego życia.

Dla Aten takim fundamentem było zboże. Dla Europy są nim dziś energia, infrastruktura cyfrowa i dostęp do krytycznych komponentów. To one są współczesnym odpowiednikiem ateńskiego korytarza życia. To one przesądzają o tym, czy działa przemysł, czy płynie handel, czy funkcjonuje państwo, czy społeczeństwo zachowuje minimum stabilności. Trzy poziomy zależności, trzy oblicza tej samej pułapki.

Energia jako współczesny fundament siły państw

Najbardziej oczywisty jest wymiar energetyczny. Wojna na Ukrainie brutalnie obnażyła strukturę, którą zbyt długo traktowano jako element techniczny, a nie strategiczny. Po rosyjskiej inwazji dostawy rurociągowego gazu z Rosji do Europy spadły o ponad 80 procent, a kontynent musiał ratować się skokowym wzrostem importu LNG — ze Stanów Zjednoczonych, Kataru i Norwegii. Między 2021 a 2023 rokiem europejskie rządy wydały blisko 800 miliardów euro, by ochronić obywateli i przemysł przed skutkami tej gwałtownej zmiany. To nie był koszt katastrofy — to był koszt adaptacji.

Wymiar energetyczny ma przy tym głębię, której nie widać na pierwszym planie. Napięcia wokół cieśniny Ormuz są najczęściej opisywane przez pryzmat ropy i gazu — słusznie, bo tą trasą przepływa około 20 procent światowego eksportu ropy. Ale Ormuz kontroluje też coś mniej oczywistego: np. eksport helu z Kataru. Katar dostarcza ponad jedną trzecią światowych zasobów tego gazu, wydobywanego jako produkt uboczny obróbki gazu ziemnego. Hel jest niezbędny w produkcji półprzewodników — jako chłodziwo i nośnik w procesach litograficznych. Kiedy irańskie ataki na instalacje w Ras Laffan i zamknięcie cieśniny ograniczyły eksport helu, skutki natychmiast odczuły fabryki chipów w Korei Południowej i na Tajwanie. Współczesna blokada nie musi oznaczać braku paliwa. Może oznaczać brak jednego, niewidocznego składnika, bez którego nie da się wytwarzać chipów, obsługiwać rezonansów magnetycznych ani produkować nawozów.

Europa zależna od infrastruktury cyfrowej

Drugi poziom jest mniej widowiskowy, a może groźniejszy, bo działa wewnątrz systemu. Europa coraz większą część swojego życia zbiorowego opiera na platformach, kodzie, chmurze obliczeniowej i sprzęcie, nad którymi nie ma pełnej pewności panowania w chwili kryzysu. Nowoczesne państwo jest dziś utkane z warstw cyfrowych: systemów płatności, logistyki, administracji, łączności, zarządzania siecią energetyczną, obiegu informacji. Jeśli te warstwy pozostają zależne od zewnętrznych podmiotów — bez względu na to, czy mowa o dostawcach amerykańskich czy chińskich — to współczesny Lizander nie musi stać u wejścia do portu. Wystarczy, że siedzi już w mieście.

Zależność cyfrowa ma cechę, która odróżnia ją od energetycznej: jest niewidoczna dopóty, dopóki nie staje się problemem. Dostawcy infrastruktury cyfrowej nie przychodzą jako zaborcy. Przychodzą jako oferenci wygody, skali i niskiej ceny. Budują ekosystemy, od których z czasem coraz trudniej się uniezależnić. Ich obecność nie musi oznaczać wrogości, by stała się ograniczeniem sprawczości. Wystarczy, że w chwili politycznego napięcia Europa odkryje, iż nie ma pełnej swobody działania w systemach, od których zależy jej codzienność. To są dzisiejsi agenci Lizandra — nie agenci wywiadu, lecz agenci infrastruktury.

Półprzewodniki i komponenty krytyczne nową osią geopolityki

Jest jeszcze trzeci poziom: komponenty, których zwykle nie widać, dopóki nagle nie zaczyna ich brakować. Pandemia COVID-19 ujawniła tę logikę w obszarze ochrony zdrowia — kruchość dostępności leków i substancji czynnych, której wcześniej nikt nie wliczał w kalkulację ryzyka geopolitycznego. Nie była to wojna, a jednak odsłoniła mechanizm dobrze znany Lizandrowi: jeśli kontroluje się jedno kluczowe ogniwo łańcucha, można sparaliżować całość.

Dziś analogiczne pytania wracają w kontekście półprzewodników. Europejska gospodarka jest od nich uzależniona na każdym poziomie: od elektroniki konsumenckiej, przez przemysł motoryzacyjny, po systemy zarządzania energią i infrastrukturą krytyczną. Tymczasem produkcja zaawansowanych chipów pozostaje skoncentrowana geograficznie w sposób niemal bezprecedensowy w nowoczesnej historii przemysłowej — Europa odpowiada dziś za jedynie około 9 procent światowej produkcji półprzewodników. Europejski Chips Act mobilizuje ponad 80 miliardów euro inwestycji i zmierza we właściwym kierunku — cel dwudziestoprocentowego udziału w globalnej produkcji do 2030 roku jest ambitny, lecz realny tylko wtedy, gdy nie zgasną inwestycje i polityczna wola. To jest właśnie stawka: nie czy Europa ma strategię, lecz czy ma dość czasu, by ją zrealizować.

Iluzja skali

W tym sensie Europa żyje dziś w niebezpiecznej iluzji skali. Wiele państw członkowskich może przekonywać się, że są tylko częścią większego organizmu i że same, z osobna, zdołają ominąć kontynentalny problem. To myślenie przypomina złudzenie mieszkańców dzielnicy Aten, którzy mogliby uznać, że blokada Pireusu ich nie dotyczy — bo przecież żyją dalej od portu. Tymczasem jeśli odcięty zostaje Pireus, głód obejmuje całe Ateny. Jeśli Europa traci panowanie nad energią, infrastrukturą cyfrową i komponentami krytycznymi, nie ma na kontynencie politycznego przedmieścia, które pozostanie naprawdę bezpieczne.

Dotyczy to również Polski. Nie dlatego, że jej sytuacja jest identyczna z sytuacją każdego innego kraju Unii, lecz dlatego, że w chwili przesilenia o sile poszczególnych państw będzie decydował stan całego europejskiego organizmu. Można poprawiać własne połączenia gazowe, dywersyfikować kierunki dostaw, wzmacniać odporność krajowych systemów — i Polska robi to z determinacją, czego dowodem jest choćby rozbudowa terminalu LNG w Świnoujściu i uruchomienie Baltic Pipe. Ale jeśli załamuje się szerszy porządek europejski, rachunek i tak wraca do wszystkich. W świecie głębokich współzależności nie ma luksusu bycia bezpiecznym w pojedynkę.

Czy Europa odzyska strategiczną sprawczość?

Byłoby błędem sprowadzać tę diagnozę do tezy, że Europa wszystko przespała. Kontynent dysponuje zasobami, których nie należy lekceważyć. Ma potęgę regulacyjną, która czyni z niego globalny rynek referencyjny — RODO stało się de facto standardem ochrony danych na świecie, a europejska taksonomia zrównoważonego finansowania wyznacza kierunek dla globalnego kapitału. Ma kompetencje przemysłowe w kluczowych sektorach: energetyce jądrowej, lotnictwie, farmaceutyce, technologiach wodorowych. Ma zdolności infrastrukturalne, które ujawniły się po 2022 roku: Europa zdołała w ciągu kilkunastu miesięcy przebudować część sieci energetycznych, zbudować nowe terminale LNG i zdywersyfikować dostawców — odpowiedź, którą wielu ekspertów uznało za niemożliwą w tak krótkim czasie.

Europa ma też coś trudniejszego do zmierzenia, ale realnego: zdolność do budowania i utrzymywania złożonych koalicji. Europejska wielostronność bywa powolna i frustrująca — ale jest też trudna do zniszczenia z zewnątrz. To atut, który Lizander rozumiałby doskonałe: sojusze oparte na wspólnym interesie, a nie tylko rozkazie, bronią swoich korytarzy wytrwalej. Problem polega nie na braku zasobów, lecz na braku woli, by czytać je jako instrumenty siły.

Dlatego kluczowe pytanie nie brzmi już, czy Europa powinna być bardziej „strategiczna”. To słowo zostało zużyte. Prawdziwe pytanie brzmi: z czego Europa gotowa jest zrezygnować, by odzyskać kontrolę nad własnymi korytarzami życia? Bo każde poważne odzyskiwanie sprawczości kosztuje. Wymaga utrzymywania droższych zdolności produkcyjnych na własnym terenie, inwestowania we własne kompetencje technologiczne, akceptacji, że nie wszystko będzie tak tanie i tak wygodne jak w epoce globalizacji bez ryzyka. Wymaga też powrotu do myślenia, że bezpieczeństwo nie jest dodatkiem do dobrobytu, lecz jego warunkiem.

Różne poziomy zależności wymagają różnych odpowiedzi. Zależność energetyczna wymaga dywersyfikacji źródeł i przyspieszenia transformacji ku energii odnawialnej — nie tylko ze względów klimatycznych, ale z przyczyn geopolitycznych, bo energia słoneczna i wiatrowa nie mają wąskiego gardła w żadnej cieśninie. Zależność cyfrowa wymaga inwestycji w europejskie zdolności chmurowe, suwerenność danych i kryptografię. Zależność od komponentów krytycznych wymaga odbudowy — choćby częściowej — bazy produkcyjnej na kontynencie lub tworzenia głębszych strategicznych zapasów i alternatywnych sieci dostawców. To nie jest nacjonalizm przemysłowy. To elementarna higiena strategiczna.

Nasz Hellespont

Na tym polega najgłębszy sens pułapki Lizandra. Nie chodzi o to, że ktoś pewnego dnia uderzy z zewnątrz. Chodzi o to, że przez lata sami budujemy warunki, w których takie uderzenie stałoby się skuteczne. Przyzwyczajamy się do wygody zależności, aż zaczynamy uważać ją za naturalny stan rzeczy. Wtedy przeciwnik nie musi być silniejszy od nas w każdym wymiarze. Wystarczy, że lepiej rozumie, gdzie biegnie nasz Hellespont.

Tukidydes uczył, że wojny rodzą się ze strachu, ambicji i zmiany układu sił. Lekcja Lizandra jest bardziej konkretna i może dlatego bardziej użyteczna dla Europy w tym momencie. Mówi, że wielkie cywilizacje przegrywają nie tylko wtedy, gdy są militarnie słabsze, lecz także wtedy, gdy tracą panowanie nad tym, co je żywi. Ateny miały kulturę, instytucje i flotę. Nie miały już jednak pewności dostępu do zboża.

Europa ma bogactwo, prawo, talent organizacyjny i zdolność normatywnego oddziaływania. Ma też — i to jest różnica, której nie należy marnować — czas na działanie, którego Ateny w swoim krytycznym momencie już nie miały. Pytanie brzmi, czy potrafi go wykorzystać: czy odpowie sobie szczerze, gdzie biegną jej współczesne korytarze życia — w obszarze energii, systemów cyfrowych i komponentów krytycznych — i czy jest gotowa podjąć trud ich ochrony.

.Sam Lizander nie był najświetniejszym bohaterem greckiej wyobraźni. Nie zostawił po sobie blasku ateńskich mówców ani filozofów. Zrozumiał jednak coś, czego potężniejsze od Sparty Ateny nie chciały przyjąć do wiadomości: że los imperium może zależeć od pozornie technicznego szlaku dostaw. Być może właśnie dlatego nowy Lizander nie będzie wyglądał jak zdobywca. Bardziej prawdopodobne, że okaże się cierpliwym architektem zależności — kimś, kto nauczył się, że najpewniejszą drogą do zwycięstwa jest sprawić, by przeciwnik sam zapomniał, skąd naprawdę bierze się jego siła.

Michał Kurtyka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 maja 2026