
Niezwykła historia byłego szefa BND
Na początek tylko jedno zdanie wyjaśnienia, aby czasem tekst nie zmylił Czytelnika. Poniższa historia nie jest scenariuszem filmu szpiegowsko-sensacyjnego, ale opartą na relacjach poważnych niemieckich mediów opowieścią o współczesnym życiu politycznym w demokratycznych Niemczech – pisze Jan ROKITA
.W 2017 roku doszło do karczemnej awantury o wielkie pieniądze pomiędzy dwoma miliarderami rosyjskimi – Grigorijem Gusielnikowem, bankierem i potentatem w przemyśle chemicznym i kopalnictwie magnezu oraz metali ziem rzadkich, i Piotrem Kondraszewem. Nie będziemy tu tracić czasu na wgłębianie się w sedno walki dwóch rosyjskich rekinów; wystarczy powiedzieć, że w stawce konfliktu znalazł się m.in. rosyjski bank zarejestrowany na Łotwie o nazwie Norvik Banka.
Mieszkający w Wiedniu Kondraszew poprosił o pomoc hamburską firmę konsultingową Hanning Consult, którą po odejściu z polityki założył były szef niemieckiego wywiadu BND, a potem sekretarz stanu w niemieckim MSW – August Hanning. Tego szefa niemieckich szpiegów z lat 1998–2005 pamiętamy w Polsce całkiem nieźle, bo to on był prawą ręką kanclerza Gerharda Schroedera w tajnych układach z Moskwą, które miały zaowocować budową sławetnych gazowych rur bałtyckich, wysadzonych potem przez Ukraińców (nawiasem mówiąc – nigdy dość powtarzać, że chwała im za to!).
W tym punkcie historia nie jest całkiem jasna, ale zdaje się, że sprytny Hanning zdradził po cichu swego mocodawcę, za co wynagrodzony został sowicie przez jego śmiertelnego wroga Gusielnikowa świetnie płatną posadą w radzie nadzorczej Norvik Banka. Wkrótce Hanning uczestniczył w (albo nawet był mózgiem) sprzedaży banku jakimś szemranym inwestorom, którzy zawarli umowę kupna, ale nie zapłacili za nią, a przy okazji wyprowadzili jeszcze z banku coś koło pół miliona euro. Efekt był taki, że Norvik Banka (który po drodze zmienił nazwę na PNB) zbankrutował. I od tamtego czasu łotewskie i niemieckie sądy ścigają Hanninga, a komornicy zajęli mu luksusowe mieszkanie w Berlinie i dom w Westfalii, jak również znaczną część wypłacanej przez BND emerytury.
Zasłużony współtwórca Nord Streamu skarżył się potem w liście do kanclerza Olafa Scholza, że popadł w nędzę, i prosił o wsparcie w łotewskim rządzie. Ale wsparcia, zdaje się, nie dostał. W każdym razie żyjący w nędzy Hanning zręcznie wykorzystywał swoje stare szpiegowskie znajomości w Niemczech, Rosji czy Izraelu nie tylko poprzez swą firmę konsultingową. Zaangażował się również w firmę ochroniarską, zajmującą się też wywiadem gospodarczym, o nazwie System 360 AG, z siedzibą w Lucernie.
I tutaj los zetknął go w roku 2022 ze słynną hamburską businesswoman Christiną Block, właścicielką znakomitej sieci restauracji stekowych Block House (sam swego czasu lubiłem chodzić z żoną na steka do hamburskiego Block House’u, tuż obok ratusza, nad Małym Alsterem). Pani Block bowiem wpadła w zaciekły i ponury spór o dzieci ze swoim byłym mężem, a sąd duński nakazał zatrzymać dzieci przy ojcu w Danii. Pani Block zapłaciła więc firmie System 360 AG sto tysięcy euro, a Hanning, korzystając z pomocy swych starych kolegów – szpiegów z Izraela – przeprowadził… porwanie dzieci w Danii, odstawiając je siłą do Hamburga. Ściśle mówiąc, przeprowadził dwa porwania, bo pierwsze się nie udało i sprawcy poszli siedzieć w Danii, ale drugie – w sylwestra roku 2023/24 – skończyło się sukcesem wynajętych izraelskich agentów.
Z porwania zrobiła się straszna chryja, a niemiecki sąd nakazał pani Block odesłanie dzieci do ojca w Danii. Na jaw wyszły jeszcze przy tej okazji dwie dużo gorsze rzeczy. Pierwsza mianowicie ta, że były szef BND, dla polepszenia prawnej sytuacji pani Block, wymyślił iście agenturalną prowokację z podrzuceniem materiałów pedofilskich jej mężowi, aby go skompromitować.
Ale teraz dopiero zaczyna się prawdziwie gruba historia. Otóż w śledztwie w sprawie dzieci pani Block niemiecka policja weszła w roku 2025 do berlińskiego mieszkania Hanninga i tu – ku swej kompletnej konsternacji – odkryła, że były szef BND ma w mieszkaniu kopie ponad dwóch tysięcy tajnych raportów sporządzanych przez niemiecki wywiad dla Urzędu Kanclerskiego po roku 2009, czyli wtedy, gdy Hanning całkowicie odszedł już ze służby publicznej. Co więcej, krótko potem niemiecka prokuratura ustaliła, że owe raporty dostarczał Hanningowi wysoki oficer wywiadu, a jego były szef na ich podstawie sporządzał analizy dla obcych wywiadów. Tygodnik „Der Spiegel” twierdzi, że chodzi o wywiad Azerbejdżanu, ale tamtejsze władze wyśmiały to twierdzenie jako nonsens, a niemiecka prokuratura żadnych szczegółów nie ujawnia. Do mediów wyciekła tylko jedna, ale za to arcyciekawa informacja na temat działalności Hanninga – że mianowicie w latach 2015–2019 były szef BND, już jako osoba prywatna, siedmiokrotnie podróżował do Moskwy. Nic dziwnego, z czasów negocjacji nad Nord Streamem musiał mieć tam licznych i dobrych kolegów.
We wtorek 6 października 2026 roku August Hanning został aresztowany w swoim (zajętym przez komornika) domu w Westfalii, niedaleko Munster, i osadzony w kryminale pod zarzutami szpiegostwa i „usiłowania zdrady stanu”. Tego dnia niemiecka polityka znalazła się w stanie skrajnej gorączki, bo równocześnie w Magdeburgu na przewodniczącego tamtejszego parlamentu Saksonii-Anhalt wybrany został polityk AfD, co złamało sławetny „Brandmauer”, czyli „zaporę ogniową”, mającą izolować tę partię od wszelkich funkcji państwowych.
Socjaliści (a Hanning to przecież ich człowiek i prawa ręka nieszczęsnego Schroedera) próbują w sprawie Hanninga „ucieczki do przodu”, na gwałt postulując ustawodawstwo, które ograniczy możliwości prowadzenia biznesu przez byłych polityków. Chadecy, panujący nad Komisją Kontroli Bundestagu, lamentują, iż system kontrolny państwa niemieckiego jest słaby, skoro dopiero dzięki porwaniu dzieci na zlecenie pani Block prokuratora mogła dowiedzieć się, że były szef niemieckich szpiegów sam został szpiegiem, gdyż musiał sobie jakoś dorobić.
.A mnie osobiście nasuwają się ad hoc trzy konkluzje z tej historii. Pierwsza – że potwierdza się intuicja, iż lewicowa ekipa kanclerza Schroedera to byli nędzni ludzie i patrioci tylko swoich własnych pieniędzy. Druga – że oskarżenie i aresztowanie byłego szefa BND mimo wszystko dobrze świadczy o Niemczech pod rządami Friedricha Merza. No i trzecia – że przy wszystkich wątpliwościach co do polskich służb specjalnych taka rzecz jak historia Augusta Hanninga w Polsce nie mogłaby się jednak zdarzyć.


