Czy w świecie tekstów generowanych przez sztuczną inteligencję ktoś jeszcze będzie chciał pisać książki? [Samuel FITOUSSI]

Samuel Fitoussi jest francuskim eseistą, felietonistą dziennika „Le Figaro”, autorem książki „Pourquoi les intellectuels se trompent”. W tekście opinii w „Le Figaro” analizuje możliwe skutki upowszechnienia tekstów pisanych przez sztuczną inteligencję, które coraz trudniej odróżnić od tekstów napisanych przez człowieka.
.„Przez jakiś czas autorzy, którzy udowodnili swój talent przed erą sztucznej inteligencji, zachowają swoich czytelników, którzy będą w nich widzieć pewną ostoję. Możliwe jednak, że dla nastolatka perspektywa kariery pisarskiej jest już na zawsze zamknięta” – stwierdza Samuel Fitoussi w „Le Figaro”.
Jak zauważa Samuel Fitoussi w „Le Figaro”, obecnie fragmenty książek napisane przez sztuczną inteligencję czy w całości wygenerowane przez nią teksty w mediach społecznościowych „trudno odróżnić od tekstów napisanych przez człowieka, a z czasem będzie to coraz trudniejsze”. Jak ocenia, „z pewnością już teraz nie zdajemy sobie sprawy z liczby tekstów napisanych bez udziału autora, które czytamy”. „Po tysiącleciach cywilizacji opartej na piśmie może to być zapowiedzią schyłku czytania i pisania” – podkreśla.
„Kto w przyszłości będzie jeszcze spędzał godziny nad pisaniem tekstu, wiedząc, że może osiągnąć taki sam (a nawet lepszy) rezultat, korzystając ze sztucznej inteligencji, która wykona tę pracę w pięć minut (co jest praktyką, której nie odmówią sobie konkurujący z nim „autorzy”), a ponadto że tak czy inaczej będzie podejrzany o kopiowanie z AI? Wyobraźmy sobie, że diamenty syntetyczne staną się przy sprzedaży nie do odróżnienia od diamentów naturalnych (bez certyfikatu autentyczności, bez możliwości prześledzenia pochodzenia). Oba kamienie kosztowałyby tyle samo – kto wydawałby wówczas miliony na wydobycie diamentów? Do tego dochodzi zniechęcenie autorów „rzemieślniczych”, którym trudno będzie znaleźć czytelników, bo treści dobrej jakości mnożą się niemal bez końca (co zmniejsza szanse na to, że czytelnik trafi na ich tekst), do czego dochodzi podejrzenie o AI (co odbiera ochotę na czytanie). Tymczasem pisze się po to, by być czytanym” – tłumaczy.
„Przez jakiś czas autorzy, którzy udowodnili swój talent przed erą sztucznej inteligencji, zachowają swoich czytelników, którzy będą w nich widzieć pewną ostoję. Możliwe jednak, że dla nastolatka perspektywa kariery pisarskiej jest już na zawsze zamknięta” – dodaje.
„W świecie, w którym nikt nie będzie pisać, czy ktoś zechce jeszcze czytać? Być może teksty generowane przez sztuczną inteligencję odnoszą dziś taki sukces w mediach społecznościowych dlatego, że korzystają z założenia, że każdy tekst został napisany przez człowieka, a to założenie zaczyna słabnąć. Technooptymiści odpowiadają, że dla czytelnika liczy się jedynie jakość tekstu. Jak argumentują, nikt nie zastanawia się, czy stół został stworzony przez robota – tak samo ma być z tekstami. Jednak gdyby istniała generalna zasada, że liczy się dla nas tylko jakość rezultatu, przyszłość rysowałaby się ponuro (…). Na szczęście taka zasada nie istnieje. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że doskonała replika „Mony Lisy” warta jest jedynie ułamek tego, co oryginał?” – stwierdza Samuel Fitoussi.
.„Tekst należy do rzeczy, których pochodzenie ma znaczenie. Z trzech powodów. Po pierwsze, czytanie wymaga czasu. Trzeba więc wybierać lektury na podstawie dostępnych sygnałów. To, że ktoś poświęcił czas na napisanie czegoś, jest sygnałem, że przekazywana wiadomość ma dla niego wartość (inaczej by tego czasu nie poświęcił). Natomiast ten, kto generuje teksty za pomocą AI, może opublikować wszystko, nie musi już wybierać treści, które naprawdę się dla niego liczą. W przypadku słów napisanych przez AI nic nie gwarantuje nam, że ktokolwiek uznał je za ważne (ani nawet że ktokolwiek je przeczytał!). Między piszącym a czytelnikiem istnieje niepisana umowa moralna; zostaje ona złamana, jeśli autor włożył w stworzenie tekstu mniej wysiłku, niż będzie kosztować czytelnika jego przeczytanie. Po drugie, człowiek jest istotą społeczną: czytamy (również) po to, by wejść w kontakt z innym umysłem. (…) Tymczasem tekst wygenerowany przez maszynę – nawet starannie kierowaną przez człowieka – nigdy nie odzwierciedla dokładnie tego, co osoba podpisująca tekst chciała powiedzieć (…). Po trzecie, rolą autora nie jest dawanie czytelnikowi tego, co sam mógłby uzyskać w kilka sekund od Chata GPT” – tłumaczy.
oprac. JD





