Delcy Rodriquez w Indiach. Wenezuela coraz ważniejsza dla Narendry Modiego

Delcy Rodriguez przyjechała do Indii ze zróżnicowaną agendą : rozmowy mają dotyczyć handlu, inwestycji, ochrony zdrowia i energii odnawialnej. W praktyce jednak cała ta wizyta krąży wokół jednego tematu ropy. W momencie, gdy wojna z Iranem zdusiła przepływy przez Ormuz, a Indie gorączkowo szukają pewniejszych źródeł dostaw, Wenezuela znów zaczyna wyglądać w Delhi jak ważny partner.

Wenezuela musi liczyć się z ewentualną reakcją Donalda Trumpa

.Delcy Rodriguez pełni funkcję prezydenta Wenezueli, po tym jak w styczniu Nicolasa Maduro usunięto z władzy w wyniku amerykańskiej operacji. Reuters przypominał, że to właśnie pod jej kierownictwem nowe władze w Caracas zaczęły otwierać sektor surowcowy i szukać partnerów gotowych wrócić do wenezuelskiej ropy mimo długiej historii politycznego chaosu i sankcji.

Prezydent Wenezueli była jedną z najważniejszych postaci wenezuelskiego establishmentu od lat: pełniła m.in. rolę szefa dyplomacji i przez pewien czas była także odpowiedzialna za sektor naftowy. Reuters pisał, że jej nazwisko od dawna przewija się w rozmowach inwestorów, bankierów i firm energetycznych.

Indie importują około 90 proc. zużywanej przez siebie ropy, a duża część tego surowca zwykle płynie przez Cieśninę Ormuz. Kiedy ten szlak został sparaliżowany przez wojnę i napięcia w Zatoce, każdy alternatywny dostawca zaczął zyskiwać. Reuters podawał, że w maju Indie były już drugim największym odbiorcą wenezuelskiej ropy, sprowadzając z tego kierunku około 427 tys. baryłek dziennie.

Jeszcze kilka miesięcy wymiana między oboma krajami pozostawała stosunkowo skromna. Ale ropa zmienia wszystko, bo w czasie kryzysu to właśnie ona nadaje relacji ciężar strategiczny. Jeśli Delhi chce unikać nadmiernego uzależnienia od Bliskiego Wschodu, to Caracas – ze swoimi ogromnymi rezerwami – staje się z miejsca graczem, którego nie da się ignorować.

Dla indyjskich rafinerii wenezuelska ropa ma też sens czysto techniczny. To surowiec ciężki i siarkowy, trudniejszy w obróbce, ale właśnie dlatego atrakcyjny dla krajów dysponujących rozbudowanym i nowoczesnym sektorem rafineryjnym. Indie należą do niewielkiej grupy państw, które potrafią go skutecznie przerabiać na paliwa takie jak diesel czy paliwo lotnicze. To sprawia, że Caracas może być dla Delhi nie tyle zastępczym, co bardzo użytecznym partnerem dywersyfikacyjnym.

To jednak nie znaczy, że Delhi rzuci się teraz bez hamulców w objęcia Caracas. Indie widzą w Wenezueli szansę, ale nie chcą uzależniać się od kolejnego politycznie niestabilnego kierunku. Eksperci cytowani przez Reuters podkreślali, że choć Caracas daje Delhi możliwość odejścia od części dostaw z Bliskiego Wschodu, to jego własna niestabilność i niepewność regulacyjna każą zachować ostrożność.

Zwłaszcza że sama Wenezuela też ma swoje ograniczenia. Produkcja ropy wyraźnie wzrosła w ostatnich miesiącach, ale nadal pozostaje daleko poniżej dawnych poziomów. To oznacza, że Caracas może stać się dla Indii ważnym uzupełnieniem, ale nie pełnowymiarowym zamiennikiem dla największych dostawców. Reuters zwracał uwagę, że wzrost importu z Wenezueli należy czytać raczej jako element długofalowej strategii zakupowej niż paniczną reakcję na ostatnie wydarzenia wokół Ormuzu.

Wenezuela musi także liczyć się z ewentualną reakcją Donalda Trumpa. Wzmocnienie pozycji międzynarodowej rządu w Caracas nie byłoby na rękę Stanom Zjednoczonym, którym już udało się osłabić socjalistyczną republikę. Delcy Rodriquez może liczyć na wsparcie od Narendry Modiego, ale czy to wystarczy?

Maciej Bzura

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 11 czerwca 2026