Donald Trump w ONZ. Suwerenność, siła i świat bez „globalnego rządu”

Donald Trumpa UNGA81

Donald Trump wykorzystał wystąpienie przed 81. Zgromadzeniem Ogólnym ONZ nie tyle do przedstawienia klasycznego programu amerykańskiej dyplomacji, ile do zdefiniowania zasad, według których – w jego ujęciu – Stany Zjednoczone powinny działać w świecie.

Suwerenność państwa ma pierwszeństwo przed globalnymi mechanizmami zarządzania, siła militarna i gospodarcza jest warunkiem skutecznej dyplomacji, a instytucje międzynarodowe są użyteczne o tyle, o ile wspierają narodowe interesy. Iran, wojna rosyjsko-ukraińska, kartele narkotykowe, migracja, Grenlandia, ONZ i sztuczna inteligencja znalazły się w jednym przemówieniu dlatego, że Donald Trump podporządkował je jednej zasadzie: państwo musi mieć możliwość działania.

America First w ONZ

.Prezydent Donald Trump rozpoczął wystąpienie przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ od Ameryki. Nie od kryzysów międzynarodowych, nie od reformy Organizacji Narodów Zjednoczonych i nie od wojny. Punktem wyjścia stała się 250. rocznica niepodległości Stanów Zjednoczonych oraz obraz kraju, który – według prezydenta – odzyskał siłę gospodarczą, militarną i polityczną. „America is back” – przekonywał. Dalej wymieniał wzrost zatrudnienia, inwestycje, spadek przestępczości, bezpieczeństwo granicy, wydatki wojskowe i amerykańską przewagę technologiczną. Wiele liczb przedstawionych w tej części było elementem własnego bilansu administracji Trumpa, a nie niezależną oceną stanu amerykańskiej gospodarki. Ich funkcja w przemówieniu była jednak czytelna: sukces wewnętrzny miał stanowić źródło legitymizacji aktywnej polityki zagranicznej. 

Trump nie oddzielał polityki wewnętrznej od zagranicznej. Amerykańska gospodarka, energia, kontrola granicy, wojsko i technologie tworzyły w jego narracji jeden zasób potęgi. Państwo, które jest bezpieczne i silne wewnętrznie, może następnie kształtować otoczenie międzynarodowe. To właśnie prowadziło do zdania, które może być najlepszym kluczem do całego przemówienia: „While others have talked, I have acted” – „Podczas gdy inni mówili, ja działałem”.  Nie jest to klasyczny język multilateralizmu. Trump nie przedstawiał dyplomacji przede wszystkim jako procesu stopniowego budowania międzynarodowego konsensusu. Przedstawiał ją jako zdolność połączenia negocjacji, presji gospodarczej, ceł i – w ostatniej instancji – siły militarnej.

Pokój przez działanie

.Centralną kategorią przemówienia była skuteczność. Trump przedstawił siebie jako polityka, który nie pozwala problemom narastać. Wymieniał porozumienia i konflikty, w których jego administracja miała odegrać rolę mediatora: od Kambodży i Tajlandii, przez Armenię i Azerbejdżan oraz Demokratyczną Republikę Konga i Rwandę, po Gazę. Twierdził, że podczas drugiej kadencji pomógł zakończyć osiem konfliktów. W jego własnym opisie ważnym narzędziem były osobiste relacje z przywódcami, ale również handel, taryfy i groźba ich użycia.  To istotny element jego sposobu myślenia o stosunkach międzynarodowych. Handel nie jest w nim odrębną dziedziną gospodarki. Cło może być jednocześnie narzędziem polityki bezpieczeństwa, negocjacji i wymuszania kompromisu.

Tak samo siła wojskowa nie pojawia się wyłącznie jako środek prowadzenia wojny. W logice przemówienia jest elementem negocjacji. Jeżeli druga strona uznaje, że Stany Zjednoczone rzeczywiście mogą użyć siły, wówczas – zgodnie z argumentacją Trumpa – dyplomacja zyskuje większą skuteczność. Taka logika była szczególnie widoczna w części poświęconej Iranowi.

Iran jako główny przykład doktryny Trumpa

.Iran zajmował wyjątkowo dużo miejsca w wystąpieniu. Trump przedstawił Islamską Republikę jako przykład zagrożenia, któremu przez lata pozwalano narastać. Przypomniał rozmowy dotyczące programu nuklearnego, amerykańskie działania militarne oraz późniejszy konflikt. Utrzymał przy tym podstawową deklarację swojej polityki: Iran nie może uzyskać broni jądrowej. 

W części dotyczącej Iranu język prezydenta był niezwykle ostry. Trump mówił o dalszej możliwości porozumienia, ale równocześnie otwarcie groził ponownym użyciem siły, jeżeli Teheran nie zdecyduje się na umowę. AP odnotowała, że jeszcze tego samego dnia przedstawiciele USA i Iranu odbyli kilkugodzinne, pośrednie rozmowy na marginesie zgromadzenia.  To zestawienie – groźba i negocjacje prowadzone niemal równocześnie – dobrze pokazuje konstrukcję polityki zagranicznej przedstawianej przez Trumpa. Nie jest to odrzucenie dyplomacji. Przeciwnie, porozumienie pozostaje pożądanym rezultatem. Jednak dyplomacja zostaje osadzona w warunkach maksymalnie widocznej przewagi militarnej i ekonomicznej.

Trump wezwał też pozostałe państwa do gospodarczej izolacji Iranu do czasu zakończenia ataków na żeglugę, rezygnacji z ambicji nuklearnych i zaprzestania wspierania organizacji terrorystycznych.  W jego ujęciu presja nie stoi więc w sprzeczności z rozmowami. Ma być tym, co czyni rozmowy skutecznymi.

Gaza jako dowód skuteczności negocjacji

.Drugim ważnym przykładem była Gaza. Trump przypominał, że rok wcześniej konflikt nadal trwał, a zakładnicy pozostawali w niewoli Hamasu. W tegorocznym wystąpieniu wskazywał na zakończenie wojny, powrót zakładników oraz przyjęty przez Radę Bezpieczeństwa plan dotyczący przyszłości Gazy. Mówił także o międzynarodowym Board of Peace i zaangażowaniu państw arabskich oraz innych partnerów w odbudowę i stabilizację Strefy Gazy.  Dla konstrukcji przemówienia był to ważny kontrast z Iranem.

Wobec obu kryzysów Trump przedstawiał Stany Zjednoczone jako państwo, które nie ogranicza się do komunikatów. Ale środki mogły się różnić: mediacja, taryfy, osobiste negocjacje, presja ekonomiczna i działania militarne należały do jednego arsenału politycznego. Nie jest to więc w przedstawionej przez niego wizji rozróżnienie na „dyplomację” i „siłę”. Siła jest jednym z warunków dyplomacji.

Rosja i Ukraina: zapowiedź porozumienia, niewiele szczegółów

.Inaczej Trump mówił o wojnie rosyjsko-ukraińskiej. O ile Iranowi poświęcił szczegółową i konfrontacyjną część wystąpienia, w przypadku Ukrainy przede wszystkim deklarował, że Stany Zjednoczone pozostają w kontakcie z przywódcami obu stron i że – jego zdaniem – rozwiązanie może nadejść szybciej, niż się powszechnie uważa. Przywołał dużą liczbę ofiar ponoszonych każdego miesiąca i powtarzał, że celem musi być zatrzymanie zabijania. 

Nie przedstawił jednak w przemówieniu szczegółowej architektury przyszłego porozumienia. Wspomniał natomiast o nowych uprawnieniach taryfowych i możliwości ich zastosowania w związku z wojną. To również odpowiada szerszej logice przemówienia: polityka handlowa i presja ekonomiczna mają być częścią instrumentarium polityki zagranicznej.  Trump pochwalił również działania Melanii Trump dotyczące powrotu części ukraińskich i rosyjskich dzieci do rodzin. 

W całym wystąpieniu Ukraina była więc przedstawiana przede wszystkim przez pryzmat konieczności zakończenia wojny, a nie szczegółowej debaty o przyszłym systemie bezpieczeństwa europejskiego.

Zachodnia półkula wraca do centrum polityki USA

Jednym z najważniejszych tematycznie bloków wystąpienia – choć nie zawsze tak mocno obecnym w europejskiej debacie – była zachodnia półkula. Trump połączył w jednej opowieści Wenezuelę, kartele narkotykowe, Meksyk, Kubę i Grenlandię. Przedstawił amerykańską operację w Wenezueli i zatrzymanie Nicolása Maduro jako przykład powrotu Stanów Zjednoczonych do polityki zdecydowanego egzekwowania własnych interesów regionalnych. Mówił następnie o dużym porozumieniu dotyczącym wenezuelskiej ropy i stwierdził, że USA nie pozwolą zagrożeniom strategicznym zakorzenić się na zachodniej półkuli. 

Jest to fragment szczególnie istotny w kontekście ogłoszonej dzień wcześniej inicjatywy Shield of the Americas. Administracja Trumpa coraz wyraźniej traktuje bezpieczeństwo obu Ameryk jako wspólny problem militarny, gospodarczy, migracyjny i przestępczy. Kartele narkotykowe Trump nazwał w przemówieniu odpowiednikiem ISIS na zachodniej półkuli. Przedstawiał je nie jako klasyczne organizacje przestępcze, ale jako przeciwnika, wobec którego państwo powinno wykorzystywać instrumenty kojarzone dotychczas z walką z terroryzmem. 

Taki sposób kategoryzowania karteli ma daleko idące konsekwencje polityczne. Przesuwa problem przemytu narkotyków i przestępczości z obszaru tradycyjnego egzekwowania prawa w stronę bezpieczeństwa narodowego. Właśnie dlatego Trump mówił o uderzeniach na jednostki wykorzystywane przez kartele, działaniach wobec Tren de Aragua i konieczności odzyskania przez Meksyk pełnej kontroli nad własnym terytorium. Były to twierdzenia i oceny samego prezydenta; przedstawione w wystąpieniu dane dotyczące skali ograniczenia przemytu nie zostały przez niego szerzej udokumentowane. 

Kuba, komunizm i język ideologiczny

.Następnie pojawiła się Kuba. Trump zapowiedział fundamentalną zmianę sytuacji na wyspie i podkreślał presję, pod jaką znajduje się kubański system. Wplótł w ten fragment także amerykańską politykę wewnętrzną, oskarżając kubańskie władze o związki z radykalnymi środowiskami lewicowymi w USA. Biały Dom wyeksponował tę część również w oficjalnym podsumowaniu przemówienia. 

Ten fragment jest ważny dlatego, że Trump nie przedstawił konfliktu z Kubą wyłącznie w kategoriach geostrategicznych. Nadał mu wymiar ideologiczny. W jego narracji bezpieczeństwo Ameryki nie oznacza jedynie uniemożliwienia przeciwnikom rozmieszczania wojsk czy zdobywania strategicznych aktywów. Chodzi również o powstrzymywanie systemów politycznych i ideologii uznawanych przez jego administrację za wrogie. To jeden z momentów, w których polityka zagraniczna i amerykański spór wewnętrzny niemal całkowicie się przenikają.

Grenlandia jako element bezpieczeństwa kontynentu

.Jeszcze wyraźniej geopolityczny charakter miała część dotycząca Grenlandii. Trump mówił o uzgodnionym z Danią i Grenlandią porozumieniu dotyczącym amerykańskiej obecności oraz bezpieczeństwa wyspy. Według jego relacji Stany Zjednoczone mają otrzymać trwałe możliwości działania związane z bezpieczeństwem, powstrzymywać obecność wojskową przeciwników i wrażliwe inwestycje oraz rozwijać dwie duże bazy wojskowe.  Trump przedstawiał tę umowę jako korzyść nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, ale również dla Europy i NATO. W tym kontekście pochwalił Sojusz Północnoatlantycki oraz wzrost zobowiązań obronnych państw członkowskich do poziomu 5 proc. PKB, przedstawiając to jako element wzmacniania NATO.  Ten fragment dobrze pokazuje, że przedstawiona przez Trumpa koncepcja „America First” nie oznacza automatycznie wycofania USA z sojuszy.

Jest to raczej warunkowe podejście do sojuszy: mają one być silne wtedy, gdy państwa członkowskie zwiększają własne zdolności i gdy struktura współpracy odpowiada interesom strategicznym Stanów Zjednoczonych.

Trump przeciwko „globalnemu rządowi”

.Dopiero w ostatniej części przemówienia Trump przeszedł wprost do samej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Była to jedna z najbardziej ideologicznie wyrazistych części całego wystąpienia. Z jednej strony prezydent przekonywał, że ONZ posiada wielki potencjał. Z drugiej podkreślał, że organizacja wymaga reform i ograniczenia biurokracji. Przypisał swojej administracji udział w ograniczeniu budżetu ONZ w 2026 r. o 15 proc. oraz likwidacji ponad czterech tysięcy stanowisk.  Trump zaatakował także próby tworzenia ponadnarodowych mechanizmów fiskalnych.

„There is no global government — and while I am President, there will be no global taxes” – powiedział.  To jedno zdanie dobrze oddaje jego stosunek do multilateralizmu. Trump nie odrzuca międzynarodowej współpracy. W całym przemówieniu wielokrotnie dziękował Radzie Bezpieczeństwa, partnerom regionalnym, NATO czy państwom zaangażowanym w procesy pokojowe. Sprzeciwia się natomiast przekształcaniu organizacji międzynarodowych w źródło autonomicznej władzy ponad państwami. W tej koncepcji ONZ może być forum koordynacji suwerennych narodów, ale nie powinna stawać się zalążkiem globalnego centrum regulacyjnego.

Atak na Międzynarodowy Trybunał Karny

.Jeszcze dalej Trump poszedł w przypadku Międzynarodowego Trybunału Karnego. Wezwał państwa należące do MTK do opuszczenia tej instytucji, którą przedstawił jako pozbawioną legitymacji wobec Stanów Zjednoczonych.  To nie była krytyka pojedynczej decyzji Trybunału, lecz zakwestionowanie jego modelu działania. W szerszym kontekście przemówienia jest to logiczne. Jeżeli podstawową jednostką światowej polityki jest suwerenne państwo, instytucja posiadająca kompetencje mogące objąć obywateli państw, które nie uznają jej jurysdykcji, staje się dla Trumpa przykładem przekroczenia granic multilateralizmu.

Ten spór dotyczy więc nie tylko MTK, ale samego pytania o to, czy prawo międzynarodowe może w pewnych sytuacjach ograniczać władzę państwa bez jego zgody.

Migracja jako pytanie o kulturę i suwerenność

.Trump połączył krytykę instytucji ONZ z migracją. Zarzucił organom zajmującym się prawami człowieka selektywność oraz niewystarczającą uwagę poświęcaną prześladowaniu chrześcijan. Następnie przeszedł do krytyki polityki migracyjnej i roli, jaką jego zdaniem część instytucji międzynarodowych odgrywa w jej promowaniu.  Szczególnie charakterystyczne było odwołanie do UNESCO. Trump argumentował, że istnieje sprzeczność między ochroną dziedzictwa kulturowego a popieraniem masowej migracji, która – według niego – może to dziedzictwo osłabiać.

Najważniejszą zasadę tego fragmentu sformułował następująco: „Nie istnieje prawo człowieka do nielegalnej imigracji, istnieje natomiast prawo do pozostania suwerennym narodem”.  Niezależnie od oceny tej argumentacji, jest ona ważna dla zrozumienia całej konstrukcji przemówienia. Granica państwa nie jest tutaj jedynie techniczną linią kontroli ruchu ludności. Jest elementem suwerenności, kultury i prawa wspólnoty politycznej do decydowania o własnym składzie.

Od „Artificial Intelligence” do „Super Intelligence”

.Jednym z najbardziej nietypowych fragmentów wystąpienia była sztuczna inteligencja. Trump zaproponował zmianę samej nazwy technologii. Jego zdaniem określenie „artificial” sugeruje coś fałszywego lub nieautentycznego; zamiast tego zaczął używać pojęcia „Super Intelligence”.

Był to nie tylko językowy żart. Za zmianą nazwy kryła się określona koncepcja polityki technologicznej.

Trump odrzucił ideę stworzenia globalnego systemu regulowania AI. Jednocześnie polemizował z najbardziej katastroficznymi scenariuszami dotyczącymi rozwoju zaawansowanych modeli i argumentował, że Stany Zjednoczone nie powinny hamować technologii, która może – jak mówił – stać się ważniejsza niż internet lub rewolucja przemysłowa. 

Chiny pojawiły się w tym miejscu jako najważniejszy konkurent technologiczny. Trump stwierdził, że USA prowadzą obecnie w wyścigu AI i że chcą tę przewagę zachować. 

Co charakterystyczne, Pekin nie był jednak głównym antagonistą całego przemówienia. Znacznie więcej czasu prezydent poświęcił Iranowi, zachodniej półkuli, migracji oraz instytucjom międzynarodowym.

W obszarze AI jego przesłanie było natomiast jednoznaczne: konkurencja technologiczna wymaga przyspieszania, nie tworzenia kolejnych ponadnarodowych ograniczeń.

Jest to wyraźnie odmienne podejście od prezentowanego tego samego dnia przez sekretarza generalnego ONZ António Guterresa, który apelował o rozwijanie globalnych zabezpieczeń i mechanizmów zarządzania AI. 

ONZ jako forum, nie jako władza

.W tym miejscu ujawnia się najważniejsze napięcie wystąpienia Donalda Trumpa. Prezydent USA przyjechał do najważniejszej instytucji wielostronnej świata, aby podkreślić ograniczenia wielostronności.

Ale jednocześnie nie przedstawił wizji świata bez współpracy międzynarodowej. Przeciwnie: mówił o Radzie Bezpieczeństwa, NATO, państwach arabskich, partnerach latynoamerykańskich, Danii, Kanadzie i innych sojusznikach. W wielu obszarach domagał się wręcz większej wspólnej presji i większej koordynacji. Jego spór z multilateralizmem dotyczy czegoś innego.

W przedstawionej w Nowym Jorku wizji instytucje międzynarodowe mają służyć państwom, nie zastępować je. Prawo do ostatecznej decyzji pozostaje przy suwerennych rządach. To podejście można określić jako multilateralizm transakcyjny: współpraca jest cenna, jeśli daje wymierne rezultaty i wzmacnia zdolność państw do realizowania własnych interesów. Nie ma natomiast wartości samoistnej tylko dlatego, że odbywa się pod szyldem instytucji międzynarodowej.

Nie izolacjonizm, lecz polityka przewagi

.Z tego powodu przemówienia Trumpa nie należy sprowadzać wyłącznie do izolacjonizmu.

Prezydent nie mówił o wycofywaniu Ameryki ze świata. Mówił właściwie o czymś przeciwnym: o używaniu jej siły gospodarczej, militarnej, energetycznej i technologicznej bardziej aktywnie. Stany Zjednoczone mają angażować się w negocjacje pokojowe. Mają wywierać presję na Iran. Mają wpływać na sytuację w Wenezueli i na Kubie. Mają walczyć z kartelami. Mają rozwijać pozycję w Arktyce. Mają wzmacniać NATO i przewodzić technologicznej konkurencji w AI.

Ale każde takie zaangażowanie ma przechodzić przez filtr interesu narodowego. Nie chodzi więc o Amerykę nieobecną. Chodzi o Amerykę, która odrzuca – jak przedstawił to Trump – zobowiązania niemające jasno określonej korzyści strategicznej.

Siła jako warunek pokoju

.Na końcu Trump powrócił do historii.

Przypomniał Nowy Jork roku 1776 i Jerzego Waszyngtona, który polecił odczytać żołnierzom Deklarację Niepodległości w momencie, gdy w porcie pojawiła się brytyjska flota. Z tej historii wyprowadził końcową lekcję: wiara w zasady nie wystarcza, jeżeli nie istnieje zarazem wola i siła potrzebna do ich obrony.  To właśnie ta myśl spina prawie wszystkie części przemówienia.

Suwerenność wymaga kontroli granicy. Pokój wymaga wiarygodnej siły militarnej. Dyplomacja wymaga możliwości zastosowania sankcji i ceł. Rozwój technologiczny wymaga swobody inwestowania. Sojusze są wartościowe, jeśli uczestnicy ponoszą realne koszty bezpieczeństwa. Organizacje międzynarodowe mogą pomagać państwom, ale nie mogą – w rozumieniu Trumpa – przejmować ich suwerennych kompetencji. Jest to wizja porządku światowego znacząco różniąca się od tej, którą tego samego dnia przedstawiał António Guterres. Sekretarz generalny ONZ mówił o konieczności wzmocnienia współpracy w obliczu wojen, zmian klimatycznych, nierówności i AI. Trump mówił o odbudowie zdolności państw do samodzielnego działania. 

Obie diagnozy wychodzą z podobnego punktu: stary system międzynarodowy znajduje się pod ogromną presją. Różnią się jednak odpowiedzią.

Guterres widzi potrzebę skuteczniejszego multilateralizmu. Trump – silniejszych i bardziej suwerennych państw, które współpracują wtedy, kiedy potrafią zdefiniować wspólny interes. I dlatego być może najbardziej charakterystycznym elementem jego wystąpienia na 81. Zgromadzeniu Ogólnym ONZ nie były pojedyncze groźby wobec Iranu, spór o migrację ani nawet koncepcja „Super Intelligence”. Była nim konsekwentnie powracająca zasada: porządek międzynarodowy ma być tworzony przez państwa zdolne działać, a nie przez instytucje zdolne jedynie ustanawiać kolejne zasady. To właśnie na tej zasadzie Trump próbował w Nowym Jorku opisać miejsce Stanów Zjednoczonych w świecie roku 2026.

Jarosław Kowalski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 23 września 2026