Drony nad ZOO. Bezmyślność i kary

Stołeczne zoo apeluje, by nie latać dronami nad wybiegami dla zwierząt. To dla nich poważne zagrożenie – zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Zwierzęta źle reagują także na balony – podkreślają pracownicy zoo.
Warszawskie ZOO apeluje do mieszkańców
.Rzeczniczka zoo Anna Karczewska przekazała, że w warszawskim ogrodzie zoologicznym zgodnie z regulaminem zwiedzania obowiązuje całkowity zakaz wnoszenia i używania dronów. „Niestety, w dzisiejszych czasach, aby skierować dron nad wybiegi zwierząt, nie trzeba nawet wchodzić na teren ogrodu – można sterować urządzeniem z daleka. Jeśli dron znajdzie się nad ogrodem, jest to naruszenie przepisów i nie ma znaczenia, czy osoba nim sterująca znajduje się w zoo, czy poza nim” – podkreśliła.
Wyjaśniła, że dopóki dron znajduje się wysoko, nie wydaje zbyt głośnych dźwięków i pozostaje prawie niewidoczny – zwierzęta zazwyczaj go ignorują, traktując jak samolot, czy inny odległy obiekt na niebie. „Problem pojawia się wtedy, gdy operator zbliża drona zbyt mocno do wybiegów” – dodała.
Zaznaczyła, że reakcja zwierząt na drony zależy od gatunku, temperamentu, a nawet indywidualnych doświadczeń zwierząt. Kopytne i mniejsze ssaki reagują zazwyczaj spłoszeniem i próbą ucieczki. Drapieżniki mogą z kolei próbować „przegonić” intruza, ale również mogą być zaskoczone i poczuć się zestresowane lub zagrożone. W skrajnych przypadkach może to prowadzić do urazów, czy nawet zagrożenia życia.
Latające drony stresują i zagrażają zwierzętom
.Opowiedziała o zdarzeniu, gdy nad wybiegiem słoni personel zoo widział drony aż trzy razy – ostatni przypadek miał miejsce we wtorek rano. Zwierzęta miały właśnie wyjść na wybieg, jednak opiekun zauważył drona i postanowił wstrzymać wypuszczanie słoni do czasu jego odlotu.
„Choć słonie są duże i z natury niezbyt płochliwe, pojawienie się nieznanego obiektu podczas ich wychodzenia na zewnątrz mogłoby być dla nich zaskoczeniem i wywołać nagłą reakcję – np. cofnięcie się, próbę odgonienia, a nawet agresję. Nawet dron podlatujący do słoni w ciągu dnia, kiedy one już są na zewnątrz, może zdenerwować zwierzęta. Na wybiegu znajdują się różne przedmioty (…) karmniki na smakołyki lub zabawki – słoń może użyć ich do odgonienia intruza – jeśli potraktuje drona jak zagrożenie” – wyjaśniła Karczewska.
Kilka lat temu dron spadł na terenie zoo, właśnie na wybieg słoni. Okazało się, że późnym popołudniem rodzina z dzieckiem puszczała drona z sąsiedniego Parku Praskiego. „Był to dron amatorski, krótkiego zasięgu, więc spadł (być może) po wyładowaniu się akumulatora. Rodzina zgłosiła się po drona do zoo następnego dnia rano, zanim zwierzęta wyszły na wybieg, więc udało się go odzyskać” – przekazała rzeczniczka.
Opiekunowie szczególną troską otaczają samicę nosorożca Shikari, która jest zwierzęciem znacznie bardziej płochliwym. „Jej reakcja na pojawienie się drona mogłaby być silna i nieprzewidywalna, a w jej przypadku – podeszły wiek – nagły stres mógłby być szczególnie niebezpieczny” – wyjaśniła Karczewska.
Przywołała zdarzenie sprzed kilku lat, kiedy nad wybiegiem żyraf zauważono drona, który je spłoszył. „Dla żyraf ucieczka to naturalna reakcja na sytuację zagrożenia, a w ich konkretnym przypadku – z uwagi na fosę otaczającą wybieg (nie potrafią skakać, więc fosa jest wystarczającym wygrodzeniem wybiegu) – mogło skończyć się bardzo groźnie, nawet tragicznie” – podkreśliła.
Z kolei surykatki, które w naturze są potencjalnymi ofiarami drapieżnych ptaków, reagują na każdy obiekt w powietrzu natychmiastowym alarmem. W warunkach zoo nawet zwykły balon może wywołać strach i całe stado schowa się w kryjówkach. „Dlatego też w naszym zoo obowiązuje również zakaz wnoszenia balonów – to nie tylko kwestia porządku, ale przede wszystkim dobrostanu naszych zwierząt, a balony denerwują też ptaki w wolierach” – dodała.
Drapieżniki zaś, zwłaszcza samice z młodymi, mogą na drony reagować agresją połączoną z lękiem, bo dron może być przez nie odbierany jako potencjalne zagrożenie dla potomstwa. Zbyt bliskie podejście urządzenia może wywołać reakcję stresową lub próbę jego „upolowania”.
„Niektóre zwierzęta – jak np. niedźwiedzie polarne, które rok temu wyjechały od nas do zoo w Czechach – mogą z kolei przejawiać takie +rozrywkowe+ zainteresowanie dronem, jak każdą inną zabawką, ale to wyjątek w świecie zwierząt. Większość z nich traktuje taki obiekt jako intruza lub zagrożenie” – podkreśliła rzeczniczka.
Szympansy potrafią nawet strącić drona
.Zaznaczyła, że szczególną ostrożność należy zachować w przypadku naczelnych. Szympansy są inteligentne, pomysłowe i bardzo zaradne. W zoo w holenderskim Arnhem szympans strącił drona, choć nie był on w zasięgu jego ręki, użył gałęzi.
Nad warszawskim zoo latają drony, ale – zaznaczyła – opiekunowie są o tym wcześniej poinformowani. Loty są wcześniej zaplanowane, a operator działa w porozumieniu z personelem ogrodu. „W takiej sytuacji opiekunowie na bieżąco obserwują reakcje zwierząt, by mieć pewność, że obecność drona nie powoduje u nich stresu, a w razie ich zaniepokojenia dać sygnał operatorowi do zakończenia lotu. Mamy pełną kontrolę nad dronem poprzez kontakt z jego operatorem” – dodała Karczewska.
Zwróciła uwagę na to, że amatorskie drony, których operatorzy działają bez wiedzy i zgody, są dla zoo poważnym zagrożeniem. „Nie mamy możliwości oceny ich trasy, celu ani stanu technicznego. Taki dron może łatwo stracić łączność z pilotem, wymknąć się spod kontroli, a nawet spaść – z powodu awarii, silnego wiatru, czy utraty sygnału” – zaznaczyła.
Kwestią dronów zajmuje się Urząd Lotnictwa Cywilnego. Jego rzeczniczka Marta Chylińska przekazała, że obecnie przepisy nie regulują wprost kwestii wykonywania lotów dronami nad ogrodami zoologicznymi czy w pobliżu zwierząt. „Należy jednak pamiętać, że wszystkie loty bezzałogowymi statkami powietrznymi (BSP) w tzw. kategorii otwartej muszą odbywać się zgodnie z zasadami określonymi w unijnym rozporządzeniu” – dodała.
Do najważniejszych należą: maksymalna wysokość lotu to 120 metrów nad poziomem terenu, pilot musi przez cały czas widzieć drona, konieczne jest zachowanie odpowiedniej odległości od osób postronnych, zależnie od podkategorii lotu (A1, A2 lub A3), drony powyżej 250 g muszą być zarejestrowane, a ich operatorzy muszą posiadać odpowiednie szkolenia i certyfikaty, loty nie mogą odbywać się w strefach zastrzeżonych, takich jak strefy lotniskowe, wojskowe czy miejskie, chyba że pilot uzyska odpowiednie zezwolenia.
Naruszenie tych zasad wiąże się z karami finansowymi. I tak np. za lot niezgodny z warunkami kategorii otwartej można zapłacić 4 tys. zł kary, a brak rejestracji operatora drona to koszt 10 tys. zł.
Chylińska przekazała, że ULC we współpracy z Warszawą oraz Polską Agencją Żeglugi Powietrznej prowadził akcje edukacyjne mające na celu zwiększanie świadomości wśród operatorów dronów. „Zachęcamy wszystkich operatorów BSP do odpowiedzialnego planowania lotów i zapoznawania się z aktualnymi przepisami” – dodała.
Internet zwierząt. Odkrywanie zbiorowej inteligencji życia
.W erze cyfrowej, kiedy internet rzeczy (Internet of Things, IoT) staje się coraz powszechniejszy, zmienia się nasze postrzeganie połączeń i interakcji między obiektami. To właśnie ta koncepcja zainspirowała badaczy do rozważenia, czy podobne technologie mogłyby zostać wykorzystane do śledzenia i badania zwierząt, co doprowadziło do powstania nowatorskiego pomysłu – internetu zwierząt – pisze prof. Piotr TRYJANOWSKI.
Idea ta, rozwijana przez naukowców takich jak Martin Wikelski, opiera się na stworzeniu globalnej sieci danych, która umożliwiałaby monitorowanie i analizowanie zachowań zwierząt w czasie rzeczywistym. Dla jednych jest to nowy sposób badania świata, dla innych – rewolucja, która może zmienić nasze rozumienie ekosystemów i zachowań zwierząt. Zresztą na ten temat powstaje coraz więcej publikacji, a niewątpliwym liderem jest wspomniany prof. Martin Wikelski, dyrektor oddziału Instytutu Maxa Plancka w Radolfzell (Niemcy), badającego zachowania zwierząt. Właśnie ukazała się jego książka zatytułowana po prostu The Internet of animals, która jest pewnym intelektualnym pokłosiem, pisanym w stylu popularnonaukowym, a której podstawę stanowiła realizacja wspaniałego projektu ICARUS (International Cooperation for Animal Research Using Space). Zostajemy nie tylko wprowadzeni w świat technologii stosowanych do śledzenia zwierząt, ale także dowiadujemy się, jak trudna i pełna wyzwań może być droga do realizacji tak ambitnych celów.
Prof. Martin Wikelski, który od dzieciństwa fascynował się zwierzętami, zbudował zespół badawczy, który nieustannie dąży do przekształcenia wizji internetu zwierząt w rzeczywistość. Dzięki inicjatywie ICARUS badacze mogą śledzić migracje tysięcy zwierząt na całym świecie za pomocą małych, zasilanych energią słoneczną nadajników. Droga do tych sukcesów poprzedzona jest jednak licznymi trudnościami i niepowodzeniami, co pokazuje, jak istotne są wytrwałość i współpraca w nauce.
Dla każdego, kto kiedykolwiek realizował własne, niekoniecznie przyrodnicze projekty badawcze, książka Wikelskiego może być inspirującą lekturą. Opisując doświadczenia z oznakowaniem ptaków, autor mimowolnie przypominał mi moje własne przygody z sikorami, kaniami i bocianami, które podobnie jak w jego badaniach, stały się nosicielami maleńkich nadajników. To wszystko pozwala zrozumieć, w jaki sposób badacze łączą nowoczesne technologie z klasycznymi pytaniami dotyczącymi zachowań zwierząt. Ptaki i inne zwierzęta mogą komunikować się i ta komunikacja wpływa na ich migracje i inne zachowania. Przy odpowiednim podejściu możemy przewidzieć, jak będą poruszały się całe stada na podstawie ruchów jednego lidera. Jest to fascynujący przykład tego, jak technologia może wspierać rozwój ekologii i nauk o zachowaniu zwierząt. W ostatnich latach jesteśmy świadkami rewolucyjnego podejścia do badania zachowań zwierząt, podkreślając niewykorzystany dotąd potencjał nowoczesnej technologii w rozumieniu świata przyrody. Dzięki wysiłkom zespołu ICARUS możemy wyobrazić sobie świat, w którym zwierzęta są wyposażone w urządzenia GPS, przesyłające dane w czasie rzeczywistym na temat ich ruchów i interakcji. Ten internet zwierząt może zasadniczo zmienić nasze rozumienie globalnej ekologii, podobnie jak projekt poznania ludzkiego genomu zrewolucjonizował naszą wiedzę o ludzkiej genetyce.
Jednym z kluczowych wniosków wynikających z badań Wikelskiego i jego zespołu jest koncepcja, że zwierzęta posiadają „szósty zmysł”, czyli zdolność do wykrywania zmian w środowisku, które często pozostają niezauważone przez ludzi. Na przykład słonie i ptaki były obserwowane, jak przenoszą się w bezpieczniejsze rejony przed nadchodzącymi katastrofami naturalnymi, takimi jak trzęsienia ziemi czy huragany. Zdolność ta, pozwalająca przewidywać zmiany środowiskowe, może stać się nowym narzędziem dla ludzkości w przygotowywaniu się na klęski żywiołowe. Zatem bliższe przyjrzenie się tym zachowaniom zwierząt może pozwolić na opracowanie bardziej niezawodnych systemów wczesnego ostrzegania niż te, którymi dysponujemy obecnie. Projekt ICARUS, ale i inne wspominane w książce nie ograniczają się tylko do śledzenia ruchów zwierząt; chodzi tu również o zrozumienie głębszych implikacji biologicznych i środowiskowych tych ruchów. Zebrane dane mogą ujawnić, jak zwierzęta adaptują się do zmieniającego się klimatu, jak choroby rozprzestrzeniają się wśród populacji oraz jak działalność człowieka wpływa na dziką przyrodę. Poprzez upublicznienie tych danych zasiano nadzieję na zbudowanie globalnej społeczności obywatelskich naukowców, którzy mogą przyczynić się do ochrony zagrożonych gatunków.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-piotr-tryjanowski-internet-zwierzat-odkrywanie-zbiorowej-inteligencji-zycia/
PAP/ Marta Stańczyk/ LW