Ekostraż. Projekt do skopiowania w innych miastach. Jak najszybciej

Patrycja STAROSTA

Współzałożycielka Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt EKOSTRAŻ. Absolwentka psychologii, ekonometrii i zdrowia publicznego. Przyszły doktor nauk ekonomicznych. Od ponad 10 lat związana z pracą psychologa i medycyną społeczną. Naukowo zajmuje się komunikacją w ochronie zdrowia.

Między lasami, między miastami, między ulicami, między ludzkimi problemami są zwierzęta potrzebujące pomocy. Są w każdej wsi, w każdym mieście, są wśród nas. Z przeprowadzonego przez Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt Ekostraż i Fundację Czarna Owca Pana Kota raportu wynika, że w Polsce zwierzęta domowe najczęściej zabija się siekierą lub wyrzuca z okna, a zwierzęta gospodarskie głodzi. To dramatyczne podsumowanie wskazuje tylko na jedno. Zwierzęta w kontakcie z człowiekiem są bezbronne. Trzeba im pomóc! – pisze Patrycja STAROSTA

.W Ekostraży dzień jak co dzień pod opiekę Ekostraży trafia Morus. Został odebrany tak mocno nadużywającemu alkoholu opiekunowi, że trudno było się z nim porozumieć mimo przedpołudniowej pory. Pies od kilku miesięcy krążył z „guzem” w okolicach odbytu po jednej z podwrocławskich miejscowości, często po prostu leżał pod wiejskim sklepem, gdzie spożywa się alkohol.

Wszyscy przyzwyczaili się do jego widoku, bo cóż zrobić: pewnie ma raka, a przecież był u niego kiedyś „doktor od bydła” i dał mu nawet dwa zastrzyki, ale mu się nie poprawiło. Ostatnio krążyły już nad nim muchy. Sąsiedzi opiekuna psa zaręczali, że ten wspaniale opiekuje się psem i bardzo go kocha. Problem z tą miłością był jednak taki, że pies znajdował się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Zdążyliśmy zabrać go w ostatniej chwili, a operowany powinien być dawno, dawno, dawno temu.

Pies bardzo cierpiał, nie wydalał kału i miał poważne trudności z oddawaniem moczu. Przyczyną tego stanu była skrajnie rozwinięta przepuklina kroczowa, w której znalazła się okrężnica z kamieniami kałowymi, pęcherz moczowy oraz prostata. Pies cierpiał z powodu bólu brzucha do tego stopnia, że nie poruszał się samodzielnie i trudno było wykonać mu nawet tak nieinwazyjne badanie jak USG. Morus jest już bezpieczny, nic go nie boli.

Białek i Białka to dwa koty odebrane przez nas podczas interwencji w Białkowie na początku grudnia 2016 roku. Koty mieszkały w kurniku, dwa kocie szkieleciki obciągnięte skórą… Niedożywione, wyniszczone, zapchlone i zarobaczone. Ich życie wisiało na włosku i nie mamy wątpliwości, że żyją tylko dzięki temu, że zostały zabrane z miejsca, w którym mieszkały. Długo walczyliśmy o ich zdrowie. Kocurek obecnie wygląda przepięknie, nabrał ciałka, bawi się jak na młodego kota przystało. Biełka nadal przyjmuje leki.

Niestety często słyszymy, że na wsi inaczej traktuje się zwierzęta. Nie godzimy się z tym. Nie będziemy się godzić na to aby miejsce zamieszkania warunkowały to czy zwierzę należy karmić i leczyć! Ale i w mieście okrucieństwa nie brakuje.

Przeuroczy malutki kocurek został ostatnio zabrany przez naszą inspektorkę z tzw. patologii. Pijany właściciel kopał kociaka i wyrzucał go z domu na klatkę schodową… Czym ten biedny kot zasłużył sobie na takie traktowanie? Zapewne niczym. Kocurek ma ok. 4 miesiące i jest jeszcze trochę strachliwy, co jest zrozumiałe. Został odrobaczony, korzysta z kuwety, ma bure umaszczenie z białymi skarpetkami i białym krawatem. Kiedy przekona się do człowieka przeistacza się w wielkiego miziaka.

Kiedy odbieraliśmy nagrodę „Serce dla Zwierząt” od władz Wrocławia, powiedziano, że Ekostraż jest od spraw niemożliwych. „Tam, gdzie nikt nie może lub nie chce pomóc dzwonimy po Ekostraż. Dobrze, że jesteście.”

W Ekostraży kolejny dzień. Telefon dzwoni. Każde połączenie to kolejne zwierzę potrzebujące pomocy. Tym razem pomocy potrzebowała Mopka – jej historia niby zwyczajna, Mopka jednak zwyczajna nie jest. Wyrzucona kilka dni temu w szczerym polu w złym stanie (chudzina, olbrzymie dredy, kołtuny, trudno w pewnych momentach zobaczyć co pod skorupką). To młoda psina. Ma może trzy lata. Na pewno kiedyś była pięknym ślicznym włochatym szczeniaczkiem – musiała być.  Na pewno kiedyś mieszkała w domu – zachowuje czystość, sygnalizuje chęć wyjścia, uwielbia dzieci… Nie jest dzikiem psem wychowanym w polu… ona tam została porzucona.

Trafiła pod naszą opiekę, do domu tymczasowego, a zabiegi psiego fryzjera ujawniły jej subtelną urodę. Jest już szczęśliwa. Ma dom, z którego nikt jej nie wyrzuci.

Felis był naszym wyrzutem sumienia przez ostatnie kilka miesięcy. Siedział w kojcu na jednej z podwrocławskich wsi. Patrząc na niezbyt wymagające normy ustawy o ochronie zwierząt, niby wszystko się zgadzało: pies nie był zaniedbany, miał dostęp do wody i schronienie przed warunkami atmosferycznymi. Miał lepiej niż nie jeden wiejski pies tkwiący całe życie na łańcuchu. Ustawa o ochronie zwierząt nic nie mówi jednak o miłości, a tej Felis na pewno nie doświadczał. Jego właściciel nie zajmował się nim w ogóle, w jego zastępstwie opiekowała się nim cała wieś. Dzięki temu żył, a przez to my nie mieliśmy podstaw do radykalnego rozwiązania tej dziwnej sytuacji. Właściciel psa robił wszystko, żeby tylko się z nami nie skontaktować i nie wyrazić oświadczenia woli o zrzeczeniu się psa.

Od sierpnia 2016 roku u Felisa bywaliśmy wielokrotnie. A on miał zawsze ten sam wzrok: zabierz mnie stąd i kochaj. No i zabraliśmy go traktując postawę wiecznie nieobecnego właściciela uparcie nie zajmującego się swoim psem jako dorozumiane oświadczenie woli o zrzeczeniu się psa. Felis jest już z nami.

.Sylwestrowa noc większości kojarzy się z zabawą. Nam z ciężką pracą. Petardy i fajerwerki to horror dla zwierząt. Wie o tym każdy kto posiada psa czy kota. Złe dni dla zwierząt to także złe dni dla nas, ale tegoroczny sylwester to nie pogoń za wystraszonymi psami a pogoń za złym człowiekiem. 31 grudnia 2016 roku po godzinie 15.00 na ul. Prądzyńskiego 44 we Wrocławiu mężczyzna porzucił w kartonie po butach dwie świnki morskie. Zostały one pozostawione przez niego w niezbyt widocznym miejscu, na mrozie i tuż przed zapadnięciem zmroku. Udało się je szybko odnaleźć tylko dzięki spostrzegawczości operatora monitoringu jednego z budynków, którego zainteresowało dziwne zachowanie mężczyzny. Porzucenie zwierząt to zachowanie naganne i przestępne, dla którego nie będzie naszego przyzwolenia. W takich sprawach jesteśmy bezkompromisowi. W poszukiwania mężczyzny zaangażowało się wiele osób, ale najważniejsze jest to, że świnki w porę zostały przez nas zabrane. Nie zamarzły i mają już nowych odpowiedzialnych właścicieli.

Niestety czasem taka nasza trudna rola, że towarzyszymy zwierzętom w umieraniu. I musimy z tym dalej żyć. Historia bez szczęśliwego finału to przypadek kuny. Wyziębiona i niereaktywna kuna leżała na śniegu. Ktoś z przechodniów nakrył ją nawet ręczniczkiem, żeby nie zmarzła. Kuna miała bezwładne tylne łapki. Pod naszą opieką poprawił się jej stan ogólny, ale przeprowadzona diagnostyka wykazała, że kuna ma uszkodzony kręgosłup w dwóch miejscach. Najprawdopodobniej stała się ofiarą zdarzenia komunikacyjnego. Wspólnie z lekarzem weterynarii podjęliśmy decyzję o jej uśmierceniu ze względów humanitarnych.

Nasza pomoc często jest potrzebna najstarszym i chyba najbardziej upartym ssakom – cudownym jeżom. Dzień z życia jeża często przypomina dzień z życia bohatera kultowego filmu “Dnia świra”, który miał tak czasami, że ciągnęło go, żeby przez to okno skakać. Jeżyca Ewa w ostatni poniedziałek uparła się, żeby w całkiem ruchliwe popołudnie wejść na ulicę Wojszycką we Wrocławiu. Jeżową kobietę ocaliły przed ostatecznym rozjechaniem przez samochód dwie wrażliwe kobiety.

Jeżyca trafiła do Ekostraży w bardzo kiepskiej formie, w stanie skrajnego odwodnienia i wychudzenia. Miała także niewielki uraz głowy. Ratujemy ją: dostaje leki i kroplówki, jest specjalnie dokarmiana. Dziś, kiedy już nieco pewniej stoi na nogach, przeszła szczegółową diagnostykę jeżowego zdrowia. Niestety ma bardzo złe wyniki parametrów nerkowych, a same nerki w USG nie wyglądają zbyt dobrze. Przez najbliższy tydzień będzie otrzymywała specjalne leki i codzienne kroplówki. Tempo z jakim jeżyca dochodzi do siebie, daje nadzieję, że będzie dobrze.

.Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt EKOSTRAŻ to Organizacja Pożytku Publicznego, której misją jest humanitarna ochrona zwierząt domowych, dzikich i wolno bytujących, a w szczególności podejmowanie wszelkich dopuszczalnych prawem interwencji na rzecz pomocy skrzywdzonym, bezdomnym  i wolno bytującym zwierzętom domowym oraz zwierzętom dzikim, których wiek lub stan uniemożliwia samodzielne przetrwanie na wolności. Stworzony system pomocy – do skopiowania w innych miastach. Zapraszamy!

Patrycja Starosta

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi