Dzień, w którym o. Maksymilian Maria Kolbe ofiarował swoje życie

Maksymilian Maria Kolbe i F Gajowniczek za którego umarł

Dzień, w którym o. Maksymilian Maria Kolbe ofiarował swoje życie za współwięźnia miał miejsce 29 lipca 1941 r. Wówczas w bloku nr 14 w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu odbywał się apel, podczas którego w odwecie za ucieczkę innego więźnia, do śmierci w komorze głodowej wytypowano Franciszka Gajowniczka. To za niego zgłosił się na śmierć franciszkanin.

O. Maksymilian Maria Kolbe wobec współwięźniów

.O. Maksymilian Maria Kolbe był więźniem obozu Auschwitz Birkenau od 28 maja 1941 r. gdzie trafił prosto z warszawskiego więzienia na Pawiaku. W Oświęcimiu otrzymał numer obozowy 16670. Początkowo pracował przy zwożeniu żwiru na budowę parkanu przy krematorium. Potem dołączył do komanda w Babicach, które budowało ogrodzenie wokół pastwiska.

Ojciec Maksymilian w Auschwitz szybko podupadł na zdrowiu. Trafił do szpitala obozowego. Więźniowie otaczali go opieką. Gdy poczuł się lepiej, wręcz wypchnięto go ze szpitala w obawie, by nie został w nim uśmiercony. Później trafiał do lżejszych prac, początkowo w pończoszarni, gdzie reperowano odzież, a później w kartoflarni przy kuchni.

Pod koniec lipca 1941 roku, gdy więźniowie zaangażowani byli przy żniwach, z obozu uciekł więzień Zygmunt Pilawski. Za karę zastępca komendanta Karl Fritzsch wybrał dziesięciu więźniów i skazał ich na śmierć głodową. Wśród nich był Franciszek Gajowniczek, który rozpaczał, że pozostawia żonę i dzieci. Maksymilian Maria Kolbe słysząc go wyszedł z szeregu i zbliżył się do Fritzscha. Współwięzień Michał Micherdziński tak opisał tę scenę we wspomnieniach:

O. Maksymilian szedł w więziennym pasiaku, z miską u boku, w drewniakach. Nie szedł jak żebrak, ani też jak bohater. Szedł jak człowiek świadomy wielkiej misji. Stanął spokojnie przed oficerami. Cała świta, która dokonywała selekcji, wszyscy stali i patrzyli po sobie, nie wiedzieli, co robić. Wreszcie opamiętał się kierownik obozu i wściekły, zapytał swojego zastępcę:
– „Was will dieses polnische Schwein?” (pol. Czego chce ta polska świnia?).
Zaczęli szukać tłumacza, ale okazało się, że tłumacz jest zbędny. O. Maksymilian w postawie na baczność odpowiedział spokojnie po niemiecku:
– „Ich will für ihn sterben” (pol. Chcę umrzeć za niego)
i wskazał lewą ręką na stojącego obok Gajowniczka. Padło kolejne pytanie:
– „Wer bist du?” (pol. Kim jesteś?)
– „Ich bin polnischer katholischer Priester” (pol. Jestem polskim księdzem katolickim.)
O. Maksymilian, mimo iż wiedział, jak Niemcy traktują polskich księży, nie bał się przyznać do swojego kapłaństwa. Panowała wtedy nieznośna cisza. Każda sekunda wydawała się trwać wieki. Wreszcie stało się coś, czego do dzisiaj nie mogą zrozumieć ani Niemcy, ani więźniowie. Kapitan SS, który zawsze zwracał się do więźniów przez wulgarne „ty”, zwrócił się do o. Maksymiliana per „pan”:
– „Warum wollen Sie für ihn sterben?” (pol. Dlaczego pan chce umrzeć za niego?)
O. Maksymilian odpowiedział:
– „Er hat eine Frau und Kinder” (pol. On ma żonę i dzieci.)
Po chwili esesman powiedział:
– „Gut” (pol. Dobrze).

Śmierć o. Maksymiliana

.Egzekucje przez zagłodzenie budziły grozę wśród więźniów. Po ucieczce więźnia komendant lub kierownik obozu wybierał podczas apelu z bloku, z którego ktoś uciekł, dziesięciu lub więcej więźniów. Byli zamykani w jednej z cel w podziemiach bloku nr 11. Nie otrzymywali pożywienia ani wody. Po kilku, kilkunastu dniach umierali w straszliwych męczarniach. Na podstawie rejestru więźniów bloku 11 historycy ustalili kilka dat „wybiórek”.

Współwięźniowie osadzeni w celi śmierci wspólnie z ojcem Maksymilianem początkowo rozpaczali, często bluźniąc przeciwko Bogu. Pod wpływem tego, jak zachowywał się zakonnik i co mówił, z czasem ich postawa się zmieniła: zaczęli z nim się modlić, śpiewać pieśni maryjne. Franciszkanin spowiadał tych, którzy chcieli, przygotowywał ich do śmierci. Wtedy miał też powiedzieć do współwięźnia: „Nienawiść nie jest siłą twórczą. Siłą twórczą jest miłość”.

Żył najdłużej z całej grupy. Gdy po dwóch tygodniach o. Maksymilian Maria Kolbe wciąż żył. 14 sierpnia 1941 roku został uśmiercony przez niemieckiego więźnia-kryminalistę Hansa Bocka, który wstrzyknął mu zabójczy fenol.

Jak pisze na łamach „Wszystko co Najważniejszeprof. Piotr CZAUDERNA ofiara ojca Kolbe jakby zamieniła szyderczy napis umieszczony na bramie obozu w Auschwitz „Praca was wyzwoli” na zupełnie inny: „Miłość was wyzwoli”. Więcej: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-piotr-czauderna-noc-ktora-sie-nie-konczy/

Franciszek Gajowniczek, za którego umarł o. Maksymilian – przeżył wojnę. Dwaj jego synowie, którzy brali udział w walkach z okupantem – zginęli 17 stycznia 1945 r. podczas bombardowania Rawy Mazowieckiej. Po wojnie Franciszek zamieszkał w Brzegu na Opolszczyźnie, gdzie zmarł w 1995 r. w wieku 94 lat. Pochowany został na cmentarzu przyklasztornym franciszkanów w Niepokalanowie.

Franciszkanie, którzy z ust świadków zarówno ofiarowania życia jak i śmierci o. Maksymiliana usłyszeli o tym, co stało się w Auschwitz zaraz po wojnie wystąpili do Rzymu z wnioskiem o zgodę na rozpoczęcie jego procesu beatyfikacyjnego. Tak też się stało, choć z uwagi na ówczesne przepisy kanoniczne o. Maksymilian traktowany był jako wyznawca, nie jako męczennik, w związku z czym proces trwał dłużej. Błogosławionym ogłoszono go 17 października 1971 w bazylice św. Piotra. W uroczystości wziął udział również ocalony przez jego ofiarę współwięzień – Franciszek Gajowniczek.

O. Maksymilian Maria Kolbe został pierwszym polskim świętym po II wojnie światowej i jednocześnie pierwszym męczennikiem tego okresu.

Na wniosek Episkopatu Niemiec, którzy postulowali przy przyspieszyć proces kanonizacyjny o. Maksymiliana, zmieniono kwalifikację jego śmierci na śmierć męczeńską. Dzięki temu świętym całego Kościoła katolickiego ogłoszono go 10 października 1982 r. w Rzymie.

PAP, AD

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 lipca 2025