Europa stoi w obliczu cywilizacyjnej erozji [Marco RUBIO]

Wypowiedź sekretarza stanu USA Marco Rubio dla Sky News Australia wpisuje się w coraz ostrzejszą debatę Zachodu o granicach, bezpieczeństwie i zdolności państw do integracji przybyszów. Impulsem była rozmowa po zamachu na Bondi Beach, ale tezy, które padły, mają charakter znacznie szerszy i jak podkreśla Marco Rubio dotyczą całego świata zachodniego.

Sekretarz Stanu Marco Rubio o wyzwaniach dla Europy

.Marco Rubio odróżnia imigrację od migracji masowej. Ta pierwsza, jego zdaniem, jest naturalnym elementem funkcjonowania nowoczesnych państw: ludzie przyjeżdżają do pracy, nauki, na stałe. Problem zaczyna się wtedy, gdy skala napływu w krótkim czasie przekracza zdolność państwa do „wchłonięcia” nowych mieszkańców. Wtedy, jak podkreśla amerykański sekretarz stanu pojawiają się napięcia kulturowe, problemy z asymilacją oraz konsekwencje dla bezpieczeństwa.

W rozmowie ze Sky News sekretarz Marco Rubio odniósł się także do politycznego kontekstu w Australii. Pytanie dotyczyło narastającego antysemityzmu i jak to ujęto, unikania przez rząd w Canberze otwartego mówienia o radykalnym islamizmie. Krytyka, którą przywołano, wskazuje, że władze skupiają się na wątkach zastępczych, takich jak regulacje dotyczące broni, zamiast nazwać ideologiczne źródła przemocy.

Marco Rubio odpowiada w sposób charakterystyczny dla tej linii argumentacji, problem nie polega na „byciu przeciwko komukolwiek”, lecz na prawie suwerennego państwa do decydowania, kogo i w jakiej liczbie wpuszcza. Kontrola migracji nie jest w jego ujęciu aktem wrogości, lecz elementarnym narzędziem odpowiedzialnej polityki publicznej. Państwo, które traci wiedzę o tym, kto do niego przyjeżdża, traci również część kontroli nad własnym bezpieczeństwem.

Amerykański sekretarz stanu zaznacza, że podobne obawy pojawiają się dziś nie tylko w USA, ale także w Europie i w regionie Indo-Pacyfiku. Ostatnia dekada masowych migracji, jak twierdzi była „wysoce destabilizująca” dla rozwiniętych społeczeństw Zachodu i stała się jednym z kluczowych wyzwań politycznych naszych czasów.

W odniesieniu do wypowiedzi sekretarza Marco Rubio glos zabrał Tomasz Wróblewski, który w swoim najnowszym wpisie na portalu X podkreślił: „Czy ktoś tu w Europie słucha tego co mówi Waszyngton, czy dalej zajęci jesteśmy fantazjowaniem o wspaniałomyślnej  planecie dla wszystkich potrzebujących. Sekretarz Stanu Marco Rubio powtórzył to co znalazło się w Narodowej Strategii US, że Europa stoi w obliczu „cywilizacyjnej erozji” z powodu masowej migracji, która, jak twierdził, podważa wspólną historię, kulturę i wartości, które leżą u podstaw sojuszu NATO”.

Prezes Warsaw Enterprise Institute, dziennikarz i publicysta Tomasz Wróblewski dodał, że Marco Rubio „ostrzegł, że jeśli Europa straci swoją odrębną tożsamość kulturową, NATO przestanie być sojuszem wspólnych zasad. Ostrzeżenie Rubio to ultimatum. Jeśli NATO polegać ma  na tym, że wojska amerykańskie chronią terytorium Europy, podczas gdy Europa importuje ludzi, którzy gardzą wszystkim, czego rzekomo broni NATO, to po co amerykańscy żołnierze mają tam stacjonować?”.

Wypowiedź Marco Rubio nie jest więc propozycją prostych rozwiązań, lecz raczej diagnozą, migracja masowa stała się realnym problemem strukturalnym, a unikanie rozmowy o jej skutkach kulturowych, społecznych i bezpieczeństwa tylko pogłębia kryzys zaufania obywateli do państwa. W tym sensie głos z Waszyngtonu jest także sygnałem dla Australii i Europy: debata o granicach i integracji nie zniknie, nawet jeśli politycy będą próbowali ją omijać.

Zagrożenia związane z „polityką otwartych drzwi”

.Na temat coraz bardziej osłabiającego Europę problemu niskiego przyrostu naturalnego i braku zastępowalności pokoleń, na łamach „Wszystko co Najważniejsze” pisze Jan ŚLIWA w tekście „Demografia, głupcy!„. Autor zwraca w nim uwagę na ogrom zagrożeń wiążących się z tzw. „polityką otwartych drzwi”.

„W 1885 r. Afryka miała tylko 100 milionów, m.in. w wyniku wywozu niewolników przez Arabów i Europejczyków przez stulecia. Europa (bez Rosji) miała wtedy 275 milionów – stosunek wynosił prawie 3:1 na korzyść Europy. Obecnie (2020) Afryka ma 1,3 miliarda, a w 2050 r. ma mieć 2,4 miliarda, 1/4 ludności świata”.

„To nie może nie mieć konsekwencji. Społeczeństwa afrykańskie są również bardzo młode, 40 proc. ludności ma poniżej 15 lat. To znaczy, że dominuje młodzież, w naturalny sposób aktywna seksualnie (stąd olbrzymia skala AIDS) i skłonna do ryzyka (dzieci żołnierze). To powoduje również, że połowa ludności nie ma praw wyborczych. Nawet na Zachodzie widzieliśmy rebelie młodzieży – liczebnej, lecz bez znaczenia w polityce: pokolenie dorosłych wysyła nas do Wietnamu, a my nie mamy nic do powiedzenia. W Afryce rządzą dorośli, również starzy dyktatorzy. To budzi niezadowolenie. Narusza też transmisję tradycji i kultury między pokoleniami. Kiedyś dzieci uczyły się, obserwując starszych i naśladując ich zachowanie, teraz żyją we własnym świecie. Taki przyrost uniemożliwia budowę odpowiedniej infrastruktury, państwo nie nadąża, przeżycie ułatwia korupcja. Kto może, wysyła dzieci do szkół za granicę, kilkadziesiąt procent chce emigrować. Emigrują nie tylko do Europy, również do lepiej prosperujących krajów afrykańskich i do lokalnych metropolii. Lagos, stolica Nigerii, w 1965 r. miało 350 tysięcy mieszkańców, a w 2012 r. – 21 milionów. Oczywiście większość to slumsy, ale chęć wyrwania się jest silniejsza. Podobnie wygląda z emigracją do Europy”.

„Nieliczni mają możliwość wyjazdu w formie cywilizowanej. Posiadają wykształcenie, które pozwala na pracę, a dzięki zasobom mogą kursować między oboma światami. Na dole są ci, którzy tylko w telewizji widzą świat białego człowieka i o nim marzą. Kto przekracza pewien próg zamożności, może myśleć o ucieczce. Finanse są ważne, bo transfer kosztuje 2000–3000 dolarów, czyli roczny dochód. Chęć wyrwania się jest potężna, lecz przeprawa nie jest łatwa. A z drugiej strony otwarte granice nie są rozwiązaniem, trzeba widzieć fakty. Sam kiedyś napisałem (i zostałem zrugany za cynizm), że otwarcie granic przez Angelę Merkel było zachętą do ładowania się na chybotliwe łódki i ryzykowania życia na morzu. Co ciekawe, gdy w 2017 ruch się zmniejszył, a łodzie ratunkowe podpływały aż pod wody terytorialne Libii, proporcjonalna liczba zaginionych wzrosła pięciokrotnie. Popyt rodzi podaż – przemytnicy ładowali na 9-metrowe pontony do 130 osób, wielokrotnie więcej niż dopuszczalnie. Na „nawigatora”, który miał nawiązać kontakt z ratownikami, wyznaczano jednego z pasażerów (za zniżkę w cenie). Do tego, by silnik wartości 8000 euro nie przepadł, przemytnicy podpływali drugą łódką i go zabierali, pozostawiając pasażerów w dryfującym pontonie. Sama droga przez Libię wiąże się z brutalnym wykorzystywaniem przez przemytników, a droga przez Niger i Algierię jest ponoć jeszcze gorsza, lecz tam się żaden dziennikarz nie zapuszcza. Promocja takiej migracji ma z humanitaryzmem niewiele wspólnego” – pisze Jan ŚLIWA.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-sliwa-demografia-glupcze/

Laura Wieczorek

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 23 grudnia 2025