Grenlandia to skarbnica surowców krytycznych [prof. Krzysztof SZAMAŁEK]

Krzysztof SZARMAŁEK

Spośród określonych przez Unię Europejską 34 surowców krytycznych 25 występuje na Grenlandii – powiedział geolog prof. Krzysztof Szamałek, dyrektor Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego (PIG-PIB) i szef Państwowej Służby Geologicznej.

Grenlandia to skarbnica surowców krytycznych

.Dodał, że pod względem rodzaju złóż wyspa nie jest unikatowa w skali świata, choć ze strategicznego punktu widzenia są one atrakcyjne. Grenlandia – autonomiczne terytorium Danii – od kilku tygodni jest na ustach świata z powodu roszczeń, jakie wobec niej wysuwa prezydent USA Donald Trump (choć spór ten nabrzmiewa już dłuższy czas). W ocenie prezydenta Donalda Trumpa wyspa jest potrzebna Stanom Zjednoczonym ze względów bezpieczeństwa. W tle pozostaje jednak również kwestia dostępu do bogatych złóż surowców mineralnych, tak istotnych m.in. w produkcji nowoczesnych technologii.

– To grafit, ciężkie pierwiastki ziem rzadkich, lekkie pierwiastki ziem rzadkich, następnie molibden, niob, tantal, pierwiastki z grupy platyny, metale szlachetne (potrzebne w różnych przemysłach, m.in. elektronicznym czy elektrotechnicznym – nie tylko w jubilerstwie), stront, tytan, hafn, cyrkon – wymieniał w rozmowie geolog prof. Krzysztof Szamałek, jednocześnie dodając, że są to szacowane, a nie w pełni udokumentowane złoża i droga do ich zagospodarowania jest jeszcze daleka.

Lista 34 surowców uznawanych za krytyczne dla gospodarki europejskiej

.Badacz przypomniał również, że przed dwoma laty Unia Europejska opracowała listę 34 surowców uznawanych za krytyczne dla gospodarki europejskiej. Jak dodał, chodzi o takie surowce, które „warunkują możliwość funkcjonowania określonych gałęzi gospodarki, a których brak powodowałby zanik czy też bardzo znaczące ograniczenie produkcji”. Zaznaczył, że są to m.in. „bardzo istotne strategicznie” pierwiastki ziem rzadkich – zarówno te lekkie, jak i ciężkie, które mają kluczowe znaczenie w nowoczesnych technologiach.

– Spośród tych 34 surowców krytycznych 25 występuje na Grenlandii – na zbadanych obszarach tej wyspy, czyli na obszarach morskich i w pasie wybrzeża (pozostałe 80 proc. wyspy jest pokryte lądolodem). Dla wyobrażenia skali, w Polsce występuje 4 albo 5 (w zależności jak definiować pewne kwestie) potencjalnych złóż kopalin do otrzymania surowców krytycznych – powiedział dyrektor PIG-PIB.

– Obecnie w produkcji tej grupy pierwiastków dominują Chiny. Dlatego też państwa Unii Europejskiej oraz pozostałe kraje, które korzystają z tych pierwiastków ziem rzadkich, chciałyby, aby na rynku pojawiły się dostawy pochodzące także od innych producentów – powiedział prof. Krzysztof Szamałek.

Skąd wiemy o surowcach na Grenlandii?

.Geolog podał też, że wiele informacji o występowaniu surowców na Grenlandii opiera się na wstępnych szacunkach, które, owszem, potwierdzają, że dane minerały, które są nośnikiem wspomnianych pierwiastków, tam występują, ale wciąż nie wiadomo dokładnie, ile ich jest.

– Do tego potrzebne są dodatkowe badania, wiercenia i obliczenia. Natomiast, jeśli przyjąć uproszczone szacunki, to skoro ta niewielka niepokryta lądolodem część lądu kryje zasobne złoża i zajmuje około 20 proc. całej wyspy, to należy domniemywać, że wnętrze wyspy – znajdujące się pod lądolodem – przyniesie równie interesujące odkrycia i poszerzy naszą bazę wiedzy w sposób znaczący – powiedział.

Grenlandia jest zbudowana ze skał liczących około 4 miliardy lat

.Z kolei pytany, czy technologicznie możliwe byłoby wydobywanie surowców spod lądolodu, odpowiedział, że nikt na świecie jeszcze tego nie realizował z kilku powodów. – Przede wszystkim na razie nie ma takiej potrzeby, ponieważ na lądzie mamy wystarczającą liczbę złóż, które dostarczają nam tych surowców. Potrzeba ewentualnego zagospodarowania złóż grenlandzkich wynika raczej z chęci ograniczenia chińskiego monopolu niż z tego, że tych pierwiastków na świecie brakuje – wyjaśnił prof. Krzysztof Szamałek.

Geolog przypomniał też trwający miliardy lat proces powstawania tych złóż. – Grenlandia jest zbudowana ze skał liczących około 4 miliardy lat. W tym czasie zachodziły tam najróżniejsze procesy, w tym również procesy magmowe, różne procesy tektoniczne, co w tak długim okresie doprowadziło do wytrącania się minerałów, które są nośnikami interesujących nas pierwiastków – opowiadał.

Jak podał Tygodnik Gospodarczy Polskiego Instytutu Ekonomicznego (wydanie z 22 stycznia 2026 r.), teoretyczna wartość zasobów surowcowych Grenlandii to 4,4 bln dolarów. Wśród nich największą wartość mają: ropa naftowa – szacunkowo jest to ok. 1,4 bln USD, a także metale ziem rzadkich – szacunkowo ok. 1,5 bln USD. Tygodnik PIE powołał się na dane American Action Forum.

Osiłek

.Wenezuela to koniec amerykańskiej hegemonii. Początek nowej epoki – pisze Edward LUCAS.

Wieści, które nadeszły w miniony weekend z Wenezueli, przyprawiły dawnych sojuszników USA o zawrót głowy. Akcja przeprowadzona przez Stany Zjednoczone nie powinna nikogo dziwić – strategia bezpieczeństwa narodowego USA opublikowana w zeszłym roku wyraźnie zaznaczyła stanowisko administracji, o czym mógł się przekonać każdy, kto zadał sobie trud, by dokument przeczytać. A jednak to szokujące, jak szybko i gwałtownie słowa zamieniają się w czyny. Co tam prawo międzynarodowe! Co tam konstytucja USA! Administracja Donalda Trumpa robi na swojej półkuli, co chce i jak chce. Pozostałe kraje mogą albo jej w tym pomagać, albo trzymać język za zębami.

Neoimperialne podejście Stanów Zjednoczonych ma długą historię. Od kiedy w 1823 r. ogłoszono doktrynę Monroe, USA regularnie mieszały się do polityki krajów Ameryki Łacińskiej. Przewrót w Chile w 1973 r., prawicowe szwadrony śmierci w Salwadorze i Gwatemali w latach 80. oraz inwazja na Panamę w 1989 r. już dawno pokazały, że amerykańskie władze są skłonne prowadzić twardą grę, gdy uznają to za konieczne z powodów geopolitycznych albo czysto ekonomicznych. USA wsparły również krwawe represje w Indonezji na początku lat 60. oraz haniebny pucz w Kongu w 1965 r.

Jednak tamte potknięcia, błędy i akty okrucieństwa pojawiły się w kontekście globalnej walki z sowieckim komunizmem, w której USA dźwigały ciężar przywództwa, zarówno jako hegemon bezpieczeństwa, jak i moralny punkt odniesienia. Za siłą geopolityczną szła wizja. Dla zniewolonych narodów Europy Wschodniej oraz dla państw Europy Zachodniej i innych krajów zagrożonych kremlowską dywersją amerykańskie zaangażowanie w obronę wolności – nawet prowadzone nierówno, nieporadnie, a czasem brutalnie – było lepsze niż jego brak. Po 1991 r. kolejne administracje amerykańskie, niezależnie od barw partyjnych, wprost deklarowały przywiązanie do wartości i wspólnych celów oraz próbowały (znów z mieszanym skutkiem) przewodzić walce z terroryzmem, rosyjskim rewizjonizmem i chińską presją gospodarczą.

Uprowadzenie Nicolása Maduro z Wenezueli w miniony weekend wyznacza definitywny kres tamtej epoki. W jej miejsce pojawia się polityka USA oparta wyłącznie na interesie własnym, nie zaś na globalnym przywództwie. Waszyngton bez wstydu folguje autokratycznym sojusznikom w regionie Zatoki, a jednocześnie demonstracyjnie lekceważy swoich najstarszych i najbliższych partnerów w Europie, a nawet im grozi. To nowa polityka siły: silni robią, co chcą, a słabi godzą się z losem, który im przypada. Na Wenezueli się nie skończy.

.Europejczycy oraz inni dawni sojusznicy z Azji i innych regionów mogą pokornie dostosować się do nowego klimatu. Mogą dalej uprawiać politykę myślenia życzeniowego (jej kluczowe hasła to: „Nie jest aż tak źle”, „Poczekajmy do wyborów na półmetku prezydentury”, „Postawmy na pochlebstwa”). Ale mogą też spróbować zbudować alternatywę wobec sojuszy pod przywództwem USA, które przez ostatnich 70 lat dawały im ochronę. Łatwiejsza część tego zadania polega na zastąpieniu amerykańskiej siły. Zamożne demokracje stać na solidną obronę i skuteczne odstraszanie. Być może będą musiały zrezygnować z kilku dni wolnych, przechodzić na emeryturę nieco później, ograniczyć wydatki socjalne i pogodzić się z większą konkurencją w wygodnych niszach własnych gospodarek. Potrzebna będzie też większa skłonność do ryzyka. Wyborcom to się nie spodoba. Przywódcy polityczni będą musieli wyjaśnić, że alternatywa – kapitulacja i rola satrapii – jest znacznie bardziej kosztowna. Niemniej jednak niedobór woli przy nadmiarze środków to całkiem przyjemny problem.

PAP/Agnieszka Kliks-Pudlik/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 stycznia 2026