Handel autorstwem. Ponad 1400 prac naukowych wycofanych

handel autorstwem publikacji naukowych

Handel autorstwem publikacji naukowych podważa zaufanie do wiedzy, na której opieramy coraz więcej decyzji. Opisane przez „Nature” wycofanie ponad 1400 prac konferencyjnych IEEE pokazuje skalę tego zagrożenia. To również powód, aby wrócić do ostrzeżeń prof. Michała Kleibera oraz pytania stawianego przez Eryka Mistewicza o odpowiedzialność mediów za jakość informacji.

.Jak poinformowało „Nature” 30 października 2026 roku, organizacja IEEE, zrzeszająca specjalistów między innymi z elektrotechniki, elektroniki i informatyki, wycofała co najmniej 1417 prac konferencyjnych jednego dnia, 23 października. Decyzję ogłosiła w komunikacie z 28 października. Zawiadomienia o retrakcji wskazują na naruszenie zasad publikacyjnych oraz możliwość oferowania tych prac na sprzedaż

Punktem wyjścia było badanie opublikowane w „Accountability in Research”, którego autorami są Anna Abalkina, Marie Kunešová, Yagmur Ozturk i Solal Pirelli. Badacze zebrali oferty dotyczące ponad czterech tysięcy tytułów lub tematów prac z ponad dwustu kanałów społecznościowych, a następnie porównali je z opublikowanymi materiałami, łącząc narzędzia automatyczne z oceną człowieka. Zidentyfikowali 2062 publikacje w 366 tomach materiałów konferencyjnych IEEE, powiązane z takimi ofertami. Ujawniony mechanizm pokazuje, jak pośrednicy mogą zamieniać naukowe autorstwo w przedmiot transakcji.

Handel autorstwem publikacji naukowych

Znaczenie podpisu pod artykułem dobrze wyjaśniają własne zasady IEEE. Autor powinien wnieść istotny wkład intelektualny w pracę, uczestniczyć w jej napisaniu lub merytorycznym opracowaniu i zatwierdzić wersję przeznaczoną do publikacji. Wszystkie te warunki muszą być spełnione łącznie, ponieważ nazwisko ma dokumentować rzeczywisty udział w powstawaniu wiedzy.

Kupowanie miejsca na liście autorów odwraca sens tego zobowiązania. Osoba płacąca za dopisanie nazwiska otrzymuje pozór osiągnięcia, a odbiorca publikacji może uznać ją za uczestnika badań, z którymi w rzeczywistości nie miała odpowiedniego związku. W takim układzie liczba publikacji przestaje być nawet przybliżonym opisem wykonanej pracy, ponieważ można ją zwiększać przez zakup usługi.

Zależność pracy od oferty handlowej wymaga jednak starannego opisania. Zidentyfikowanie takiego powiązania nie rozstrzyga automatycznie, co wiedziała i zrobiła każda osoba wymieniona wśród współautorów ani które wyniki zostały sfałszowane. Ustalenie indywidualnej odpowiedzialności wymaga osobnego postępowania, a rzetelna relacja powinna zachować tę samą precyzję, której domaga się od publikacji naukowej.

Prof. Michał Kleiber o fabrykach publikacji

Mechanizm ten opisywał już na łamach „Wszystko co Najważniejsze” prof. Michał Kleiber w artykule „Narastający problem z rzetelnością publikacji naukowych”. Były prezes Polskiej Akademii Nauk i redaktor naczelny pisma wskazywał na rozwój fabryk publikacji, czyli przedsiębiorstw dostarczających artykuły lub współautorstwo osobom zabiegającym o naukowy dorobek. Łączył ich działalność z systemem oceniania, w którym liczba tekstów silnie wpływa na przebieg kariery.

Kleiber zwracał również uwagę na czasopisma drapieżne, oferujące szybki druk bez rzetelnej oceny eksperckiej. Opisywał przy tym własne doświadczenia redaktora międzynarodowego pisma naukowego, spotykającego się z niepotwierdzonymi wynikami, plagiatami i nieuzasadnionym współautorstwem. Wśród potrzebnych zmian wymieniał skuteczniejsze wykrywanie fałszerstw, kontrolę procesów redakcyjnych oraz przebudowę sposobu oceniania osiągnięć badaczy.

Sprawa IEEE rozszerza tę debatę na materiały konferencyjne publikowane pod rozpoznawalną marką naukową. Skłania do postawienia pytania, jak wydawca sprawdza standardy poszczególnych przedsięwzięć i jak reaguje po wykryciu nieprawidłowości. Pokazuje zarazem, dlaczego ocena jakości powinna obejmować drogę prowadzącą do publikacji: od udziału autora przez recenzję po kontrolę już opublikowanego tekstu.

Sama retrakcja jest częścią tej odpowiedzialności. Zgodnie z zasadami IEEE wycofana praca zasadniczo pozostaje w archiwum z wyraźną informacją o swoim statusie, dzięki czemu zachowuje się historię publikacji i ostrzega kolejnych czytelników. Takie rozwiązanie umożliwia również sprawdzenie, czy wcześniejsze analizy powoływały się na zakwestionowany materiał.

Certinformacja i wysoka jakość informacji

W tym miejscu problem naukowego autorstwa spotyka się z problemem jakości mediów. Czytelnik artykułu o odkryciu, podobnie jak odbiorca analizy gospodarczej czy historycznej, potrzebuje wiedzieć, kto sformułował twierdzenie, na jakiej podstawie oraz jak daleko sięgają jego wnioski. Pojęcie certinformacji opisuje informację prawdziwą, przekazywaną w dobrej wierze i poddaną weryfikacji odpowiadającej standardom nauki lub profesjonalnego dziennikarstwa.

Przypadek wycofanych prac pozwala zobaczyć praktyczne znaczenie tej definicji. Zadanie redakcji obejmuje dotarcie do badania, ustalenie jego statusu i sprawdzenie, czy sensacyjna interpretacja rzeczywiście wynika z przedstawionych danych. Ważna jest także późniejsza aktualizacja, ponieważ wiadomość o zakwestionowaniu publikacji może zmienić ocenę materiału, który wcześniej wyglądał na wiarygodny.

Szerzej wyjaśnia to opracowanie „Jakość informacji. Co decyduje o wartości wiadomości?”. Prawidłowo przytoczona liczba potrzebuje kontekstu, a opis badania powinien pozwalać zrozumieć jego metodę i ograniczenia. Precyzja oznacza między innymi zachowanie różnicy między wynikiem sugerującym określoną zależność a dowodem pozwalającym sformułować znacznie mocniejszy wniosek.

Podobnej odpowiedzialności domaga się Eryk Mistewicz w rozmowie „Trzymajmy się dobrych mediów”. Przypomina, że odbiorca nie zawsze ma czas samodzielnie przedzierać się przez nadmiar wiadomości, dlatego potrzebuje dziennikarzy i marek, którym może zaufać. Zwraca uwagę na odpowiedzialność za słowo, selekcję informacji oraz szacunek dla czasu czytelnika, a jakość przedstawia jako świadomy wybór wydawcy.

Zestawienie tych dwóch światów prowadzi do wspólnego pytania o to, za co nagradzamy twórców treści. Jeżeli w nauce liczy się przede wszystkim przyrost bibliografii, powstaje pokusa produkowania kolejnych pozycji; jeżeli w mediach jedynym celem staje się reakcja odbiorcy, rośnie pokusa publikowania bez dostatecznego sprawdzenia. W obu przypadkach potrzebne są instytucje gotowe poświęcić czas na ocenę materiału i uznać, że część treści nie spełnia warunków publikacji.

Profesorowie w debacie publicznej

Wartość takiej pracy dobrze widać tam, gdzie badacze mogą samodzielnie przedstawić swoje rozumowanie szerszej publiczności. W katalogu autorów „Wszystko co Najważniejsze” spotykają się profesorowie polskich i zagranicznych ośrodków akademickich, reprezentujący wiele dziedzin wiedzy. Wśród nich są między innymi historycy prof. Andrzej Nowak i prof. Norman Davies, filozofowie prof. Chantal Delsol i prof. Rémi Brague, ekonomista prof. Ryszard Bugaj czy lekarz prof. Piotr Czauderna.

Rozmiar tego środowiska dokumentuje opublikowany w portalu przegląd: na dzień 13 września 2026 roku wskazano w nim 513 profili autorów oznaczonych skrótem „prof.”. Dla czytelnika oznacza to możliwość sięgania do rozbudowanego zbioru tekstów uczonych, poznawania ich specjalizacji i porównywania przedstawianych argumentów. Taka biblioteka ma szczególną wartość w sprawach wymagających pamięci historycznej, znajomości instytucji i rozumienia metody naukowej.

Eryk Mistewicz, wyjaśniając ideę powstania „Wszystko co Najważniejsze”, podkreślał potrzebę publikowania obszernych, autorskich wypowiedzi ludzi posiadających wiedzę i doświadczenie. Taka forma daje miejsce na rozwinięcie przesłanek i pokazanie konsekwencji, które znikają w krótkim komentarzu. Uczony może przedstawić własny argument, a odbiorca zyskuje warunki do jego spokojnej oceny.

Prof. Michał Kleiber w tekście „Rosnące znaczenie upowszechniania wiedzy naukowej” traktuje popularyzację jako trzecią, obok badań i dydaktyki, misję uczonego. Wskazuje, że jej wykonanie wymaga jasnego języka, objaśnienia procesu badawczego i odpowiedzialności za społeczne znaczenie przekazu. Dla mediów współpracujących z naukowcami jest to konkretne zadanie: tworzyć przestrzeń, w której specjalistyczna wiedza staje się zrozumiała i użyteczna w debacie publicznej.

Historia prac powiązanych z handlem autorstwem przypomina, jak wiele zależy od uczciwego związku między nazwiskiem, wykonaną pracą i opublikowanym twierdzeniem. Ten związek trzeba chronić w czasopiśmie naukowym, książce i medium opinii. Właśnie dlatego obecność uczonych na łamach „Wszystko co Najważniejsze” łączy się z szerszym zobowiązaniem do budowania wiedzy, która pomaga czytelnikom rozumieć świat.

Sebastian Nizio



Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 31 października 2026