Jak TikTok chce weryfikować wiek użytkowników

TikTok w najbliższych tygodniach zacznie wprowadzać w Europie nowe narzędzie weryfikujące wiek użytkowników – poinformowała agencja Reutera. W świecie narasta presja, by platformy społecznościowe lepiej sprawdzały wiek użytkowników i chroniły w ten sposób dzieci.
Ten system pozwolił już na usunięcie w Wielkiej Brytanii tysięcy kont założonych na TikToku przez dzieci poniżej 13 lat
.Sam TikTok deklaruje, że konto w aplikacji mogą zakładać tylko osoby powyżej 13. roku życia.
Nowa metoda weryfikacji, która ma być wprowadzona w Europie, była wcześniej przez rok testowane w Wielkiej Brytanii. Narzędzie opiera się na analizie informacji profilowych, publikowanych treści i działań na koncie. TikTok przekazał, że wzbudzające podejrzenia profile będą badane przez moderatora, a nie automatycznie blokowane.
Ten system pozwolił już na usunięcie w Wielkiej Brytanii tysięcy kont założonych na TikToku przez dzieci poniżej 13 lat.
Ile będzie wynosił wiek użytkowników?
.Europejscy operatorzy coraz dokładniej badają sposoby weryfikowania wieku przez platformy społecznościowe obawiając się, że obecne rozwiązania są nieskuteczne lub nadmiernie ingerują w prywatność użytkowników – zaznaczył Reuters. Narzędzia powinny być też zgodne z restrykcyjnym prawem UE dotyczącym działalności w sieci i ochrony danych osobowych.
Na świecie toczy się też szersza debata o ograniczeniu dostępu do mediów społecznościowych dla dzieci. W grudniu 2025 r. Australia jako pierwszy kraj zakazała korzystania z takich serwisów osobom poniżej 16. roku życia. Kluczowym elementem nowego prawa było przerzucenie odpowiedzialności za jego stosowanie na same platformy.
Podobne działania rozważa m.in. Parlament Europejski i władze m.in. Danii, Norwegii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Nowej Zelandii, Malezji i Singapuru.
Od Hume’a do TikToka. Przyczynowość w erze algorytmów
.Media społecznościowe mogą formować nasz obraz świata, wykorzystując naszą własną naturę przeciwko nam. Jeśli David Hume miał rację, że postrzeganie przyczynowości to nawyk, to dziś nie rzeczywistość, lecz algorytmy mają nad nim kontrolę — pisze Piotr JASKÓŁKA
Wpływ mediów społecznościowych na współczesne społeczeństwo jest zjawiskiem szeroko komentowanym. Media te polaryzują opinie, promują nierealistyczne wzorce, a ich przestrzeń wypełniają hejt i sensacja. Te obserwacje stały się niemal truizmem, dlatego nie zamierzam skupiać się na nich. Celem niniejszego artykułu jest zarysowanie pewnego możliwego procesu: sposobu, w jaki platformy takie jak TikTok czy Facebook mogą wykorzystywać naszą naturalną skłonność do wyjaśniania świata w kategoriach przyczyn i skutków, by subtelnie przekształcać nasze postrzeganie rzeczywistości. Tekst ten stanowi szkic, hipotezę wymagającą dalszej eksploracji, a nie rozstrzygającą diagnozę. Nie zamierzam przesądzać, czy opisane zjawisko rzeczywiście ma miejsce – przedstawiam jego możliwy opis, pozostawiając Czytelnikom decyzję, na ile trafnie oddaje on współczesną rzeczywistość. Pytanie brzmi: czy to my nadal nadajemy sens światu, czy raczej sens ten może być nam narzucany – i to w sposób, którego rzadko jesteśmy świadomi?
udzki umysł od najmłodszych lat poszukuje odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Gdy pada deszcz, dzieci pytają o jego źródło; gdy piłka toczy się w dół zbocza, zastanawiają się, co ją porusza. Ta wrodzona ciekawość, która każe nam szukać związków między zdarzeniami, wydaje się podstawowym mechanizmem rozumienia świata. Zakładamy, że każde zjawisko ma swoją przyczynę – że rzeczywistość rządzi się zasadą przyczynowości. Podejście takie wydaje się nam oczywiste. Aby przekonać się, jak jest to ważne, wystarczy wyobrazić sobie w ramach eksperymentu myślowego, że nim nie dysponujemy. Bez niego utracilibyśmy możliwość wyjaśnienia czegokolwiek – a więc przestalibyśmy zupełnie rozumieć świat. Czy jednak oczywistość przekonania, że postrzegane związki przyczynowe są prawdziwe, wystarczy, byśmy mieli pewność, że nie da się w nie ingerować? Że nie da się naszego rozumienia świata wywrócić do góry nogami?
David Hume, XVIII-wieczny filozof, rzucił wyzwanie tej pewności. W swoich rozważaniach zauważył, że nie obserwujemy rzeczywistego związku między przyczyną a skutkiem, lecz jedynie ich regularną sekwencję. Gdy pocieramy zapałkę i pojawia się płomień, dostrzegamy następstwo zdarzeń, ale nie samą „siłę” je łączącą. Postrzeganie przyczynowości, jak twierdził Hume, jest bardziej nawykiem umysłu niż koniecznością – opiera się na przyzwyczajeniu do powtarzalności, a nie na niepodważalnym stwierdzeniu jej w świecie.
Przez wieki ludzkość doskonaliła tę naturalną skłonność do wyjaśniania świata w kategoriach przyczyny i skutku. Tam, gdzie kiedyś deszcz tłumaczono wolą bogów, a pioruny gniewem niebios, rozwój nauki pozwolił ustalić precyzyjne, empiryczne przyczyny – od praw fizyki po mechanizmy biologiczne. Ta zdolność do krytycznego badania związków między zdarzeniami stała się zdobyczą cywilizacji, a posługiwanie się nią wymagało edukacji i refleksji. Jednak w epoce mediów społecznościowych ta wymagająca wysiłku i wiedzy zdobycz może ustępować prostszym, intuicyjnym interpretacjom – takim, które polegają na akceptacji podsuwanych narracji nowej, algorytmicznej mitologii.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/piotr-jakolka-od-humea-do-tiktoka-przyczynowosc-w-erze-algorytmow/
PAP/MB




