Jak walczyć z dronami? Wiemy coraz więcej

Skokowy wzrost znaczenia dronów w wojnie rosyjsko-ukraińskiej oraz liczne incydenty związane z bezzałogowcami w krajach NATO spowodowały większe zainteresowanie systemami, które pozwalają zwalczać tego rodzaju zagrożenia.

Skokowy wzrost znaczenia dronów w wojnie rosyjsko-ukraińskiej oraz liczne incydenty związane z bezzałogowcami w krajach NATO spowodowały większe zainteresowanie systemami, które pozwalają zwalczać tego rodzaju zagrożenia.

Drony to główny środek walki

.Drony, bezzałogowce, przede wszystkim te działające w powietrzu, stały się głównym środkiem prowadzenia walki w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. To, kto panuje nad tzw. małym niebem – czyli kontroluje lokalną przestrzeń powietrzną, co pozwala prowadzić operacje ofensywne z użyciem własnych dronów – decyduje o przewadze na danym odcinku linii frontu. Z kolei masowe użycie większych maszyn czyni z nich instrument działania na poziomie strategicznym.

Do połowy 2024 r. w sferze użycia dronów na linii frontu zdecydowanie dominowała Ukraina – masowo wykorzystywane drony-kamikadze oraz drony używane do precyzyjnych bombardowań były w stanie (przy wsparciu artylerii i stosunkowo niewielkim zaangażowaniu żołnierzy piechoty) zatrzymywać rosyjskie ataki sił pancerno-zmechanizowanych. Z czasem także Rosjanie podjęli działania w celu poprawy własnych zdolności i do połowy 2025 r. byli już w stanie w niektórych obszarach zrównoważyć ukraińskie możliwości – m.in. dzięki utworzeniu wyspecjalizowanych jednostek, takich jak Centrum Rubikon, zajmujące się opracowaniem i wdrażaniem technologii i taktyki użycia dronów w walce.

– Rubikon to dla nas duży problem, bo prowadzi działania głównie wobec operatorów naszych dronów i logistyki – przyznał w rozmowie Taras Czmut, dyrektor ukraińskiej fundacji Powernys’ Żywym (Wróć Żywy). Zwrócił przy tym uwagę na fakt, że obecnie przewaga żadnej ze stron pod względem bezzałogowców nie jest wyraźna.

Taki stan rzeczy spowodował szybki rozwój nie tylko technologii produkcji i sterowania dronami, ale także środków, które pozwalają na walkę z nimi. Problem dotyczy zarówno niewielkich bezzałogowców działających na linii frontu, jak i większych, np. posiadających duży zasięg dronów Shahed-131/136, których Rosja używa do atakowania infrastruktury energetycznej Ukrainy.

Na linii frontu najpopularniejsze są te rozwiązania, które są najprostsze: mechaniczne osłony, montowane przede wszystkim na pojazdach (zwykle w formie siatek, które mają nie dopuścić do detonacji ładunku bojowego, jaki przenosi dron, na strukturze samego pojazdu lub uniemożliwić np. zrzut ładunku do wnętrza, np. przez właz czołgu). Ich skuteczność jest ograniczona, zwłaszcza w przypadku zastosowania większej liczby bezzałogowców.

Popularnym środkiem defensywnym są systemy walki radioelektronicznej (WRE). Powodują one zakłócenia pasma radiowego używanego do sterowania dronem. Zwykle uniemożliwia to także odbiór obrazu z kamery bezzałogowca, co powoduje, że obsługa nie może go precyzyjnie naprowadzić na cel. Obie strony starają się omijać tego typu systemy, używając na linii frontu dronów sterowanych przewodowo, tj. z użyciem światłowodu. Systemy WRE, zależnie od wielkości i mocy, mogą zwalczać różne typy bezzałogowców.

– Jeśli chodzi o drony FPV, to systemy walki radioelektronicznej są używane do samoobrony. Mogą znajdować się na wyposażeniu konkretnych obiektów i pojazdów, grup piechoty. Są także systemy wyższego szczebla, działające w składzie brygad: kilka dużych stacji zakłócających może zabezpieczać obszar np. o szerokości 20 km i głębokości 5 km – wyjaśnił w rozmowie Taras Czmut.

Niszczenie wrogich bezzałogowców

.Powoli, ale sukcesywnie na najniższym szczeblu walki z bezzałogowcami zwiększa się także liczba stosowanych środków kinetycznych, tj. systemów uzbrojenia pozwalających na niszczenie wrogich bezzałogowców. Żołnierze piechoty i załogi pojazdów coraz powszechniej używają strzelb gładkolufowych, wyposażonych w naboje śrutowe.

Używanie do zwalczania większych dronów pocisków rakietowych czasami jest koniecznością, ale zwykle oznacza nieproporcjonalne zastosowanie środka w stosunku do zagrożenia. Optymalnym rozwiązaniem, nad którym trwają obecnie zaawansowane prace, realizowane przez większość wiodących koncernów zbrojeniowych i wiele mniejszych firm, jest połączenie środków walki radioelektronicznej z systemami kinetycznymi, zwykle szybkostrzelną bronią strzelecką i pociskami rakietowymi krótkiego zasięgu. Innym rozwiązaniem są drony przechwytujące, niszczące cel poprzez uderzenie i detonację ładunku wybuchowego. Ich atutem jest niski koszt produkcji i niewielki poziom skomplikowania konstrukcji, co potencjalnie pozwala na masową produkcję i użycie. Prekursorem tego rozwiązania jest Ukraina, choć od kilku miesięcy zaczyna je wdrażać także Rosja.

Rozwój technologii związanych ze sztuczną inteligencją i wprowadzenie do działań bojowych tzw. rojów dronów (tj. formacji bezzałogowców kontrolowanych przez jeden elektroniczny ośrodek decyzyjny) daje szerokie możliwości zastosowania tego rozwiązania jako skutecznego środka zwalczania dronów.

Prace nad technologiami związanymi ze zwalczaniem dronów: zarówno niewielkich FPV, jak i większych, o dużym zasięgu, takich jak Shahed-131/136, są realizowane także przez polskie i europejskie firmy zbrojeniowe – jest to m.in. skutek naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony 10 września 2025 r. Podobne incydenty, choć dotyczące aktywności mniejszych bezzałogowców w pobliżu obiektów infrastruktury krytycznej, odnotowano też w wielu innych krajach Unii Europejskiej, m.in. w Danii, Niemczech, Szwecji.

Co bardzo ważne, środowisko walki związane z bezzałogowcami szybko ewoluuje. – Wszystkie używane przez naszą armię systemy są na bieżąco produkowane na Ukrainie, jednak pole bitwy szybko się zmienia i po kilku miesiącach każde rozwiązanie może być już przestarzałe – zauważył Czmut.

Systemy antydronowe rozwijają się dynamicznie także w Polsce, na co wpływ ma wojna na Ukrainie i związane z nią incydenty, takie jak ten z 10 września, gdy w polską przestrzeń powietrzną wtargnęło około 20 rosyjskich bezzałogowców. – Zgadzamy się z ideą wzmocnienia obrony przestrzeni powietrznej całej Unii Europejskiej i jesteśmy gotowi rozważać zewnętrzne propozycje czy rozwiązania. (…) Ale priorytet dajemy projektom krajowym – powiedział we wtorek wiceminister obrony Cezary Tomczyk w wywiadzie dla agencji Bloomberga.

Polskie zdolności w tym obszarze są nadal niewystarczające, zarówno jeśli chodzi o sferę badawczo-rozwojową, jak też produkcyjną – choć są już realizowane projekty takie jak system SA-35 (samobieżna armata przeciwlotnicza kalibru 35 mm na podwoziu ciężarówki Jelcz, opracowana przez PIT-Radwar), czy lżejszy system zwalczania bezzałogowców, opracowany przez ZM Tarnów i oparty na szybkostrzelnym karabinie maszynowym o kalibrze 12,7 mm.

Polski producent systemów neutralizacji dronów Advanced Protection Systems został wybrany jako dostawca rozwiązań antydronowych – systemu APS Sky Ctrl – przez Chorwację w ramach realizacji programu SAFE, finansowanego przez Unię Europejską. Również polskie Ministerstwo Obrony planuje wykorzystać środki w ramach SAFE do sfinansowania prac nad systemem obrony przed dronami.

Co dalej z wojną na Ukrainie?

.Ostatnie decyzje polityczne Stanów Zjednoczonych, Europy i Chin oraz wewnętrzne napięcia gospodarcze zmieniają plany Rosji. Ponieważ czas zdaje się już nie działać na jej korzyść, Moskwa coraz śmielej i agresywniej wystawia na próbę determinację Zachodu. Jeśli Europa nie zareaguje, sytuacja się pogorszy – pisze Nigel GOULD-DAVIES.

Zachodni urzędnicy są podobno zaskoczeni nagłą falą wtargnięć rosyjskich dronów i myśliwców do przestrzeni powietrznej krajów NATO. A nie powinni być. Działania Rosji są logicznym skutkiem czterech szerszych procesów, które zmieniają jej sposób myślenia. Trzy pierwsze wynikają z decyzji politycznych Stanów Zjednoczonych, Europy i Chin. Czwarty to pogarszająca się sytuacja wewnętrzna Rosji. Efektem jest nowa, bardziej niebezpieczna faza wojny w Ukrainie.

Po pierwsze, powrót Donalda Trumpa do Białego Domu w styczniu 2025 r. początkowo rozbudził w Kremlu nadzieję, że uda się przechylić szalę na korzyść Rosji i rozbić więzy transatlantyckie. Miał się temu przysłużyć deklarowany przez amerykańskiego prezydenta cel szybkiego zakończenia wojny w Ukrainie. Mimo intensywnych wysiłków dyplomatycznych, których kulminacją był szczyt w Anchorage w sierpniu 2025 r., Rosji nie udało się zrealizować swoich zamiarów. Choć Stany Zjednoczone poszły na jednostronne ustępstwa – zrezygnowały z żądania natychmiastowego zawieszenia broni i wycofały groźby nowych sankcji – nie odwróciły się ani od Ukrainy, ani od Europy. Trump skierował pod adresem Władimira Putina ostre słowa i wciąż dostarcza Ukraińcom broń (choć teraz ją im sprzedaje, a nie podarowuje). Dziewięć miesięcy burzliwej dyplomacji nie przyniosło więc ani realizacji największych nadziei Rosji, ani spełnienia najgłębszych obaw Europy.

Po drugie, Europa przyspiesza. Na szczycie NATO w czerwcu 2025 r. państwa członkowskie uzgodniły zwiększenie wydatków obronnych do 5 proc. PKB do 2035 r. Ponieważ łączny PKB Europy jest dziesięciokrotnie większy od rosyjskiego, oznacza to ogromny wzrost potencjału militarnego. Unia Europejska zaostrza też presję gospodarczą na Rosję. Tylko w tym roku przyjęła cztery nowe pakiety sankcyjne – co oznacza najszybsze tempo od 2022 r. – i jest bliska uzgodnienia piątego. Będzie to dziewiętnasty taki pakiet od czasu inwazji Rosji na Ukrainę. Co najważniejsze, UE pracuje obecnie nad ambitnym planem udzielenia Ukrainie pożyczki reparacyjnej w wysokości 140 mld euro, finansowanej z zamrożonych aktywów rosyjskiego banku centralnego. Jeśli inicjatywa zostanie zatwierdzona, pozwoli utrzymać Ukrainę na powierzchni i umożliwi jej prowadzenie walki przez kolejne dwa, trzy lata, a przy tym odciąży europejskich podatników.

Po trzecie, Chiny coraz wyraźniej zwracają się ku Rosji. W 2024 r. NATO uznało Chińską Republikę Ludową za „kluczowego wspólnika” rosyjskiej machiny wojennej ze względu na sprzedaż sprzętu wojskowego i produktów podwójnego zastosowania do Rosji oraz współudział w masowym omijaniu sankcji. W ubiegłym miesiącu Pekin zgodził się na budowę gazociągu Siła Syberii 2, o który Moskwa zabiegała od lat. Po ukończeniu inwestycji rosyjski eksport gazu rurociągowego do Chin wzrośnie ponad dwukrotnie.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/nigel-gould-davies-nowa-faza-wojny-na-ukrainie/

PAP/ Dariusz Materniak/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 listopada 2025