Marine LE PEN jeszcze nie wygrała, a lewica już zapowiada obywatelskie nieposłuszeństwo

Marine Le Pen obywatelskie nieposłuszeństwo

Marine Le Pen nie wygrała jeszcze wyborów prezydenckich, ale część francuskiej lewicy już zapowiada obywatelskie nieposłuszeństwo wobec polityki przyszłych władz. Marine Tondelier deklaruje gotowość udziału w aktach nieposłuszeństwa, Mathilde Panot mówi o oporze „wszelkimi koniecznymi sposobami”, a Rokhaya Diallo dopuszcza ukrywanie nielegalnych migrantów. Francja zaczyna przygotowywać się nie tylko do najbardziej przełomowych wyborów prezydenckich od dekad, lecz także do politycznego wstrząsu, który może nastąpić po ogłoszeniu ich wyniku.

.Francja zaczyna więc rozważać następstwa scenariusza, który jeszcze niedawno uznawano za mało prawdopodobny. Nie chodzi już wyłącznie o pytanie, czy kandydatka Zjednoczenia Narodowego może wejść do drugiej tury. Najnowsze sondaże pokazują, że Marine Le Pen jest faworytką pierwszego głosowania i mogłaby pokonać każdego z najważniejszych testowanych rywali również w turze drugiej.

Nowym pytaniem staje się zatem to, czy przeciwnicy Marine Le Pen zaakceptują nie tylko wynik wyborów, ale także polityczne konsekwencje tego wyniku.

Rokhaya Diallo wzywa do obywatelskiego nieposłuszeństwa

Jako ostatnia do debaty włączyła się Rokhaya Diallo, francuska publicystka i działaczka związana z ruchem dekolonialnym. W programie BFM TV 28 sierpnia 2026 r. uznała, że obywatelskie nieposłuszeństwo byłoby uzasadnione, gdyby po zwycięstwie Marine Le Pen Zjednoczenie Narodowe zaczęło realizować zasadę pierwszeństwa narodowego.

Diallo argumentowała, że proponowane przez RN rozwiązania ograniczałyby prawa części mieszkańców Francji, zagrażały zasadzie równości oraz mogłyby pozostawać w sprzeczności z konstytucją i traktatami międzynarodowymi. Odniosła się przede wszystkim do planów przyznania obywatelom francuskim pierwszeństwa w dostępie do niektórych świadczeń socjalnych, mieszkań i zatrudnienia. Porównała również możliwe działania przyszłych władz wobec nielegalnych migrantów z operacjami prowadzonymi przez amerykańską służbę imigracyjną ICE.

„Jeżeli Republika jest dziś taka, jaka jest, to dlatego, że ludzie byli nieposłuszni” – przekonywała Rokhaya Diallo. Mówiła także o możliwości ukrywania osób przebywających we Francji nielegalnie, gdyby miały stać się przedmiotem działań deportacyjnych.

Nie sprecyzowała jednak, gdzie miałaby przebiegać granica między pokojowym protestem, odmową wykonania określonych przepisów a szerszym zakwestionowaniem polityki władz wybranych w demokratycznych wyborach. Właśnie ta niejasność sprawiła, że wypowiedź zabrzmiała mocniej niż zwykła zapowiedź demonstracji przeciwko przyszłemu rządowi.

Program Marine Le Pen nie pozostaje przy tym zbiorem ogólnych deklaracji. Zjednoczenie Narodowe zapowiada ograniczenie imigracji, zastrzeżenie części świadczeń dla obywateli Francji, pierwszeństwo w dostępie do mieszkań socjalnych oraz poddanie najważniejszych zmian pod referendum. Pełne zestawienie tych propozycji przedstawiamy w analizie programu Marine Le Pen, Jordana Bardelli i Zjednoczenia Narodowego.

Marine Tondelier chce sama uczestniczyć w aktach nieposłuszeństwa

Rokhaya Diallo nie była pierwszą osobą publiczną, która w ostatnich dniach posłużyła się pojęciem obywatelskiego nieposłuszeństwa. Kilka dni wcześniej, 22 sierpnia, liderka francuskich Zielonych Marine Tondelier została zapytana na antenie LCI, czy w przypadku zwycięstwa RN oczekiwałaby aktów nieposłuszeństwa. Odpowiedziała twierdząco i zadeklarowała, że sama mogłaby w nich uczestniczyć.

Tondelier zastrzegła, że takich działań byłoby prawdopodobnie „bardzo niewiele”. Jednocześnie przekonywała, że przejęcie władzy przez Zjednoczenie Narodowe nie byłoby zwyczajną zmianą ekipy rządzącej. „Przejdziemy do innego świata. To nie będzie alternacja taka jak inne” – mówiła, tłumacząc, że część programu RN uważa za sprzeczną z podstawowymi zasadami Republiki.

Liderka Zielonych odwołała się również do belgijskiego modelu politycznej i medialnej izolacji skrajnej prawicy. We francuskim sporze takie stanowisko oznacza próbę zachowania dawnego „frontu republikańskiego”, który przez lata pozwalał jednoczyć bardzo różne partie przeciwko kandydatom rodziny Le Pen. Problem polega na tym, że mechanizm ten jest dziś wyraźnie słabszy niż w 2002, 2017 czy nawet 2022 r.

Marine Le Pen nie jest już kandydatką reprezentującą wyłącznie twardy elektorat protestu. Najnowsze analizy elektoratu Marine Le Pen pokazują, że przyciąga część dawnych wyborców klasycznej prawicy, osoby starsze oraz obywateli, którzy wcześniej nie głosowali na RN regularnie.

Jeśli ten proces będzie się utrzymywał, moralna i polityczna izolacja Zjednoczenia Narodowego stanie się coraz trudniejsza. Partia, którą przeciwnicy chcieliby wciąż traktować jako ugrupowanie znajdujące się poza granicami republikańskiego konsensusu, może otrzymać poparcie większej części społeczeństwa niż jakakolwiek inna siła polityczna.

Mathilde Panot zapowiada opór „wszelkimi koniecznymi sposobami”

Jeszcze dalej w retoryce oporu poszła Mathilde Panot, przewodnicząca klubu parlamentarnego Francji Nieujarzmionej (partii Jean-Luka Mélenchona). Zapowiedziała, że jej ugrupowanie uszanuje wybory, lecz w przypadku zwycięstwa Marine Le Pen będzie „stawiać opór wszelkimi koniecznymi sposobami”. Pytana o obywatelskie nieposłuszeństwo, mówiła o strajkach, działaniach ekologicznych, ruchach okupujących tereny przeznaczone pod inwestycje oraz historycznych protestach sufrażystek.

Panot zapewniała, że Francja Nieujarzmiona nie zamierza podważać samego aktu wyborczego. Jednocześnie stwierdziła, że nieposłuszeństwo może być formą demokracji, a jej ugrupowanie chce dokonać „rewolucji”. Zestawienie tych deklaracji pozwoliło przeciwnikom LFI twierdzić, że partia pozostawia sobie bardzo szerokie pole działania po ewentualnym zwycięstwie RN.

Nie należy utożsamiać obywatelskiego nieposłuszeństwa z przemocą ani automatycznie uznawać go za próbę obalenia demokratycznie wybranej władzy. W tradycji demokratycznej pojęcie to oznacza najczęściej publiczne, pokojowe i świadome naruszenie konkretnego prawa uznanego za niesprawiedliwe, połączone z gotowością poniesienia prawnych konsekwencji. Problem z wypowiedziami części francuskiej lewicy polega na tym, że padają one jeszcze przed wyborami, przed przyjęciem jakichkolwiek nowych ustaw i bez precyzyjnego wskazania, przeciwko którym konkretnie decyzjom miałby zostać skierowany opór.

W ten sposób kampania zaczyna być opisywana nie jako demokratyczna rywalizacja, lecz jako ostatnia chwila, w której można zapobiec politycznej katastrofie. Francuska lewica uderza w dramatyczne tony, ponieważ dostrzega, że dotychczasowe sposoby zatrzymywania RN mogą już nie wystarczyć.

Sophie Binet oskarża Marine Le Pen o przygotowywanie „apartheidu”

Do alarmistycznego tonu części francuskiej lewicy dołączyła również Sophie Binet, sekretarz generalna największej francuskiej centrali związkowej CGT. W wywiadzie udzielonym lewicowo-liberalnemu dziennikowi „Le Monde” oskarżyła Marine Le Pen i Zjednoczenie Narodowe o przygotowywanie prawnego przewrotu prowadzącego do wpisania zasady pierwszeństwa narodowego do francuskiej konstytucji. Posunęła się przy tym do stwierdzenia, że takie rozwiązanie należałoby nazwać „apartheidem”.

Wypowiedź padła po pierwszej dużej debacie kandydatów na prezydenta Francji zorganizowanej przez Medef. W wydarzeniu uczestniczyło siedmioro najważniejszych pretendentów do Pałacu Elizejskiego, wśród nich Marine Le Pen i Jean-Luc Mélenchon. Sophie Binet uznała sam udział kandydatki RN w debacie transmitowanej przez LCI za przejaw „normalizacji” narodowej prawicy przez część francuskich środowisk gospodarczych.

„To przerażające. Mamy wrażenie, że jesteśmy we Francji roku 1938, pogrążonej w ogromnym odrętwieniu” – mówiła sekretarz generalna CGT. Szczególnie ostro skrytykowała Patricka Martina, przewodniczącego Medef, który nie chciał jednoznacznie określić Marine Le Pen jako przedstawiciela skrajnej prawicy. Zdaniem Sophie Binet była to „historyczna wina moralna”, świadcząca o tym, że dla organizacji pracodawców najważniejsza pozostaje gospodarka, nawet jeżeli ceną miałoby być polityczne oswojenie Zjednoczenia Narodowego.

Liderka CGT zarzuciła uczestnikom spotkania, że koncentrowali pytania i krytykę na programie ekonomicznym Jean-Luca Mélenchona, zwłaszcza na propozycjach podniesienia płac i anulowania części francuskiego długu publicznego znajdującego się w posiadaniu Europejskiego Banku Centralnego. W przypadku Marine Le Pen przedstawiciele biznesu mieli natomiast ograniczyć się do chłodnej oceny wykonalności jej propozycji gospodarczych, pomijając – w ocenie Binet – ideologiczny charakter RN. „Skrajna prawica nigdy nie dochodzi do władzy bez poparcia kapitału” – przekonywała.

Najostrzejsze słowa dotyczyły zasady pierwszeństwa narodowego. Sophie Binet uznała, że jej wprowadzenie zagrażałoby konstytucyjnemu porządkowi Francji, prawom cudzoziemców, kobiet i osób LGBT, niezależności wymiaru sprawiedliwości oraz polityce klimatycznej. Zapowiadane przez Marine Le Pen referendum konstytucyjne w sprawie migracji nazwała „prawnym zamachem”, którego celem miałoby być zalegalizowanie nierównego traktowania obywateli Francji i cudzoziemców.

Określenie projektu RN mianem „apartheidu” jest jednak skrajnym rozszerzeniem znaczenia tego pojęcia. Zjednoczenie Narodowe nie zapowiada stworzenia systemu segregacji rasowej, lecz konstytucyjne przyznanie obywatelom Francji pierwszeństwa w dostępie do części świadczeń socjalnych, mieszkań i zatrudnienia. Podobne mechanizmy, choć różniące się zakresem i podstawą prawną, występują także w innych demokracjach europejskich, które uzależniają dostęp do określonych uprawnień od obywatelstwa, długości pobytu albo okresu opłacania składek.

Nie oznacza to, że propozycje Marine Le Pen nie wywołają zasadniczego sporu konstytucyjnego i europejskiego. Oznacza natomiast, że Sophie Binet wybrała najbardziej dramatyczne określenie dostępne w języku politycznym, łącząc przyszłe rządy RN z rokiem 1938, faszyzmem, okupacją oraz prześladowaniami. Przypomniała o związkowcach CGT deportowanych, rozstrzelanych i torturowanych podczas II wojny światowej, po czym oświadczyła, że „nie ma gorszego wroga pracowników niż skrajna prawica”.

Polityczna temperatura wokół Marine Le Pen rośnie szybciej niż sama kampania. Tondelier mówi o nieposłuszeństwie, Panot o oporze wszelkimi koniecznymi sposobami, Diallo o ukrywaniu nielegalnych migrantów, a Binet o „apartheidzie” i Francji przypominającej rok 1938. Każda z tych wypowiedzi ma mobilizować przeciwników RN, ale ich nagromadzenie może również stworzyć wrażenie, że francuska lewica nie znajduje już języka zdolnego opisać Marine Le Pen inaczej niż za pomocą historycznych katastrof i zapowiedzi społecznego oporu.

Marine Le Pen wygrywa pierwsze starcie jeszcze przed wyborami

Jordan Bardella natychmiast wykorzystał wypowiedzi lewicowych polityków. Podczas wizyty na targach w Châlons-en-Champagne 29 sierpnia oskarżył lewicę o podważanie zasad państwa prawa, demokratycznego werdyktu oraz „pokoju obywatelskiego”. Wezwania do nieposłuszeństwa określił jako „przyznanie się do słabości” przez środowiska, które – jego zdaniem – nie potrafią pogodzić się z możliwością przegranej.

„To znaczy, że oni już przegrali te wybory” – przekonywał przewodniczący Zjednoczenia Narodowego. Jego odpowiedź była przewidywalna, ale politycznie skuteczna. Pozwala przedstawiać RN jako obóz porządku demokratycznego, a lewicę jako siłę gotową kwestionować konsekwencje głosowania, jeśli jego wynik okaże się dla niej nie do przyjęcia.

W tym sensie wezwania do obywatelskiego nieposłuszeństwa mogą paradoksalnie pomagać Marine Le Pen. Zamiast osłabiać jej kampanię, potwierdzają najważniejszą opowieść budowaną przez Zjednoczenie Narodowe: że przeciwko kandydatce RN mobilizują się środowiska przekonane, iż wynik wyborów jest demokratyczny tylko wtedy, gdy zwycięża wskazany przez nie obóz.

Marine Le Pen może również wykorzystać te wypowiedzi do dalszego łagodzenia własnego wizerunku. Im bardziej dramatyczny staje się język jej przeciwników, tym łatwiej przedstawiać się jej jako kandydatka spokoju, instytucjonalnego porządku i oddania najważniejszych decyzji bezpośrednio w ręce Francuzów poprzez referendum. Nie oznacza to, że spory konstytucyjne wokół jej programu są pozbawione podstaw, lecz że politycznie mogą pracować na korzyść RN.

Biografię Marine Le Pen, jej poglądy, program, sytuację prawną i znaczenie dla wyborów prezydenckich przedstawiamy w opracowaniu „Marine LE PEN. Kim jest? 25 najważniejszych pytań i odpowiedzi”.

Francja przygotowuje się już nie na kampanię, ale na zmianę władzy

Najważniejsze w wypowiedziach Marine Tondelier, Mathilde Panot i Rokhayi Diallo nie jest samo pojęcie obywatelskiego nieposłuszeństwa. Najważniejsze jest to, jak wcześnie pojawiło się ono w debacie. Do wyborów pozostało jeszcze wiele miesięcy, a część francuskiej lewicy zachowuje się tak, jak gdyby zwycięstwo Marine Le Pen przestało być jednym z możliwych scenariuszy i stało się zagrożeniem, na które trzeba już przygotowywać społeczny opór.

To zasadnicza zmiana w porównaniu z wcześniejszymi kampaniami. W 2017 i 2022 r. przeciwnicy Marine Le Pen koncentrowali się na zbudowaniu większości zdolnej pokonać ją w drugiej turze. Przed wyborami w 2027 r. coraz częściej zastanawiają się nad tym, co zrobią już po jej zwycięstwie.

Francuska polityka zaczyna więc przekraczać niewidzialną granicę. Spór nie dotyczy już wyłącznie tego, kto zostanie następcą Emmanuela Macrona, ale także tego, czy przyszła większość będzie mogła swobodnie zrealizować program zatwierdzony przez wyborców. Wybory prezydenckie stają się jednocześnie referendum nad Marine Le Pen, nad przyszłością Zjednoczenia Narodowego i nad zdolnością francuskiego państwa do zachowania politycznego pokoju po rozstrzygnięciu, które może podzielić kraj głębiej niż jakiekolwiek wybory ostatnich dekad.

Pełny kalendarz kampanii, aktualne sondaże, listę kandydatów i najważniejsze scenariusze przedstawiamy w kompendium „Wybory prezydenckie Francja 2027”.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 sierpnia 2026