Niemcy sprawdzają nazistowską przeszłość własnych rodzin. Tabu zaczyna znikać

W Niemczech zanika jedno z najtrwalszych powojennych tabu: rozmowa o nazistowskiej przeszłości własnych przodków. Nowa wyszukiwarka tygodnika „Die Zeit”, pozwalająca sprawdzić nazwiska w dokumentach NSDAP, notuje miliony wejść. Historyk Felix Lieb z Instytutu Historii Współczesnej ocenia, że zainteresowanie to ujawnia luki w pamięci rodzinnej, ale też niesie ryzyko zbyt łatwych wniosków.
Czy dziadek był w NSDAP? Rodzinna przeszłość wychodzi z cienia
Przez dekady temat członkostwa w NSDAP był w Niemczech analizowany przede wszystkim w odniesieniu do osób publicznych. W rodzinach długo pozostawał sprawą przemilczaną. Według Felixa Lieba z niemieckiego Instytutu Historii Współczesnej to tabu coraz wyraźniej zanika.
Powód jest prosty i zarazem głęboki: w większości przypadków osoby, których dotyczyłyby pytania o nazistowską przeszłość, już nie żyją. Dziś badania prowadzą najczęściej wnuki, wobec dziadków mające większy dystans niż ich dzieci.
To przesunięcie pokoleniowe zmienia niemiecką pamięć. Pytanie, które kiedyś mogło rozsadzać rodzinny porządek, dziś coraz częściej staje się częścią prywatnego śledztwa historycznego.
Wyszukiwarka, która uruchomiła miliony pytań
W kwietniu tygodnik „Die Zeit” uruchomił wyszukiwarkę umożliwiającą sprawdzenie, czy przodkowie figurowali w dokumentach nazistowskiej partii NSDAP. Narzędzie powstało po udostępnieniu przez Amerykańskie Archiwum Narodowe kopii mikrofilmów z dokumentami dotyczącymi członkostwa w partii nazistowskiej.
Popularność wyszukiwarki okazała się bardzo duża. Odnotowuje ona miliony wejść. Zdaniem Felixa Lieba świadczy to o tym, że w niemieckich rodzinach nadal istnieją istotne luki w wiedzy o przeszłości własnych bliskich.
Koniec wygodnych mitów
Historyk zwraca uwagę, że przez długi czas członkostwo w NSDAP bywało bagatelizowane. Tłumaczono je oportunizmem albo twierdzono, że zainteresowani rzekomo nie wiedzieli o swoim przyjęciu do organizacji.
Dziś wrażliwość na politykę pamięci jest inna niż na początku lat 90. XX wieku, gdy kartoteka członków NSDAP została po raz pierwszy upubliczniona. Coraz silniejsza jest świadomość, że wstąpienie do partii było zwykle świadomym aktem: albo wyrazem ideologicznej zgody na reżim nazistowski, albo co najmniej dostosowaniem się do rządzących.
Jednocześnie Lieb podkreśla ważne zastrzeżenie: sama przynależność partyjna niewiele mówi o rzeczywistym zachowaniu danej osoby w Trzeciej Rzeszy. Członkostwo w NSDAP jest więc punktem wyjścia, nie gotowym wyrokiem.
Zwykli Niemcy pod lupą historii
Według Feliksa Lieba baza „Die Zeit” raczej nie przyniesie przełomowych ustaleń w odniesieniu do znanych postaci. Ich obciążenie nazistowską przeszłością było już w ostatnich latach wnikliwie badane.
Prawdziwy potencjał tego narzędzia znajduje się gdzie indziej: w sferze rodzinnej oraz w badaniach nad „zwykłymi” Niemcami.
To właśnie tam mogą zostać naruszone najtrwalsze mity. Badania opinii publicznej regularnie pokazują bowiem, że większość Niemców uważa, iż ich przodkowie byli ofiarami nazizmu albo przynajmniej go odrzucali. Teraz można to łatwiej sprawdzić. Wynik może być dla wielu rodzin niewygodny: przodek mógł być bliżej narodowego socjalizmu, niż dotąd sądzono.
Łatwy dostęp nie oznacza łatwej prawdy
Cyfrowa dostępność danych historycznych ma jednak swoją ciemną stronę. Lieb ostrzega, że łatwy dostęp może sugerować szybkie i proste wnioski, podczas gdy badania historyczne są złożone i nie mogą opierać się na jednym źródle.
Dlatego wyszukiwanie w bazie danych powinno być traktowane jako początek procesu, a nie jego zakończenie. Kto naprawdę chce wiedzieć, jak jego przodkowie zachowywali się w Trzeciej Rzeszy, powinien prowadzić dalsze badania, między innymi kierując kolejne zapytania do Archiwum Federalnego.
Istotne jest także to, że kartoteka członków NSDAP nie jest kompletna. Brak wyniku w bazie nie oznacza, że dana osoba nie należała do partii. Dodatkowo, ponieważ przy opracowaniu danych wykorzystano sztuczną inteligencję, mogły pojawić się błędy. Osoba może nie być widoczna w bazie, mimo że istnieje jej karta.
Lieb zastrzega również, że pytania o to, czy ktoś był nazistą, nie wolno sprowadzać wyłącznie do formalnego członkostwa w NSDAP.
Pamięć bez świadków
Historyk zwraca uwagę, że w Niemczech spada poziom wiedzy historycznej, zwłaszcza dotyczącej Holokaustu. Jednym z powodów jest odejście świadków historii, którzy mogli bezpośrednio opowiadać o czasach nazistowskich.
Ich miejsce coraz częściej zajmują media społecznościowe. Wielu młodych ludzi świadomie lub nieświadomie czerpie dziś informacje właśnie stamtąd, co może prowadzić do zniekształcania faktów historycznych, a nawet bagatelizowania zbrodni nazistowskich.
Dlatego, zdaniem Lieba, trzeba przypominać, że wiedza historyczna opiera się na pracy z oryginalnymi źródłami. Nie może być po prostu wygenerowana.
Popularność wyszukiwarki „Die Zeit” pokazuje, że niemieckie społeczeństwo wchodzi w kolejny etap rozmowy o nazistowskiej przeszłości. Nie chodzi już tylko o wielkie nazwiska, instytucje i publiczne biografie. Coraz częściej chodzi o rodzinne albumy, domowe przemilczenia i pytania, których przez lata nie zadawano.
.Tabu zanika, ale wraz z nim pojawia się nowe ryzyko: pokusa szybkiego osądu na podstawie jednego wyniku wyszukiwania. Historia rodzinna może zaczynać się od cyfrowej bazy danych, lecz nie powinna się na niej kończyć.
PAP/Paweł Wernicki/MJ





