
Czemu Niemcy wschodnie są inne?
Wewnętrzny podział w Niemczech jest silny i narasta. O Saksonii pisze się tam jak – nie przymierzając – w Polsce o Podkarpaciu. Nawet gorzej, bo to nie tylko prowincjusze, ale i naziści. Do tego zupełnie nową sytuację tworzy marsz lewicy po władzę – pisze Jan ŚLIWA
.Za moich młodych lat Niemcy były podzielone na dwa wrogie państwa. Do bloku zachodniego należała Republika Federalna Niemiec, a do wschodniego – podobnie jak Polska Rzeczpospolita Ludowa, PRL – Niemiecka Republika Demokratyczna, NRD, pieszczotliwie określana jako Enerdówek. Były one terenem podstawowego starcia systemów w okresie zimnej wojny. Ich zjednoczenie wydawało się niemożliwe. Przypominam tu te oczywiste fakty, jako że NRD nie istnieje już od 36 lat, konkretnie od 3 października 1990 roku. Niemcy kolejny raz są zjednoczone. Dlatego też ludzie, którzy się nigdy z NRD nie zetknęli, są dziś w sile wieku. Tylko znawcy historii wiedzą o jej istnieniu.
Obecnie więc po dawnej NRD nie powinno zostać śladu. Plan był taki, że zachodnie Niemcy pomogą wschodnim gospodarczo i po jakimś czasie wyrównają się poziom i styl życia, jak również sposób myślenia i zasady demokracji. Po części tak się stało. Jednak obecnie różnice te odżyły. Obie części Niemiec głosują w wyborach zupełnie inaczej. Na wielu mapach tematycznych jaskrawo widać dawną „niemiecko-niemiecką” granicę. Dlaczego tak jest? Co poszło nie tak?
Jak mówić o NRD?
.Moim podstawowym punktem odniesienia jest książka Katji Hoyer, niemieckiej historyk urodzonej w NRD i mieszkającej w Wielkiej Brytanii. Inne książki mówią o czasach po NRD, ta jest doprowadzona (z krótkim epilogiem) do roku 1990. Jest dobrze napisana i została bestsellerem, a prawie najciekawsza jest dyskusja nad jej recepcją. Ale jaki jest jej tytuł? No właśnie. Oryginał angielski ukazał się jako Beyond the Wall („POZA murem”), niemieckie tłumaczenie to „Diesseits der Mauer” („Po TEJ stronie muru”). Już to sugeruje różne perspektywy: obcego, zaglądającego przez mur, by zobaczyć, co tam się dzieje, oraz swojego, który jest tym murem otoczony. Książka przedstawia wielką historię, ale dominują historie ludzi, wielkich i małych, co jest charakterystyczne dla literatury anglosaskiej. Można to uznać za ocieplanie wizerunku, ale też za ukazanie ludzkiej perspektywy. W końcu w nazistowskich Niemczech oraz stalinowskim Związku Sowieckim też żyli „zwykli ludzie”, kochali się, rodzili dzieci i starali się związać koniec z końcem. Ci ludzie nie są nieważni.
Niemniej zwłaszcza w Niemczech książka wywołała ostrą polemikę. Dla Niemców jest to ich własna historia, dlatego mają do niej stosunek emocjonalny. Poza Niemcami została przyjęta z dużym zainteresowaniem, jako że temat NRD prawie tam nie istnieje. Czytelnicy konserwatywni byli zadowoleni, że przedstawione zostały zbrodnie systemu, a postępowym się podobało, że według książki w NRD jakoś dało się żyć. Taka opinia z obu stron dobrze o niej świadczy.
Podobnie wielką historię i osobiste losy łączy Götz Aly w książce Wie konnte das geschehen? Deutschland 1933 bis 1945 („Jak do tego mogło dojść? Niemcy 1933–1945”). Takie historie są interesujące, bo również wielka historia jest sumą losów ludzi, ich przeżyć i decyzji. Mam nadzieję, że jeszcze do niej wrócimy.
NRD była państwem dziwnym. Wydawała się czymś tymczasowym. „Prawdziwymi Niemcami” były Niemcy Zachodnie. Dbały one zresztą, by nikt nie uznawał państwowości NRD. W samej NRD usiłowano stworzyć odrębną tożsamość. Dobrą okazją do jej zaakcentowania był sport, który wymagał uhonorowania zwycięzcy flagą i hymnem. Dlatego inwestowano wiele w sport, nie szczędząc chemicznego dopingu. Zwłaszcza kobiety – pływaczki, biegaczki i kulomiotki – były ofiarami systemu. Łyżwiarki figurowe szczęśliwie mogły zachować kobiecy wdzięk, normalną fizjologię i włosy. Ważny był mecz RFN-NRD na mistrzostwach w RFN w roku 1974. Władze NRD potraktowały go jako starcie systemów. NRD zaskakująco wygrała 1:0. Podobno mecz nie był ustawiony, choć mógł to być gest polityczny. Policja polityczna (Stasi) zwerbowała 13 z 40 członków delegacji, w tym 5 piłkarzy. Donosicielstwo kwitło. W wyposażeniu delegacji była skrzynia transportowa. Gdyby któryś zawodnik chciał uciec, miano go odurzyć i w tej skrzyni potajemnie wywieźć.
Istotnym elementem NRD-owskiej tożsamości był antyfaszyzm. Oczywiście do 1945 wschód Niemiec był nazistowski jak cała reszta. Ludność też nie została wymieniona, oprócz przesiedlonych z terenów przyznanych Polsce, a ci tym bardziej byli nazistami. Czyżby zaszła w nich jakaś wewnętrzna przemiana? Nie bardzo, to raczej zostali oni wybieleni za cenę lojalności wobec nowych władz. Podobnie jak na Zachodzie, kompetentni, wykształceni ludzie przeszli przez NSDAP, a młodsi też przez Hitlerjugend. Innych kadr nie było, trzeba ich było recyklować. Doświadczenie w zarządzaniu obozami koncentracyjnymi to też doświadczenie organizacyjne. Trafiali ci ludzie do władz, armii i tajnej policji Stasi. A specjaliści od rakiet i techniki nuklearnej w liczbie 2500 zostali wywiezieni do ZSRS w operacji Osoawiachim, sowieckim odpowiedniku amerykańskiej operacji Paperclip. Nie można było więcej łapać nazistów, bo NRD miała uchodzić za czystą – w przeciwieństwie do RFN.
W ten sposób wschodnioniemiecka Narodowa Armia Ludowa (NVA) była mimo zmiany ideologii kontynuatorką Wehrmachtu i dawnej armii cesarskiej czy pruskiej. Zachował się brutalny dryl, w przeciwieństwie do tej, która widziała w żołnierzach „obywateli w mundurze”. Epatowano defiladami wojskowymi w stylu niemiecko-sowieckim.
Militaryzacja życia obejmowała też młodzież. Organizacja Freie Deutsche Jugend (FDJ, Wolna Młodzież Niemiecka) miała charakter paramilitarny, była określana jako „rezerwa bojowa partii”. Nie ma co pytać, której partii, bo Partia była jedna, z paroma przystawkami pro forma. W roku 1937 w nazistowskich Niemczech nakręcono film dokumentalny Alles Leben ist Kampf („Wszelkie życie to walka”). Władze NRD mogłyby się pod tym podpisać. Była to oczywiście walka o pokój, socjalizm, prawa robotników itp. Ale walka na poważnie. Kiedyś przy wyjeździe z NRD widziałem wielką tablicę: „Wo ein Genosse ist, da ist die Partei” („Gdzie jest towarzysz, tam jest partia”). Jako towarzysz, muszę się dobrze sprawdzić na wysuniętej placówce, a inny towarzysz patrzy, czy mi dobrze idzie. Brrr…
Czy system był coś wart?
.Opinie na ten temat rozciągają się od potępienia w czambuł do „Ostalgii”, czyli nostalgii za Wschodem (Ost). Charakterystyczny jest przykład Angeli Merkel. Wychowana w NRD była kobietą wyemancypowaną i pracującą, potrafiącą bez problemów pracować z mężczyznami i nimi kierować. Gdy jednak weszła w politykę na poziomie ogólnokrajowym, nigdy nie tematyzowała tego doświadczenia. Poruszyła ten temat pod koniec swoich rządów, gdy pewna publikacja pochwaliła jej zdolność adaptacji, konkretnie to, że potrafiła zrzucić balast swojej NRD-owskiej biografii. Powiedziała, że nie przemawia jako pani kanclerz, lecz jako obywatelka ze Wschodu, jedna z 16 milionów tych, którzy ciągle wysłuchują takich uwag, jak gdyby ten okres ich życia się w istocie nie liczył.
Dyktatura na dyktaturze, co robić? Najpierw 12 lat nazizmu, potem 45 lat komunizmu. Co robić, jeżeli się miało dziadka w Wermachcie, który był na froncie wschodnim i należał najpierw do NSDAP, a potem do SED, ale nosi się jednak jego geny?
Niemcy znają pojęcie „Gnade der späten Geburt” („łaska późnych narodzin”). Późne narodziny uwalniają od wielu dylematów, od gróźb i pokus. Pierwotnie dotyczyło to nazizmu, obecnie również komunizmu. Łatwo jest być pryncypialnym, jeżeli się nie stanęło przed krytycznym wyborem, gdzie dla zachowania honoru i godności trzeba poświęcić dobro swoje, a zwłaszcza swoich bliskich. Zawsze trzeba wyważyć, jak faktycznie jest, czego mi brakuje, co chciałbym zmienić, ile będzie kosztować zmiana i czy coś realnego da. Zachodni obserwatorzy określają niektóre systemy jako rządy terroru i oczekują, że wszyscy obywatele będą je aktywnie zwalczać.
Robert Kaplan twierdzi, że nawet tyrania jest lepsza niż wojna i chaos. Jest to wynik jego doświadczeń z Irakiem i Libią. Apele komunistycznych przywódców o „spokojną pracę” mają sens, bo dzięki tej pracy coś się tworzy. Jako wychowany w PRL mam naturalną awersję do brutalnych rewolucji, francuski maj 1968 wydaje mi się bezsensowny. Natomiast wyjść na ulicę i pokazać coś swoją obecnością – to inna historia. Pięknym przykładem są msze papieskie (byłem w Krakowie w 1978 r., niezapomniane przeżycie) i ruch Solidarności.
Wszystko jest więc kwestią wyważenia. NRD stała ekonomicznie najwyżej z państw demokracji ludowej, czyli demoludów. Jeżeli ktoś nie wchodził w drogę systemowi i tolerował codzienne zakłamanie, mógł w miarę normalnie żyć. Nie było bezrobocia. Mieszkając w PRL, nie doceniałem tego, teraz widzę to inaczej – mała stabilizacja. Ceną za spokój jest mniej dynamiczny rozwój. Wszystko jest gorsze, brzydsze i trudniej dostępne. No i zakłamanie i opresja, mniej lub bardziej widoczna.
Państwo policyjne
.W NRD system był bardziej opresyjny niż w Polsce. Polska, leżąca na strategicznej trasie z Związku Sowieckiego do Niemiec, nie mogła sobie pozwolić na igranie z sojuszami, choć jako wentyl dopuszczane były śmieszki w kabaretach. NRD była krajem frontowym, z drugimi Niemcami vis-à-vis. Tu nie było żartów. Również od społeczeństwa wymagano dyscypliny, do której było ono zresztą przyzwyczajone.
Nad całą historią NRD unosi się ponury cień Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa, Ministerium für Staatssicherheit, w skrócie MfS, potocznie Stasi. Miało ono 91 tys. pracowników i ponad 170 000 „nieoficjalnych współpracowników”.
Po podpisaniu w roku 1975 aktu końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w Helsinkach trzeba było złagodzić metody postępowania z opozycją. Nie wynikało to z dobroci serca, wynikało raczej z obawy o utracenie ciężko wywalczonego równoprawnego miejsca we wspólnocie międzynarodowej. I tu Stasi wykazała się kreatywnością. Jej wkład w techniki wojny psychologicznej to „Zersetzung”, czyli rozkład atakowanej osoby. Metoda ta pozwala na zniszczenie tej osoby bez używania przemocy fizycznej. Ma ona następujące cele:
- rozbicie spójności grup lub struktury osobowości jednostki,
- paraliż, odebranie ofierze woli działania,
- dezorganizacja, ofierze nagle nic się nie udaje,
- izolacja, zerwanie więzi ofiary z otoczeniem, rodziną i przyjaciółmi.
A oto metody:
- systematyczne dyskredytowanie – rozsiewanie fałszywych plotek, np. o chorobach psychicznych czy współpracy z policją,
- organizowanie porażek życiowych – sabotowanie kariery zawodowej, szkodzenie w studiach dzieciom,
- inżynieria społeczna i gaslighting – włamania do mieszkań, podczas których nic nie ginie, ale przedmioty zmieniają położenie; ofiara zaczyna wątpić we własne zdrowie psychiczne,
- destrukcja relacji – wysyłanie kompromitujących materiałów, również fałszywych, prowokowanie kłótni i rozbijanie małżeństw,
- sianie paranoi w grupach – sugerowanie, że lojalni członkowie są donosicielami, niszczenie wzajemnego zaufania,
- nękanie administracyjne – nieustanne kontrole drogowe, bezpodstawne wezwania na przesłuchania w godzinach pracy.
.Wygląda na to, że pomysły Stasi się rozprzestrzeniły. Niektóre metody wydają się znajome. Pozycja pierwsza przypomina znane w Polsce „niszczenie podstaw godnościowych”, a „bezpodstawne wezwania na przesłuchania” też są w użyciu.
Szczególnie haniebna karta Stasi to „strzały na murze”. Najbardziej znany jest Mur Berliński, fantazyjnie określany jako „antyfaszystowski wał obronny”. Również umocnione było 1400 km „wewnątrzniemieckiej granicy / granicy niemiecko-niemieckiej”. Wydano tam rozkaz: „Naruszających granicę należy aresztować albo zniszczyć”. Więc ich niszczono. Konsekwencją były setki ofiar, zabitych przez strzały wartowników, miny i automaty samostrzelające.
Po latach byli agenci mają się dobrze, lepiej niż ich ofiary. Mają swoje organizacje (GRH, ISOR itp.), które walczą o dobre imię organizacji i ich członków oraz sprzeciwiają się ich „prześladowaniom”, spowodowanym „histerią anty-Stasi”. Dbają też o zachowanie przywilejów finansowych. Tajnych współpracowników były rzesze, mnóstwo z nich jest dobrze ulokowanych na ważnych stanowiskach, na Wschodzie i Zachodzie. Nie jest zaskoczeniem, że weterani dyktatury mają polityczne wsparcie w partii Die Linke (Lewica). Walka z Hydrą to zadanie dla Herkulesa.
Czemu więc są inni i jak?
.Jeżeli mówimy, że mieszkańcy byłej NRD są inni, musimy ustalić, o których mówimy. Można ich podzielić na kilka kategorii:
- kierownictwo zarządzające zbrodniczym reżimem,
- oprawcy niższego rzędu,
- aktywni pracownicy systemu,
- milcząca, zaadaptowana większość,
- szykanowani,
- ofiary,
- aktywni opozycjoniści.
.Spojrzenie na system zależy od zajmowanej pozycji i zwracania uwagi na losy innych. Na pewno wielu jest konformistów, którzy powtarzają to, co im się podaje do wierzenia. Przez lata byli nasycani miłością do Związku Sowieckiego i antyamerykanizmem, walka o pokój oznaczała uległość wobec Rosji. Uczyli się rosyjskiego, nie mają do niego awersji. Wychowanie w FDJ nie dopuszczało odstępstw, przekazywane treści trzeba było traktować poważnie. Dyscyplinie sprzyjały formalne zebrania, paramilitarne funkcje i błękitne mundurki.
U części ludzi jednak totalitaryzm wywoływał opór. Nauczyli się, że oficjalne źródła kłamią, że nie można wierzyć władzy. To oni modlili się o pokój w Lipsku, w roku 1989 na ulicę wyszło 70 tys. osób. Wymagało to odwagi. W 2014 r. w Dreźnie powstała PEGIDA, organizacja walcząca z islamizacją Europy. Ta została już zaliczona do prawicowego ekstremizmu. Odruch jednak jest ten sam, miejsce też podobne. Gdy w 2018 r. Chemnitz Niemiec został zamordowany przez migrantów, dla upamiętnienia jego śmierci mainstreamowe media miały tylko złośliwą ironię. Co ciekawe, gdy dziś szukam „Chemnitz Messerattacke”, pojawia się cała seria zdarzeń z ostatnich dni, ostatnie sprzed 8 godzin. Wszystko to prezentuje się jako prawicową paranoję. Jak ma to nie wzbudzać buntu? Nakłada się na to fakt, że wielu odbiera zjednoczenie jako wrogie przejęcie / podbój / kolonizację. Wszystkie ważne pozycje zostały zajęte przez przybyszów z Zachodu. Literatura została wygumkowana. Miliony ludzi powinny zaakceptować, że życie ich i ich rodziców było całkowicie bezwartościowe. Dlatego Ulrich Siegmund w Saksonii-Anhalt, jeżdżący na niebieskim motorku Simson, uderzył w czułą nutę.
Po upadku NRD przyszła wolność, ale ostatnio państwo znowu zaczęło się rozpychać i mówić, jak żyć. Dla wielu problemem były ograniczenia covidowe. Wygląda na to, że obecnie to wychowani w dobrobycie Zachodniacy (Wessis) są potulni, a Wschodniacy (Ossis) są bardziej wyczuleni na kłamstwo, nowomowę i hipokryzję. Podobnie pisarze, którzy byli krnąbrni w NRD, w wielce demokratycznej Republice Federalnej znowu mają problemy z cenzurą. Rogate dusze tak mają. Dziś każdy mniej schematycznie myślący wpychany jest do „prawego narożnika”.
Niby wszyscy są za wolnością. Ale słowo „wolność” okazuje się wieloznaczne. Ilko-Sascha Kowalczuk w książce Szok wolności pisze: „Wolność oznacza: mieszanie się we własne sprawy i branie sobie prawa do tego, by współdyskutować, współtworzyć i współdecydować”. Ale już po chwili, gdy wschodni Niemcy, a których tu mowa, wybierają co innego, niż mu odpowiada, okazuje się, że nie potrafią właściwie z tej wolności korzystać. Doznali szoku wolności. Przypomina to zdanie klasyka: Miała być wolność słowa, ale nie tak, żeby każdy gadał to, co chce! W innej rozmowie na temat wyborców AfD Kowalczuk mówi: „Jak ktoś wybiera nazistów, sam jest nazistą”. Ostatnio też wypowiadał się za jak najszybszym zakazem AfD. Trochę to dogmatyczne, wygląda to na starannie reglamentowaną wolność. Do tego używa on języka „genderowanego”. W normalnym języku byłoby „Politiker und Politikerinnen” („politycy i polityczki”), w Gendersprache mamy „Politiker*innen”, co wymawiamy z krótką pauzą, jak w „polsko-austriacki”. Jest to dobry symptom przynależności do wokistowskiej bańki, z którą porozumieć się jest trudno.
.Wewnętrzny podział w Niemczech jest silny i narasta. O Saksonii pisze się tam jak – nie przymierzając – w Polsce o Podkarpaciu. Nawet gorzej, bo to nie tylko prowincjusze, ale i naziści. Do tego zupełnie nową sytuację tworzy marsz lewicy po władzę. Wyszła na prowadzenie w Berlinie, było nie było, stolicy. Do tego osiągnęła to dzięki muzułmanom, a konkretnie przestępczym klanom arabskim. Wciąż wychodzą nowe fakty na temat tych toksycznych powiązań. A ci, gdy czegoś chcą, nie grają w szachy.
Literatura:
Kompendium: NRD – historia i życie codzienne:
Katja Hoyer „Beyond the Wall: East Germany, 1949-1990”, 2023
Zjednoczenie i konsekwencje:
Ilko-Sascha Kowalczuk „Die Übernahme: Wie Ostdeutschland Teil der Bundesrepublik wurde”, 2019-25
Ilko-Sascha Kowalczuk „Freiheitsschock”, 2024
Dirk Oschmann „Der Osten: eine westdeutsche Erfindung: Wie die Konstruktion des Ostens unsere Gesellschaft spaltet”, 2023
Carsten Gansel „Ausradiert? Wie die Literatur der DDR verschwand”, 2026
Jana Hensel „Es war einmal ein Land: Warum sich der Osten von der Demokratie verabschiedet”, 2026
Terror i powszechne szpiegowanie„:
Hubertus Knabe „Die Täter sind unter uns”, 2008
Heinz Engelhardt i Peter Böhm „Der letze Mann: Countdown für MfS”, 2’19
Roland Jahn „Wir angepassten: Überleben in der DDR”, 2014
Johannes Nichelmann „Nachwendekinder: Die DDR, unsere Eltern und das grosse Schweigen”, 2019
Ruth Hoffmann „Stasi-Kinder: Aufwachsen im Überwachungsstaat”, 2012.






